środa, 13 marca 2013

Pomnik Cesarzowej Achai tom II - udana mieszanka dwóch z pozoru nieprzystających do siebie elementów

Nigdy nie miałam wątpliwości, że chciałam wrócić do świata Achai. Zachwyciła mnie tworzona przez Andrzeja Ziemiańskiego wizja silnych kobiet, które dorwały się do władzy, które zmonopolizowały wojsko, które po nazwaniu ich "słabą płcią" mogą delikwentowi z drwiącym uśmieszkiem przywalić w zęby. Sam autor podkreśla, że nie lubi określenia "słaba płeć", preferuje raczej nazywanie kobiet "płcią piękną". Piękne istoty mogą przecież wziąć w ręce karabin, słabe natomiast raczej się pod nim złamią.
I tak oto pewnego dnia, gdy dostałam przeniesienie w pracy, szef sprezentował mi voucher do Empiku, "bo ja lubię książki czytać, to sobie coś z pewnością wybiorę". Dzięki Patryku i dzięki Gosiu, choć pewnie nie czytacie tych słów. Dzięki Wam na mojej półce pojawił się pierwszy tom "Pomnika Cesarzowej Achai", wprowadzenie do szaleńczej przygody, w której do niezmiennego od tysiąca lat świata wdziera się polski okręt wraz z załogą wywracając dotychczasowe porządki i ustalenia do góry nogami. Niedawno, z nadejściem drugiego tomu, pokaźnej, bo ponad siedemset-stronicowej cegiełki; powróciłam do tego magicznego świata.
W południe w Cesarsko-Książęcej Dostrzegalni, specjalnym punkcie obserwacyjnym w porcie, wybuchło zamieszanie. Zbliżał się do nich okręt o przedziwnych żaglach. Tak dziwnego stwora do tej pory nie widział jeszcze nikt z żyjących tu ludzi! Czy przybywa w pokoju? Czy też chce zniszczyć całe miasto?
Sytuacja taka przywodzi na myśl mnóstwo przykładów z czasów kolonialnych. Zastraszeni tubylcy  pochodzili nieufnie do przybyszów, bali się ich, jednak wypatrywali z ciekawością nowinek technicznych, dla przybyszów przedmiotów codziennego użytku, dla tubylców skarbów, niemal artefaktów. Niekiedy dochodziło między nimi do wymian, jednak stratni byli na tym rdzenni mieszkańcy. Częściej jednak ludy te były siłą podporządkowywane przybyszom.
Przedstawiciel marynarki wojennej Rzeczpospolitej Polski komandor Krzysztof Tomaszewski wraz ze swoja załogą przybywają w celach pokojowych. Przeprowadzają zwiad, poszukują dogodnych punktów strategicznych, planują rozwój infrastruktury, który ma przyspieszyć po zawiązaniu sojuszu z cesarzową Imperium. Dostarczają również wiele rozwiązań, dzięki czemu będąca w stagnacji od tysiąca lat cywilizacja Imperium nagle rusza z kopyta.
Na pokładzie okrętu podwodnego znajduje się młoda czarownica Kai, uczennica szkoły w Danoine, której przydzielono samobójczą "misję specjalną". Jako jedyna została uratowana z zatopionego przez polskie siły statku. Dzięki rzuconemu przez dziewczynę zaklęciu jest ona w stanie płynnie porozumieć się z Polakami, a także zostać ich oficjalnym tłumaczem. Czarownica od zawsze żyła w przeświadczeniu o swoich nadzwyczajnych zdolnościach, czuła się wyjątkowa. Napawający jej ziomków strachem okręt podwodny jeszcze potęguje owe uczucie. Ubrana w polski mundur, mówiąca po polsku Kai powoli zatraca swoje poczucie przynależności do ojczyzny, zaczyna postrzegać siebie jako Polkę, chociaż jej jedyny kontakt z tym krajem odbywa się przez oddział, który wdarł się do jej świata przez Góry Pierścieniowe.
