niedziela, 21 lipca 2013

Jak upolować faceta. Po pierwsze dla pieniędzy. - lekki "babski" kryminał na lato

Ze Stephanie Plum dotychczas było nam nie po drodze. Jakimś dziwnym trafem ową książkę omijałam szerokim łukiem. Ba, nie przekonał mnie do niej nawet fragment promocyjny, który kiedyś walał się po moim pokoju. A jednak, nasze drogi przecięły się. Kombinowałam, szukałam dobrego kryminału z wyraźnie zarysowanym protagonistą i ciekawą intrygą, lecz przy okazji obfitującego w niewymuszone i nie atakujące swą wtórnością gagi. Wymagająca się zrobiłam? Może.

Poznajmy zatem Stephanie Plum, bezrobotną trzydziestolatkę ["wyautowaną" z branży bieliźniarskiej] po rozwodzie pochodzącą z robotniczej dzielnicy Trenton [zwanej potocznie "Grajdołem"]. Z pozoru zwykła laska, którą każdy - poza ścigającym ją komornikiem - minąłby obojętnie. Kobieta mieszka z chomikiem, lecz obiady jada w domu rodzinnym, gdzie w pakiecie poza rodzicami ma zwariowaną babcię [kobietę od jej pierwszego objawienia otaczam szczerym i nieskrywanym kultem]. Oczywiście, jak to bywa często, chcąca dla swej pociechy dobrze matka swata ją z "chłopakiem od ...-skich z odzysku", szuka jej pracy i ogólnie traktuje naszą Steph jakby miała o wiele latek mniej.
Z inicjatywy matki Stephanie ląduje w biurze swojego kuzyna. Wedle pierwotnej wersji miała sortować dokumenty, ale etat już dawno był obsadzony, więc nasza bohaterka została bardzo specyficznym... łowcą nagród, którego zadaniem jest odprowadzanie przestępców na komisariat policji. Co z tego ma? 10% prowizji z poświadczenia. Brzmi może słabo, ale... 10% nagrody za jednego z Morellich, a dokładnie tego, który kilkanaście lat wcześniej pozbawił ją wianka przy ladzie z eklerkami to już nie lada gratka. Tak, nic osobistego...


Ubawiłam się na tej książce co nie miara. Przez łzy śmiechu czytałam opisy kolejnych zwariowanych pomysłów Stephanie jak dla nagrody i z pobudek osobistych dorwać w końcu gościa, który wciąż ją kręci. Bo kto normalny ukradłby osobie poszukiwanej samochód, by ta sama do nas przyszła? Albo kto nosiłby rewolwer bez umiejętności posługiwania się nim? Tak zwariowana jest Stephanie, bohaterka wjeżdżająca do mojego serducha taranem i lokująca się tam wygodnie. Niekiedy Steph kojarzyła mi się z odmagicznioną nieco Mercedes Thompson [wykreowanej przez Patricię Briggs] i jej licznymi perypetiami. Nie wiem czy skojarzenie słuszne - z chęcią zweryfikuję to w następnych tomach.

"Jak upolować faceta. Po pierwsze dla pieniędzy" objawiło mi się w magazynie "Glamour" [za około 11 złotych o ile dobrze pamiętam] przed wyruszeniem w drogę do domu rodzinnego. Dokończyłam czytaną wcześniej książkę, sięgnęłam po przygody Stephanie Plum i wsiąkłam na dobre. Pisana prostym językiem opowieść snuta przez narratora w pierwszej osobie [co również przywodzi mi na myśl Mercy] powieść wciągnęła mnie bezlitośnie. I jeśli użyłabym wobec tej książki sformułowania "lekka, łatwa i przyjemna", z pewnością straciłoby ono resztki negatywnego wydźwięku.
Książka ta jest według mnie świetnym polepszaczem humoru nie tylko na lato. Jednak skoro z nieba leje się żar, podrzucę książkę mamie - bo kobieta ostatnio ma manię na lekkie "babskie" kryminały. Zdecydowanie strzał w dziesiątkę.

Jak upolować faceta. Po pierwsze dla pieniędzy.

autor: Janet Evanovich
wydawnictwo: Fabryka Słów
data wydania: 2012

moja ocena: 4/5

2 komentarze:

  1. Chętnie przeczytam, lubię czasem poczytać coś rozweselającego :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Brzmi nawet ciekawie, ale to jednak zupełnie nie moja bajka.

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi niezmiernie miło jeśli pozostawisz po sobie ślad.
Pamiętaj, że komentarze będące spamem lub obrażające innych będą kasowane.

Informuję iż teksty (nie będące odpowiednio odznaczonymi cytatami z książek) oraz rysunki/ komiksy zamieszczane na tym blogu są moją własnością.
Okładki książek i komiksów pochodzą z serwisu lubimyczytac.pl .
Kopiowanie i/ lub przerabianie, przeredagowywanie tekstów bez mojej wiedzy i zgody jest zabronione.