wtorek, 23 lipca 2013

Hasło brzmi: Sailor V! - w pogoni za ulotnymi wspomnieniami

W połowie lat dziewięćdziesiątych wielu z nas przed telewizory przyciągała słynna "Czarodziejka z Księżyca". Ciepła seria o grupce dziewczyn ratujących świat przed intrygami złych mocy stała się hitem. Niby prosta i schematyczna fabuła, znany młodszym odbiorcom z filmów o zwierzętach głos Krystyny Czubówny [wciąż w mojej opinii miły dla ucha] i niezbyt skomplikowany design postaci [przyjrzyjcie się Sailorkom], ale seria przyjęła się na naszym gruncie. Intrygowała i inspirowała. Ba, sama nawet w przedszkolu [bo tam zastała mnie emisja "Sailor moon"] bawiłam się z rówieśnikami w czarodziejki. Oczywiście, Usagi z racji naturalnego wówczas koloru włosów być nie mogłam, ale kto by się tym przejmował?
Do "Sailor Moon" do dnia dzisiejszego mam pewien sentyment i zapewne to on popchnął mnie do odświeżenia sobie pierwszego tomu krótkiej [bo liczącej zaledwie trzy książeczki] serii będącej prequelem do głównej serii - tytułu "Hasło brzmi: Sailor V!".

Wielu z Was kojarzy Minako Aino - charyzmatyczną Czarodziejkę z Wenus, kochliwą bestyjkę należącą do piątki głównych bohaterek serialu. Kim była jednak zanim stała się jedną z Sailor Senshi [jedną ze wspomnianej piątki]? Tego dowiecie się z kart niniejszego komiksu.
Minako poznajemy jako przysłowiowego "kota". Trzynastolatka [tak, tyle latek liczy sobie nasza bohaterka] niedawno rozpoczęła naukę w gimnazjum. Wyróżnia się pod względem sprawności fizycznej - potrafi robić salta [co prawda pokaz został zrujnowany przez białego kota będącego nie w tym miejscu i nie o tej porze co trzeba, ale trudno] i wiele innych akrobacji, ale niestety leży z przedmiotów wymagających wysiłku umysłowego.
Dziewczyna kumpluje się z Hikaru - dziewczyną nie tylko wyglądem, lecz także usposobieniem przypominającą Ami Mizuno [krótka fryzurka, dystans wobec manii przyjaciółki i dużo czasu poświęcanego nauce].
Tak, jest jeszcze wspomniany kot, na którym w trakcie nieszczęsnego salta wylądowała Minako. Wielu zapewne wie, że ów sierściuch to Artemis, ale czy są świadomi jak przekonał Minę do zostania Obrończynią Miłośći, Sprawiedliwości i Przyległości? Ano właśnie...


Przypadkowo [!!!] do gimnazjum, do którego uczęszcza także i Minako, chodzi szkolny przystojniak Higashi. Nie trudno się domyślić, że zaprząta uwagę nie tylko naszej bohaterki, ale także stada śliniących się smarkul będących rozkrzyczanym tłem pierwszego rozdziału.
Jednocześnie w życiu bohaterki, a właściwie pod jej rzycią [tylko bez głupich skojarzeń mi tu] pojawia się białe kocisko z księżycem na czole. Oczywiście futrzak dodatkowo utrudnia jej dostęp do "jak zwykle pierwszej i prawdziwej miłości życia" i pojawia się w najmniej oczekiwanym momencie.
Sama Minako jest jeszcze nieświadoma, że biały kocur Artemis pracuje dla tajemniczego Szefa i za zadanie ma odnalezienie Sailor V i przebudzenie w niej magicznej mocy, by ruszyła do walki ze złem. Nie, Mina w międzyczasie ma ważniejsze zmartwienia. Przecież z powodu kiepskich wyników z matmy otrzymała bożyszcze nastolatek jako korepetytora z matmy! Teraz nic tylko się chłopakowi przypodobać, a może weźmie od niej list miłosny i zechce z nią chodzić?! No, to jest plan! Szczegół, że bzdurny i dziecinny, ale zawsze plan.
Tylko że sprawa się rypnie, gdy wspaniały Higashi okaże się wrogiem wysysającym energię z biednych i zakochanych nieszczęśliwie nastolatek...

