sobota, 4 maja 2013

Lobo #48 P... P... P... PINGWIN - kosmiczna rzeźnia w rytmie rocka

Już na samym wstępie wypadałoby zaznaczyć, że "Lobo" to nie komiks dla dzieci. Wiem, widać to po okładce, ale już wiele było przypadków, w którym "pani mamusia" kupowała kwilącemu sześciolatkowi losowo wzięty z półki komiks, a potem podnosiła wrzask pełen przeświętego oburzenia, że źli i zboczeni psychopaci tworzą te komiksy, że tylko czyhają, by skrzywić malutkie, niewinne dziecko o loczkach blond i niebieskich oczkach aniołka. Była zadyma z pięciolatkami "czytającymi" [jak edukacja do przodu skoczyła, że teraz wszystkie maluchy w tak wczesnym wieku czytają! Ludzie, szykuje nam się genialne pokolenie!] "Dragon Balla" od JPFu i oglądającymi pośladki jednej z bohaterek, może być kolejna tania sensacja o latające kawałki przesłodkich pingwinków z batoników, które nasze Kindern tak wielbią.
Dlatego też kochane mamy i "panie mamusie" czujcie się ostrzeżone i zaczekajcie spokojnie, aż Wasza pociecha mając lat naście sama sobie "Lobo" kupi, studentka kierunku pedagogicznego tako rzecze.

Nie wiem, czy tym, co mają lat "naście" i więcej, samego głównego bohatera muszę przedstawiać. Jeśli tak, spróbuję w ten sposób: "Proszę Państwa, oto Lobo - zwany też Ważniakiem, czy Ostatnim Czarnianinem amerykański antybohater komiksowy, łowca głów, którego charakter można określić jako chaotycznie neutralny, typ wyjątkowo niebezpieczny."

Nie wierzycie? No to zajrzyjcie do tego zeszytu, w którym warszawskie wydawnictwo TM-Semic serwuje Wam trzy krótkie historyjki komiksowe.

Pierwsza z nich [P-P-P-PENGUIN!] jest efektem współpracy trzech panów: Alana Granta [scenariusz], Rafaela Garresa [rysunek] oraz Luisa Antonio Vasqueza [kolor], zgodnie tytułujących się pingwinami. W owej opowieści grupka pingwinów przedziera się przez śniegi i lody mroźnej arktycznej planety w poszukiwaniu mitycznej Krainy Ryb i Dostatku. Nagle zostają zaatakowani przez Niedźwiedzia Lamparciego przypominającego zmutowanego tygrysa szablozębnego. Szaleńcza panika, kilka ptaków ginie. Tylko jeden z nich ma łeb na karku i wyciąga z plecaka spluwę, pamiątkę szalonych czasów spędzonych z grupą podobnych mu pingwinów-awanturników i Kosmicznym Ważniakiem - Lobo...
Owa krótka [i pełna przemocy - jak to z "Lobo" bywa] opowiastka ocieka wręcz czarnym humorem. Nie mogłam się powstrzymać przed chichotem na widok "srogich elfów" wyglądających jak klony Tołdiego z "Gumisiów" poubieranych na modłę "Stańczyka" Matejki. Do tego jeszcze napis "I love Rambo" na spluwie jednego z nich... No i nasz główny bohater, niemożliwie według mnie przypominający Lemmy'ego Kilmistera. To tylko kilka uśmiechów twórców w stronę czytelników poukrywanych sprytnie między kadrami tego komiksu.
Sama kreska jest "brudna" jak sama historia i raczej nie przypadnie do gustu wszystkim. Tutaj niektóre pingwiny mają pełne uzębienie, a osobniki alfa to istoty wszech miar umięśnione, których żyły niebezpiecznie prężą się pod skórą.Same spluwy też są zastanawiające, przy niektórych zastanawiałam się jak to może strzelać. Po prostu może. Niekiedy kadry robią się niewyraźne, kontury zbytnio się zacierają. Nie jest to wina drukarni, napisy w dymkach są czytelne.

