poniedziałek, 24 czerwca 2013

Axis powers Hetalia 1 - mała rzecz o personifikacji państw świata

Któż by pomyślał, że międzynarodowy boom na "Hetalię" w tym roku obchodzi dziesiątą rocznicę swego wybuchu. Świat oszalał na puncie stworzonej na prostym schemacie historyjki - personifikacji państw i zawiązania między nimi więzi na podstawie faktów historycznych. W Polsce fala ruszyła w listopadzie 2009, wraz z wydaniem pierwszego tomu komiksu przez Studio JG.

Poznajcie zatem głównych bohaterów tej historii. Nie ukrywajmy, najbardziej rzuca się w oczy Włochy Północne [niefortunnie jest pisać w rodzaju męskim o postaci, której nazwa jest w liczbie mnogiej i rodzaju niemęskoosobowego... Takie moje biadolenie], niezdarna i głośna chłopaczyna z charakterystyczną antenką. Włochy wiecznie coś pośpiewuje/ pomrukuje ["ve, ve, ve", czyżby jakiś skrót od "Venetto?"], bajeruje napotkane kobietki i jest w stanie paść na pustyni z wycieńczenia i wysuszenia, byleby tylko ugotować pastę. Tak, pizza i pasta to jego dwie dywizy życiowe. Dorzućmy do tego stereotypową włoską odwagę [coś w stylu: "Jestem duchem skrzynki od pomidorów! Nie zabijaj mnie!" - parafrazuję, bo nie mam tomiku przy sobie. A poza tym ta biała flaga na okładce pod pachą chyba się bez powodu nie znalazła...] et voila - mamy przerysowanego i przejaskrawionego do granic możliwości chłoptasia. Tak przynajmniej myślałam dopóki nie przyszło mi kilku Włochów poznać. Są mili, otwarci, ale... W swojej polskiej porywczości wolę ich jednak unikać.

Kolejnym uosobionym krajem jest Niemcy [tekst wychodzi niegramatyczny, niefortunny i be], zacny i dobrze zbudowany blondynek, dla którego Ordnung muss sein [co udowodnił między innymi w kolorowym wstępie traktującym o międzynarodowych obradach]. Niemcy przekroczył granicę włoską uzbrojony jedynie w sękaty kij, którym byłby w stanie państwo w kształcie bucika podbić - co zostało na przykładzie ukrywającego się w skrzynce od pomidorów Włochy pokazane. Jakim cudem takie stworzenie wyewoluowało z Cesarstwa Rzymskiego? Tak samo jak Niemcy zadaję sobie to pytanie od dłuższego czasu.
No i trzeci bishounen [z japońskiego: piękny chłopiec. Nie mam zainstalowanego alfabetu ze znakami diakrytycznymi - tymi "daszkami".], czyli Japonia [język polski naprawdę kiepsko się przystosowuje do przekładania rodzajów męskiego na nazwy krajów, ale dobrze...]. Japonię poznajemy jako cichego i skrytego tradycjonalistę, który potrafi się na coś dziko zapalić, a przy okazji dziwnie [z naszego punktu widzenia] się oburzać. Dla kogo niby kąpiel facetów w strojach jest krępująca? Dla nas nie, dla Japończyków może być. Sympatyczny przykład różnic między kulturami dalekiej Azji i Europy.
Owi trzej bohaterowie tworzą sojusz i razem przeżywają przygody rozrysowane w krótkich historyjkach.

"Axis powers Hetalia" tom 1 kupiłam kiedyś na próbę w Komikslandii i przez dłuższy czas dosłownie sczytywałam go z uporem maniaka. Nie, nie zostałam porwana przez meksykańską falę i ewenement owego komiksu. Zastanawiałam się natomiast gdzie leży jego fenomen i usilnie starałam się go odnaleźć.
Z jednej strony "Hetalię" postrzegam jako ciekawe narzędzie mogące służyć dydaktycznie. Sama nie spodziewałam się, że istnieje mikronacja zwana Sealandią znajdująca się nieopodal wybrzeży brytyjskich. Owszem, jako studentka anglistyki powinnam wiedzieć o tym z wykładu, jednak dotychczas nikt o tym nie wspominał. Komiks pomoże również zapamiętać w łatwiejszy sposób państwa wchodzące w skład poszczególnych przymierzy [na czele z tytułową Osią i trzema głównymi bohaterami]. Fajnym akcentem jest również umieszczanie garści danych na temat państw oraz rozrysowywanie ich wzajemnych stosunków na prostych wykresach.
Jest jednak i druga strona, która nurtuje mnie od dłuższego czasu. Nie, zostawmy już Cesarstwo Rzymskie, na to pytanie znajdę może kiedyś odpowiedź. Kraje całego świata zostały przedstawione jako przesympatyczne, "pucate" postacie, do których wszyscy zwracają się nazwami państw. Dobrze, skoro oni są krajami [czyli spodziewałam się po tym jakiegoś odbicia terytorialnego i administracyjnego], to jak przedstawić ich obywateli? Jako dreptające po nich bakterie? W końcu człowiek pokryty jest cały bakteriami, więc czemu nie? Obywatele państw pojawiają się jednak w kadrach jako tła dla wydarzeń związanych z bohaterami komiksu. Są mniej-więcej tej samej wielkości, wyglądają podobnie... Tak, wiem, że są jeszcze alegorie przymieży jako wielki dom, w którym wszyscy mieszkają, ale po co ładować do kadrów szarych obywateli? "Takie tam, ja z Francją" na przykład. W moim odczuciu brzmi kiepsko. W swoim postrzeganiu przeszłam raczej do opcji: spotkało się trzech facetów - Włoch, Niemiec i Japończyk i razem spotykają obywateli innych państw przedstawionych dzięki przejaskrawionym stereotypom.
No i kolejna sprawa, ta cała lawina zasypująca co rusz fandom, cały fanserwis. Kiedyś widziałam komiks przedstawiający hetaliową fankę-yaoistkę [Yaoi to gatunek mangowy/ komiksowy traktujący o związkach męsko-męskich. W komiksach z etykietką yaoi dochodzi zazwyczaj do scen oznaczanych magicznym "+18" - jakby komuś taka wiedza dotychczas umknęła] wyobrażającą sobie w dosłowny sposób rozbiór Polski przez Rosję, Prusy i Austrię. Tak dosłowny, że biednemu Felkowi [osobowej wersji Polski, który dla mnie na początku był dziewczynką. Pomińmy feministyczne krzyki "Polska jest kobietą!", według mnie sama nazwa na to wskazuje, ale doczepiania metki z ideologią wolałabym uniknąć. W sumie w pierwszym tomie Polska miał tylko krótkie epizody, więc nie zdążyłam zauważyć co i jak.] trzech chłopa koszulę rozrywało, a narysowanej fance ciekła ślina. "Wiem, wiem. Sfiksowałyście, boście chłopa dawno nie miały! Chłopa wam trzeba!", jak krzyczał Jerzy Stuhr w kultowej już "Seksmisji" Machulskiego. I bynajmniej nie takiego "Hetaliowego"...

