sobota, 25 maja 2013

Żona rzeźnika - jesteś tym, co jesz?

Warszawa, dnia 17.05.2013
Targi Książki trwają w najlepsze. Już od jakiegoś czasu jestem na Stadionie Narodowym, przeglądam stoiska. Spoglądam na zegarek. Za kilka minut ma się odbyć spotkanie z Izabelą Szolc na stoisku wydawnictwa Amea. Zaglądam do torby, wyciągam przyniesione do podpisu książki. Nie wiem jeszcze, że do domu zaniosę jedną pozycję więcej, zachęcona ciekawym opisem wydawczyni. Nie spodziewam się, że już w powrotnym autobusie będę się nią delektować niczym najwyborniejszą potrawą...

Münsterberg, dnia 21.12.1924
Spada śnieg. Właśnie tego dnia Jutta Denke - tytułowa żona miejscowego rzeźnika, nie - po prostu Jutta ["Żadnej Jutty Denke - nie jesteśmy z rzeźnikiem małżeństwem, tylko udajemy. Czy raczej udawaliśmy. Wiadomo przed kim. Inaczej brano by nas za ojca i córkę. Albo jeszcze inaczej. Tak niebezpiecznie."strona 9], w chwili powiadomienia jej o pojmaniu "męża" rozpoczyna bogatą w dygresje opowieść o życiu u boku o wiele starszego od siebie mężczyzny.
Karl Denke był szanowanym obywatelem niemieckiej wsi położonej na terenie obecnych Ziębic. W trakcie pogrzebów nosił krzyż w procesji, rozdawał biednym mięso. Nikt jednak nie spodziewał się, że ta dobrotliwa twarz "Ojczulka Denke" [jak go niektórzy nazywali] skrywa mroczne tajemnice - Herr Karl zwabiał do swojego domostwa włóczęgów i żebraków, po czym mordował ich i przerabiał na peklowane mięso. Pewnego dnia jego niedoszłej ofierze, Vincenzowi Olivierowi udało się uciec, a Denke został wezwany na przesłuchanie...
Jednak to nie Karl, lecz Jutta wysuwa się w tej powieści na pierwszy plan. Obserwujemy kobietę niepiśmienną, wierną i po cichu kochającą swojego "męża", trzymającą język za zębami, gdy wymaga tego sytuacja. I choć jej moralność [nie, nie mam na myśli scen erotycznych, lecz pomoc rzeźnikowi-kanibalowi i ukrywanie prawdy przed światem] niekiedy można stawiać pod znakiem zapytania, Jutta intryguje, niekiedy zniesmacza, lecz jednak zachwyca swoją smutną historią życia.

Karl Denke
Fabuła książki "Żona rzeźnika" została oparta na prawdziwych wydarzeniach, które wstrząsnęły opinią publiczną na początku lat dwudziestych poprzedniego wieku. Karl Denke, niemiecki morderca i kanibal, urodzony w roku 1870 w Kalinowicach Górnych, po perypetiach rodzinnych osiadł na terenie Münsterbergu, obecnie Ziębic [województwo dolnośląskie]. Właśnie tam rozpoczął swój proceder mordowania i przerabiania na peklowane mięso włóczęgów, żebraków i prostytutki. Szacuje się, że jego ofiarą padło przynajmniej 40 osób. Motywy jego działania do dziś nie są znane.
Karl Denke został pojmany 21.12.1924 i tego samego dnia popełnił samobójstwo [powiesił się na chustce w celi].
Obywatele Münsterbergu, gdy cała sprawa wyszła na jaw, przez wiele miesięcy nie jedli mięsa [w wyniku czego zbankrutowała miejscowa fabryka "Seidla" - wierzono, że zakład zaopatruje się w mięso od Denkego], a także w obawie przed skażeniem wody podziemnej przez zakopane na terenie posesji rzeźnika trupy  przez długi czas sprowadzano do miasteczka wodę w beczkowozach.

