środa, 3 kwietnia 2013

Krzyżowcy. Droga do Jerozolimy - czyli co nieco o opowieści szwedzkiego gawędziarza...

Podobno kiedyś przez elektryfikacją Polski, a działo się to po II Wojnie Światowej, rodziny zasiadały w gromadzie przy świecy, by spędzać razem czas. Jedna, wybrana osoba, brała do ręki książkę, najczęściej któryś z tomów z dzieł Sienkiewicza i czytała na głos, by pozostali mogli poznać dzieło literackie. Tak przynajmniej twierdzi moja wykładowczyny z Emisji Głosu, przedmiotu przerabianego przeze mnie na moim kochanym Uniwersyteckim Kolegium Kształcenia Nauczycieli Języka Angielskiego i Edukacji Europejskiej.
Dlaczego przytoczyłam ową anegdotkę? Całą serię "Krzyżowców" Jana Guillou otrzymałam w prezencie na Dzień Kobiet [czy też ewentualnie niewiele przed] i jakiś czas zbierałam się do rozpoczęcia pochłaniania tej niezwykłej serii. Jednym z bodźców było nazwanie autora "Szwedzkim Sienkiewiczem" przez użytkowniczkę lubimyczytac.pl. Sienkiewicz? Ten od "Potopu", "Ogniem i mieczem" i zmory mojej podstawówki, czyli "W pustyni i w puszczy"? Serio? Aż muszę sprawdzić! W końcu ofiarodawca poprzestałby na czekoladzie, gdyby książka nie była warta uwagi.
Ziemie obecnie nazywane Szwecją, wiek XII. Na świat, jako drugi syn Sigrid i Magnusa przychodzi Arn, główny bohater tej powieści. Chłopak w dzieciństwie ulega ciężkiemu wypadkowi, wskutek którego ledwo uszedł z życiem. Religijni rodzice [ze względu na szczególny nacisk Sigrid] złożyli śluby,  że jeśli ich syn przeżyje, oddadzą go na służbę Bogu do klasztoru położonego na ziemiach Varnhem, dawnego posagu Sigrid, która ofiarowała tereny Kościołowi w intencji spokojnego porodu.
Arn ozdrowiał cudownie, nieświadomy rodzicielskiego przyrzeczenia. O obietnicy zdawali się nie pamiętać również Magnus i Sigrid, jednak pewnego dnia kobieta kaleczy się, a w jej ranę wdaje się potworne zakażenie, roznoszące się po całym ciele. Świadoma swego błędu i pełna skruchy matka postanawia spełnić w końcu ślub złożony Bogu i razem z maleńkim, płaczącym synem, udaje się do klasztoru, gdzie syn ma zostać oblatem, a ona sama ma odbyć pokutę za swoją zuchwałość do końca życia...
Tak zaczyna się pierwsza część niezwykle wciągającej 4-tomowej sagi [tomy 1-3 poświęcone są Arnowi, 4-ty dotyczy jego potomków]Jana Guillou, która przyniosła pisarzowi uznanie nie tylko w kraju [między innymi nagroda Årets Skaraborgare 2007], a także za granicą. Wyczytałam jednak, że Guillou, tak jak wspomniany przeze mnie na początku Sienkiewicz, nie do końca przekazał czytelnikom prawdę historyczną. Klasztor w Varnhem rzeczywiście został założony w roku 1150, jednak nie z inspiracji i ofiary Sigrid, lecz Eryk IX Święty i jego małżonka. Sam Arn Magnusson jest postacią wymyśloną na potrzeby powieści. Autor wyprzedza również fakty. Herb z trzema koronami, którego motyw przewija się przez powieść, zacznie być używany na przełomie XII i XIII w.
Tego typu "przekłamania", nie obce czytelnikowi również z prozy naszego rodzimego pisarza, nie przeszkadzają mi. Z początku trochę się krzywiłam, gdy nadzieja poznawania historii Szwecji [z której pochodzi jeden z moich ulubionych zespołów] starła się boleśnie ze świadomością, że czytam coś, co raczej można nazwać fikcją historyczną. I żeby nikt nie odniósł wrażenia, że wieszam na autorze psy - taki zabieg spodobał mi się. Guillou jako autor stał się dla mnie bardem prozy, opowiadającym piękną, wzruszającą i wciągającą historię, jak niegdyś trubadurzy. Przez jego książkę, obok postaci fikcyjnych, przewija się mnóstwo historycznych. Przyznaję się - nie mogę doczekać się pojawienia Saladyna, sułtana, postrachu Krzyżowców. Skąd wiem, że się pojawi? "Spoilers, spoilers everywhere", obejrzałam adaptację filmową.
Popełniając dygresję, rok 2007 przyniósł powstałą przy współpracy szwedzko- norwesko- duńsko- fińsko- brytyjsko- niemieckiej pierwszą część dylogii filmowej "Arn. Tempelridderen", znanej w Polsce pod tytułem "Templariusze. Miłość i krew." Więcej informacji znajdziecie pod tym linkiem.
Przyznaję się, przy którym wbrew swojej skłonności - nie zasnęłam. A przysypianie na filmach jest u mnie nagminne.
Wracając jednak do książki, a mianowicie do polskiego wydania "Krzyżowców. Drogi do Jerozolimy", czyli pierwszego tomu. Otrzymałam estetycznie, wydany na szarawym papierze tom zamknięty w miękkiej okładce. W książce grafik nie uświadczycie, co za mocno nie razi. Jedynym elementem "rysunkowym" jest rękojeść oraz górna część głowni miecza.
Nóż natomiast mi się otworzył w kieszeni, gdy spojrzałam na tylną okładkę książki, na której ktoś w pół strony streszcza zawartość tomu. Dziękuję, naprawdę takiego czegoś mi było trzeba - niby znałam ogólną oś fabuły po obejrzeniu filmów, ale wydawnictwo mogło na to miejsce nadrukować losowo wybrany fragment, jak często czyniono kiedyś [obecnie rzadziej się z takim działaniem spotykam].
I tak szczerze - jeśli owa książka trafi kiedyś do Waszych rąk [a z tego, co wiem - obecnie z tym trudno, bo tom I naprawdę rzadko pojawia się gdziekolwiek], nawet nie patrzcie na tył okładki, lecz od razu pogrążcie się w lekturze opowieści zręcznie snutej przez Jana Guillou, a porwie Was bez reszty do średniowiecznej krainy Swewów i zarazi entuzjazmem na temat jej mieszkańców - czego szczerze Wam życzę.

Krzyżowcy. Droga do Jerozolimy
autor: Jan Guillou
wydawnictwo: Videograf II
data wydania: listopad 2008, luty 2010 [dodruk]
cena: 32,90
moja ocena: 4/5

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Będzie mi niezmiernie miło jeśli pozostawisz po sobie ślad.
Pamiętaj, że komentarze będące spamem lub obrażające innych będą kasowane.

Informuję iż teksty (nie będące odpowiednio odznaczonymi cytatami z książek) oraz rysunki/ komiksy zamieszczane na tym blogu są moją własnością.
Okładki książek i komiksów pochodzą z serwisu lubimyczytac.pl .
Kopiowanie i/ lub przerabianie, przeredagowywanie tekstów bez mojej wiedzy i zgody jest zabronione.