Jej sylwetka silnie kontrastuje z Shen  - głodującą córką rybaka, która poszła do wojska imperialnego jako ochotnik. Nie powodowały nią pobudki patriotyczne - uwierzyła w powtarzane często wyświechtane hasło mówiące, że w wojsku z głodu się nie umiera. Dlaczego więc nie spróbować? Kobieta ta nie jest ofiarą losu. Dzięki szybkiej i sprawnej ocenie sytuacji [oraz pojawiającemu się w jej snach tajemniczemu chłopakowi podpowiadającemu niektóre rozwiązania] dziewczyna dochodzi do stopnia kaprala. W lesie oddziela się od swojego oddziału, by doprowadzić tajną misję do końca - dostarczyć zaszyfrowaną wiadomość. Wierzy, że jako jedyna przeżyła masakrę w lesie, gdzie napadły ich potwory. Jednak zamiast chwały i zaszczytów czeka na nią ciasne i śmierdzące więzienie. W tym właśnie momencie spotykamy ją w drugim tomie.Właśnie w więzieniu poznaję Aie - głuchoniemą dziewczynę o niewinnym wyglądzie. Shen nie jest świadoma, że współwięźniarka jest częścią instytucji, a także ochroniarką Randa - szefa organizacji zajmującej się zbieraniem ważnych dla Imperium plotek.
Drugi tom "Pomnika Cesarzowej Achai" czyta się wyjątkowo przyjemnie. Niecały tydzień temu na spotkaniu autorskim powiedziałam panu Ziemiańskiemu, że przez jeden wieczór przeczytałam już 100 stron i dostrzegam w tej książce moc. Zaiste, tak jest. Nie zauważałam nawet kiedy setka przeradzała się w dwusetkę, potem w trzysetkę i tak dalej... Nagromadzenie genialnych pomysłów logicznie łączących się ze śmiesznymi dialogami sprawiło, że zatraciłam się w tej książce zupełnie i sięgałam po niej w każdej wolnej chwili, między innymi w komunikacji miejskiej. Nie, nie uderzałam głową w barierkę do trzymania. Mam już specjalny system opracowany. Jaki? Nie powiem.
Intryguje mnie również tytułowy pomnik, poszukiwany przez wielu z bohaterów. Nie jest to monument sprzed szkoły czarownic Kai, lecz taki, który jest naturalnych rozmiarów. Według legend może być to nawet grób Achai, zasztyletowanej w trzecim tomie poprzedniego cyklu. Sam autor twierdzi jednak, że cesarzowa sprzed tysiąca lat jeszcze żyje. Sugeruje też zakończenie "Achai", niemal cyberpunkowa projekcja bohaterki walczącej za pomocą karabinu. Jak to się rozwinie? Dowiemy się po wakacjach z trzeciego tomu, w którym według obietnic Ziemiańskiego ma się pojawić sama Achajka. Nie mogę już się doczekać.
A jak prezentuje się samo wydanie papierowe Fabryki Słów?
Do niewielu rzeczy jestem w stanie się przyczepić. Pierwszą z nich jest literówka w drugim słowie na stronie 164, jedyna przeze mnie w tym tomie znaleziona. Nie wiem, czy są inne - nie zaobserwowałam. Mam nadzieję, że nie jest to wina zmęczonego oka, lecz po prostu ich nie ma.
Drugą sprawą jest okładka, już przed premierą wywołująca fale dyskusji. Jest prześliczna, kolory przykuwają uwagę, lecz ma według mnie dwa mankamenty: ramię i sposób trzymania karabinu. Postać, jak na żołnierza, jest zbyt słabo umięśniona. Wiele osób zwracało również uwagę na niemożliwość trzymania kolby w ten sposób, co kobieta z okładki. Koleżanka na uczelni nie widziała w tym problemu, zademonstrowałam jej więc mechanizm zsuwania się przedmiotu przy takim chwycie za pomocą słownika angielszczyzny.
Oba "Pomniki Cesarzowej Achai" prezentują się na półce przepięknie obok siebie, aż prowokują do zakupu nowszego wydania "Achai" i postawienia go obok.  Szkoda tylko, że Fabryka, nie poszła za przykładem "Pana Lodowego Ogrodu" i nie wypuściła równoległego wydania, pasującego do starszej szaty graficznej. Takie moje spojrzenie z punktu siedzenia szalonego chomika-kolekcjonera.

