środa, 20 marca 2013

Czarna msza - czyli o naszej narodowej skłonności do popadania z jednej skrajności w drugą

Mówią, że Polacy to gwałtowny naród, który momentalnie popada w jednej skrajności w drugą. W tatach 80'tych walczyliśmy z komunizmem z dumnym, towarzyszącym nam przez wieki hasłem "Bóg, Honor, Ojczyzna", a zaledwie dekadę później przez kraj nadwiślański przeszła fala antyklerykalizmu. Fantastyka, jako odzwierciedlenie rzeczywistości, odpowiedziała na to zjawisko momentalnie. Podobno science fiction i tematyka religijna nie mogą współistnieć, zupełnie jak woda i ogień [pomrukuję Rammsteinowe "Feuer un Wasser kommt nicht zusamen...]. Jednak czy "mędrca sziełko i oko" wyklucza "czucie i wiarę"? Na to pytanie postanowił odpowiedzieć Wojciech Sedeńko gromadząc utwory jedenastu polskich autorów fantastyki, przy okazji dokonując diagnozy kondycji polskiej fantastyki.
Jak już wspomniałam, pojawiająca się na świecie w roku 1992 dzięki wydawnictwu Rebis antologia zawiera utwory jedenastu apostołów [może zbyt daleką interpretację proponuję przyrównanie ilości naszych rodzimych fantastów do liczby apostołów pozostałych krótko po zdradzie Judasza] zebrane pod kontrowersyjnym tytułem "Czarna msza". Nazwę owego zbioru zaproponował Andrzej Sapkowski ["Wiedźmin", "Trylogia Husycka", "Żmija"] podczas gdańskiego konwentu Nordcon w 1990 roku.
Przywołującą skojarzenia z barokowym malarstwem Bruegla okładkę zaprojektował Jan Mogiła.
Cykl opowiadań otwiera Grzegorz Drukarczyk w opowiadaniu o przywołującym miltonowskie skojarzenia tytule "Raj utracony". Przywołująca skojarzenia z popularnym toposem theatrum mundi historia przepowiada losy kobiety stworzonej przez Boga. Jej stwórca powołał do życia rówież mężczyzn: najpierw jej towarzysza życia, później zniedołężniałego, lecz charyzmatycznego kapłana oraz trzeciego - pięknego jak stworzona kobieta, wzbudzającego zazdrość w pozostałych mężczyznach. Owe cztery istory stały się ciekawym "poletkiem doświadczalnym" dla swojego stwórcy przez sześć dni tworzenia, dostarczały mu informacji o ludzkiej naturze. Siódmego dnia, w przeciwieństwie do Biblii nie przychodzi jednak zasłużony odpoczynek. Tego dnia nadchodzi chwila ukoronowania stworzenia...
Uwielbiam poetycki, lecz zarazem lekki w czytaniu styl Drukarczyka, który urzekł mnie w powieści "Zabijcie Odkupiciela", w roku 1992 nominowana do nagrody Fandomu Polskiego im Janusza A. Zajdla [pokonana przez "Króla Bezmiarów" Feliksa Kresa].
"Interregnum" spod pióra Tadeusza Oszubskiego ukazuje wizję historii dziejącej się na początku poprzedniego milenium, gdy trzeci zasiadający na tronie cesarz o imieniu Otton przejmuje władzę.  Kipiący ambicją, przewidujący, chytry, żądny władzy, jaką dać mu może zjednoczenie czterech państw pod berłem jednego cesarza. Ową historię pochłonęłam momentalnie, gdyż uwielbiam obserwować ludzkie namiętności przeplatające się w ten sposób z religią, wypaczające wiarę. Podobał mi się również sposób prowadzenia narracji pana Orbitowskiego - aż rozejrzę się za innymii jego dziełami.
Jak jakaś mroczna reklama kusi tytuł trzeciego opowiadania, "Umieraj z nami"  napisanego przez Jacka Inglota. I nawet jeśli jest to opowiadanie zastępcze, ukazana w nim historia zamkniętych w klasztorze chorych na nieluleczalną chorobą ludzi wymykających się za jego mury tylko nocą jest urzekająca. Przy lekturze tego opowiadania nasunęły mi się refleksje na temat dżumy, która w późnym średniowieczu zdziesiątkowała ludność Europy. Czy ludzie zdrowi również reagowali tak jak mieszkańcy wioski? I czy umieranie w miejscu zadżumionym było tylko odejściem, czy też miało w sobie nieco życia? Ciekawość rozbudzona.
Opowiadanie "Rzeka" Jacka Soboty przypomina mi jedną z jego książek ["Padlina"], którą czytałam kilka lat temu. Przez miasto-Moloch przetacza się fala tajemniczych zaginięć. Ofiary, z pozoru ze sobą niepowiązane, znikają jedna po drugiej. Nagle. Bez śladu. Każda z nich przed tym incydentem się czegoś boi, jednak nie potrafi zdefiniować istoty swego lęku. Policjant Jos podejmuje się próby rozwikłania tej zagadki.
W "Dopuście bożym" Andrzej Drzewiński pod płaszczykiem historii o porzuconym przez ukochaną [nie, nie w wyniku melodramatycznego zerwania, lecz śmierci dziewczyny] mężczyźnie zaczynającym z dnia na dzień czynić cuda zadaje pytanie o istotę ingerencji Boga. Czy poznamy fałsz w Jezusie siedzącym na chmurce i reklamującym jakiekolwiek dobro użytkowe? Czy może pomylimy to z ingerencją obcych ras [bo podobno nie jesteśmy w kosmosie sami]?
