niedziela, 18 sierpnia 2013

Pan Lodowego Ogrodu 1 - czyli historia gwiezdnego wędrowca

"Powiadali, że wyszedł wprost z fal Północnego Morza i że spłodził go ich lodowaty, wściekły bezmiar, a powiła zapłodniona przez morze topielica. 
Powiadali, że wyszedł z Pustkowi Trwogi, gdzie powstał jako płód czyichś nieczystych myśli, inny niż pozostałe Cienie. Inny, bo we wszystkim podobny do człowieka. Mówili, że był synem Hinda, boga wojów, spłodzonym ze śmiertelną kobietą, podczas jednej z jego wędrówek po świecie pod postacią włóczęgi. 
Mówili, że zrodził go piorun, który zabił stojącą na wydmach Sikranę Słony Wiatr, córkę wielkiego żeglarza Stiginga Krzyczącego Topora. Stała samotnie w burzy na klifie, wypatrując na horyzoncie żagla statku swojego ukochanego. Martwa, powiła płomienie i wojownika. Mówili, że pojawił się wprost z nocy. Jadąc na wielkim jak smok koniu, z jastrzębiem siedzącym na ramieniu i wilkiem biegnącym obok. 
Mówili różne bzdury. 
Było całkiem inaczej. 
Prawda jest taka, że wypluły go gwiazdy."
["Pan Lodowego Ogrodu tom I" Jarosław Grzędowicz]

Od bardzo dawna wielu moich znajomych zachwalało serię stworzoną przez pana Jarosława Grzędowicza. Naczelny krakowski Kumak wielokrotnie [przerywając niekiedy na wiązankę "no kiedy doczekam się zakończenia serii" - czas pokazał, że się doczekał nareszcie] świecił mi przed oczami starszym wydaniem od Fabryki Słów i zapewniał, że przeczytać warto. Jak zwykle się nie mylił.

Vuko Drakkainen wyrusza na zaludnioną przez istoty człekokształtne planetę Midgaard, gdzie technologia jest obca - tu włada magia. Dwa lata wcześniej wyruszyła na nią ekspedycja naukowa, lecz teraz na Ziemię dotarł sygnał "SOS". Mężczyzna pozostawia swój świat, w tym rudowłosą Deidre, upodabnia się do istot zamieszkujących obcą planetę i rusza na misję. Nie spodziewa się jeszcze, że nie wszystko pójdzie "letko, łatwo i przyjemnie".

Jednocześnie książę Tygrysiego Tronu, Filar syn Oszczepnika, u boku swych braci pobiera nauki mające mu pomóc w objęciu władzy. Dowiaduje się jak kierować swoimi poddanymi dzięki bystretkom [stworzonkom podobnym do fretek] zamieszkałym na jego wysepce. Idyllę burzy powracający do Amitraju kult Podziemnej Matki. Dochodzi do przewrotu, a Filar zmuszony jest do ucieczki u boku Brusa syna Piołunnika.

Ile ja się tej ksiązki naszukałam to moje. Po premierze czwartego tomu serii i towarzyszącym mu spotkaniom autorskim postanowiłam sama sięgnąć po głośną i nagrodzoną Zajdlem, Nautilusem, Sfinksem i Śląkfą serię. Zdeptałam kilka warszawskich Empików, Matrasów i Saturnów. Nie chciałam czekać aż przyjdzie zamówienie z księgarni internetowej, a listonosz [o którym dobrego słowa nie potrafię powiedzieć] wrzuci dobrodusznie do skrzynki awizację bez sprawdzania mojej obecności w domu i będę musiała gnać na pocztę. Duże dziecko chciało "już!", znalazło i pogrążyło się w lekturze. A później na Targach Książki zaniosło autorowi i dostało podpis, że ta książka jest już jej.

Zaczęło się. Machina ruszyła. Przyssałam się i nie mogłam przestać czytać aż trafiłam na notkę biograficzną autora. Od samego początku przedstawiającego głównego bohatera co rusz byłam zaskakiwana czymś nowym, niekiedy rozśmieszana, niekiedy szokowana. W niniejszej książce znalazłam wiele z pozoru nie przystających do siebie elementów, lecz tworzących zgrabną całość. Cywilizacja ludzka zostaje zderzona ze światem będącym idyllicznym odbiciem Ziemi. Istnieją tu co prawda wojny, "ludzie" wyżynają się z powodów religijnych, jednak prawdziwe bestialstwo wprowadzają tu naukowcy przybyli na obcą planetę dwa lata przed Vuko. Brutalna ingerencja w cywilizację rdzennych mieszkańcom wiedzie ku okropnym zmianom i wynaturzeniom, którym będzie musiał stanąć na przeciw jedyny członek "Ekspedycji naukowej".

Uwielbiam styl Jarosława Grzędowicza. Podziwiam umiejętne przeplatanie krótkich zdań, nawet w scenach statycznych i opisach, z dłuższymi bez wywoływania dziwnych grymasów obrzydzenia na twarzy czytelnika. Zaobserwowałam natomiast u współpasażerów w autobusach i tramwajach skupienie przerywane niekiedy nerwowym spojrzeniem i wywarczanym "perkele!". Chyba z powodu przegapionego przystanku.

Jarosław Grzędowicz na jednym z warszawskich spotkań z fanami związanym z premierą czwartego i wieńczącego serię tomu wielokrotnie podkreślał, że nie chce być tylko "tym autorem od Lodowego Ogrodu", jak zapewne wiele osób będzie go kojarzyć i szufladkować. Pan Jarosław przez wiele lat był redaktorem pisma "Fenix", współpracował z gazetą "Fakt", gdzie dołączane były jego opowiadania. Z ramienia "Fabryki Słów" wydał również powieść "Popiół i kurz. Opowieść ze świata Pomiędzy.", a także dwa zbiory opowiadań: "Wypychacz Zwierząt" i "Księga jesiennych demonów". Jest w czym wybierać - zarówno dla fanów krótszej, jak i dłuższej formy. Każdy znajdzie coś dla siebie.

Zakochałam się w tej serii. Wkrótce ją zakończę, lecz nie mogę się powstrzymać przed kartkowaniem i czytaniem ulubionych fragmentów tomów, na nowo przeglądam piękne ilustracje, z czego wiele widziałabym najchętniej w antyramach w pokoju.
Obawiam się tylko jednego - że ciężko będzie mi się teraz przestawić na doczytanie serii innego pisarza i odebrać ją w sposób pozytywny. Cóż, czas pokaże.

Pan Lodowego Ogrodu tom I

autor: Jarosław Grzędowicz
wydawnictwo: Fabryka Słów
data wydania: 2012 [wydanie IV]
cena okładkowa: 39,90

moja ocena: 5/5

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Będzie mi niezmiernie miło jeśli pozostawisz po sobie ślad.
Pamiętaj, że komentarze będące spamem lub obrażające innych będą kasowane.

Informuję iż teksty (nie będące odpowiednio odznaczonymi cytatami z książek) oraz rysunki/ komiksy zamieszczane na tym blogu są moją własnością.
Okładki książek i komiksów pochodzą z serwisu lubimyczytac.pl .
Kopiowanie i/ lub przerabianie, przeredagowywanie tekstów bez mojej wiedzy i zgody jest zabronione.