Momentami odnosiłam wrażenie, że Hidekaz Himaruya, autor niniejszego komiksu, rysuje ramki kredką ołówkową. Niektóre szkice postaci wydawały mi się bardzo niestaranne, niektóre natomiast intrygowały. Mimo to polubiłam kreskę tego pana i zakupiłam kolejne dwa tomy, po czym odstąpiłam komplet koleżance - maniaczce. Urzekały mnie okładki, podobały się kolorowe strony, przywykłam nawet do tych niekiedy niestarannych postaci. Fabuła do mnie nie przemawiała i nic na to nie poradzę. Wszystko miłe i śmieszne, tylko jakieś dziecinne.

Wypada jednak oddać honor Studiu JG. Wydawnictwo chwyciło twardy orzech do zgryzienia [mam na myśli nazwy własne państw i ich przełożenie na język polski tak, by w miarę się nie gryzło. Cóż, gryzło się, ale nie widzę alternatywy jak to zrobić inaczej. "Deutschland" może by przeszedł, "Nippon" może też, ale "Italia" rozwala system pozostawienia nazw państw w ich ojczystych językach. Znowu problemy z rodzajami...]. Tłumaczowi należy się natomiast piwo za neologizm "fiutkonosz" oznaczający element ubioru za czasów Henryka VIII. Zaśmiewałam się do łez. Spodobała mi się jakość wydania, satysfakcjonująca nawet taką sknerę jak ja, co woli 30 zł w antykwariacie na kilka książek wydać. Ładnie zrobiona obwoluta z elementami odblaskowymi, kolorowe strony, format a5... Zgrabne. Zastanawiał mnie natomiast kontur Włoch na grzbiecie zamiast numeru tomu - czyżby wydawnictwo wypuściło ten tomik "na próbę" i później zdecydowało wydać resztę serii?

Nie wiem, chyba za stara jestem, by pojąć fenomen komiksu "Axis power Hetalia". Nie jestem na nie, ale na tak też niezupełnie. Kreska jest całkiem miła dla oka, szczególnie postacie przedstawiane w sposób super-deformed. Interesujące są też zawarte ciekawostki [wspomniana już powyżej Sealandia] i oddane relacje między państwami. Sama forma ukazania państw jednak mi nie leży, choć wiem, że właśnie dzięki temu wielu osobom jest łatwiej przyswoić sobie kilka faktów historycznych. Czasy się zmieniają, pewnie niewielu młodych mangowców zna postać Riyoko Ikedy, która narysowała romans dziejący się w Polsce za czasów króla Poniatowskiego [ba, nawet wydany u nas przez JPF]. Nie będę biadolić nad przemijającym czasem. Ano, teraźniejszości szkoda.

Axis Powers Hetalia, tom 1

autor: Himaruya Hidekaz
wydawnictwo: Studio JG
data wydania: 2009
cena okładkowa: 29,90

moja ocena: 3/5

1 komentarz:

  1. cóż hetalia ma swoje plusy i minusy....szczeście, że jej nie kupiłam bo bym przeczytała raz i by sie kurzyło na półce...a recenzja jka zawsze świetna :D

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi niezmiernie miło jeśli pozostawisz po sobie ślad.
Pamiętaj, że komentarze będące spamem lub obrażające innych będą kasowane.

Informuję iż teksty (nie będące odpowiednio odznaczonymi cytatami z książek) oraz rysunki/ komiksy zamieszczane na tym blogu są moją własnością.
Okładki książek i komiksów pochodzą z serwisu lubimyczytac.pl .
Kopiowanie i/ lub przerabianie, przeredagowywanie tekstów bez mojej wiedzy i zgody jest zabronione.