Pozytywnie zaskoczył mnie tekst Rafała A. Ziemkiewicza pod tytułem "Źródło bez wody". Przyznaję się, że do jego twórczości podchodzę z rezerwą, po niezbyt udanym spotkaniu w książce "Ognie na skałach". Dorzućmy do tego te wszystkie "Uważam Rze", "Uważałem Rze", "Zapytaj Ziemkiewicza" i inne zabawy związane z polityką. Jeśli mam być szczera, to bardziej dotyczy mnie wynegocjowany i sukcesywnie podwyższany wiek emerytalny [że emerytury dożyję przestałam się łudzić już parę lat temu], ale tutaj marnuje się talent... Może dla niego fantastyka to tylko hobby, ale pasje trzeba kultywować. Tym bardziej jeśli hobby to tworzenie tak ciekawych opowiadań jak to - mieszanka przeszłości z przyszłością połączona intrygą na tle religijnym. Ja to kupuję.
I o ile Ziemkiewicza czytało mi się mile, to nawet jeśli nie zobaczyłabym nazwiska Eugeniusza Dębskiego [wobec którego podejrzewam swoją osobę o jakieś dziwne uprzedzenie] przy opowiadaniu "... więc chyba to był On..." skrzywiłabym się pewnie w ten sam sposób. Nie poradzę, sposób pisania tego pana do mnie nie przemawia, nie widzi mi się kreacja bohaterki, która na siłę próbuje dorwać się do rozporka przebudzeńca i przeżywa rozmiar swojego biustu. Dobra, z pewnością są takie kobiety, nawet są gorsze. Ale elektroniczne pobudzanie nieprzytomnego ciała, by się "nim" zabawić? Powinnam dostrzec w tym coś głębszego - nie udało mi się. Tak jak z "Moherfuckerem", którego skołowałam sobie 2 tomy dla sceny, w której moherbabcia rozszarpuje grupkę podpitych i agresywnych punków. Scena była fajna, ale do reszty się zmuszałam. Tutaj też się zmusiłam. Tak, z takim nastawieniem prędko nie wezmę się za pozostałe 2 książki tego autora stojące na mojej półce.
Objawieniem natomiast okazała się dla mnie "Korporacja Mesjasz" Jacka Dukaja, którą obok "Raju utraconego" Drukarczyka uważam za najlepsze opowiadanie w tym zbiorze. Tekst poraził mnie już od pierwszych linijek, tak doskonały, tak plastyczny warsztat! Forma jak dla mnie doskonała. I gdyby pan Mickiewicz pokusił się kiedyś o napisanie "Pana Tadeusza" w takiej formie, dziś może nie byłby epopeją narodową, ale bardzo ciekawą lekturą, nie tylko do poduszki. Oczy same sunęły po czarnych literach, a na ustach wykwitał banan. Wykwitał póki nie musiałam przerwać czytania na półtorej godziny treningu.
Przedostatnim [za chwilę wyjaśnię dlaczego używam tego sformułowania jest "Piknik...", tfu! [Popłynęłam na fali skojarzeń z dobrą, rosyjską fantastyką.] "Spotkanie na końcu drogi" Mirosława P. Jabłońskiego. Zastanawialiście się kiedyś jak wyglądałaby ta chwila przed Końcem? Jak wyglądałaby śmierć ostatniego człowieka zanim nastanie Dzień Ostateczny i wszyscy zostaną wskrzeszeni, kiedy wypełni się biblijna obietnica? Stawialiście się kiedyś na miejscu ostatniego człowieka, którego życie chyli się już ku końcowi? Na te pytania próbuje odpowiedzieć Jabłoński w tym opowiadaniu. Umierający papież, jako ostatni mieszkaniec Ziemi, spotyka dziwnego młodzieńca, pod którego postacią ukrył się jego Bóg, jego Pan. Pomiędzy obiema osobami dochodzi do dialogu, diagnozy dotychczasowego świata.
I w tym momencie powinnam wyjaśnić Wam dlaczego "Dom na krawędzi Światła" Jarosława Grzędowicza oraz "Dom na krawędzi ciemności" Jacka Piekary potraktowałam jako jeden utwór. Pomysł na owe opowiadanie [opowiadania] zrodził się, wierząc Grzędowiczowi, w kuchni Jacka Piekary nocą, gdy obaj autorzy prowadzili dywagacje na mniej lub bardziej przyziemne tematy.I o ile historia autora znanego z "Pana Lodowego Ogrodu" tchnie optymizmem, tak kreślone przez pana Jacka rozwinięcie tej historii wpędza czytelnika w mrok.
Tak jak widać żaden z tych utworów nie uderza bezpośrednio i dotkliwie w Kościół, nie ważne jakiego odłamu. Opowiadania prowokują czytelnika do przemyśleń nad sobą, swoją duchowością, sensem istneinia. Brzmi pretensjonalnie? Może dla niektórych tak. Ja natomiast jestem wdzięczna Kamilowi za udostępnienie mi owej antologii - czas przy niej zdecydowanie nie był czasem straconym.

Czarna Msza
Autorzy: różni,
Wydawnictwo: Rebis,
Moja ocena: 4,5/5

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Będzie mi niezmiernie miło jeśli pozostawisz po sobie ślad.
Pamiętaj, że komentarze będące spamem lub obrażające innych będą kasowane.

Informuję iż teksty (nie będące odpowiednio odznaczonymi cytatami z książek) oraz rysunki/ komiksy zamieszczane na tym blogu są moją własnością.
Okładki książek i komiksów pochodzą z serwisu lubimyczytac.pl .
Kopiowanie i/ lub przerabianie, przeredagowywanie tekstów bez mojej wiedzy i zgody jest zabronione.