sobota, 13 kwietnia 2013

Pan Lodowego Ogrodu tom II - Porzućcie nadzieję...


Tekst może zawierać psuje [spojlery], dlatego też wszystkim, którzy nie czytali tomu pierwszego, odradzam lekturę niniejszej notki.




Lasciate ogni speranza, voi ch'entrate
Porzućcie wszelką nadzieję, wy, którzy wchodzicie

— Dante, Boska Komedia I 3, 9

Podejrzanie długo, oj długo zbierałam się do lektury drugiego tomu "Pana Lodowego Ogrodu" spod pióra [jakże dzisiaj, w dobie komputerów i innych nowinek technicznych, brzmi to symbolicznie] Jarosława Grzędowicza. Malutką iskierkę chęci zapoznania się z tą serią zasadził we mnie sam autor na spotkaniu z okazji premiery tomu IV, na którą wybrałam się w listopadzie. Podreptałam, posłuchałam nie tylko fragmentów tej niezwykłej prozy czytanej przez polskich aktorów oraz Tomasza Majewskiego [dwukrotny mistrz olimpijski w kategorii pchnięcia kulą]; klimatycznej piosenki zespołu Midgaard pod tytułem "Ocalona Pieśń", a także wypowiedzi samego autora, który wreszcie postawił ostatnią kropkę w cyklu.

Planeta Midgaard. Vuko Drakkainen zostaje wysłany na tę planetę, by sprowadzić na Ziemię grupę naukowców. Na miejscu okazuje się jednak, że sprawa jest bardziej skomplikowana niż się wydawała. Pier van Dyken, jeden z zaginionych ludzi, nauczył się władać Pieśniami i modyfikuje planetę według swoich kaprysów. Pod koniec pierwszego tomu dochodzi do starcia między wymienionymi panami, w wyniku którego Vuko zostaje zamieniony w drzewo.

Filar, syn Oszczepnika - od dziecka wychowywany na cesarza, zostaje zmuszony do ucieczki ze swojego państwa. Jego opiekunem jest Brus, syn Piołunnika, jedyny poza Filarem pamiętający świetność dynastii Tendżaruk. Obaj wędrowcy muszą uciekać przed fanatycznymi wyznawcami kultu Pramatki, który po wielu latach na nowo doszedł do władzy.

Wciąż nie mogę wyjść z podziwu, choć drugi tom zamknęłam dłuższą chwilę temu. Poraża mnie geniusz, z jakim Jarosław Grzędowicz budował świat przedstawiony Midgaardu. Z jednej strony, jak łatwo można domyślić się po nazwie planety, mamy tu nasycenie mitologią skandynawską. Pieśni będące magią oraz bohater zmieniony w drzewo przebite włócznią, a także wszędobylski kruk nasuwają skojarzenia z Odynem,  jednym z współtwórców świata, który by osiągnąć mądrość, poświęcił swoje jedno oko oraz przez dziewięć dni wisiał przybity do drzewa włócznią - wszystko to w celu uzyskania mądrości i magicznych pieśni. Tak, to brzmi znajomo. Ciekawym uśmiechem ze strony autora jest również imię kruka [Nevermore], które chyba nie padło ani razu w tym tomie. Przeoczyłam?
Cesarska dynastia amitrajska przywodzi na myśl rody panujące w starożytnych Chinach, czy też w Japonii. Natomiast kult wielkiej Pramatki, z całą filozofią zakazów jedzenia danych pokarmów i metodą zastraszania kojarzy mi się z ustrojem komunistycznym z jego metodami inwigilacji i "uszczęśliwiania obywateli".
Oczywiście wymienione przeze mnie elementy to tylko wierzchołek góry lodowej. Celowo nie wymieniam niektórych, by nie zepsuć czytelnikom przyjemności związanej z obcowaniem z tym dziełem.

Już pierwszy opis, opis piekła jako przestrzeni, którą bohater zmuszony jest oglądać bez przerwy od nowa i od nowa, gdzie nic się nie zmienia, porwał mnie bez reszty. Aż sama poczułam się jakbym w takim piekle się znalazła i tak jak u Dantego - porzuciłam nadzieję. Odczuwałam każdą zmianę nastroju Vuko, który w tej powieści jest moim zdecydowanym faworytem [Terkej zsunął się nieco na dalszy plan]. Przymykałam oczy i widziałam sceny walk, których opisy dopiero co przeczytałam. Porażające...

Zauważyłam, że niektórzy czytelnicy narzekali na Cyfral, szczególnie na jej ucieleśnienie jako małej, nagiej wróżki - jakby wziętej z bajek o Piotrusiu Panu. Niektórych denerwowało, że zachowuje się ona jak rozkapryszona primadonna, że ten wątek był zbędny i tylko psuje klimat powieści. Cóż, mi osobiście Cyfral jako wróżka nie przeszkadzała, a nawet bawiła. W tej powieści niewiele jest aspektów komediowych, a mała, złotowłosa wróżka rozładowuje budujące się napięcie w sposób bezbłędny.

Drugi tom "Pana Lodowego Ogrodu" pozostawia pewien niedosyt, wedle prostego założenia, że wszystko co dobre, szybko się kończy. Po lekturze tej części coraz bardziej rozumiem ludzi, którzy wypatrywali gorączkowo następnych tomów, trzymali kciuki i przeglądali strony internetowe w poszukiwaniu jakichkolwiek nowych informacji. Sama znam przynajmniej dwie takie osoby, Wy pewnie [o ile sami takiego oczekiwania na własnej skórze nie przeżyliście] też kogoś takiego kojarzycie. Nie dziwi mnie również, że seria została okrzyknięta powieścią dekady 2000-2010. Na myśl nie przychodzi mi żadna z książek, która mogłaby o ten tytuł z "Panem Lodowego Ogrodu" konkurować.

Pan Lodowego Ogrodu tom II

autor: Jarosław Grzędowicz
wydawca: Fabryka Słów
data wydania: 2012 [wydanie III]
cena: 44,90
moja ocena: 4,5/5

1 komentarz:

  1. Wstyd się przyznać, ale nie czytałam. Tak pochlebnie wszem i wobec ogłaszam opinię na temat twórczości Grzędowicza, a Pana Lodowego Ogrodu nie czytałam. Trza nadrobić. Zabierałam się dwa razy, ale nigdy nawet nie zaczęłam, choć wszyscy sobie chwalą.

    Pozdrawiam
    Sardan :)

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi niezmiernie miło jeśli pozostawisz po sobie ślad.
Pamiętaj, że komentarze będące spamem lub obrażające innych będą kasowane.

Informuję iż teksty (nie będące odpowiednio odznaczonymi cytatami z książek) oraz rysunki/ komiksy zamieszczane na tym blogu są moją własnością.
Okładki książek i komiksów pochodzą z serwisu lubimyczytac.pl .
Kopiowanie i/ lub przerabianie, przeredagowywanie tekstów bez mojej wiedzy i zgody jest zabronione.