czwartek, 11 kwietnia 2013

Galeria dla dorosłych. Ostre spojrzenie na początkujących polskich twórców. Abecadło każdego szanującego się debiutanta.

Niniejsza książka jest drugą z serii felietonów dotyczących pisania autorstwa Feliksa W. Kresa. Opinia o tomie 1 znajduje się tutaj.


Owa notka podtytułów w stylu "czyli o tym, czy o tamtym" miała nie będzie. Tak dla odmiany, dla świeżości, dla mojego kaprysu. Także dla podkreślenia wyjątkowości owej pozycji.

"Galerię dla dorosłych." mijałam w księgarniach przyglądając się jej badawczo nieraz. Gdy patrzyłam na okładkę tej książki, od razu przypominały mi się wszystkie te badania wzroku: od wczesnej podstawówki po egzaminy na prawo jazdy. Sami widzicie: biała tabliczka, na której ktoś ze służby medycznej [używam formy bezpłciowej, coby nie urazić płci wojujących] wskazuje daną literkę, każe odczytywać i wpisuje coś w kajet. Werdykt: widzi lub ślepy. Proste. Nie mam jakoś związanych z tymi badaniami żadnych negatywnych wspomnień, a jednak owa pozycja musiała zaczekać na swój czas, by mnie pochłonąć, zachwycić i pozostawić pewien niedosyt.

Jakiś czas temu zaczęłam uczyć się czytać Kresa, stosując się do zaleceń Wujka [celowo piszę go z dużej litery, bo chłop na to zasłużył jak mało kto] i sięgając po "Króla Bezmiarów" [wydanie pierwsze]. Przyznaję się, wspomniana książka nie wbiła mnie w autobusowe siedzisko, ale zainteresowała na tyle silnie, że przed zakończeniem jej lektury już miałam na półce kolejną książkę autora, jedną z jego najnowszych [z początku stało tu słowo "ostatnich", ale ma dla mnie ono zbyt negatywny wydźwięk. Tak, wiem o trwającej emeryturze Feliksa W. Kresa. Jak zapewne wielu mam jednak nadzieję, że autor stęskni się za swoją pracą i do pisania powróci.] dokonań, zawierającą w sobie felietony z periodyku "Science Fiction, Fantasy i Horror", słów kilka o nagrodzie Złotego Kota oraz opowiadanie "Senea".

Nie mam głowy do felietonów publikowanych w pismach. Przeczytam, przemyślę, może z autorem się zgodzę, może nie, potem zaś tekst zgubię. Zdarzało mi się to wielokrotnie: a to gdzieś gazetę zostawiłam, a to pożyczyłam komuś i zapomniałam komu... Pokutuje zaniechanie łażenia do punktu kserograficznego, czy też skanowania artykułu i przechowywania go w katalogu tematycznym na twardym dysku, tuż obok innych testów. Dobra, tylko po co to komu? - pewnie ktoś słusznie zakrzyknie. Jakby nie łatwiej było zebrać cyklu felietonów i opublikować ich w formie książki, by wszyscy mieli szansę dotarcia do archiwalnych tekstów publicystycznych pisarza bez przetrząsania ogromnej ilości periodyków. Na taki pomysł wpadło wydawnictwo "Fabryka Słów", pozwalając ujrzeć światło dzienne dwóm pozycjom tego typu: "Galerii Złamanych Piór" oraz "Galerii dla dorosłych".
Skoncentruję się na "Galerii dla dorosłych. Ostrym spojrzeniu na początkujących polskich twórców. Abecadle każdego szanującego się debiutanta.".

Zacznijmy zatem od porad, jakie Kres jako doświadczony autor daje początkującym pisarzom. Wielokrotnie podkreśla, by świeżo opierzony twórca starał się zachować oryginalność. Kopiowanie czyichś pomysłów [krasnoludy i elfy Tolkiena] może mieć ręce i nogi jeśli zrobione jest to z pomysłem i z jajem. Weźmy pod uwagę na przykład parodię. Jednak długowłosi, zniewieścieli i wysocy łucznicy konkurujący z istotami wrednymi, łasymi na złoto, okupującymi podziemia nowatorskie się nie wydają. Przez zapewne nie jedną głowę przemaszerował legion tych stworzeń, zapewne każdy z czytelników fantasy spotkał się ze stwierdzeniem: "krasnoludy nie lubią elfów". Mi przed oczami za każdym razem staje scena, w której elfka Deedlit boczy się na krasnoluda Ghima ["Record of Lodoss War: Szara wiedźma", JPF]. Nie tak do końca znana jest geneza konfliktu rasowego, raczej ma podłoże ksenofobiczne i rasistowskie. Dlaczego? Bo tak, autor nie miał pomysłu na inną rasę, a na siłę musiał upchnać coś do swojego opowiadania, by podkreślić oryginalność istot. A może jednak lepiej byłoby się  pokusić o stworzenie istot o cechach odróżniających ich od szablonowych, "kopiuj-wklej" elfów i krasnoludów? O tym właśnie wielokrotnie wspomina Kres, piętnuje opowiadania powtarzające schematy "dzielnych łuczników drzewolubów" i "wrednych i chciwych górników", nieraz nawet wyrzuca je do kosza, gdy bystre oko recenzenta wyłapie wyraz "elf", "krasnolud", czy "smok". Na potwierdzenie swoich poglądów załącza opowiadanie "Senea" traktujące o wymyślonej przez niego rasie, stara się w krótkim utworze literackim uchwycić istotę istnienia tych stworzeń, oddać ich zachowanie. Autorowi udaje się to wyśmienicie.

