sobota, 20 kwietnia 2013

Kuzynki - fantastyczny wehikuł czasu

Do lektury Pilipiuka nie mogłam się przekonać już od dwóch-trzech miesięcy, gdy z ciężkim bólem zakończyłam lekturę drugiego tomu "Norweskiego dziennika". Wkurzyłam się, omijałam tego autora szerokim łukiem przy doborze lektur na dany dzień, a jednak przeszukiwałam antykwariaty i księgarnie internetowe w poszukiwaniu tego wydania "Trylogii kuzynek Kruszewsich". Poza przecudowną szatą graficzną coś mnie do tej serii ciągnęło, jakieś przedziwne pole grawitacyjne nasilające się przy książkowym regale, na którym stały książki pana Andrzeja. W końcu nie mogłam się powstrzymać.

Kraków. Do jednego z mieszkań w wiekowej kamienicy wprowadza się Stanisława Kruszewska. Otoczona antycznymi przedmiotami urządza się w nowym lokum. Powróciła do tego miasta, by odnaleźć Sędziwoja, mistrza alchemicznego, dzięki któremu uzyskała długowieczność...

Bałkany, wioska ogarnięta albańsko-serbskimi walkami. Żołnierze z batalionu KFOR z rąk tubylców ratują przepiękną szesnastolatkę o blond włosach i niebieskich oczach - Monikę Stiepankovic, prawdziwą księżniczkę z nieistiejącego już rodu. Dzięki staraniom batalionu Monika uczy się języka polskiego, a potem otrzymuje azyl w nadwiślańskim kraju, w grodzie Kraka, gdzie zostaje umieszczona w domu dziecka i zapisana do jednego z liceów.

Warszawa, tajna baza CBŚ. Katarzyna Kruszewska demonstruje prezydentowi nowy sposób odszukania i identyfikacji osób na podstawie archiwalnych zdjęć oraz zapisów z kamer. Całe to przedsięwzięcie jest ściśle tajne. Generał przymyka oko na fakt, że Katarzyna za pomocą tego oprogramowania poszukuje również swojej kuzynki.

Trzy kobiety, trzy różne życiorysy, trzy różne osobowości, których ścieżki przetną się w jednym z krakowskich żeńskich liceów. Razem stawią czoła niebezpieczeństwu i razem udadzą się na poszukiwanie alchemika Sędziwoja, który zna sekret tworzenia kamienia filozoficznego - legendarnego artefaktu mogącego zamienić zwykły metal w złoto oraz przedłużyć życie.

Liceum. Jako studentka kierunku o charakterze pedagogicznym oraz [prawdopodobnie] przyszła nauczycielka [bogowie uchowajcie] z ciekawością zagłębiałam się w opisujące działalność nauczycielską akapity. Przeraziła mnie wizja prywatnej szkoły, w której nauczyciele [jak jeden mąż] siedzą na zapleczu i piją herbatkę w czasie lekcji. Nie wiem, czy nagromadzenie takich infantylnych "profesorów" [zwanych tak z racji  ukończenia odpowiednich studiów] jest możliwe w jednej szkole. Cieszę się, że na mojej drodze edukacji takie indywidua trafiały się sporadycznie.

„Dawno nie było wojny, mężczyźni zniewieścieli, a dziewczęta...lepiej nie mówić. Miękkie toto, rozlazłe, ciapowate. Rozleniwione.”
[A. Pilipiuk]

No właśnie, jak poradzić sobie z takimi uczniami? Z chłopaczkami farbującymi włosy, noszącymi kolorowe sweterki w reniferki i obcisłe rurki? Wyzwanie dla nauczyciela, trzeba jakoś dojść do porozumienia. Czy metodą proponowaną przez Pilipiuka? Czy kogoś porwie nauczycielka z kryzą czesząca włosy w chiński kok? Pytania te pozostawię bez odpowiedzi - bo ilu pedagogów, tyle możliwych wariantów. Pan Andrzej próbuje przekonać, że mocne przyciśnięcie takich ludzi odnosi skutek, z czym w większości się zgadzam. Zgadzam się dopóki motywacja do pracy nie zmieni formy w prywatną krucjatę oszalałego pedagoga - trochę się zapędziłam... Co do oszalałych pedagogów jednak - odnoszę wrażenie, że Pilipiuk przewidział wyskok niejakiego Brunona K., który zamierzał targnąć się na sejm RP. Skąd takie dalekosiężne wnioski? Polecam poczytać, ja więcej na ten temat nie powiem.

Alchemia. Kolejny bardzo interesujący aspekt poruszony w tej powieści. Sztuka wytwarzania materiałów szlachetnych z materii pospolitych; nieuchwytne, owiane legendą marzenie o wytworzeniu wszechmocnego Kamienia Filozofocznego mogącego zapewnić właścicielowi nieskończone bogactwo oraz wieczne życie. Wizja utopijna znana współczesnym czytelnikom między innymi z serii o młodym czarnoksiężniku Harrym Potterze [Rowling], czy też o dwóch braciach-alchemikach, którzy wędrują po świecie, by odzyskać poświęcone przy próbie wskrzeszenia matki ciała [Arakawa]. U Andrzeja Pilipiuka ta sztuka żyje swoim życiem, przepleciona magią nauka czerpie z tradycji znanych z historii europejskich dworów. Oszalałam na punkcie opisów przemian, na punkcie wysnuwanych przez Monikę hipotez dotyczących natury doświadczeń. Przypomniała mi się gimnazjalna chemia, na której - dopóki nie zakazała dyrektorka - oglądałam ciekawe reakcje chemiczne. Heh, a teraz BHP, dzieciaki czytają w podręcznikach o każdej przemianie i wkuwają jej opisy na pamięć, zamiast zobaczyć to na własne oczy. Polski system edukacyjny, nie komentuję...

