środa, 25 września 2013

Katowickie Targi Książki, edycja trzecia 21-22 września 2013

"Przed wyruszeniem w drogę należy zebrać drużynę..."

Zaczęło się zwyczajnie: Kasia zamieściła na facebooku harmonogram trzeciej edycji Katowickich Targów Książki, przejrzałam go pobieżnie i zauważyłam kilka nazwisk pisarzy, których twórczość bardzo lubię. "Hej, nałapię autografów!", wrzasnął z radości głos w mojej głowie ("Każdy ma jakiegoś bzika, każdy jakieś hobby ma", jak to było w popularnej kiedyś piosence dziecięcej) i zaczęłam świecić oczami Mariuszowi, by zapakować tyłek w plecak, opuścić otuloną jesienią Warszawę i ruszyć na Katowice. W planach mieliśmy tylko sobotę, ale zostaliśmy przygarnięci przez Kasię. "W praniu" dowiedzieliśmy się, że dołączy do nas także A.M. Chaudière, autorka książki "Niewolnica". Oj, ciekawie się zapowiadało...


"Here I am, on the road again
There I am, up on the stage
There I go, playin' the star again
There I go, turn the page"
Metallica "Turn the page"

Piątek, 20.09.2013 sobie podarowaliśmy. Niestety nie znaleźliśmy w harmonogramie Targów nic, co zainteresowałoby zwariowanych fantastów, jakimi z Mariuszem niewątpliwie jesteśmy. Co innego sobota, obfitująca w atrakcje przygotowane przez Śląski Klub Fantastyki.

21.09.2013
W Katowicach wylądowaliśmy z Mariuszem wyjątkowo wcześnie rano, gdy na rozkopanych ulicach wciąż panowała ciemność. Zastanawiałam się czy Kasia, nasza gospodyni, nas nie wyklnie. O dziwo, nie wykopała nas "na zbity pysk". Wpuściła nas do swojego domu, gdzie poznaliśmy jej wesołą rodzinkę, dwa kocury i szczura. Tam zaczekaliśmy na Anię Chaudière i jej męża, po czym ruszyliśmy do Spodka...
Wesoła załoga w drodze na Targi. Od prawej: Dagmara (córka Kasi), Marcin (jej mąż),
Kasia, Ania, Mariusz i ta zrzęda, co relację pisze.

Znaleźliśmy się tam delikatnie przed godziną 12.00. Zaopatrzyliśmy się w wejściówki, odebraliśmy pakiet dla książkowych blogerów (plan targów, numer miejscowej gazety kulturalnej oraz pakiet związany z akcją "Legalna kultura" - naklejki, ulotki i badge), przeszliśmy się na krótką przechadzkę po straganach, gdzie spotkaliśmy między innymi Kubę Pasternaka i kilkoro innych członków ŚKFu, po czym ruszyliśmy do sali numer 1 na spotkanie z Marcinem Przybyłkiem (znany także jako Martin Ann) organizowane przez Śląski Klub Fantastyki. Wszystkie odwiedzane przez nas panele i spotkania autorskie prowadziła Klaudia Heintze.
Posłuchaliśmy o ewolucji Torkila Aymore, detektywa pomagającego graczom, bohatera serii "Gamedec" (na tym blogu możecie poczytać nieco o "Granicy rzeczywistości"). Torkil, choć jest nieśmiertelny, "starzeje się", choć autor stara się go "upgrejdować", między innymi w aspekcie erotycznym. Poza tym Martin Ann uważa, że zbyt wiele osób dopatruje się w wypatrywanej przez niego rzeczywistości mroku. Ba, sam chciałby w takim świecie żyć, gdzie postęp technologiczny uzyskał taki pułap. Niestety nie było mu to dane, ale może przecież o tej rzeczywistości pisać.
Obejrzeliśmy również grę "Gamedec". Miałam szczęście zagrać w nią tydzień wcześniej, reszta drużyny dopiero ją obejrzała. Wniosek był prosty: przepięknie wydana perełka z urzekającą grafiką i intrygującym tematem przewodnim. Zdecydowane "must buy" przy najbliższym przypływie gotówki. "Będziemy grać w grę" jak to popularna maksyma mówi.

Anna Kańtoch i Klaudia Heintze w trakcie spotkania autorskiego
Zostaliśmy w tej samej sali na spotkanie z Anną Kańtoch. Frekwencja była nieco większa, publika się schodziła do niewielkiego pomieszczenia powstałego przez dostawienie ścianki przy klatce schodowej. Dowiedzieliśmy się nieco o jej najnowszej powieści "Tajemnica diabelskiego kręgu" przeznaczonej dla młodzieży (fragment tej książki jest w antologii "Ścieżki wyobraźni" wydanej przez Śląski Klub Fantastyki. Jeśli chcielibyście poczytać przedpremierowo, śledźcie bloga dziś po południu). Ciekawostką była również garść informacji dotyczących ŚKFu, w którym Anna Kańtoch aktywnie działa. Jak wyglądają spotkania w klubie, na czym polega wzajemna korekta tekstów? Kto na co zwraca uwagę? O tym można było posłuchać na tym spotkaniu.

