niedziela, 19 maja 2013

Warszawskie Targi Książki 2013 - kocim okiem

Miało być pięknie, cztery dni wśród książek na Stadionie Narodowym. Weekend wyczekiwany już od dłuższego czasu, planowany i będący przyczyną przekładania innych imprez. Miało, ale niezastąpiona uczelnia wrzuciła mi na ten tydzień [13.05-17.05] obowiązkowe praktyki pedagogiczne, wskutek czego czwartek zupełnie wypadł mi z planów. Nie będę jednak biadolić, skorzystałam na tym wydarzeniu co niemiara - wszak miałam czas od piątku, pięknego dnia w kalendarzu odznaczanego jako 17.05.2013.

Piątek

Odniosłam wrażenie, że Warszawskie Targi Książki nabrały kameralnego charakteru. Nie chodzi mi tu o wiecznie [niczym czkawka] powracającą dyskusję dotyczącą tragicznego stanu czytelnictwa w Polsce. To temat na oddzielną dyskusję, w której może kiedyś głos zabiorę. Może jutro, może za rok. Nie dziś.
Stadion Narodowy [zwany niekiedy Basenem Narodowym, czy Narodowym Polem Ryżowym] powoli przygotowywał się na nadejście soboty. Dawało się to odczuć wśród odwiedzających, kartkujących biuletyny z datami spotkań z autorami. Krążyłam wśród tych ludzi z ciekawością przyglądając się ofercie licznych stoisk, chłonąc kolorowe okładki i zapach książek, co jakiś czas przyuważając znaną osobistość siedzącą przy stoliku i podpisującą książki.
Kurczowo przyciskałam do boku fioletową torbę, wypchaną przygotowanymi na ten dzień książkami. Miałam w planach zahaczenie o trójkę autorów [w kolejności chronologicznej spotkań]: Izabela Szolc, Robert J. Szmidt oraz Marcin Wolski.
Kilka minut przed pierwszym spotkaniem zgubiłam się. Wedle wszelkich praw złośliwości - im bardziej się starasz, tym gorzej wychodzi. Błądziłam między straganami i stoiskami, ale w końcu odnalazłam odpowiedni stolik. Otrzymałam autograf na Solarisowej antologii "Wizje alternatywne" i "Jehannette" od Runy [co do okładki - dzisiaj nie będę sobie z jej powodów łamać paznokci na klawiaturze]. Agentka literacka pani Szolc "zmolestowała" mnie jeszcze na zakup "Żony Rzeźnika". Po spotkaniu przejrzałam książkę, przeczytałam kilka stron. Tak, to będzie przyjemna lektura, choć osobom wrażliwym może nie przypaść do gustu. Zobaczę jakie wrażenia odniosę z całości, a potem napiszę o tej książce co nieco.
Na spotkaniu z Robertem J. Szmidtem ułożyłam na biurku autora 3 książki i 2 antologie. Z początku spoglądałam to na pana Roberta, to na jego znajomych zaskoczona. Nie byłam w temacie ilustracji na okładkach Fabryki Słów na tyle, by uczestniczyć w konwersacji. Było jednak bardzo sympatycznie - otrzymałam dedykację "Dla Gosi, która ma więcej moich książek ode mnie".
O podpisy na książkach poprosiłam również pana Marcina Wolskiego. Wyruszyłam do niego głównie z przykazu Żaby, który z dawnych lat pamiętał "Antybaśnie" zrealizowane jako słuchowiska radiowe. A że wszystkie Kumakowe książki autorstwa pana Wolskiego leżały u mnie, to finału historii łatwo się domyślić.
W piątek przybankrutowałam również na "Bestiariusz słowiański". Do tej pory przeglądam go z zachwytem, a niedługo przysiądę do lektury.
Szkoda tylko, że w tym roku znalazłam znacznie mniej gadżetów [głównie zakładki] niż w roku ubiegłym. Miałam nadzieję, że coś ciekawego przyciągnę o domu w sobotę.