Pomnik Cesarzowej Achai tom II
Autor: Andrzej Ziemiański
Stron: 704
Wydawca: Fabryka Słów
Data wydania: Luty 2013
Cena: 49,90
Moja ocena: 4,5/5 - minusik za literówkę i okładkę ;)

4 komentarze:

  1. Ha, mnie z kolei nie do końca podoba się sposób kreowania kobiet w wykonaniu Ziemiańskiego. Owszem, są to najczęściej panie silne, niezależnie, zdecydowanie i wiedzące doskonale, czego chcą, ale wg mnie mają zbyt wiele cech seksualnej zabawki. Może to mylne wrażenie, ale uważam, że pisarz traktuje kobiety podmiotowo :)

    Cykl o Achai czytałem dość dawno, był całkiem, całkiem, ale nie powalił mnie na kolana. Dlatego ciągle się waham, czy w nawale ciekawych lektur, które mam do przeczytania, poszukać miejsca dla pani Cesarzowej.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie nabieranie cech seksualnych zabawek przez kobiety drażniło bardziej we wczesnych dokonaniach Eugeniusza Dębskiego [między innymi "Upiór z playbacku"]. U Ziemiańskiego mnie to nie drażni - seksualność jest częścią kobiet, ale na szczęście nie przeradza się to w paranoję zbyt małych/ dużych piersi [znowu Dębski, "... więc chyba to był On..." - z antologii "Czarna msza"]. Wyważenie proporcji między rozwijaniem postaci, walką i sferą seksualną w "Pomniku cesarzowej Achai" przypadło mi do gustu :)
    Osobiście przeczytanie polecam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kwestionowanie seksualności kobiet, czy w ogóle ludzi, nie przyszło mi nawet do głowy. Seksu w literaturze to temat dość obfity, a mnie nie obcy :) A skoro twierdzisz, że w "Pomniku" wszystko jest tak ładnie wyważone, to może rzeczywiście warto się skusić.

    OdpowiedzUsuń
  4. Och, "Achaja" - temat rzeka. Czytałam pierwszą serię i chwilowo przeszła mi ochota na drugą. Potencjał to to ma olbrzymi, bo jest pomysł i tak dalej, są fragmenty - perełki (zakończenie poprzedniej trylogii), ale poza tym niestety słabiutko. Styl Ziemiańskiego jest strasznie chaotyczny, chwilami miałam wrażenie, że autor nie pamiętał, co napisał kilka zdań wcześniej, bo przeczył sam sobie. No i to traktowanie kobiet przedmiotowo, jak słusznie zauważył Ambrose. Wybaczcie, ale tam pojawia się teoria, że wojny są dlatego, że żony są w łóżku gorsze od prostytutek. Szkoda też, że autor szasta wulgaryzmami na prawo i lewo, jakby chciał na siłę zaszokować czytelnika. Dlatego po "Pomnik cesarzowej Achai" chyba nie sięgnę, przynajmniej nie na razie. Ale Twoja recenzja jest zachęcająca, więc może wszystko się poprawiło i, kto wie, warto przeczytać?
    Pozdrawiam : )

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi niezmiernie miło jeśli pozostawisz po sobie ślad.
Pamiętaj, że komentarze będące spamem lub obrażające innych będą kasowane.

Informuję iż teksty (nie będące odpowiednio odznaczonymi cytatami z książek) oraz rysunki/ komiksy zamieszczane na tym blogu są moją własnością.
Okładki książek i komiksów pochodzą z serwisu lubimyczytac.pl .
Kopiowanie i/ lub przerabianie, przeredagowywanie tekstów bez mojej wiedzy i zgody jest zabronione.