środa, 6 marca 2013

Obsydianowe serce - czyli historia "Upiora z hotelu"



Rok 1865, Europa. Spowodowana eksplozją demograficzną rewolucja przemysłowa kwitnie. Manufaktury przekształcane są masowo w fabryki, do których ciągnie ludność ze wsi i miasteczek. Ludzkość poznała już dobrobyt maszyn parowych i elektryczności. Od wielu lat można już podróżować koleją, trwa budowa Kanału Sueskiego. Ujmując krócej – triumf nauki i rozumu ludzkiego, wiek wielkich wynalazków, ogromnych przemian na tle gospodarczym, społecznym, kulturalnym, naukowym.
Ludzkość nie podejrzewa równoległego istnienia istot zwanych feyonami, lub też sí, bohaterów podań i legend irlandzkich o niezbadanych mocach. Sidhe żywią się krwią, lecz nie przypominają wampirów w większym stopniu. Są istotami żywymi, a więc nie wstają z grobów, nie umierają od osikowego kołka i nie przeszkadza im święcona woda. Dokucza im jedynie światło słoneczne, choć nie jest w stanie ich zabić – w przeciwieństwie do żelaza. Ich populacja jest jednak tak niewielka, że nie rzucają się w oczy przeciętnemu obywatelowi.
Monachium. Do hotelu Nymphenburg, najlepszego w mieście, przybywa Corrisande Anthea Jarrencourt, młoda dama pragnąca odnaleźć odpowiednią partię w środowisku burgundzkich salonów. Dziewczyna ma jeszcze w pamięci zranioną dumę przez zerwane zaręczyny [co sprawiło, że jej niedoszły małżonek „w nieszczęśliwym wypadku” rozstał się ze światem] i pragnie jak najszybciej pozbyć się tego piętna. Pomóc ma jej przy tym Mrs Eliza Parslow, wdowa, przyzwoitka dziewczyny, w towarzystwie przedstawiana jako jej ciotka – kobieta do przesady strzegąca cnoty swojej podopiecznej. Jej przeciwwagą jest pokojówka Corrisande, Marie-Jeanette Bouchard – młoda dziewczyna, córka słynnej kurtyzany, która w przyszłości zamierza przyćmić sławę matki.
Błyskotliwy plan znalezienia bogatego kawalera spala jednak na panewce, gdy w pokoju Corrisande pojawia się bezimienny feyon, przemieszczający się pod postacią cienia. Młoda kobieta pada zemdlona, przynajmniej tak wydaje się postronnemu obserwatorowi. Jednak historia opowiedziana przybyłym, gdy była nieprzytomna, szwoleżerom, rzuca na sprawę inne światło – dziewczyna ma niezwykle rzadki, wręcz niespotykany dar wyczuwania sí. Później dowiaduje się również, że owa mroczna istota o [tytułowym] sercu mrocznym jak obsydian, odnalazła w niej swoją życiową partnerkę.
„Obsydianowe serce” to świetnie napisany koktajl powieści gotyckiej, fantasy i czarnego humoru idealnie odnajdujący się w realiach dziewiętnastego wieku. Intryga dotycząca zaginionego manuskryptu o nieznanej nikomu treści momentami schodzi na dalszy plan, gdy autorka na piedestał wysnuwa kreowanie pary antynomicznej [swoistego Yin i Yang, demonicznego i niewinnego bieguna] reprezentowanej przez Wiatrochoda oraz dziewiczą Corrisande [wolałam uniknąć sformułowania „niewinną”, gdyż czytelnik bardzo szybko się zorientuje, że umiejętności rzucania nożem, czy też kradzieży kieszonkowej niewinności jej nie przydają]. Momentami wręcz nie mogłam uniknąć skojarzeń ze sztandarowym dla gatunku powieści gotyckiej „Mnichem” M. G. Lewisa, w której niewinna Antonia, nieporadnie broniona przez Lorenza, w końcu wpada w lubieżne łapy mnicha Ambrosia. Czy taki sam los czeka Corrisande? Cóż, tego dowiem się po lekturze tomu drugiego.
Sama postać Wiatrochoda – posiadacza tytułowego obsydianowego serca -  przywołuje romantyczne skojarzenia z bohaterem wykreowanym przez Gastona Leroux, szerszej publiczności znanemu zapewne z musicalu „Upiór w operze”, istoty [nie-człowieka], który upodobał sobie młodą kobietę wmawiając sobie, że ich podobieństwa [umiłowanie muzyki i śpiew - Christiny Dae i Upiora; feyon Wiatrochód i Corrisande, która okazuje się być… Nie, to musicie odkryć sami] stają się tym, co połączy ich na wieczność. W chwili porażki [lecz nie tej ostatecznej] cienia chciałam mu przypisać fragment kwestii Upiora z musicalu: „All the phantom asked of was you”.
Skoro już wspomniałam o klimacie operowym, ciężko pominąć Cérise Denglot, primadonnę, śpiewaczkę operową, która współpracuje ze szwoleżerami przy poszukiwaniu cennego zwoju oraz ujęciu groźnego Feyona. I warto ująć, że jak typowa primadonna, posiada moralność podwórkowej kotki oraz unosi się jak paw, choć nie jest jedyną gwiazdą tego formatu na świecie.
„Obsydianowe serce”, debiutancka powieść Ju Honisch, przyciągnęła mój wzrok przecudowną, pełną zębatek okładką momentalnie przywołującą skojarzenia z „cywilizacją pary”, jak zaczęłam się o rewolucji przemysłowej wyrażać po obejrzeniu anime „Steamboy”. Książka wydana jest na szarym, momentalnie sprawiającym wrażenie zbyt cienkiego, papierze. Mimo wszystko jego zapach połączony wraz z tuszem drukarskim i świetnie opowiedzianą historią są receptą na zarwaną noc.

Obsydianowe Serce cz.1

tłumaczenie: Robert Kędzierski
tytuł oryginału: Das Obsidianherz
seria/cykl wydawniczy: Obca Krew tom 1
wydawnictwo: Fabryka Słów
data wydania: wrzesień 2011
ocena: 4/5

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Będzie mi niezmiernie miło jeśli pozostawisz po sobie ślad.
Pamiętaj, że komentarze będące spamem lub obrażające innych będą kasowane.

Informuję iż teksty (nie będące odpowiednio odznaczonymi cytatami z książek) oraz rysunki/ komiksy zamieszczane na tym blogu są moją własnością.
Okładki książek i komiksów pochodzą z serwisu lubimyczytac.pl .
Kopiowanie i/ lub przerabianie, przeredagowywanie tekstów bez mojej wiedzy i zgody jest zabronione.