Sentyment sentymentem, ale przeczytana po jakiś 9-10 latach ponownie "Hasło brzmi: Sailor V!" nie wzbudza we mnie tak gwałtownych i pozytywnych odczuć jak te parę latek temu, gdy dzieci były młodsze, dinozaury biegały po ziemi, a ja miałam naiwniejsze nastawienie wobec świata.

Swoje rozważania rozpocznę od fabuły: kuleje. Jest oparta na prostym schemacie: roztrzepana nastolatka otrzymuje tajemnicze moce, które mają jej pomóc ochronić Japonię [ale suprajs!] przed wpływem wielkiego i niewyobrażalnego zła. Usagi Tsukino? Kamikaze Kaito Jeanne? Tabun innych superbohaterek?
Standardowo Minako Aino jest nogą w przedmiotach wykładowych [leży matma, angielski], ale w ogóle się tym nie przejmuje. Przecież wokoło tyle przystojniaków i idoli nastolatek, a może nawet i przystojnych idoli nastolatek? Przecież to rozprasza, co nie?
Nasza Sailorka drepta również po szkole do salonu gier, który prowadzi jej bracholek - później przemieniony przez autorkę w kolejnego przystojniaka na osi czasu miłostek Minako. Pani Takeuchi konsekwentności trochę! Nie można było dodać jakiegoś "przynieś-podaj-pozamiataj" pomocnika zamiast mieszać czytelnikom w głowach i propagować związki kazirodcze?!
Wzięłam na warsztat salon gier, a więc popatrzmy jeszcze na to: na stronie 48 pierwszego tomu Minako wchodzi do przybytku "w cywilu" i do strony 57 tak paraduje, pyka na konsoli i zadziera z miejscowym otaku. Tak więc na stronie 58 przybiera postać komputerowej wojowniczki w zbroi [jakaś wariacja na temat "Saint Seya"?], ale niemal zgwałcona przez maniaka na stronie 59 już jest dumną Sailor V w marynarskim mundurku, prutu-tutu [znana śpiewka]... Jakim cudem nikt się nie kapnął kim jest owa wojowniczka?!!
Weźmy również pod uwagę wrogów naszej kochanej panny Aino. W większości walczy ona z idolami nastolatek [od nieszczęsnego sempaja Higashiego rozpoczynając po tabun piosenkarek i piosenkarzy przypominających do złudzenia jęczące zespoliki popularne wśród obecnej młodzieży]. Piosenki tych wykonawców skupiają się wokół prostego założenia typu "rzuć wszystko i bądź moją walentynką". Nie, nie mówi tego Szymon. Tak oto mamy Pandorę, małą Pandorę [suprajs!], Dark Guys [taki Bieber x3], Twin Dark [znowu suprajs!], Dark Princess [łojej] i Darek otwórz [choć to już nie ta bajka]. Pozornym urozmaiceniem wydaje się elektroniczna wojowniczka Luga. Pozornym. Przeca Mina ma w tym tomie 2 ataki i możliwość zasłonięcia się długopisem!
No i średnio co rozdział rozkmina o tym jaką wojowniczką nasza bohaterka jest... Wnerwiało mnie coś takiego w "Special A", wnerwia i tutaj. Drodzy autorzy mang, Wasi czytelnicy nie są takimi debilami jak uważacie i pamiętają kim jest bohaterka z lubianej serii.

Pogadałam na naiwną fabułę, przyjrzyjmy się kresce. Pierwszy rzut oka na obie nogi na okładce i już widać, że jest coś "nie halo". Raziło mnie to parę lat temu, razi dzisiaj. Nie wiem, czy narysowałabym lepiej, rysownikiem nie jestem, swoich prac nie wydaję w formie tomików. Bohaterowie z wyglądu to bardzo często Ctrl+C, Ctrl+V, przez co musiałam się namiętniej wczytywać w dymki by wywiedzieć się, że nie jest to już bohater A, lecz - o zgrozo! - już D! I przy okazji - czemu Minako ma na czole księżyc? Nie pamiętam by wszystkie sailorki nosiły ten znak. Miały diademy i chyba na tym się kończyło.

