sobota, 4 maja 2013

Asteriks album 33 - kiedy niebo spada na głowę

Są historie komiksowe, do których można bez przerwy wracać, bez względu na wiek i na nowo odkrywać coś nowego, co przeoczyło się poprzednim razem. Do tej kategorii zaliczam serię komiksów o gromadzie Galów, z których szczególnie wyróżnia się dwóch bohaterów: Asteriks i Obeliks [który wpadł do kotła dziecięciem będąc]. Całkiem niedawno w ręce wpadł mi komiks numer 33: "Gdy niebo spada na głowę". Nie przypominam sobie, bym po ten album sięgnęła wcześniej, dlatego też postanowiłam dzisiaj to nadrobić. Jakie są moje wrażenia? Zapraszam do lektury nowej notki.

Asteriks i Obeliks, jak każdy szanujący się Gal, wybrali się na polowanie na dziki w towarzystwie swojego wiernego psiaka Idefiksa. Słoneczko przyświeca cudownie, przyroda się ładnie zazieleniła, jeno dziki jakieś takie sztywne [jakby zobaczyły potworności w stylu Beiber i One Direction na jednej scenie]. Zaniepokojeni bohaterowie co sił gnają do wioski i odkrywają, że większość mieszkańców również zapadła na tajemniczą chorobę. Jedynie druid Panoramiks wydaje się na nią odporny.
Chwilę później nad wioskę nasuwa się przedziwny cień. Galowie nie są jeszcze świadomi, że ich wioska stanie się polem bitwy dwóch pozaziemskich cywilizacji. Przedstawicielami pierwszej z nich są Łoldislandianie poruszający się statkiem wyglądającym jak ogromna złota kula, fioletowy człowieczek przypominający z wyglądu postaci kreowane przez Walta Disneya [przeczytajcie nazwisko legendarnego animatora i już macie źródło nazwy planety] we wczesnych okresach jego twórczości oraz towarzysząca temu fioletowemu stworkowi cała armia Supermanów o szerokich barach, kwadratowych szczękach i niezbyt inteligentnym wyrazie twarzy, choć podobającym się mieszkankom wioski galijskiej.
Ich przeciwnikami są istoty poruszające się w rakiecie przypominającej nieco mecha rodem z anime, z charakterystycznym księżycem na "hełmie" [czy też zwieńczeniu rakiety - jak kto woli]. Nagmowie [może to tylko moja teoria, nie konsultowałam jej ze znajomymi, ale wymieńcie kolejność liter w nazwie. Wychodzi "Mangowie". Swoją teorię posnuję kawałek dalej], druga pozaziemska rasa. Jej przedstawicielem jest dziwny stworek o wielkich oczach podkreślanych przez dziwną maskę ozdobioną symbolem w kształcie księżyca [czy też krowich rogów - jak kto woli] i ciele złotego żuka.

Podczas czytania owego komiksu nie mogłam odgonić uparcie nachodzących mnie skojarzeń na temat wiecznie żywego sporu o palmę pierwszeństwa między zwolennikami komiksu amerykańskiego [Łoldisnejanie] i japońskiego [Nagmowie, których przemianowałam na potrzeby chwili na "Mangów"]. Albert Udrerzo pozornie zdaje się nie zajmować stron w tym konflikcie, a jednak na ostatniej stronie [nie nie zdradzę zakończenia, choć czytelnicy "Asteriksa" domyślą się łatwo jakie jest] oddaje hołd legendarnemu już Waltowi Disneyowi. Nawet w japońskich komiksach można dostrzec mnogość nawiązań do kultury amerykańskiej [między innymi w "Metropolis" Osamu Tezuki, do którego przysiądę już wkrótce]. Sama nie zamierzam opowiadać się po jednej ze stron wojny komiksiarskiej. Wychodzę z założenia, że jeden lubi jabłka, drugi śliwki - a przecież oba są owocami.

"Kiedy niebo spada na głowę" stało się dla mnie wycieczką w świat pamiętany z czasów dzieciństwa. Kiedyś nie zwracałam uwagi na imiona bohaterów: Tenautomatiks [kowal], Ahigieniks [sprzedawca ryb, o którym imię za dobrze nie świadczy]czy Dobromina [której mina w tym komiksie za piękna nie jest], dzisiaj wywołują one uśmiech. Zabolała mnie jednak wizja wpychania w świat Galów wiecznie spuszczających łomot Rzymianom dwóch walczących między sobą cywilizacji pozaziemskich. Tak, znam teorie o pomocy Egipcjanom przy budowie piramid udzielonej przez istoty spoza naszej planety, słyszałam o Nazca. Tylko do Asteriksa i Obeliksa ten pomysł mi niestety nie pasuje. Nielicznymi momentami śmieszy, częściej wywołuje niestety uśmiech politowania.

33 album z serii Asteriksa mnie nie powalił na kolana, nie wywołał żalu po zakończeniu czytania. Ot, kolejna cyfra więcej w statystyce na lubimyczytac.pl. Wiem, że z chęcią wrócę do Galii, ale tej przedstawionej we wcześniejszych albumach, by znowu płakać ze śmiechu i cieszyć się niepowtarzalnym klimatem tworzonym przez Goscinnego.

Asteriks album 33. Kiedy niebo spada na głowę

autor: Albert Uderzo
wydawnictwo: Egmont
data wydania: 2005
cena: 19,90
moja ocena: 2/5

Za udostępnienie "Lobo" i "Asteriksa" chciałabym podziękować ich właścicielce - Anicie ;)

3 komentarze:

  1. Wydawało mi się, że przeczytałam wszystkie w Polsce wydane części Asterixa, ale widzę, że chyba nie. W najbliższym czasie sięgnę po 33 album i przekonam się. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jako ciekawostka jest fajny, ale do mnie trafiają bardziej wcześniejsze albumy ;)

      Usuń
  2. Byłam ciekawa tych kosmitów i dzisiaj kierowałam się w empiku na dział z kosmitami, kiedy na mojej drodze stanęła alejka z jakimiś książkami, które zwróciły moją uwagę i zapomniałam całkiem. ;)

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi niezmiernie miło jeśli pozostawisz po sobie ślad.
Pamiętaj, że komentarze będące spamem lub obrażające innych będą kasowane.

Informuję iż teksty (nie będące odpowiednio odznaczonymi cytatami z książek) oraz rysunki/ komiksy zamieszczane na tym blogu są moją własnością.
Okładki książek i komiksów pochodzą z serwisu lubimyczytac.pl .
Kopiowanie i/ lub przerabianie, przeredagowywanie tekstów bez mojej wiedzy i zgody jest zabronione.