poniedziałek, 20 maja 2013

Dziewięć żyć Chloe King. Upadła. - Ło maj gad!

Jeśli znasz siebie i swego wroga, przetrwasz pomyślnie sto bitew. Jeśli nie poznasz swego wroga, lecz poznasz siebie, jedną bitwę wygrasz, a drugą przegrasz. Jeśli nie znasz ni siebie, ni wroga, każda potyczka będzie dla Ciebie zagrożeniem.
Sun Tzu, "Sztuka Wojny"

Zawsze na lubimyczytac.pl z góry zastrzegam, że nie interesują mnie książki z gatunku paranormal romance - i nawet jeśli nie zrobię tego bezpośrednio na forum, odpowiadam tak odzywającym się do mnie użytkownikom. No właśnie, w tym momencie nasuwa się pytanie - no to jakim cudem na mojej półce pojawia się właśnie paranormal, a nie kolejna książka Pilipiuka, Kresa, czy Grzędowicza? Do tej pory sama nie znam odpowiedzi, ale uznajmy wersję, że poznaję swego wroga i sprawdzam przed czym w przyszłości mam się zapierać "ręcani, nogani i pazurani". Dlaczego? Zapraszam do lektury układających się w kocią muzykę biadoleń.

Poznajcie Chloe King, zbuntowaną piętnastolatkę, która w przeddzień swoich szesnastych urodzin ukłuła się w palec wrzecionem... Wrrróć! Będąc pod wpływem alkoholu i próbując sikać na stojąco spadła z wieży. Nic takiego, tylko jakieś siedemdziesiąt metrów i śmierć na miejscu. Norma, wyrabiamy stereotypy polskiego gimnazjum. I jak na taką rozdmuchiwaną przez media gimbazę przystało, Chloe ma nieodpartą potrzebę chłopa. Jednego [poznanego przypadkiem w klubie] niemal w swej chcicy rozszarpała, na pozostałych dwóch ostrzy pazury i wciąż jak "rozmemłana" panieneczka, czy też podobnie jak wahadełko hipnotyzera lata z wywieszonym ozorem to za jednym, to za drugim. Wieczna ruja potęgowana jeszcze odkryciem swojej drugiej natury - jakże obfitej w błogosławieństwa! Dziewczyna w wieku lat szesnastu dostała po raz pierwszy okresu. Ehh, Amerykanie i te ich Necronaldy... Jeno cuda! I edukacja seksualna też leży i kwiczy, ewentualnie pojechała na Hawaje. Tak, można ją usprawiedliwiać, że nie dogaduje się ze swoją adopcyjną matką - kobietą porzuconą przez męża. Można również szukać odpowiedzi na jej dziwnostki w przeświadczeniu dziewczyny o byciu porzuconą przez dwójkę jej najlepszych przyjaciół, którzy zaczęli się ku sobie skłaniać. Może jestem okrutna, ja usprawiedliwień nie szukam. Nie usprawiedliwię jej zachowania również tym, że komuś zależy wyraźnie na jej śmierci. Nie ukrywam, mi też zależało - skoro w tytule jak byk stoi "dziewięć żyć" to może niech się bohaterce zejdzie jeszcze chociaż raz, tak ku uciesze gawiedzi? Nie? No to spuszczam nos na kwintę.

"Ostatnio Barbi serce moje łamie,
z jakimś frajerem znów jest na ekranie.
Facet przystojny, ale przecież gnojek.

Jeśli już musisz, róbmy to we troje!"
The Bill, "Barbi"


W sumie nie wiem czego odkrywczego spodziewałam się po fabule. Mamy przedstawioną już pokrótce przeze mnie bohaterkę, do tego trzech przeprzystojnych Kenów, z czego jeden okazuje się zbyt słaby jak na naszą koteczkę i odlatuje. A niby "five o'clocki" takie w piciu harde, tak pięknie odwiedzane miasta w Polsce swego czasu zarzygiwali, tak majestatycznie latali na golasa. Ten widocznie miał jakiś defekt fabryczny, zostawmy go innemu złośliwemu recenzentowi.

