sobota, 20 lipca 2013

"On the road" - autobusowe story 1

Zdjęcie pochodzi z internetu i nie jest mojego autorstwa.
Wracałam sobie wczoraj z współlokatorką [która w reszcie tej historii odgrywać pierwszoplanowej roli nie będzie, ponieważ wrzuciła na uszy słuchawki i drzemnęła w 518 w kierunku Nowodworów] z seansu "Iluzji" [tytuł oryginalny "Now you see me" mogli zostawić, ewentualnie "Teraz mnie widzisz", co świetnie komponowałoby się z odnalezioną w pustym nowojorskim mieszkaniu kartką "Now you don't"] w Kinotece w Pałacu Kultury. Film spodobał nam się bardzo: świetne zwroty akcji, efekty specjalne i magia...
Powróćmy jednak do sedna sprawy, czyli powrotu. Z początku nic nie wskazywało na to, że jakieś dziwne historie mają się wydarzyć. Współlokatorka [nazwijmy ją M. by było krócej] założyła słuchawki, bo temat nam się nie kleił, ja wyciągnęłam z torby "Siedem pigułek Lucyfera" Sergiusza Piaseckiego [które bezczelnie podciągnęłam Wujkowi Żabie] i pogrążyłam się w lekturze. Co przystanek ktoś mnie czasem jakimś łokciem czy torebką trącił - norma gdy się siedzi przy korytarzyku. Moją uwagę przykuł capiący na kiometr [przeklinam swój węch] facet z dwiema siatkami z Carrefoura i parówką [w folii] w dłoni, który wsiadł za dwiema szczebioczącymi gorącymi 40stkami [nic bym do nich nie miała gdyby nie to, że z pewnością o licencjacie jednej z nich słyszał cały autobus]. Owe czterdziestki cofnęły się w kierunku drugich drzwi i umożliwiły dziwolągowi zaglądanie przez moje ramię. No to chłop zagląda, ale bardzo szybko przestało mu to wystarczać. Postanowił więc mnie zaczepić.
- Przepraszam panią, czy mogę wiedzieć co pani czyta?
Wzruszyłam ramionami, przymknęłam książkę, by mógł sobie zobaczyć okładkę, może by się wtedy odbimbał. Kocie nadzieje płone.
- "Siedem pigułek Lucyfera" Piaseckiego, tego pisarza, co tworzył na emigracji. - odrzekłam i znowu się przeliczyłam z marzeniem, że facet się odczepi.
- Ah tak... na emigracji. A czy wie pani, że Lucyfer jest zakorzeniony w mentalności Polaków od dawna [tu zapaliła mi się czerwona kontrolka "Waryyyjat! Spław!], między innymi w średniowieczu...
- Wie pan co - przerwałam mu niegrzecznie - wolałabym poczytać książkę.
I wysiadł chłop z nosem spuszczonym na kwintę na Placu Zamkowym smutno ściskając siatki z Carrefoura i parówkę wciąż będącą w folii.
M. natomiast drzemała sobie dalej słodko i nie zauważyła nic.

3 komentarze:

  1. huehuehuehue....no, skąd ja to znam? :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Haha, ale jesteś nieuprzejma :) Ja miałem podobną przygodę. Siedziałem sobie na stacji PKP, czekając cierpliwie na pociąg, pogrążony w lekturze "Niespodziewanych stronic" Julio Cortázara, kiedy nagle jakiś spocony (ha! również spocony, ciekawa koincydencja!) facet zapytał, co tam czytam. Moja odpowiedź oczywiście nic nie powiedziała ciekawskiemu panu, ale nie poddawał się. Zaczął więc drążyć temat - "Ale to coś jak fantastyka, czy to prawdziwa historia? Oparta na faktach autentycznych?". Moja odpowiedź znowu była mętna i mało konkretna, ale facet już się nakręcił i samodzielnie kontynuował dyskusję, stwierdzając, że jego kolega czyta Wiedźmina, ale jego nie rajcują takie zmyślone historie. Pewnie nasłuchałbym się jeszcze wielu ciekawych rzeczy, ale na szczęście facet musiał wsiąść do pociągu, który jechał w przeciwnym do mojego kierunku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie ten sam gość zaczepił znowu kiedy czytałam "Słowo i miecz" Jabłońskiego... Niezbyt mi się sytuacja podoba i jeśli się to powtórzy, będę się starała jakoś interweniować. Póki co głównie przestrzegam koleżanki poruszające się na trasie Uniwerek-Centrum.

      Usuń

Będzie mi niezmiernie miło jeśli pozostawisz po sobie ślad.
Pamiętaj, że komentarze będące spamem lub obrażające innych będą kasowane.

Informuję iż teksty (nie będące odpowiednio odznaczonymi cytatami z książek) oraz rysunki/ komiksy zamieszczane na tym blogu są moją własnością.
Okładki książek i komiksów pochodzą z serwisu lubimyczytac.pl .
Kopiowanie i/ lub przerabianie, przeredagowywanie tekstów bez mojej wiedzy i zgody jest zabronione.