środa, 31 lipca 2013

Słowo i miecz - Słowiańska "Gra o Tron"?

Mówi się, że historię piszą zwycięzcy, a pokonani jak zwykle są tymi złymi, którzy postanowili pohańbić mlekiem i miodem płynącą krainę. Jak jednak sprawa mogła wyglądać w czasach przyjęcia przez nasz kraj chrześcijaństwa? Pani od historii w podstawówce twierdziła, że wszystko poszło gładko i bezproblemowo - lud bez szemrania ze swym władcą palił posągi dawnych bogów [wedle słów, które miał na chrzcie usłyszeć Mieszko I: "Pal coś czcił, czcij coś palił"] i masowo nawracał się na nową religię. Serio? Jeśli też nie wierzycie mojej dawnej nauczycielce, ta książka jest dla Was.

Rok 1047. Za chwilę dojść ma do ostatecznej rozprawy między pogańskim wojewodą mazowieckim Miecławem, a przyszłym polskim królem Kazimierzem [przez potomnych zwanym Odnowicielem]. Wszystko wydaje się już przesądzone, jednak gdzieś głęboko wciąż tli się malutka iskierka nadziei, że wyznawcy Rodzimej Wiary zwyciężą.
Kilkadziesiąt lat wcześniej matka Miecława, kapłanka której Dola wyznacza przebudzenie złowieszczego Czarnoboga, zostaje zgwałcona przez jurnego Bolesława Chrobrego i z racji na swoje szlacheckie pochodzenie skierowana do klasztoru. Jednak lata spędzone wśród "czerńców" nie zabiły w niej ducha...



Do "Słowa i miecza" przyssałam się jak kleszcz i długo nie potrafiłam odpuścić. Zachwycały mnie barwne opisy słowiańskich rytuałów i wraz z Żywią szeptałam "Ty ogień, ja woda. Ugaszę twój żar.", widziałam panny z barwnymi wiankami na głowach, czułam ciepło rozpalonych ognisk. O wytrzeszcz przyprawiała mnogość stworów, demonów i bogów pochodzących z rodzimych mitów. Pan Jabłoński rozbudził we mnie ciekawość, by pogrążyć się w książkach traktujących o kultach słowiańskich.

Mało kiedy przywiązuję się też do żeńskich bohaterek, ale Żywię [trzecie imię bohaterki i zarazem jej trzecie wcielenie] polubiłam za jej spryt, konsekwentność, zawziętość ["- Wiesz dobrze, że nikt z nas nie zdoła Ciebie powstrzymać - stwierdził uzdrowiciel. - Nie ma rady na kobiecy upór... Łatwiej usidłać strzygi z Nawii, niż zajadłą niewiastę..." - fragment książki], wierność ideałom i intrygę, którą tak zręcznie utkała. Nie poddała się rozpaczy gdy straciła swoją wielką miłość i pierwszego męża, gdy została zgwałcona, gdy oddano ją do klasztoru... Kobieta całe swoje życie poświęciła woli Bogów i szła ścieżką wyznaczoną przez Dolę. Istna "Baba ze stali" jak zostanie to zawarte w szantach parę wieków później.

Niektórzy zarzucają Witoldowi Jabłońskiemu stronniczość w przedstawionej historii. Chrześcijaństwo ukazywane jest przez niego w negatywnym świetle - czy to w "Słowie i mieczu", czy też w cyklu "Gwiazda Wenus, Gwiazda Lucyfer". Zastanawiają mnie natomiast chwalebne opisy kronikarzy chrześcijańskich pochodzące z tamtych czasów. Czy one przypadkiem też nie były stronnicze? Religia słowiańska nakazująca cieszyć się z życia i pór roku została zestawiona z religią widzącą w wielu aspektach życia ciężki grzech i wykroczenie, a radość z obcowania mężczyzny z niewiastą sprowadziła do małżeńskiego obowiązku. Przykład? Biedny książę Kazimierz Karol [później Odnowicielem zwany] został odcięty od świata [klasztor] i po latach obawiał się czy poradzi sobie w małżeńskiej łożnicy. A taki niby chłopaczek nieustraszony...