Kolejną historyjką jest "In the chair", za którą odpowiedzialni są między innymi panowie: Alan Grant [scenariusz] oraz Martine Mond [rysunek].
Łowca głów właśnie zdaje lokalnemu szeryfowi całą plejadę pochwyconych przestępców. Nareszcie chwila wytchnienia, można doprowadzić swój wygląd do porządku. Ledwo przytomny Lobo kieruje swe kroki ku Balwierzowi, by zgolić niepotrzebny zarost. Bohater jeszcze nie podejrzewa, że w salonie spotka dawnych "znajomych", dwóch niezbyt bystrych braciszków chcących pomścić kolegów po fachu pochwyconych i zabitych przez Ważniaka.
"Na krześle" wydaje mi się pogodniejszą [o ile tak o serii "Lobo" można powiedzieć] historyjką niż poprzednia. Kadry są o wiele czytelniejsze oraz przedstawione w kolorach jaśniejszych, niekiedy wręcz pastelowych. Śmiałam się do rozpuku przyglądając się nowym uczesaniom głównego bohatera i wyobrażając sobie kilka innych możliwych. Zastanawiają mnie natomiast fryzury braci Winter, ich uczesania zmieniają kierunek raz na kilka kadrów.

Najmniej do gustu przypadł mi komiks "Lobo: Chained!" [Grant, Garres, Mireault]. W trakcie rozprawy sądowej za agresywne zachowanie wobec sędziego Lobo zostaje skazany na 20 tysięcy lat więzienia. Od razu wiadomo, że nie będzie zachowywał się jak potulny króliczek wśród indywiduów, których kiedyś sam do pudła wpakował.
"Znowu wszędobylskie i wyłażące gdzie się da żyły" - taka była moja pierwsza reakcja na rozpoczynający historię kadr. Do tego szerocy klawisze o kwadratowych szczękach i wampirze zębiska Lobo... Przerażenie. Dodatkowo strona polska mogła wyczyścić napis "Bye bye" z rakiety przed umieszczeniem na niej opisu "Pa, Pa Odwszawianie [chłopaki]".
Do strony graficznej jeszcze nawiązując - a wiecie, że Lobo siedział z Mansonem? Dowód na stronie 13 owej historyjki.

TM-Semic pod szyldem TOP COMICS zaserwowało fanom szaleńczy i wybuchowy koktajl połączony postacią kosmicznego łowcy głów. Jego przygody można śledzić na 66 stronach w formacie a4 otulonych miękką okładką. Jestem świadoma, że Lobo może nie wszystkim przypaść do gustu. Sama przekonywałam się do niego stopniowo, odkładając na bok mangi i przysiadając do ramek, które wydawały mi się zbyt chaotyczne, zbyt szalone, zbyt groteskowe. Nie zraziłam się i dziś mogę zaśmiewać się przy psychodelicznych scenach z życia najdziwniejszego i chyba najbardziej brutalnego łowcy głów, jakiego dane mi było poznać.

Lobo #48 "P... P... P... PINGWIN"

autorzy: Alan Grant - scenariusz
Rafael Garres - rysunek w "P...P....P...Pingwin"
Martine Mond - rysunek w "In the chair" i "Lobo:Chained!"
i inni
wydawnictwo: TM-Semic
data wydania: 2000
cena okładkowa: 6,95
moja ocena: 3/5

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Będzie mi niezmiernie miło jeśli pozostawisz po sobie ślad.
Pamiętaj, że komentarze będące spamem lub obrażające innych będą kasowane.

Informuję iż teksty (nie będące odpowiednio odznaczonymi cytatami z książek) oraz rysunki/ komiksy zamieszczane na tym blogu są moją własnością.
Okładki książek i komiksów pochodzą z serwisu lubimyczytac.pl .
Kopiowanie i/ lub przerabianie, przeredagowywanie tekstów bez mojej wiedzy i zgody jest zabronione.