piątek, 2 sierpnia 2013

Garfield. Mam dla ciebie prezent. - czyli to, co tygryski lubią najbardziej

Dawno, dawno temu Jim Davis dał życie otyłemu i rudemu kocurowi. Kto by się wówczas spodziewał, że leniwy sierściuch znęcający się nad swoim właścicielem Johnem Arbuckle i psem Oddie, a także wysyłający do Abu-Dhabi kociaka Nermala stanie się postacią kultową?

Na dłuższy czas straciłam styczność z Garfieldem. W dzieciństwie oglądałam jego przygody w wersji animowanej, kilka lat później obejrzałam u koleżanki aktorski film kinowy z kochanym rudzielcem i... stwierdziłam, że w ogóle nie wyczuwam w nim Garfielda. Po drodze przeczytałam jeszcze kilka tomików zawierających historyjki pana Jima i nasze drogi się rozeszły na dość długo. Do wczoraj, kiedy wraz z pewnym molem zagubiliśmy się w uliczkach okalających warszawską starówkę i u jednego przesympatycznego pana odnalazłam tę właśnie część przygód Garfielda. Zdecydowanie miłe spotkanie po latach w przeddzień urodzin, nie uważacie?

Nie wiem, czy pośród czytelników zachował się jeszcze ktoś, kto Garfielda nie zna. Jeśli tak, pokuszę się o krótkie przedstawienie niniejszej postaci: otyły i wyliniały kocur, który większość swojego życia leży:
a) w swoim legowisku przytulając pluszowego misia,
b) na fotelu przed telewizorem ściskając w łapie pilot.
Do jego hobby i szczególnych zamiłowań należy doliczyć jedzenie [w ogromnych ilościach] nie ograniczające się wyłącznie do kociej karmy [popcorn, polewa czekoladowa i pączki są również mile widziane], kawę [choć w tym tomiku Garfield - o dziwo - jej nie pije], dokuczanie Johnowi [głównie za pomocą złośliwych komentarzy, choć nie tylko], dokuczanie Oddiemu, dokuczanie reszcie świata, kocia muzyka, spanie [jeśli pominęłam ten ważny aspekt życia]... I wiele innych.

W 2001 na polskim rynku za pośrednictwem wydawnictwa Egmont z serii "Kolekcja Garfielda" ukazał się tomik zawierający mnóstwo czarno-białych historyjek ujętych w trzech kadrach [w przeciwieństwie do japońskich yonkom, gdzie sytuacja rozpisana jest na 4 kadry]. Humorystyczne migawki z codziennego życia Garfielda, Oddiego i wiecznie samotnego i prześladowanego przez swojego kota Johna po latach zdecydowanie bawią jeszcze bardziej niż wspomniany przeze mnie serial animowany. Humor sytuacyjny i świetne dialogi w tłumaczeniu Natalii Wojciechowskiej bawią za każdym razem, gdy odchylam okładkę i na nowo zagłębiam się w świat rudego kocura.

"Mam dla ciebie prezent" rzeczywiście okazało się miłym autoupominkiem, spóźnionym Dniem Dziecka i świetną zabawą. Lektura Garfielda podsunęła mi do głowy myśl - a może skonfrontować go z japońskim Michaelem i zobaczyć który z nich wyjdzie z tego pojedynku korzystniej? Mam wrażenie, że już wiem kto wygra.

Znalazłam jednak jedną, zdecydowanie przeszkadzającą wadę tego komiksu: zbyt szybko się kończy, pozostawia niedosyt i nieodpartą chęć czytania więcej i więcej. Wybieram się zatem na - oby owocne - polowanie.

Garfield. Mam dla ciebie prezent

autor: Jim Davis
wydawnictwo: Egmont
data wydania: 2001

moja ocena: 5/5

2 komentarze:

  1. Kocham Garfielda. Zresztą jak można nie kochać tego najprawdziwszego z najprawdziwszych kotów :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Chcę takiego kota....pod warunkiem, że pizzę zostawi mnie :D Garfielda często czytałam w młodości ale animowana wersja sprawiała, że mi żyłka nerwowa pulsowała.

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi niezmiernie miło jeśli pozostawisz po sobie ślad.
Pamiętaj, że komentarze będące spamem lub obrażające innych będą kasowane.

Informuję iż teksty (nie będące odpowiednio odznaczonymi cytatami z książek) oraz rysunki/ komiksy zamieszczane na tym blogu są moją własnością.
Okładki książek i komiksów pochodzą z serwisu lubimyczytac.pl .
Kopiowanie i/ lub przerabianie, przeredagowywanie tekstów bez mojej wiedzy i zgody jest zabronione.