Sobota

Sobota była najtłoczniejszym, najbogatszym w autorów i atrakcje dniem Targów. Zresztą czemu się dziwić? Myślę, że każdy odnalazł dla siebie "coś dobrego".
Jakub autorstwa Anity Roszuk
Tego dnia wybrałam się z Anitą, rysownikiem-samoukiem, autorką grafiki z zielonej koszulki z "Kłamcy" [szczegóły między innymi tutaj], a prywatnie moją koleżanką z grupy ze studiów.
Nasz dzień rozpoczął się od spotkania z Andrzejem Pilipiukiem [jego chyba nie muszę przedstawiać nikomu]. Z Sylwią [trzecią z sobotniej gromadki] odczekałyśmy na naszą kolej. Powoli zaczęły mnie irytować zaczepki przechodniów dotyczące ilości książek przeze mnie przyniesionych - tak, wiem, że poza serią "Oko jelenia", "Kronikami Jakuba Wędrowycza", "Wampirem z MO", "Rzeźnikiem drzew" i "Operacją Dzień Wskrzeszenia" miałam wszystko. "Trylogię kuzynek Kruszewskich" nawet w 2 kompletach [jeden należał do Żaby]. Usłyszałam podziękowania, że bank udzielił autorowi kredytu na mieszkanie. ;) Tak więc miałam chwilę czasu na pogadanie z autorem, zanim wszystko "zabazgrze". Tak jak sądziłam, Pilipiuk nie był nigdy w Łomży, zresztą podobno nie jestem jedyną osobą zarzucającą mu to. Autor myśli o napisaniu jeszcze jednego opowiadania z bohaterem "Silnika z Łomży" [ze zbioru "Czerwona gorączka"]. I gwoździem tego spotkania było wyjaśnienie Anity w jaki sposób weszła w posiadanie "Trucizny" - dostała ową książkę jako nagrodę w bożonarodzeniowym konkursie Fantastycznych (NZS UW) za pracę dołączoną do owej notki. Pilipiuk pokładał się ze śmiechu słysząc sam opis. Ciekawe jak zareaguje, gdy zobaczy ów rysunek na żywo...
Po zdobyciu autografów Andrzeja Pilipiuka [i małych "formalnościach", o których napiszę, jeśli takowe na Fabryce Słów zaobserwuję] nadszedł czas na złapanie podpisu pana Szczepana Twardocha na "Morfinie" otrzymanej jako nagroda w konkursie lubimyczytac.pl na recenzenta tygodnia. Stanęłam w króciutkiej kolejce przy Wydawnictwie Literackim tuż za mężczyzną, który miał dwie starsze książki autora. I w związku z tymi książkami wykwitła scena, która postawiła pana Twardocha w naprawdę negatywnym świetle. Autor odmówił fanowi podpisania "Obłędu rotmistrza von Egern", bo "on tej książki nie lubi". Fan starał się jeszcze przebłagać, że to dobra książka, ale nic z tego. Kurczę, jeszcze do tej pory się zacietrzewiam [niedziela wieczór] na samą myśl o tym wydarzeniu. Może naiwna jestem, ale skoro już się coś swoim nazwiskiem firmuje, to trzeba "brać odpowiedzialność" i się czytelnikowi podpisać, nawet trzasnąć dedykację w stylu: "Dla ABC. Mam nadzieję, że ta książka spodoba Ci się bardziej niż mnie". Proste? Proste!
Powrót na stoisko Firmy Księgarskiej Olesiejuk - na szczęście naprzeciwko. Kolejnymi stosikami książek przyatakowałam stoliki pani Mai Lidii Kossakowskiej i pana Jarosława Grzędowicza. Ponownie nie wszystkie książki moje [2 egzemplarze "Żaren niebios"], ponownie miła atmosfera -  od pani Mai mam nawet kilka rysunków przy autografach [w tym gotującego kota na "Grillbarze"!]. Anita natomiast dowiedziała się jak to jest z tymi anielskimi skrzydłami - czy bohaterowie książek Mai Lidii Kossakowskiej muszą mieć wycięcia w koszulkach, czy też "pierzaki" mają bardziej eteryczne.
