środa, 29 maja 2013

Przygody Tappiego z Szepczącego Lasu - historia wikinga dla młodszych czytelników

Dotychczas Marcina Mortkę znałam jedynie z opowiadań i powieści przeznaczonych dla dorosłych i młodzieży. Zakończyłam dwie krucjaty - zarówno tę karaibską, jak i tę do Ziemi Świętej. Dzisiaj jednak chciałabym się przyjrzeć książce wyjątkowej wśród przeczytanych przeze mnie dokonań autora - ponieważ dzisiaj na warsztat biorę książkę napisaną z myślą o dzieciach.

Przygotujcie się, wybieramy się do Szepczącego Lasu, do przepięknej, śnieżnej i magicznej krainy pomagającej wszystkim, którzy mają dobre serca.
Jednym z jej mieszkańców jest wiking o imieniu Tappi, pozytywny bohater, który z chęcią pomaga wszystkim swoim przyjaciołom, a jego przyjacielem, jak przekonuje autor, bardzo łatwo zostać - "wystarczy uśmiechnąć się i pomachać doń ręką, a na zawsze trafisz do jego serca". I jeszcze jedno - Tappi uwielbia słodycze. Mamy więc przyczynę, czemu jego brzuch jest tak duży jak jego dobre serducho. Pewnie nie spodziewalibyście się tego po typowym wikingu? A kto mówił, że Tappi jest typowy? Hełm z rogami i długa broda nie czynią z wikinga złoczyńcy.

Jego najlepszym przyjacielem i towarzyszem przygód jest renifer Chichotek, malutkie i pełne kompleksów zwierzątko z początku nieżyczliwe głównemu bohaterowi, które zmieniło swoje nastawienie wobec wikinga.

W "Przygodach Tappiego z Szepczącego Lasu" urzekł mnie nieustanny dialog autora z małoletnim czytelnikiem przy zaangażowaniu rodziców. Narrator jest przewodnikiem po magicznym świecie, lecz nie uzurpuje sobie wyłączności w edukacji dziecka -  pomaga zabłysnąć mamie lub tacie znajomością ciekawostek [na przykład kim jest wiking]. Stawia również na dociekliwość młodego czytelnika, który przecież bardzo lubi pytać swoich bliskich o otaczający nas świat. Świetnie zgrane z całością są również wtrącenia dotyczące zachowania bohaterów oraz komentarze uświadamiające dziecku jak można postępować, a jak nie i dlaczego. Świetnym przykładem jest wytłumaczenie zachowania Chichotka, przez które autor ukazuje dzieciom, że wszystko ma swoją przyczynę i zawsze można zmienić się na lepsze.

Całości dopełniają przesympatyczne ilustracje autorstwa Marty Kurczewskiej. Mimo iż w większości są one czarno-białe [jedynym kolorowym elementem jest grafika z okładki], są one przejrzyste. Przypadło mi do gustu cieniowanie postaci oraz - uwaga - fakt, że człekokształtni bohaterowie [ludzie i elfy] mają po 5 palców. Moja uwaga może wydawać się bzdurna, ale przez całe dzieciństwo zastanawiałam się czemu postacie z niektórych kreskówek mają po 4, a niektóre w ogóle.
Dałam współlokatorce "Tappiego" do przekartkowania i kobieta mi się rozpiszczała z radochy na widok wodników. Jak widać czar tych obrazków działa nie tylko na dzieci.

Pluję sobie w brodę, że nie zaopatrzyłam się w "Przygody Tappiego..." przed rozpoczęciem praktyk pedagogicznych w przedszkolu i we wczesnych klasach szkoły podstawowej. Przeczucie mnie nie myliło. Dzieciaki siadały wokół mnie na dywaniku i wciskały do rąk przeróżne książki - w większości bajki, choć pojawiały się również przewodniki turystyczne. Duch w narodzie nie ginie - młodsze pokolenie mimo gwałtownego skoku techniki wciąż domaga się ciekawych opowieści. Myślę, że historia przyjacielskiego wikinga z pewnością idealnie wpasowałaby się w gusta dzieciaków - spragnionych magicznej opowieści oraz pełnej przygód podróży po niezwykłej krainie, która w niezwykły sposób oddziałowuje na wyobraźnię.
W dzieciństwie wielu z nas w myślach podróżowało po Stumilowym Lesie stworzonym wiele lat temu przez angielskiego pisarza A. A. Milne. Dzisiaj, tuż obok Krzysia i Puchatka dumnie stają Tappi i Chichotek - kolejne postaci, które w mądry sposób będą towarzyszyć dzieciakom. Czasami żałuję, że "Tappi" nie pojawił się "kilka" lat wcześniej, gdy rodzice czytali mi książki. Z drugiej strony jednak już wiem, co za "kilka" [jak ja lubię ten cudzysłów] lat pokażę własnym pociechom. Między innymi zabiorę je na wycieczkę do Szepczącego Lasu.

Przygody Tappiego z Szepczącego Lasu

autor: Marcin Mortka
wydawnictwo: Zielona Sowa
data wydania: 2012

moja ocena: 5/5

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Zielona Sowa


4 komentarze:

  1. Fajne. Dałabym siostrze ale jest już torche za duża...no i wciągnął ja Harry Potter, tak jak kiedyś mnie. ...ale mały JJ chyba teog jeszcze nie czytał..hmm :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marcin pisał tę książkę dla swojego synka, który [o ile dobrze pamiętam] miał wówczas około 7 lat. Twoja siostra jest chyba niewiele starsza :)
      I kurczę, też bym Pottera poczytała, ale najpierw zrealizuję inne plany czytelnicze :)

      Usuń
  2. A tutaj ukrywa się moja recenzja tej książki: http://ksiazkiwpajeczynie.blogspot.com/2013/11/przygody-tappiego-z-szepczacego-lasu.html

    OdpowiedzUsuń
  3. Ha! Czytałam, czytałam! No i podobało mi się. A sięgnęłam po tę książkę, bo przeczytałam o niej tutaj. A po kolejne części sięgnęłam, bo spodobała mi ta. :)

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi niezmiernie miło jeśli pozostawisz po sobie ślad.
Pamiętaj, że komentarze będące spamem lub obrażające innych będą kasowane.

Informuję iż teksty (nie będące odpowiednio odznaczonymi cytatami z książek) oraz rysunki/ komiksy zamieszczane na tym blogu są moją własnością.
Okładki książek i komiksów pochodzą z serwisu lubimyczytac.pl .
Kopiowanie i/ lub przerabianie, przeredagowywanie tekstów bez mojej wiedzy i zgody jest zabronione.