"Hasło brzmi: Sailor V!"pojawiła się na polskim rynku za sprawą wydawictwa JPF w styczniu pamiętnego roku 2000, gdy za tomik z obwolutą płaciło się śmieszne 12,90 [a kup teraz nową mangę w wydawnictwie za tę cenę!]. Nie było co prawda w tomiku kolorowych stron, ale można to przeżyć. Gryzło mi się raczej kilka innych spraw.
Rozdział 1, strona 11. "Miło was poznać <3 Jestem Minako Aino! Dopiero co zostałam pierwszaczką w gimku! [...] A to Hikaru z tej samej klasy są najlepszymi przyjaciółkami od podstawówki <3". Przerost słodyczy i dorobienie Minako rozdwojenia jaźni, skoro mówi o sobie najpierw w pierwszej osobie, a potem w trzeciej?
Kolejny przykład, strona 138 i dopisane przeze mnie jakieś 10 lat temu "B" ołówkiem w jednym z dymków na górze. Brakowało...
Do tego taki sobie dobór czcionki, w niektórych dymkach nie byłam w stanie stwierdzić, czy "nie" z czasownikiem pisane jest razem, czy oddzielnie. I tło gryzące się z napisami na stronie 47...
Zastanawiałam się wielokrotnie czy ówczesny skład wydawnictwa JPF chociaż raz przeczytał co wydaje, czy też wszystko poszło jako niepoprawiona wersja tłumacza? Dobrze, że w obecnie wydawanych mangach takich wtop jest zdecydowanie mniej.

W myślach gra mi teraz fragment słynnego przeboju "High hopes" zespołu Pink Floyd:
"The grass was greener 

The light was brighter 
The taste was sweeter ".
I tak mrucząc go pod nosem dochodzę do wniosku, że nie ma sensu niszczyć mitu z dzieciństwa wracająć do niego po latach. Lizaki pudrowe już nie smakują tak dobrze, popularny napój ze strzelającym korkiem jest przesłodzony, a popularne za smarkacza serie stają się naiwne, przesłodzone i nielogiczne. Nie wiem, czy najdzie mnie jeszcze, by powrócić do "Sailor V". Niby towarzyszyła mi w dzieciństwie, ale... Ono bezlitośnie dobiegło już końca.

Hasło brzmi: Sailor V!, tom 1

autor: Naoko Takeuchi
wydawnictwo: JPF
data wydania: styczeń 2000
cena okładkowa: 12,90

moja ocena: 1,5/5

2 komentarze:

  1. Wychowałam się na "Czarodziejce z Księżyca". I darzę ją nadal, po tylu latach miłością ślepą i bezgraniczną. Z wydaniem komiksowym nie miałam natomiast styczności. Chociaż pewnie te n lat temu, żaden ze wspomnianych przez Ciebie mankamentów by mi nie przeszkadzał. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja czasem czuję się, jak kompletny alien. W czasie emisji "Czarodziejek..." musiałam siedzieć w piaskownicy, ponieważ nie kojarzę ani jednego odcinka :D A teraz, chyba zarówno na komiks, jak i bajkę, jestem już chyba za stara :D

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi niezmiernie miło jeśli pozostawisz po sobie ślad.
Pamiętaj, że komentarze będące spamem lub obrażające innych będą kasowane.

Informuję iż teksty (nie będące odpowiednio odznaczonymi cytatami z książek) oraz rysunki/ komiksy zamieszczane na tym blogu są moją własnością.
Okładki książek i komiksów pochodzą z serwisu lubimyczytac.pl .
Kopiowanie i/ lub przerabianie, przeredagowywanie tekstów bez mojej wiedzy i zgody jest zabronione.