Chwila na przepakowanie i kompania powraca - tym razem książki podpisuje pan Jacek Lech Komuda. Oczekiwanie na autora się przedłużyło, ale w ten sposób i od niego udało mi się upolować podpis.
Zdjęcie pochodzące z fanpage'a Marcina Mortki
Musiałyśmy się zbierać na  stoisko Zielonej Sowy - wydawcy serii o wikingu Tappim i "Zagubionych" napisanych przez Marcina Mortkę. Po lewej kolejny przyciągnięty przeze mnie stosik, ponownie - niestety - nie wszystko moje. Przesympatyczny autor napisał mi i Żabie kilka dedykacji, a później, gdy zaczęła formować się kolejka, skrócił je do podpisów. Tak więc nie wyszłam poszkodowana. O mały włos, a przyniosłabym do domu niepodpisane "Strasznie mi się podobasz" - antologię od Fabryki Słów.  Kto nie ma w głowie, ten ma w nogach - popularne porzekadło ludowe się sprawdziło.
"Przepracowana" autorka tego bloga.
Powróciłam zatem do autora już nieco "sfatygowana", podsumowana komplementem, że wyglądam coraz lepiej ;) Wszystko dzięki manikurzystkom stacjonującym naprzeciwko Wydawnictwa Salezjańskiego, które w kilka minut fachowo odmieniły oblicza: moje i Anity. Niektórych bywalców targów taka przemiana gorszyła, niektórzy nie zwracali na nas uwagi, niektórzy robili nam zdjęcia. A my bawiłyśmy się przy tym wyśmienicie. W wolnej chwili obie przygarbiłyśmy się i ciągnęłyśmy z trudem nogę za nogą. Próby przed Zombie Walkiem już przeprowadzone.
Ostatnim zaplanowanym przeze mnie punktem na sobotę na stadionie było spotkanie z Jackiem Piekarą na stoisku Wydawnictwa Otwarte. Pod wpływem opowieści znajomego nieco się obawiałam tego wydarzenia - no bo jak byście reagowali na osobę opisywaną niemal jak "Axl Rose Polskiej Fantastyki"?
Mus to mus, obiecałam Żabie dedykację na "Mieczu Aniołów", a że każdego dnia uczę się słowności, to poprawiłam balerinki, "upudrowałam nosek" i chwiejnym krokiem ruszyłam ku miejscu zbiórki licznych fanów twórczości Jacka Piekary.
I nawet nie wiecie jak się cieszę, że kolega zrobił sobie z gęby cholewę, a pan Jacek okazał się przesympatycznym człowiekiem. Niestety pisarz nie będzie kontynuował wydanych niegdyś zeszytowo "Imperium. Smoków Haldoru", które urzekły mnie kiedyś na trasie Kraków - Warszawa.
Podsumowując sobotę - ten dzień, poza małym zgrzytem w postaci niepodpisanej książki fana przede mną, uważam za najfajniejszy z całych targów. Co prawda zapomniałam dać 2 książki do podpisu autorom, ale zwalmy to na radosne podekscytowanie i towarzyszące mu nerwy.
Statusy sobotnie:
- zakupione 2 tomy "Tappiego",
- podarowane jednemu z pisarzy autografy Sabatonu - i nie powiem, kto był szczęśliwcem,
- występowanie na niezliczonej [przynajmniej w tej chwili nie jestem w stanie wszystkich zliczyć] ilości fotek,
- przegapienie wystawy motoryzacyjnej spod stadionu,

