niedziela, 26 maja 2013

"Angelfall" - "An angelface smiles to me under a headline of tragedy"...

Część z Was widziała już mój zawód spowodowany książką "Dziewięć żyć Chloe King. Upadła". Nagderałam się na nią i podejrzewałam, że tak samo będzie w przypadku "Angelfall" - drugiej z książek od wydawnictwa Filia, które przyciągnęłam w Targową [19.05.2013] niedzielę z sali Londyn A - wymienialni książek zainspirowanej przez portal lubimyczytac.pl. Pełna lęków przysiadłam wreszcie nad książką, po części czując moralny obowiązek wypowiedzieć się na jej temat. I wiecie co? Nie taki diabeł, wróć! anioł straszny, jak też go malują.

Zacznijmy jednak od początku. Kilka miesięcy wcześniej świat się skończył [tak, wiem, że według niektórych świat kończy się po kilka razy w roku. W tej książce Koniec Świata jest na serio]. Cały dotychczasowy porządek obrócił się w perzynę. Już nigdzie nie jest bezpiecznie, przestały istnieć szkoły, szpitale, urzędy. Na ulicach i drogach swą pustką straszą porzucone samochody. Ludzie przestali być już panami swego losu, stłamszeni jak zwierzęta w Klatkach przenikają w cieniu, zawiązują uliczne gangi, by uniknąć ataku potężnych istot niebiańskich - aniołów. Skrzydlaci terroryzują ludzkość, porywają dzieci, doprowadzają do licznych zniszczeń. Po co? Czyżby Bóg, Dobry Pasterz, postanowił pozbyć się swoich owieczek?

Właśnie w takim świecie przyszło żyć młodej Penryn Young. Dziewczyna nie ma w życiu łatwo - pełni rolę głowę trzyosobowej rodziny. Jej młodsza siostra - Paige - ma uszkodzony kręgosłup i jeździ na wózku inwalidzkim [co jest szczególnie niebezpieczne przy atakach aniołów], natomiast matka jest chora psychicznie [widzi demony i słyszy głosy zmuszające ją do czegoś] i niedawno odstawiła leki. Chyba już wiadomo dlaczego to Penryn musi mieć w tej rodzinie przysłowiowy "łeb na karku".

Wszystko sypie się w momencie, gdy bohaterka wraz z członkiniami jej rodziny znajdują się w pobliżu miejsca starcia sześciu aniołów - pięciu na jednego. Przerażona matka znika pozostawiając swoje dzieci na pastwę losu. W międzyczasie grupka aniołów pozbawia swojego przeciwnika skrzydeł i zaczyna interesować się przypadkowymi świadkami starcia, Skrzydlaci wyrywają nieporadną Paige z wózka i unoszą ją w dal. Zrozpaczona Penryn postanawia pomóc pokonanemu aniołowi o odciętych skrzydłach, by ten doprowadził ją do gniazda swych pobratymców.

W ten sposób rozpoczyna się wspólna podróż rannego, bezskrzydłego anioła i jego ludzkiej towarzyszki. Ich relacje, z początku oparte na wymuszonej umowie z czasem powoli się ocieplają.

Jak już wspomniałam na wstępie, nie będę gderać na temat tej książki, gdyż bardzo mi się spodobała. Ucieszyłam się, że wszelkie zdolności bojowe Penryn nie zostały wyssane z palca, czy przywołane za pomocą zaklęcia typu "Potęgo księżyca działaj!", lecz poparte są latami ciężkich treningów, na które zapisała ją matka. Penryn nie jest również głupią gęsią, która spogląda tylko na boki jak się rozerwać - najlepiej u boku chłopaka. Penryn Young ze swoim odpowiedzialnym podejściem do życia, a w szczególności w trosce, jaką przejawiała wobec młodszej siostry, przypominała mi Katniss Everdeen z "Igrzysk śmierci". Za Paige dziewczyna jest w stanie zejść do piekieł.
Cieszę się również, że wątek romansu rozwija się w tej książce powoli, bez zbędnych fajerwerków, seksu na parkingu [chyba mi się jeszcze jedną książką czka]... Dzięki temu dokładniej można się przyjrzeć ciekawie rozrysowanym sylwetkom bohaterów. I naprawdę porządnie rozpisana i przemyślana akcja na tym nie traci.