Przyznam się z ręką na sercu, że prozą George'a R.R. Martina już mi się czka od dłuższego czasu. Jestem straszny poprzeczniak i nie lubię czytać tego, co w danym momencie jest okrzyczanym "moneymakerem". Dlatego też gdy na lubimyczytac.pl w opisie książki ujrzałam sformułowanie "Słowiańska Gra o Tron" postanowiłam sobie "Słowo i miecz" odpuścić. Czas pokazał, że na szczęście nie na długo. Nie spotkałam tu podziałów na rozdziały zatytułowane imionami bohaterów, lecz dziejących się w danym czasie. Niektórym gwałtowne przeskoki między latami mogłyby przeszkadzać, dla mnie zaś w genialny sposób zawierają związek przyczynowo-skutkowy. Nie wiem jak Wy, ale ja widziałabym to w filmie.
I wracając do omijanego przeze mnie Martina - ja "Słowo i miecz" zestawiłabym z inną cegiełką, a mianowicie z "Mgłami Avalonu" Marion Zimmer-Bradley, uwielbianą przeze mnie historią legendarnego króla Artura opowiedzianą z punktu widzenia kobiet mających z nim styczność. Tutaj też kobieta - kapłanka pogańskiego kultu wysuwa się na pierwszy plan. Szczególnie brzęczyk dawał mi znać przy wspomnianym motywie łodzi. Nie będę jednak rozwodzić się nad nim w tym miejscu, gdyż mogłabym popsuć niektórym zabawę.

"Słowo i miecz" Witolda Jabłońskiego już od pierwszych stron wbiło mnie w glebę niedźwiedzią łapą, powaliło na kolana. Uwielbiam książki, gdzie występuje konflikt na tle religijnym, a jeśli dorzucimy do tego mitologię słowiańską... Dla mnie bomba. Nie wiem jeszcze ile będzie mi dane czekać na tom II serii, ale w międzyczasie odświeżę sobie z pewnością "Ucznia czarnoksiężnika", w końcu przeczytam pozostałe tomy cyklu "Gwiazda Wenus, Gwiazda Lucyfer" i pochłonę debiutancką książkę autora "Gorące uczynki", które Dola popchnęła w moje kocie łapska. Grzecznie nie będzie, ale czy kiedyś było? Rączki zacieram, zawczasu się cieszę i - jeśli ktoś nie zauważył - do "Słowa i miecza" gorąco namawiam.

"Słowo i miecz"

autor: Witold Jabłoński
wydawca: SuperNOWA
rok wydania: 2013

moja ocena: 5/5 - wielbię i biorę się za mitologię słowiańską. Czemu jej w szkołach nie uczą?

5 komentarzy:

  1. Coś mi się widzi, że muszę poczytać, ale najpierw recenzenckie ;p Pozdrawiam Stag.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się miałam wziąć za nią później, ale utworzył mi się w międzyczasie poganiający komitet kolejkowy, któremu wdzięcznam. Pozdrawiam ;)

      Usuń
  2. Książek George'a R.R. Martina jeszcze nie miałam okazji czytać, mam je w planach, ale chyba poczekam aż ten boom na nie minie.

    Krzewienie chrześcijaństwa to temat ciekawy, ale też dosyć ciężkostrawny. Zdaję sobie sprawę z brutalności tego procederu, ale i tak zawsze jak czytam o nim, to budzi we mnie sporą irytację. "Słowo i miecz" być może przeczytam, bo dobrze zachwalasz:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kolejna książka, którą będę musiała przeczytać. :) Dziękuję bardzo. :P ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zapowiada się ciekawa książka. Lubię takie smaczki, historię opowiedzianą z trochę innego punktu widzenia.

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi niezmiernie miło jeśli pozostawisz po sobie ślad.
Pamiętaj, że komentarze będące spamem lub obrażające innych będą kasowane.

Informuję iż teksty (nie będące odpowiednio odznaczonymi cytatami z książek) oraz rysunki/ komiksy zamieszczane na tym blogu są moją własnością.
Okładki książek i komiksów pochodzą z serwisu lubimyczytac.pl .
Kopiowanie i/ lub przerabianie, przeredagowywanie tekstów bez mojej wiedzy i zgody jest zabronione.