Wampiryzm i długowieczność. Z tymi zagadnieniami Andrzej Pilipiuk radzi sobie bardzo sprawnie, bez kiczowatych błyszczyków, krzywych zgryzów, hektolitrów lewitującego ketchupu z włoskiej przetwórni pomidorowej i innych udziwniających bajerów straszących zza oceanu. Autor odwołuje się do tradycji słowiańskiej, z której wywodzi się nieumarła istota pijąca krew żywych. Zainteresowanych tematem wampiryzmu od czasów antycznych do Brama Stokera ["Dracula"] odsyłam do książki Wampiry i wilkołaki. Tak na marginesie, jakby pojawiły się osóbki chętne zapoznania się z genezą istot, z których wyewoluował niejaki Edward Cullen. Brrr...

Długo polowałam na trzecie wydanie "Trylogii kuzynek Kruszewskich", to najdroższe, ale zarazem najładniejsze. Edycja ze zdjęciami kobiet na zdjęciach przerażała mnie skutecznie, a znana czytelnikom z wcześniejszych wydań sepia wydawała mi się blada przy ilustracjach Katarzyny Oleskiej. Prześlicznie dobrane stonowane kolory, na okładce wytłoczone nazwisko autora i tytuł. Czerwona tasiemka służąca za zakładkę, bogactwo grafik wewnątrz tomu na lekko szarawym papierze... Ta książka nie tylko ze względu na treść, ale także na stronę wizualną, pochłonęła mnie bez reszty, od momentu otwarcia okładki na schodkach przy stacji poboru wody w parku przy ulicy Książęcej w Warszawie, aż po ostatni akapit doczytany w drodze do domu. Szaleństwo, uczta dla wyobraźni i dla zmysłów.

Dochodzę do wniosku, że ciężko mi wyliczyć co też mogłoby mi się w tej książce nie podobać. Poczułam małą szpilę przy opisie pierwszego liceum Moniki, gdzie wszystkie lekcje zlewały się w jednostajny maraton nudy. Niektórym może się nie spodobać idealizacja szkół, do których uczęszczałaby wyłącznie młodzież jednej płci. Pamiętam idealizację takich klas dokonywaną niejednokrotnie przez nauczycieli, szczególnie tych "starej daty". Dziwnym zrządzeniem losu sama znalazłam się w żeńskiej klasie i przeegzystowałam w niej w gimnazjum i liceum. Wysokie wyniki w nauce okupowane były falami babskich wojen o chłopców z innych klas, czy też o jakiekolwiek wyjście. Pilipiuk potraktował nową klasę Moniki nieco po macoszemu, uczynił dziewczęta jedynie tłem dla serbskiej księżniczki. Jak podejdzie do tego zagadnienia w następnych tomach? Z chęcią się przekonam.

Jak już wspomniałam, unikałam wszelakich tekstów Andrzeja Pilipiuka, zrażona drugim tomem "Norweskiego dziennika" [o którym za jakiś czas popełnię opinię]. Sprawdza się tutaj prawda mojej mamy mówiąca, że na ulubionego autora nie można się długo gniewać. Tak więc dałam panu Andrzejowi kolejną szansę i sięgnęłam po pierwszy tom trylogii. Jak dla mnie "Kuzynki" to świetne towarzystwo na słoneczne, wiosenne popołudnie, warte polecenia każdemu - intrygujące, a zarazem łatwe w czytaniu - świetne na odstresowanie się po ciężkim dniu.

Kuzynki

autor: Andrzej Pilipiuk
wydawnictwo: Fabryka Słów
data wydania: 2011 [wydanie III]
seria: Bestsellery Polskiej Fantastyki
moja ocena: 4/5

3 komentarze:

  1. Pamiętam, że wzięłam sobie do pracy (na 2 miesiące wyjechałam) i z powodu braku czasu i sił (po 13 godzinach na 45-stopniowej kuchni) nie ukończyłam, a musiałam oddać. Pewnie kiedyś wrócę, ale fakt, bardzo lekko się czytało.

    Pozdrawiam
    Sardan

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie się to lekko czytało, bardzo lekko, ale książka nie zrobiła na mnie żadnego wrażenia. Czytadło, które szybko się czyta i o którym równie szybko się zapomina.

    OdpowiedzUsuń
  3. Fragment Kuzynek najpierw znalazłam w piśmie Science Fiction i bardzo mi się spodobało. A jaka była moja radość, gdy okazało się, że jest taka książka i jeszcze 2 kolejne części. :)

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi niezmiernie miło jeśli pozostawisz po sobie ślad.
Pamiętaj, że komentarze będące spamem lub obrażające innych będą kasowane.

Informuję iż teksty (nie będące odpowiednio odznaczonymi cytatami z książek) oraz rysunki/ komiksy zamieszczane na tym blogu są moją własnością.
Okładki książek i komiksów pochodzą z serwisu lubimyczytac.pl .
Kopiowanie i/ lub przerabianie, przeredagowywanie tekstów bez mojej wiedzy i zgody jest zabronione.