Na wymienialce moją uwagę przyciągnęła ślicznie zrobiona okładka - para odciętych skrzydeł wyłaniająca się z mroku. Z początku zastanawiałam się, czy nie są one przybite do drewna - wzorem sów, które w niektórych kulturach miały odstraszać złe moce. Po bliższym przyjrzeniu stwierdziłam jednak, że oba skrzydła wyglądają bardziej jak popularne swego czasu wisiorki.
Przyznam szczerze, brakuje mi w tej okładce "skrzydełek". Nie, nie tych z obrazka, tylko tych przygiętych elementów, na których wydawnictwo bardzo często umieszcza jakiś fragment powieści, krótką notatkę o autorze, zapowiedzi wydawnicze, itp. Z kronikarskim obowiązkiem stwierdzam, że wpadek korektorskich nie zauważyłam. Raz trafiłam na jakieś powtórzenie w obrębie bliskich zdań, ale nie było to tak poważne, by psuło wrażenie z lektury.

W sumie z moich wrażeń z pierwszym zetknięciem się z "Angelfall" byłoby na tyle. Zamknęłam pierwszy tom z trylogii, jestem gotowa przysiąść się do drugiego, gdy ten się już ukaże. Oby tylko akcja nie poleciała "na łeb, na szyję". Zastanawia mnie natomiast jak będzie wyglądał film mający powstać na podstawie prozy Susan Ee. Z tym poczekam na opinie ludzi o podobnych mi gustach.

Angelfall

autor: Susan Ee
wydawnictwo: Filia
data ukazania się: 2013

moja ocena: 4/5

Niektórzy może zauważyli, że w nagłówku tej notki pojawił się fragment piosenki zespołu Nightwish o tytule "Angels fall first" z płyty pod tym samym tytułem.

14 komentarzy:

  1. Bardzo zachęcająca recenzja, biorąc pod uwagę to, ze wiem jakie książki lubisz i w jaki sposób je oceniasz. Sama pamiętam, jak na to na początku gderałaś a później zmieniłaś zdanie. Jak widać nie wszystko z paranormalnie wyglądającą okładką jest takowym paranormalem ;) Myślę, że się do ciebie uśmiechnę o tę książkę gdy już przeczytam to, co od ciebie mam. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wyzbywać jej się nie planuję, więc wiesz gdzie mieszkam. Sama się takiej reakcji na jej temat nie spodziewałam i jeśli autorka nie skiepści klimatu w stylu "aj low juuu do bólu, ale się lękam" to przeczytam trylogię.

    OdpowiedzUsuń
  3. Od dawna mam ochotę na tę pozycję, ale jeszcze nie wpadła w me ręce. :(

    OdpowiedzUsuń
  4. O, planowałam i tak ja przeczytać, ale teraz chcę jeszcze bardziej :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jej ty to masz fajnych czytelników, chociaż ci komentarze piszą zazdroszczę :) A recenzja jak zawsze świetna :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kwestia rozkręcenia się :) Na początku zawsze jest ciężko.

      Usuń
  6. No dobrze skoro tak mówisz :) No ja powoli mam nadzieje rozkręcam się a jak moje teksty sam nie lubię się oceniać :) A i tak do twoich mi jeszcze daleko xD Ale to tylko kwestia czasu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Popiszesz i się wyrobisz. :)
      Jak widzę swoje stare teksty z lubimyczytac.pl, to żal i wstyd mi się robi jak je czytam.

      Usuń
    2. A to muszę poszukać i poczytać xD

      Usuń
  7. Myślę, że jeśli natknę się w bibliotece, to nie ominę, a wypożyczę. Z tego co napisałaś warto zaryzykować i przeczytać. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. nie cierpię supernatural romance...ale jeśli wśród tego całego chłamu znalazła sie normalna książka...to cóż...może jeszcze jest nadzieja dla tego gatunku :)

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi niezmiernie miło jeśli pozostawisz po sobie ślad.
Pamiętaj, że komentarze będące spamem lub obrażające innych będą kasowane.

Informuję iż teksty (nie będące odpowiednio odznaczonymi cytatami z książek) oraz rysunki/ komiksy zamieszczane na tym blogu są moją własnością.
Okładki książek i komiksów pochodzą z serwisu lubimyczytac.pl .
Kopiowanie i/ lub przerabianie, przeredagowywanie tekstów bez mojej wiedzy i zgody jest zabronione.