Autografy na książce "Lubię być fantastą":

Jakub Ćwiek [x]
Z Jackiem Piekarą
Eugeniusz Dębski [0]
Rafał Dębski [0]
Jarosław Grzędowicz [x]
Jacek Lech Komuda [x]
Maja Lidia Kossakowska [x]
Konrad T. Lewandowski [0]
Łukasz Orbitowski [0]
Romuald Pawlak [0]
Jacek Piekara [x]
Andrzej Pilipiuk [x]
Michał Protasiuk [0]
Marcin Przybyłek [0]
Piotr Rogoża [0]
Jacek Sobota [0]
Wojciech Szylda [0]
Sebastian Uznański [0]
Marcin Wroński [0]
Milena Wójtowicz [0]
Mieszko Zagańczyk [0]
Andrzej Ziemiański [x]

Niedziela

Dzisiaj obyło się już bez upiornego makijażu, co zdziwiło kolegę, który postanowił mi towarzyszyć od rana. Zaczęło się od złapania autografu na antologii Herosi [od Powergraphu] przy - w moim odczuciu - najlepszym opowiadaniu w zbiorze. Mówię oczywiście o "Jeszcze jednym bohaterze" Roberta M. Wegnera, wrażenia z lektury którego już zawarłam na blogu. Korzystając z chwili przysiedliśmy się do autora we dwójkę, chwilę pogadaliśmy i udaliśmy się na poszukiwanie jakiejkolwiek książki [poza "Pomnikami cesarzowej Achai"] Andrzeja Ziemiańskiego. Nic interesującego Mariusza nie znaleźliśmy, więc wróciliśmy na miejsce, gdzie dopięłam jedną przesympatyczną wymianę z lubimyczytac.pl.
W kolejce oczekującej na podpis Andrzeja Ziemiańskiego byliśmy na początku. Upolowałam dziś autografy na "Zapachu szkła" i "Mieczu orientu", dowiedziałam się też, że "Pomnik cesarzowej Achai 3" jest już ukończony i teraz już tylko od wydawnictwa zależy, kiedy się ukaże. Przy okazji w październiku ma ruszyć również druk zbioru opowiadań autora.
Ostatnim zaplanowanym przeze mnie spotkaniem autorskim na dziś było podpisywanie książek przez Jakuba Ćwieka. Autora udaje mi się łapać "na bieżąco" [przynoszę mu z reguły po 2-3 książki do podpisu] przy każdym moim zakupie. Dzisiaj upolowałam parafkę na "Liżąc ostrze".
Świetną inicjatywą Portalu Lubimy Czytać okazała się wymiana książek "Z półki na półkę". "Na próbę" wzięłam ze sobą 4 książki [limit wynosił 5] i żałowałam, że o jeszcze jedną się nie pokusiłam. Do domu przyniosłam "Europę Zimnej Wojny", "Dziewięć żyć Chloe King", "Angelfall" i "Pasję według Einara".

Na "Warszawskich Targach Książki" byłam w tym roku po raz drugi. I tak jak w zeszłym roku - przybyłam, zobaczyłam, zachwyciłam się i zakupiłam kilka książek.
Teraz, kiedy siedzę już w domowym zaciszu i powoli szykuję się do pójścia na uczelnię, już planuję przyszłoroczny wypad. Bo myślami wciąż jestem "tam" i nie mogę się przestawić na inny, już pracowity tryb.

10 komentarzy:

  1. Ja byłam na Warszawskich Targach dwa lata temu :) Tej atmosfery nie da się opisać, ta liczba książek, atrakcji, autorów :) Maję Kossakowską, Andrzeja Pilipiuka i Jakuba Ćwieka uwielbiam nie tylko jako pisarzy, ale też jako ludzi, są strasznie sympatyczni :) Spotkałam ich nie tylko na targach ale i parę razy na konwentach :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kurdę, zazdroszczę, zazdroszczę i jeszcze raz zazdroszczę.
    Ale ja też za rok będę! Bo za rok nie będzie matur, buahahha. .... Tzn. mam nadzieje, że poszły mi na tyle dobrze, że nie będę musiała nic poprawiać ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. W przyszłym roku proponuje choć na chwilę się spotkać i wymienić nasze relacje z targów na żywo. :) Świetna relacja :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z pewnością się spotkamy! A czy wybierasz się może na Polcon?

      Usuń
  4. Tak fajnie to opisałaś, że normalnie zaczęłam zazdrościć. Ja też chcę. Nawet nie zdawałam sobie sprawy, że targi książki mogą być takie ciekawe.
    W zomie-makeup bardzo Ci do twarzy. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapraszam za rok - o ile dobrze pamiętam, następne [jubileuszowe, więc może być z "pompą" będą 22-25.05.2014

      Usuń
    2. Nie tak łatwo wyrwać się z Gdańska, ale może się uda. :)

      Usuń
    3. Na szczęście jest rok na kombinowanie i planowanie ;)

      Usuń

Będzie mi niezmiernie miło jeśli pozostawisz po sobie ślad.
Pamiętaj, że komentarze będące spamem lub obrażające innych będą kasowane.

Informuję iż teksty (nie będące odpowiednio odznaczonymi cytatami z książek) oraz rysunki/ komiksy zamieszczane na tym blogu są moją własnością.
Okładki książek i komiksów pochodzą z serwisu lubimyczytac.pl .
Kopiowanie i/ lub przerabianie, przeredagowywanie tekstów bez mojej wiedzy i zgody jest zabronione.