środa, 28 sierpnia 2013

Battle Angel Alita tom 1 - mangowe odreagowanie od kiczu

Na jednym z forów zadeklarowałam się, że odstawiłam na bok mangi, bo znudzona jestem ich infantylnością. Mam już serdecznie dość kolejnej historii kolejnej nastolatki, która otrzymuje super moce/ jest wcieleniem kogoś, na dodatek ma problemy z relacjami z płcią przeciwną i ratuje świat, który [suprajs!] jakimś dziwnym trafem postanowił skończyć się w Japonii.

Nie chcę jednak wrzucać wszystkich pozycji do worka przepełnionego kiczem. Tak jak w przypadku literatury, tak też wśród komiksów można znaleźć tytuły genialne i wtórne dziadostwo. Dzisiaj, dnia 28.08.2013, w Światowym Dniu Publicznego Czytania Komiksów, postanowiłam Wam podrzucić jeden z moich ulubionych mangowych tytułów: pierwszy tom mangi "Battle Angel Alita" o wiele mówiącym podtytule "Rusty Angel/ Zardzewiały Anioł".

Chwała na wysokości Zalemu, a na Ziemi Miasto Złomu. Ludzie "wybrani" żyją w podniebnej metropolii [Zalemie], która połączona jest z Miastem Złomu siecią rur odchodzących z fabryk, w których transportowane są przeróżne produkty. Zalem jest Utopią, obiektem marzeń wielu obywateli Miasta Złomu. Chcą uciec od brutalnej codzienności, od cyborgów, narkomanów, przestępców, handlarzy nielegalnym towarem. Niestety nie jest to takie łatwe.
 Lekarz i mechanik Daisuke Ido podczas jednej z wypraw na wysypisko odnajduje wśród odpadków szczątki dziewczyny-cyborga. Z jej ciała nie pozostało praktycznie nic, jednak mózg wciąż funkcjonuje sprawnie, jakby na tamtej stercie śmieci zapadł w sen zimowy. Dziewczyna po przebudzeniu nie pamięta jednak nic: kim jest, skąd pochodzi, ile może mieć lat. Ido nadaje jej więc tymczasowe imię "Alita" i postanawia dać jej nowe ciało. Nie wie jeszcze, że jego podopieczna, wbrew jego oczekiwaniom, nie będzie piękną lalką do przebierania, która będzie czekać na niego na progu, gdy ten wracał będzie z wyprawy - czy to na wysypisko, czy na polowanie na "głowy" [Ido z zamiłowania poluje na przestępców. Nie chodzi tu tylko o stronę finansową. Bohater, jak sam się przyznaje, lubi zabijać.]. Przeznaczenie popchnie również Alitę w wir walki...

"Battle Angel Alita" z początku wywołała we mnie falę sprzecznych emocji. Walczyłam z obrzydzeniem oglądając Makaku - przeciwnika Ality, cyborga uzależnionego od endorfiny - który przez pożeranie ludzkich mózgów trafił na listę poszukiwanych przestępców. Tak to jednak jest kiedy dzieciak [w chwili ukazania się "Ality" miałam na karku 13 latek i głowę pełną sailormoonowych złudzeń] bierze się za treści przeznaczone dla starszych czytelników [komiks jest proponowany odbiorcom od lat 16]. Z początku zastanawiałam się, czy moja znajomość z Alitą nie zakończy się na tomie pierwszym, ale...
Uwielbiam postacie silnych i twardych kobiet, które potrafią wywalczyć swoje nie tylko za pomocą słowa, lecz także i pięści. No i trafiłam na Alitkę, dziewczynę z początku zagubioną w otaczającym ją świecie, szybko przyzwyczajającą się do panujących warunków i odnajdującą się w rzeczywistości Miasta Złomu. Powoli dojrzewa emocjonalnie, staje się coraz odporniejsza. Odczuwa wewnętrzną potrzebę walki i dlatego rejestruje się jako łowca nagród. Tak jak dla Ido, otrzymane za "głowy" pieniądze z początku nie będą miały dla niej znaczenia [jednak nie będę jeszcze drążyć tematu, bo popsuję niektórym zabawę]. I to właśnie jest jedna z przyczyn, dzięki którym jednak nie porzuciłam serii.
Oko przyciąga również dojrzała kreska, tak odległa od wielkookich, biuściastych panienek bogato zaludniających komiksy dla nastolatków. Nie uświadczycie tu również zbyt wielu kwiatków, czy upierdliwych "sparkli". Yukito Kishiro skupia się podczas ilustrowania tego komiksu na czymś innym. Przyjrzyjcie się tym wszystkim kabelkom, śrubkom i przełącznikom, dopieszczonym i pięknie pocieniowanym. Znać rękę miłośnika mechaniki.
Nie znaczy to jednak, że kosztem części mechanicznych "obrywa się" bohaterom. Każdy z nich otrzymuje unikalny wygląd, dzięki czemu czytelnik nie będzie się w trakcie lektury drapał po głowie i zastanawiał się czy fikająca mu po kadrach postać to jeszcze Alita, czy też już Zapan. Wiem, fiknęłam porównaniem, ale w niektórych mangach bohaterowie różnią się jedynie uczesaniem. Zawieje więc wietrzyk, czy istota poderwie się do biegu i pozamiatane, już mi się w oczach dwoi i troi.