Zrobiliśmy sobie małą przerwę, podczas której ruszyliśmy "na stragany". Przewertowaliśmy stoiska antykwariatów (niestety nie natrafiłam akurat na poszukiwane przeze mnie książki Gordona R. Dicksona lub Callisona, ale te należą do super białych kruków), potem wstąpiliśmy na część z książkami od wydawnictw. Przyznam się szczerze, że zabrakło mi wśród wystawców sprzedawców fantastyki dla starszego odbiorcy, na przykład nie można było zdobyć wielokrotnie wspominanego w trakcie imprezy "Słowa i miecza", nad czym bolał sam autor złapany przez nas w kawiarni przed panelem "Motywy mitologiczne i etniczne w fantastyce". Wyrzucam sobie, że nie zakupiłam "Złego" Tyrmanda (polecał polonista jako "idziecie do Warszawy na studia, a nie znacie geografii tego miasta? No to sobie poczytajcie"), ale niedługo to nadrobię. W międzyczasie szalony kolekcjoner (nie kapelusznik) Mariusz nałapał na stoiskach wszelakich zakładek (ba, nawet mi się kilka przesympatycznych i bajkowych udało dostać).
Niestety przypełzliśmy na panel zbyt późno, tak że wszystkie miejsca siedzące były już zajęte. Przycupnęliśmy więc nieopodal i oczekiwaliśmy rozpoczęcia.
Od lewej: Ewa Białołęcka, Robert M. Wegner, Paweł Ciećwierz,
Witold Jabłoński i Klaudia Heintze

Punktualnie o 15.30 na scenie pojawili się Ewa Białołęcka, Robert M. Wegner, Paweł Ciećwierz, Witold Jabłoński oraz prowadząca spotkanie Klaudia Heinze, by porozmawiać o motywach mitologicznych i etnicznych, które przewijają się w fantastyce. Usłyszeliśmy mnóstwo wszelakich nawiązań, niekiedy tych mrocznych i mniej przyjaznych. Odbiór niestety przeszkadzał nam wystawca gazety "Niedziela", który akurat za nami znalazł sobie dogodne miejsce na sapanie i syczenie "herezja, herezjaaa". Poklasku nie uzyskał biedulek, ale prelekcja bardzo mu się nie podobała. Nam wręcz przeciwnie. Pośmialiśmy się z żartów zaproszonych gości, dowiedzieliśmy się paru ciekawych rzeczy. Przyjście pod scenę to był świetny pomysł.

Kolejna przerwa, tym razem na antykwariaty. Pompka mnie zabolała w momencie, gdy znalazłam "Mitologię Słowian" Aleksandra Gieysztora w tym starszym, czarnym wydaniu. Szkoda tylko, że sporo kosztowała jak na tak kiepski stan, a kupiłabym komuś, by się ze Słowian dokształcał. Kasia z mężem w międzyczasie ruszyli do domu, a my czekaliśmy na ostatnią zaplanowaną przez nas prelekcję na ten dzień.

Ewa Białołęcka, Anna Kańtoch, Paweł Ciećwierz i Witold Jabłoński
Wybiła godzina siedemnasta. Lada chwila na scenie rozpocząć miała się prelekcja dotycząca wampiryzmu w historii i literaturze (temat bardzo mi bliski, wszak na maturze właśnie o tym nieumarłym krwiopijcy miałam prezentację). Od legendarnych słowiańsko-bałkańskich początków zaproszeni goście przeprowadzili nas przez historię rozwoju tej intrygującej istoty: umarlaka wstającego z grobu z ludowych mitów, po kreację Stokera (i nawiązującym do niego filmie "Nosferatu"), wampiry Anne Rice i... to, co się teraz błyszczy i wdzięczy do widzów z ekranu. Czy tego typu bożyszcza nastolatek to przyszłość dla gatunku nosferatu, czy też powróci klasyczny oprawca? Tutaj próbowano dokonać diagnozy dotyczącej ewentualnych zamienników wampira i jego odrodzeniu w wydaniu klasycznym. Nadzieja w zombie?
Zastanawiam się, czy w "Niedzieli" ta prelekcja nie zostanie opisana jako indoktrynacja i namawianie nieletnich do seksu. Nic takiego tam się nie działo, pisze to słuchacz i naoczny świadek wydarzeń na tej scenie.

Dzień zakończyliśmy wizytą w Rudym Goblinie. Powiem szczerze, że zielone piwo mają tam świetne. Powiem też, że zaangażowałam się w pewien projekt, o którym się niedługo dowiecie. Co się działo poza tym? Nad tym rozsnuwam aksamitną zasłonę tajemnicy.

