wtorek, 7 maja 2013

Minstrele w Galerii - historia Jethro Tull - czyli co się działo zanim zaczęliśmy całować Willie ze Skalistej Wyspy

Kiedyś na kolegium kształcącym przyszłych nauczycieli języka angielskiego poczyniłam pewien eksperyment - poprosiłam kilka wybranych losowo wśród studentów i wykładowców osób o wymienienie trzech zespołów lub wykonawców brytyjskich. Łatwo się domyślić, jako pierwsi wymieniani byli The Beatles [po czym w większości następowała dłuższa chwila milczenia przerywana jedynie "czekaj, ten no, ten!"], potem z reguły następował Iron Maiden, potem może Spice Girls, może Take That!, sporadycznie [w sumie chyba tylko raz] przewinął się Black Sabbath.
No dobrze - możecie stwierdzić. - A gdzie reszta? Gdzie cała rzesza niewymienionych wykonawców i kapel, które tak wiele wniosły do światowej muzyki?

Jednym z pominiętych przez kolegów i koleżanki z mojej uczelni był zespół Jethro Tull pod wodzą charyzmatycznego Iana Andersona, od czterdziestu pięciu już lat [oficjalnie od 1968] złotymi literami wpisujący się w historię muzyki nie tylko "wyspiarskiej", lecz także światowej. Wielokrotnie gdy słucham ich dokonań, nie do końca potrafię przypisać je do wyłącznie jednego stylu muzycznego - w utworach formacji z rock'n'rollem przenikają się elementy bluesowe, jazzowe, folkowe, klasyczne, a niekiedy nawet... hard rockowe! I choć ten niezwykły zespół już niemal od pół wieku gości na scenie, jego członkowie przekonują, że nigdy nie jesteś za stary na Rock'n'Rolla, póki jesteś za młody, by umrzeć. ["Too old to Rock'n'Roll, to young to die". Ciekawostką jest, że do tego utworu bezpośrednio nawiązał Jakub Ćwiek w swojej najnowszej powieści pod tytułem "Dreszcz".]

I w tym momencie rodzi się pytanie - jak to wszystko się zaczęło? W magiczną podróż od początku funkcjonowania zespołu, przez następne trzydzieści lat obfitujących w liczne wzloty i upadki zabiera nas David Rees, sumienny kronikarz, wieloletni redaktor magazynu "A New Day" poświęconemu Jethro Tull i zespołom tworzący muzykę w podobnym klimacie. Panie i panowie, zapraszamy na pokład! Przed nami magiczna wycieczka ukrywająca się pod intrygującą nazwą "Minstrele w Galerii - historia Jethro Tull".

W Polsce książka ukazała się w 2002 roku nakładem wydawnictwa KAGRA, oficyną zajmującą się wprowadzaniem na polski rynek książek o tematyce muzycznej.
Wydanie ksiązki o Jethro Tull, z pozoru niepopularnym w Polsce zespole, poczytuję wydawnictwu za wielki plus. Zarówno fani, jak i osoby chcące się z sylwetkami muzyków tworzących zespół zapoznać, znajdą w tej książce coś dla siebie - od trudnych początków wiodących przez wyboistą drogę do sławy aż po dni chwały. Kilka z tych okresów zostało na zawsze upamiętnionych przez fotografie umieszczone na środku biografii grupy. Sama niejednokrotnie uśmiechałam się lub rozszerzałam oczy ze zdumienia czytając wzmianki o sławach przewijających się przez historię Tull. Bo kto by pomyślał, że w 1982 na perkusji w trakcie gali Prince's Trust zagra... Phil Collins?! Sporym plusem jest kompendium zawierające dyskografię Jethro Tull [i najważniejsze projekty solowe człoków zespołu] wraz z nazwiskami poszczególnych twórców, pełny spis utworów oraz [prawdopodobnie kompletna] lista odbytych koncertów - od rozpoczęcia działalności grupy aż po początek września 2002.
Mogłabym narzekać na klejenie książki, przez które na myśl o przyszłym gubieniu zawartości dostaję gęsiej skórki. To jednak przysłowiowy "Pikuś" ["Pan Pikuś"] - wystarczy z książką obchodzić się delikatnie. A jednak może ktoś "z polskiego na nasze" jest w stanie wytłumaczyć mi o co chodzi we fragmencie: "Przepraszałem wtedy, mówiłem dobranoc i spałem dalej. Takimi sposobami próbowałbym zwrócił na niego większą uwagę, ale robiło to na mnie raczej nieszczególne wrażenie." [rozdział "Siedząc na ławce w parku", strona 51, koniec górnego akapitu]. Dochodzi do tego nowa, chyba nagrana przez tłumacza, płyta pod tytułem "Too Old to Rock'n'Roll, Too Old to Die" [strona 61, koniec drugiego akapitu]. Aż chce się zakrzyknąć, że sama jestem za stara na umieranie, a skoro tak uznałam, to od dzisiaj chcę żyć wiecznie. Bo kto by nie chciał?
Dochodzą jeszcze proste wpadki korektorskie typu "nie wsparto ją promocją" [strona 97], "Zmagając się z wokalnymi problemami zaczął w dodatku stosować niczym wokalista folkowy gest zasłaniania sobie jednego ucha, który nie jest najlepszym wzorcem zachowania przed 15 tysiącami fanów rocka." [strona 98. Osobiście wpakowałabym tu trochę więcej interpunkcji], oraz - według mnie -  "PO" [nie, nie partia pana Donalda Tuska, jedynie przytrzymany Shift na początku ósmego rozdziału ze strony 99. Inne rozdziały też są zaczynane przez pierwsze słowo napisane z wciśniętym Caps Lockiem. Mi osobiście takie rozwiązanie do gustu nie przypadło. Bardziej lubię wyróżnianie początków rozdziału przez pierwszą literę pisaną większą czcionką niż pozostałe].

"Minstrele w Galerii - historia Jethro Tull" jest - o ile mi wiadomo - jedyną dostępną monografią na temat grupy. Możecie odnieść wrażenie, że wieszam na niej psy, ale tak naprawdę, pomijając owe wpadki, jestem bardzo zadowolona z lektury i myślę, że każdy zainteresowany tematem tego niezwykłego zespołu znajdzie w tej książce coś dla siebie.

Minstrele w Galerii - historia Jethro Tull

autor: David Rees
wydawnictwo: Kagra
data wydania: 2002

moja ocena: 3/5

1 komentarz:

  1. Cholera, może i kojarzę trochę więcej zespołów brytyjskich niż tylko The Beatles czy Pink Floyd, ale Jethro Tull kojarzę bardzo mgliście. Pora nadrobić te zaległości :)

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi niezmiernie miło jeśli pozostawisz po sobie ślad.
Pamiętaj, że komentarze będące spamem lub obrażające innych będą kasowane.

Informuję iż teksty (nie będące odpowiednio odznaczonymi cytatami z książek) oraz rysunki/ komiksy zamieszczane na tym blogu są moją własnością.
Okładki książek i komiksów pochodzą z serwisu lubimyczytac.pl .
Kopiowanie i/ lub przerabianie, przeredagowywanie tekstów bez mojej wiedzy i zgody jest zabronione.