"Galeria dla dorosłych. [...]" to nie tylko porady adresowane do początkujących i debiutujących pisarzy. Feliks W. Kres ujawnia również swoje poglądy na wiele popularnych dzisiaj tematów. Można się z nim zgadzać lub nie. Można się oburzyć, można przytaknąć, można roześmiać się na głos. W moim przypadku wielokrotnie podczas czytania towarzyszył mi chichot, szczególnie podczas lektury gorących zapewnień autora o niechęci do telefonów komórkowych, czy też... pływania łódką! Jakbym słyszała własnego ojca, którego "o wszystko można podejrzewać, tylko nie o to, że jest nowoczesny".

I jedyne, co mi zgrzyta, to Złoty Kot - nagroda ufundowana przez Feliksa W. Kresa dla twórców fantastyki wnoszących nowe spojrzenie do gatunku. Pierwszymi laureatami zostali: wspomniany już autor i publicysta oraz Maja Lidia Kossakowska - za świeży powiew w tematyce anielskiej w cyklu zastępów ["Obrońcy Królestwa" - Runa/ "Żarna niebios" - Fabryka Słów, "Siewca wiatru", "Zbieracz Burz"]. Rozumiem ideę, że jak ktoś przyznaje komuś nagrodę, to jak sobie ufunduje, to już jej nie pożąda. Tylko z mojego punktu widzenia nieco to zalatuje snobizmem. Chyba że jednak przymkniemy oko wobec utalentowanego pisarza, co nie?

"Galeria dla dorosłych. Ostre spojrzenie na początkujących polskich twórców. Abecadło każdego szanującego się debiutanta." jest jedną z ostatnich książek, które ukazały się przed rokiem 2011. Rokiem, w którym Feliks W. Kres oświadczył światu, że pisanie go znużyło i zawód porzuca, odchodzi na emeryturę. Po przeczytaniu jego dwóch książek i opowiadania z antologii "Niech żyje Polska! Hurra!" jestem w stanie zakrzyknąć: "Kresie wróć!" [nie "Lassie wróć!"]. W niedalekich planach mam zapoznanie się z całym cyklem Szererskim i - czego już dziś jestem pewna - dołączenie do chóru biadolenia Kumaka, by ostatni tom w końcu powstał, a Feliks W. Kres poczuł się swoją emeryturą znudzony.

Galeria dla dorosłych. Ostre spojrzenie na początkujących polskich twórców. Abecadło każdego szanującego się debiutanta.

autor: Feliks W. Kres
wydawnictwo: Fabryka Słów
data wydania: 16 lipca 2010
moja ocena: 4,5/5

2 komentarze:

  1. Fantastyczna okładka. Dziwne, ale nigdy dotąd jej nie widziałem, a przecież rzuca się w oczy.

    Pozycja wydaje się arcyciekawa, chociaż przyznaję z bólem, że twórczości pana Kresa jeszcze nie znam. Ale na pewno poznam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie by to dłużej trwało gdyby nie sieć Dedalus i magiczna cena około 13-15 złotych, którą mi zaproponowali.
      Przeczytać Kresa warto - mówię to z perspektywy osoby dopiero co zapoznającej się z tym pisarzem. Wiem jednak, że znajomości tej zbyt szybko nie zakończę ;)

      Usuń

Będzie mi niezmiernie miło jeśli pozostawisz po sobie ślad.
Pamiętaj, że komentarze będące spamem lub obrażające innych będą kasowane.

Informuję iż teksty (nie będące odpowiednio odznaczonymi cytatami z książek) oraz rysunki/ komiksy zamieszczane na tym blogu są moją własnością.
Okładki książek i komiksów pochodzą z serwisu lubimyczytac.pl .
Kopiowanie i/ lub przerabianie, przeredagowywanie tekstów bez mojej wiedzy i zgody jest zabronione.