"Mieszkał we wsi chłop jak tur.
Rozbić łbem mógł każdy mur.
Gębę miał jak sam Di Caprio - 
reszta chłopów to przy nim wapno."
Orkiestra Dni Naszych, "Ruda Mary"

Czyli amant numer 2 - przystojny, boski, ogólnie "och ach" cud-chłopię o imieniu Brian. Chłopak przygotowujący się do studiów na zoologii zwrócił na siebie uwagę bohaterki czapką z kocimi uszami, gdy ta odbębniała swój dyżur w sklepie odzieżowym. Oficjalnie nigdzie nie pracuje. Oficjalnie, koniec spojlerów.

Amantem numer 3 jest przystojny [jakoś zaskoczona się nie czuję] gwiazdor szkolny, Rosjanin Aleks, do którego również przytoczę fragment "Rudej Mary":
"Baby szły doń bez powodu
tak jak muchy lgną do smrodu."
Chłopak nie zawsze dobrze radzi sobie z językiem angielskim, ale jest przecież "super sexi i kul [nie, nie mam na myśli lublińskiej uczelni]" i towarzyszy mu wianuszek zaborczych i chętnych nastolatek, których on na poważnie nie traktuje. Bo liczy się Chloe, zupełnie jak Bella dla Edwarda ze "Zmierzchu", czy inne Kopciuszki dla pięknego księciunia. Standard.

Wracając do wątku głównego - po pierwszym z trzech tomów "Dziewięciu żyć Chloe King" spodziewałam się więcej. Fabuła ze swoją przewidywalnością przyprawiała mnie o ból zęba, bohaterka irytowała do tego stopnia, że rozważałam rzucenie książki przez autobus. Nie zrobiłam tego, bo oberwałby ktoś "Bogu ducha winien". Zastanawiała mnie również mitologia, której spodziewałam się więcej. Było kilka nawiązań do bogini Bastet i do ogólnego przesądu, że kot ma dziewięć żyć. Może jednak sprawdzimy to prawidło na bohaterce? Nie? Znowu wzdycham ciężko.

Dobrze, ponarzekałam. Aaale... Znalazłam w tej książce coś, co mi się spodobało - mianowicie kreację Amy, przyjaciółki naszej biednej i niewyżytej pretendentki do miana "Fanny Hill XXI wieku". Amy nie była przesadnie przekolorowywana, patrzyła dojrzale na otaczający ją świat i zaskarbiła sobie u mnie sympatię w momencie, gdy zasugerowała Chloe noszenie koszulki z napisem "jestem łatwa". Aplauz! "Stadion oszalał! Meksykańska fala! Czyste szaleństwo od morza do Podhala!" [tak, byłam w weekend na stadionie, o czym możecie przeczytać w poprzedniej notce].

A teraz, by oddać sprawiedliwość wydawnictwu Filia, powiem Wam, że książka technicznie wydana jest bardzo ładnie. Nie zauważyłam wpadek korektorskich, a mój wzrok przyciągnęło spojrzenie dwojga hipnotyzujących oczu z białej okładki. Pełna aprobata, tylko żeby jeszcze treść do mnie trafiła.

Zastanawiam się wciąż dlaczego dmuchany młotek ze Spidermanem leżał dziś na tyle daleko, bym nie mogła się nim - przy aplauzie dzwoneczka i piszczałki - porządnie wytłuc przed sięgnięciem po ową książkę. Z drugiej jednak strony jestem już bardziej świadoma przed czym tak zapieram się na czytajowym forum. Wiem, książka może się komuś spodobać, kto w tych klimatach siedzi. Może ze swoim pojazdem byłam zbyt okrutna, ale nie mogłam takiej papki pozostawić bez komentarza. Doczytałam, przemyślałam, niepochlebnie oceniłam i mogłam przesiedzieć te 2 godziny nad inną, ciekawszą książką. Powiem tyle - dla fanów paranormal romance "Upadła" może okazać się strzałem w dziesiątkę. Ja się jednak przesiądę na co innego, to nie mój przedział.