"Żona rzeźnika" zaskoczyła mnie pozytywnie, zwaliła z nóg - nie tylko ze względu na historię [dotychczas nie znałam losów  kanibala Karla Denke], lecz także na bardzo ciekawy sposób jej przedstawienia. Historia ziębickiego mordercy dzieje się tuż obok, na plan pierwszy wysuwa się Jutta. Kobieta [dziewczyna] pomaga czytelnikowi na tle swoich przeżyć odkryć tę dobrą twarz rzeźnika. Obserwujemy Karla, gdy przygarnął zagubioną dziewczynę "po przejściach" [jakże ten slogan wydaje się marny i wyświechtany, czyż nie?] do swojego domu, gdy uczył ją grać na pile, gdy zacinał się przy goleniu.
Zaskakuje również sama forma książki. Z początku wydawało mi się, że czytam pełen wspomnień pamiętnik, swoistą makabryczną spowiedź. Niby chaotycznie była ona przerywana wtrąconymi fragmentami z gazet ["Fakt"], uwag śledczych, prokuratora, historii domniemanego kuzyna Karla Denke, książki "Krwawy dobroczyńca" Kornelii Trytko, a także wywiadu autorki z jej książkową bohaterką! Szalona mieszanka.
Nie dziwota, że w plebiscycie portalu granice.pl "Żona rzeźnika" została okrzyknięta "Najlepszą książką na lato".

Spójrzmy na książkę od strony technicznej. Wydawnictwo Amea oferuje czytelnikom ponad 200 stron tekstu zawiniętego [niczym w woskowany pergamin] w miękką okładkę, która budzi dwa sprzeczne uczucia: niepokój i ciekawość. Sam tekst został rozmieszczony na stronach w sposób przejrzysty, wpadek korektorskich nie zaobserwowałam.

Wow, chociaż już kilka dni temu skończyłam czytać "Żonę rzeźnika", ta historia wciąż się do mnie dobija, kusi by chociaż po raz kolejny przekartkować tę makabryczną opowieść. Bezustannie zmusza do refleksji. W trakcie moich przemyśleń na temat "nieludzkiego" postępowania Karla, lecz także i Jutty, nasunął mi się cytat z "Tajemniczego przybysza" Marka Twaina [jednej z moich ulubionych książek], którym chciałabym się z Wami podzielić:
"[Bestialstwo] to iście ludzkie postępowanie. Nie powinieneś obrażać zwierząt przez niewłaściwe użycie tego słowa; nie zasłużyły na to. To typowe dla twego marnego rodu ludzkiego — zawsze zakłamanego, zawsze przypisującego sobie zalety, których nie posiada, a odmawiającego ich wyższym zwierzętom, które jedynie je mają. Żadne zwierzę nie popełnia okrucieństw — to wyłączna cecha tych, co posiadają zmysł moralny. Kiedy zwierzę zadaje ból, robi to nieświadomie, bez złych intencji, bez poczucia, że wyrządza zło, gdyż zło dla niego nie istnieje. Nie zadaje też bólu dla przyjemności — tylko człowiek to czyni. Pod wpływem tego cholernego zmysłu moralnego. To zmysł, który ma za zadanie rozróżnianie dobra od zła, a pozostawia człowiekowi równocześnie całkowitą wolność wyboru tego, co dobre. Jakąż to może dać korzyść? Człowiek bezustannie wybiera i w dziewięciu wypadkach na dziesięć przedkłada zło nad dobro. Zło nie powinno istnieć i bez zmysłu moralnego nie byłoby go. A przy tym człowiek jest na tyle bezmyślny, że nie zdaje sobie sprawy, iż zmysł moralny strąca go aż do najbardziej prymitywnych żyjących stworzeń, a sam ten zmysł jest czymś haniebnym."
I także jakże koszmarnie wpisuje się w ten cytat popularna maksyma "jesteś tym, co jesz".

W tym miejscu chciałabym jeszcze raz podziękować paniom: Izabeli Szolc [za napisanie tej książki] oraz Beacie Rudzińskiej [wydawczyni za namówienie mnie, bym przygarnęła "Żonę rzeźnika" pod swoją strzechę]. Z pewnością jeszcze nieraz do niej powrócę, nie tylko w ciągu nadchodzącego lata.

Żona rzeźnika

autor: Izabela Szolc
wydawnictwo: Amea
data wydania: 2013
cena okładkowa: 32,90

moja ocena: 5/5

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Będzie mi niezmiernie miło jeśli pozostawisz po sobie ślad.
Pamiętaj, że komentarze będące spamem lub obrażające innych będą kasowane.

Informuję iż teksty (nie będące odpowiednio odznaczonymi cytatami z książek) oraz rysunki/ komiksy zamieszczane na tym blogu są moją własnością.
Okładki książek i komiksów pochodzą z serwisu lubimyczytac.pl .
Kopiowanie i/ lub przerabianie, przeredagowywanie tekstów bez mojej wiedzy i zgody jest zabronione.