poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Piąty anioł - czyli za co ta Apokalipsa?

Na początku było mi szczerze smutno. Wyszłam właśnie z jednego z warszawskich antykwariatów, zadowolona z pomyślnego sfinalizowania transakcji, nieświadoma jeszcze, że euforyczny nastrój za chwilę zacznie blaknąć. Zaczęło się od uciekającego autobusu, błyskającego światłami odbijającymi się w kroplach drobno siekącego deszczu. Westchnęłam ciężko. "No Apokalipsa!"
Później, już w suchym [lecz niezbyt ciepłym] autobusie zauważyłam coś, co zdecydowanie zepsuło mi humor do reszty. Dedykacja odautorska. Z reguły nie mam do nich negatywnych odczuć - nawet w swojej kolekcji posiadam inną książkę dedykowaną jakiemuś "Markowi", czy "Mariuszowi" z życzeniami miłej lektury, tu jednak jest inaczej - dedykacja wyrażająca podziękowanie komuś za pomoc przy tworzeniu powieści. To już jest przykre...

Przejdźmy jednak do samej książki, wydanej przez superNOWĄ w 2007 roku. Z początku, przed spojrzeniem na logo wydawnictwa podejrzewałam Solaris, uparcie wpatrując się w komputerową okładkę przypominającą w konwencji między innymi oprawę graficzną wielu książek Mariny i Siergieja Diaczenków. Poza tym standardowo otrzymałam książkę w oprawie miękkiej ze "skrzydełkami" informującymi czytelnika o fabule trzymanej przez niego powieści oraz o jej autorze.

ZAPOWIADANY OD STULECI KONIEC ŚWIATA WRESZCIE NADSZEDŁ.

... tak przynajmniej twierdzi okładka książki. Autor z początku pokusił się o opis otwierania pieczęci przez poszczególne anioły, a także konsekwencje tych działań spadające na ludzki ród. Przyszły plagi, zbiorowe lamenty oraz "zakorkowana autostrada do nieba".
Równolegle mamy też intrygi dworskie snute wokół oszalałego władcy. Do tego dorzućmy jeszcze inkwizycję i przepis na książkę gotowy. Ba, nawet z tej mieszanki mogłoby wyjść ciekawe ciasto, ale niestety coś się nie dopiekło. Co tu dużo gadać? Ja tego Końca Świata nie czułam. Przysiadałam do książki wielokrotnie, czytałam po 10-20 stron i wyglądałam przez okno łomżyńskiego PKSu i zastanawiałam się jakim cudem na drodze między Śniadowem, a Ostrowiem Mazowieckim kierowca jeszcze zawieszenia nie zgubił. No dobrze, kolejne 20 stron... Pojawia się inkwizycja na dworze, rozpoczynają się tajemnicze morderstwa - jak w rasowym kryminale. Bo poza tymi wspomnianymi przeze mnie aniołami i Apokalipsą dziejącą się każdego dnia [jak u Miłosza] to fantastyki jakoś nie uświadczyłam. Nie będę gdybać dlaczego. A tak poza tym jakie piękne zawilce kwitną w przydrożnych rowach, jak słonko przyświeca, jak ładnie las o tej porze roku... Tak, zawiesiłam się. Załapałam syndrom bezwiednego powtarzania tego samego zdania na stronie 252, a mój sąsiad w piekielnej maszynie Łomżyńskiej komunikacji międzymiastowej śmierdzi jakby dopiero co mećki wycębolił. Przymykam oczy. Czytam dalej. Około 60 stron do końca książki - akcja dopiero rusza z kopyta.

Zawiodłam się, nie ukrywam. Oczekiwałam na obiecywane przez jakiegoś sprytnego pisarza okładkowego "stawianie czoła demonom przeszłości" inkwizytora Jerome'a - wiele tego nie było, wręcz jakby na siłę raz na kilkanaście - kilkadziesiąt stron pojawiło się jakieś nawiązanie. Chłop jednak za mocno nad swoim życiem nie medytował, nie miał napadów wizji - no dobra, może nie ten typ. Ale łażenie z twarzą pokerzysty i oglądanie dziewczyny mającej coś z jego przeszłością wspólnego bez najmniejszego grymasu na twarzy, nawet "przebiegającego cienia" to już przesada. Zabrakło panu inkwizytorowi "pazura".

"Piąty anioł" to debiut Bartosza Grykowskiego na polu fantastyki i jedyna wydana przez niego książka, mająca być jedynie wstępem do sagi poświęconej losom inkwizytora Jerome'a. Brzmi znajomo? Piekara? Mi tak pobrzękiwało co rusz między dziurami w nawierzchni na podlaskich drogach. I na tych właśnie drożynach oczekiwałam od omawianej przeze mnie książki dreszczyku adrenaliny i dobrej zabawy. Nie doczekałam się. Adrenalinę natomiast przeżywałam w momencie, gdy nasz zdezelowany autobus mijał się z TIRem na drodze niemal wpadając w pełen wody rów, kołysząc się niezdrowo na wybojach i dziurach. Dlatego jeśli szukacie mocnych wrażeń to nie sięgajcie po ową książkę, wybierzcie się raczej "w Polskę" i przeżyjcie przygodę w postkomunistycznym autobusie. Zdecydowanie milsze wspomnienia.

Piąty anioł

autor: Bartosz Grykowski
wydawnictwo: superNOWA
data wydania: 2007
moja ocena: 2/5

2 komentarze:

  1. Przykro mi, że książka cię nie zaciekawiła. Widocznie nie była warta pochwały.
    I współczuję z powodu tego "podziękowania". Ja od razu miałabym złe przeczucia co do lektury.
    No cóż, takie książki się zdarzają. Nic, tylko sięgnąć po następną!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście, lampka mi się zapaliła, ale chciałam dać książce szansę. Wychodzi, że nie miało to sensu. Teraz czytam książkę Mai Lidii Kossakowskiej - sprawdzonej autorki i jest świetma :D

      Usuń

Będzie mi niezmiernie miło jeśli pozostawisz po sobie ślad.
Pamiętaj, że komentarze będące spamem lub obrażające innych będą kasowane.

Informuję iż teksty (nie będące odpowiednio odznaczonymi cytatami z książek) oraz rysunki/ komiksy zamieszczane na tym blogu są moją własnością.
Okładki książek i komiksów pochodzą z serwisu lubimyczytac.pl .
Kopiowanie i/ lub przerabianie, przeredagowywanie tekstów bez mojej wiedzy i zgody jest zabronione.