Dziewięć żyć Chloe King. Tom 1. Upadła.

autor: Liz Braswell
wydawnictwo: Filia
data wydania: 2013
cena okładkowa: 34,90

moja ocena: 1,5 [z uwzględnieniem plusa za Amy]/ 5

12 komentarzy:

  1. Aż z dziwną satysfakcją czytałam ten tekst. W sumie fabuła nie jest jakaś oryginalna. Ja już dawno straciłam chęć jej przeczytania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja w przypływie masochizmu się jeszcze za "Angelfall" wezmę. Chyba muszę dziwne, polskie piosenki o kuriozalnych tekstach na wszelki wypadek powtórzyć.

      Usuń
  2. A ja lubię paranormal romance... Ale właśnie takie historyjki nie przykuwają mojej uwagi. Chciałam tą książkę ponieważ oglądałam serial. A teraz widzę pełno różnic.. I stwierdzam, że serial - lepszy. Alek - Rosjanin? Nie radzi sobie z angielskim dobrze ? loool. Zniszczyli tak fajnego bohatera. A w serialu nie uganiał się tak za Chloe. I najbardziej nie lubię nastolatki nie wiedzącej czego chce i uganiających się za nią wianuszkiem chłopców. Brrr.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zdarza mi się czytać paranormal romance, zwłaszcza jak potrzebuję czegoś naprawdę lekkiego po egzaminach :) Ale Twoja recenzja jest świetna, nie czytałam książki, nie wiem czy przeczytam, ale samą recenzję z przyjemnością i śmiechem się czytało :) Czekam z niecierpliwością na Twoją wersje Angelfall, bo akurat to chciałam przeczytać :) P.S. Co za zmiana tła!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koleżanka mi narzekała, że na tle tych desek źle jej się czytało, więc zmieniłam na coś neutralniejszego ;) Niebieska szata graficzna jest przejściowa - gustuję bardziej w brązach i zieleniach ;)

      Usuń
  4. Też nie lubię paranormal romance, wolę stare dobre fantyasy i zwykły romans (jeśli akurat sięgam po jakiś romans) i jak już książka dla i o nastolatkach, to również wolę tradycyjną, najlepiej z czasów, gdy sama byłam nastolatką. :)
    Ale recenzja bardzo mi się podobała, szczególnie, że oglądałam serial. Był do zniesienia. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. "Norma, wyrabiamy stereotypy polskiego gimnazjum. I jak na taką rozdmuchiwaną przez media gimbazę przystało..." Aż się chce płakać, nie tyle, co ze śmiechu, co z zażenowania. (ze śmiechu z powodu trafnego porównania, z żalu z powodu coraz gorszych gimbusów siejących się już nawet po książkach)

    Pomimo tego, że nie czytałam, zgodzę się z opinią, bo po samym opisie książki można się podobnej historyjki spodziewać... A ciekawe, jak się trzyma serial, bo słyszałam, że coś kręcili na podstawie tej książki :P

    OdpowiedzUsuń
  6. Tak śmiesznej i trafnej recenzji to ja dawno nie czytałam....pomijając fakt, że ecenzji w ogól edwano na oczy nie widziałam ;)
    A stronka jest git. nie musi byc niebieski, jka lubisz zielony to dawaj byle dało się tekst czytać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zrobię posiadywkę - pewnie po sesji i coś z tłem pomyślę.

      Usuń
    2. Fajne jest to ciemne niebieskie tło. Choć w pierwszej chwili myślałam, że pomyliłam blogi. ;)

      Usuń
  7. Czy ktoś z Was ma tą książkę i chciałby pożyczyć ? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do niedzielnego wieczora trwał u mnie konkurs, w którym do zgarnięcia była właśnie ta książka. Jeszcze u mnie leży, ale lada dzień rusza do zwycięzcy.

      Usuń

Będzie mi niezmiernie miło jeśli pozostawisz po sobie ślad.
Pamiętaj, że komentarze będące spamem lub obrażające innych będą kasowane.

Informuję iż teksty (nie będące odpowiednio odznaczonymi cytatami z książek) oraz rysunki/ komiksy zamieszczane na tym blogu są moją własnością.
Okładki książek i komiksów pochodzą z serwisu lubimyczytac.pl .
Kopiowanie i/ lub przerabianie, przeredagowywanie tekstów bez mojej wiedzy i zgody jest zabronione.