Pierwszy tom "Battle Angel Ality" ukazał się na polskim rynku w listopadzie 2003 nakładem wydawnictwa JPF. Był nieco droższy od ukazujących się wówczas tytułów, pozbawiony kolorowych stron, jednak nieco grubszy. Zaskoczyło mnie pozostawienie japońskich onomatopei. Wycinanie ich i wstawianie polskich odpowiedników zdecydowanie zepsułoby wizualnie większość kadrów. Polskie "dźwięki" zostały w sprytny sposób "wpisane" w japońskie znaki lub unoszą się gdzieś obok. Ma to swój klimat. Wydawnictwu należy się również plus za przetłumaczenie wywodów pana Kishiro. Autor w poszczególnych tomach stara się objaśnić aspekty dotyczące Miasta Złomu, czy też Zalemu w sposób przejrzysty - tak, by czytelnik nie zagubił się w uniwersum "Ality".
Polski wydawca po przeprowadzeniu wśród czytelników ankiety dotyczącej imienia głównej bohaterki, nazwał ją Alitą, tak jak ma to miejsce w wydaniu amerykańskim. W wersji japońskiej postać ta ma na imię Gally. Czytałam kiedyś, że "Battle Angel Alita" [czy też "Gunnm", jak kto woli] była wciąż rysowana w trakcie wydawania w Ameryce i autor zirytował się faktem przechrzczenia bohaterki, więc w jednym z kolejnych tomów dodał postać o imieniu Alita.

"Battle Angel Alita" jest niestety obecnie bardzo trudno dostępna w Polsce. Jakiś czas temu wydawca japoński zakazał wydawnictwom zagranicznym sprzedaży tego tytułu, dlatego między innymi w JPFie ruszyła dzika wyprzedaż. Alitka oficjalnie znikła z rynku, choć czasem można na nią trafić w którejś z księgarni, czy też w drugim obiegu.

Zupełnie niedawno byłam w kinie na "Elizjum", filmie opartym na podobnych założeniach co "Battle Angel Alita". Tam również mamy unoszącą się metropolię dla wybranych, do której próbują się dostać ludzie z przeludnionej Ziemi. Na górze panuje dobrobyt i ogólna wspaniałość, na dole ludzkość trawią choroby i szerzy się przestępczość. Max, główny bohater filmu, obiecuje swojej przyjaciółce z dzieciństwa, że kiedyś ją zabierze do krainty marzeń. Później wszystko toczy się jak w naszpikowanej efektami specjalnymi bajce: on obrywa, ale walczy jak rycerz, a potem happy end, który mnie zirytował po całości. Tylko że, tak jak powiedział kolega, gdyby nie zrobili takiego końca, sponsorzy pewnie by się wycofali. Możliwe. Pomijając, że sama idea promu kosmicznego/ stacji/ satelity o nazwie Elizjum i braku jakichś chroniących ją od kosmosu barier, czy specjalnych doków dla przybijających statków wnerwił mnie jeszcze bardziej. Jakim cudem nie zabiło tamtych ludzi ciśnienie? Magia? To chyba nie tak do końca o ten typ fantastyki chodziło. W "Alitce" wszystko jest twardo przytwierdzone do Ziemi, choć też ludność z dołu nie ma dostępu do Zalemu. Obowiązuje zakaz posiadania maszyn latających, by żaden intruz nie wdarł się do metropolii ukrytej w chmurach.

Według mnie warto się niniejszym tytułem zainteresować, choć rzeczywiście trudno na niego trafić. Polecam przekopać pchle targi [w Krakowie pod halą ostatnio widziałam kilka ciekawych mangowych tytułów], antykwariaty, księgarnie. Jeśli to nie pomoże, możecie powiercić w brzuchu dziury starszym mangowcom, którzy w chwili wydawania serii już byli w temacie. Pewnie nie będą chcieli się "Alitki" ochoczo pozbyć, ale może przynajmniej poczytać dadzą. Ja swoich egzemplarzy sprzedawać nie planuję, więc niech mi tu nikt nie kombinuje. Bitewny aniołek jest dla mnie komiksową odskocznią od masowo serwowanego chłamu, od tych wszystkich "nowatorskich" historyjek opartych na wyświechtanych schematach. Zgredzieję i coraz mniej mang mi się podoba, ale poAniołka zawsze sięgam z niekrytą przyjemnością i bawię się świetnie za każdym razem, gdy pogrążam się w lekturze, czego i Wam życzę.

Battle Angel Alita tom 1 - Rusty Angel/ Zardzewiały Anioł

autor: Yukito Kishiro
wydawnictwo: JPF
data wydania: listopad 2003
cena okładkowa: 17 zł

moja ocena: 4/5

1 komentarz:

  1. Jakoś w liceum zachwycałam się Alitą - a wtedy strasznie nie lubiłam mangi i anime, bo jak każdemu parweniuszowi kojarzyły mi się z Czarodziejkami z księżyca i innymi tego typu niemądrościami. A Alita przekonała mnie, że w obrębie tych gatunków są też fajne rzeczy. Dobrze, że przypomniałaś mi o tym tytule, bo chyba nadeszła pora by go sobie odświeżyć :]

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi niezmiernie miło jeśli pozostawisz po sobie ślad.
Pamiętaj, że komentarze będące spamem lub obrażające innych będą kasowane.

Informuję iż teksty (nie będące odpowiednio odznaczonymi cytatami z książek) oraz rysunki/ komiksy zamieszczane na tym blogu są moją własnością.
Okładki książek i komiksów pochodzą z serwisu lubimyczytac.pl .
Kopiowanie i/ lub przerabianie, przeredagowywanie tekstów bez mojej wiedzy i zgody jest zabronione.