czwartek, 23 maja 2013

Norweski dziennik, tom 1 - przygodówka dla młodszych czytelników?

Posiadanie w domu siedmiu nieprzeczytanych książek Pilipiuka jest niebezpieczne dla zdrowia i grozi przedziwnymi napadami oglądactwa i gorączkowego lustrowania półek, które uginają się z niemym wyrzutem. Takie objawy przynajmniej zaobserwowałam u siebie, za każdym razem, gdy mijałam książkowy regalik.

Wiem, grafomaństwo - wielu tak pewnie zakrzyknie, ale lubię książki popełnione przez pochodzącego z Warszawy autora [obecnie zamieszkałego w Krakowie].

Warszawa, rok 1984. Paweł, uczeń pierwszej klasy liceum, jest już o krok od wakacji. Jeszcze tylko nudne formalności związane z przemówieniami, nagradzaniem za wyniki, karaniem, promocjami indywidualnymi do następnej klasy... Nuda jednym słowem. Czytelnikowi wydaje się, że cała książka będzie ciągnęła się w tym duchu - wakacje w Norwegii, podczas których chłopaczyna będzie pisał tytułowy dziennik, rozpływał się nad pięknem fiordów i jasnych loków Norweżek. Ano, nie do końca.

Pilipiuk w odpowiednim momencie rusza akcję z kopyta. Paweł zostaje porwany przez rosyjskich agentów, a potem odbity przez przeciwną im frakcję i wysłany do Norwegii. Tutaj wszystko wywraca się do góry nogami: Paweł okazuje się Tomaszem Paczenko, wnukiem znanego z opowiadań o Jakubie Wędrowyczu Józefa Paczenki. Tym, którzy go nie znają polecam zapoznać się z najsławniejszym cyklem Pilipiuka.

Skoro jesteśmy już przy Jakubie, wstyd byłoby nie wspomnieć o Macieju Wędrowyczu, wnuku słynnego egzorcysty, najbardziej zabawnej postaci w całej książce. Maciek to niewątpliwie wnuk swojego dziadka - planuje zemstę, zna się na wysadzaniu w powietrze wielu rzeczy i niekiedy robi to bardzo perfidnie. Do tego jeszcze ukraińskie zacięcie do tępienia Niemców i mamy delikwenta, który w pełni zasługuje na nazwisko Wędrowycz. Momentami przysypiałam nad akapitami o Paczence, które zlewały mi się w jedno: Ruskie są złe, ale umiem norweski, ale oni mnie śledzą, ale księżniczka, ale... Rozumiem, że chłopak ma amnezję, do tego nie jest do końca taki jak inni, ale irytował mnie ten chłopak. Ożywałam dopiero, gdy do akcji wkraczała Wędrowyczowa krew. Wtedy wszystko nabierało zawrotnego tempa, a kwestie wnuka egzorcysty sprawiały, że podśmiewałam się pod nosem. Może dlatego ten podtatusiały facet w autobusie tak na mnie dziwnie patrzył... A może był skonsternowany, bo wypita przez niego wódka [którą śmierdział na kilometr] nie dawała mu tyle radości? Life's brutal.

"Norweski dziennik" wydawał mi się na początku książką dla młodzieży napisaną w duchu "Tomka na..." Szklarskiego. Teraz jednak się zastanawiam, czy rzeczywiście tak jest. Pilipiuk niekiedy w sposób naturalistyczny ukazuje okrucieństwo czy rany. I dlatego też myślę, że ta lektura będzie dobra dla młodzieży to dla młodzieży, która wyrasta już z prozy Szklarskiego.

Norweski dziennik, tom 1. Ucieczka

autor: Andrzej Pilipiuk
wydawnictwo: Fabryka Słów
data wydania: 2007

moja ocena: 3/5

6 komentarzy:

  1. Tak fajnie opisałaś książkę, że boję się po nią sięgnąć, żeby recenzja nie była lepsza od tekstu opisywanego w niej. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pierwszy tom mi się spodobał, na drugi natomiast tak się zdenerwowałam [mocniejsze synonimy dozwolone], że porzuciłam serię.

      Usuń
    2. Oj, a to dlaczego? Takie nudne czy takie dziecinne? A może książka się rozpadła?

      Usuń
    3. Pilipiuk wyrzucił z akcji jedynego bohatera, który to wszystko napędzał [wnuk Wędrowycza, więc się samo przez się tłumaczy], a zamiast niego wrzucił więcej intryg z rosyjskimi księżniczkami itp. Dlatego dalej tom 3 stoi na mojej półce nieruszony.

      Usuń
  2. Nie lubisz księżniczek? Rosyjskich? :)
    Rozumiem o co Ci chodzi. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie rosyjskie księżniczki skończyły się [słusznie lub nie] na Anstazji. Drugi tom "Norweskiego dziennika" przyniósł jakieś cudowne ich rozmnożenie do tego stopnia, że miałam dość.

      Usuń

Będzie mi niezmiernie miło jeśli pozostawisz po sobie ślad.
Pamiętaj, że komentarze będące spamem lub obrażające innych będą kasowane.

Informuję iż teksty (nie będące odpowiednio odznaczonymi cytatami z książek) oraz rysunki/ komiksy zamieszczane na tym blogu są moją własnością.
Okładki książek i komiksów pochodzą z serwisu lubimyczytac.pl .
Kopiowanie i/ lub przerabianie, przeredagowywanie tekstów bez mojej wiedzy i zgody jest zabronione.