22.09.2013
Niestety tego dnia zaspaliśmy na większość zaplanowanych przez nas prelekcji. Niedaleko sali numer jeden złapaliśmy jeszcze Rafała Kosika, który podpisał mi się na zapomnianym przez niektórych, a przeze mnie uwielbianym, opowiadaniu 'Staruch" z empikowego zbioru "2012".
W oczekiwaniu na "Słowianską apokalipsę" przeoczoną przeze mnie i Mariusza na PolConie ruszyliśmy na stoisko 67 (Akapit-press) po autografy Romualda Pawlaka. Po drodze także odwiedziliśmy stoisko "Zaczytanych", gdyż - zgodnie z obietnicą - miałam dla nich książki.
Do prelekcji zostało nam trochę czasu, przysiedliśmy zatem pod sceną posłuchać Mariusza Czubaja, autora kryminałów.Zasiedzieliśmy się. Szturmem pognaliśmy w kierunku sali numer 1, gdzie wykład już się zaczął. Według zasady "no weee, Kocur" zajrzałam do środka przez klatkę schodową. Ponieważ wciąż na salce było sporo wolnego miejsca, weszliśmy do środka i zepsuliśmy Witoldowi Jabłońskiemu wizję "jak się więcej chętnych nie znajdzie to idziemy na kawę".
Dwie przesympatyczne autorki: A. M. Chaudière z "Mrokami" Kasi i
Katarzyna Szewioła -Nagel z "Niewolnicą" Ani.

Rozpoczęła się zatem prelekcja "Słowiańska apokalipsa" będąca świetnym uzupełnieniem do "Słowa i miecza" dla czytelników znających już ten utwór, a także świetnym wprowadzeniem dla tych, którzy książki tej jeszcze nie mieli w rękach. Witold Jabłoński w ujmujący sposób przedstawił nam historię pierwszych Piastów, słynnego Chrztu Polski (oraz dlaczego ta data powinna raczej nazywać się "Chrztem Księcia i jego dworu"- chociażby z powodu tempa przepływu informacji) oraz konsekwencji jakie niosło dla kraju przyjęcie nowej wiary - między innymi słynnej rebelii zwanej Reakcją Pogańską. Jedna ze słuchaczek ucieszyła się, że mogła sobie przypomnieć historię. Ja też opuściłam salkę z "bananem na twarzy" - usłyszałam kilka ciekawostek na temat historii naszego kraju i zostałam zaciekawiona, by jeszcze poszperać po innych publikacjach. A pan z "Niedzieli" choć zaszczycił nas swoją obecnością, nie przeszkadzał na szczęście i nie wykrzykiwał, że tu na siłę młodych indoktrynują.

Od razu po zakończeniu "Słowiańskiej apokalipsy" ruszyliśmy na panel "Każda wojna jest inna i każda jest taka sama - ludzie w sytuacji konfliktu". Ze zmęczenia (spaliśmy dość krótko) jakoś mi ten punkt programu z głowy wyleciał, ale Witold Jabłoński kończąc prelekcję o Słowianach zaprosił nas na następną, że posłuchamy czegoś ciekawego. No i się nie mylił. Wspomniany przeze mnie przed chwilą pisarz, do tego Paweł Ciećwierz, Robert M. Wegner, Marcin Przybyłek (Martin Ann) i Klaudia Heintze jako prowadząca spotkanie. Posłuchaliśmy dywagacji na temat wojny sprawiedliwej i niesprawiedliwej, o zdaniu autorów na temat tego dziwnego podziału. Podobały mi się odniesienia Marcina i interpretacja zagadnienia od strony humanistycznej (niestety negocjacje nie zawsze są możliwe), a także odniesienie się do braterstwa broni ("Brothers in arms") - specyficznej więzi między żołnierzami obracającymi się w sytuacji wojny.

Na tym zakończyła się nasza wizyta w Katowicach. Na znanym niektórym czytelnikom z książki "Ciemność Płonie" Jakuba Ćwieka dworcu zapakowaliśmy się w pociąg i ruszyliśmy do Warszawy.

I w tym momencie chciałabym podziękować Kasi i jej rodzinie: Marcinowi (wytwórcy ślicznych bransoletek, szczegóły tutaj), Dadze i Musze za przechowanie dwójki pasożytów.
Grześkowi (mężowi Ani) za zdjęcia, które zdobią tę notkę.
Ani i Kasi za autografy (żyłka łowcy dedykacji "czuje się" znacznie lepiej), wspomnianym przeze mnie autorom i Klaudii Heintze za ciekawe prelekcje, Śląskiemu Klubowi fantastyki za naprawdę ciekawą antologię (zaczęłam ją czytać i jestem pod wrażeniem), a także pomysłowo zorganizowany program i wszystkim pozytywnie zakręconym ludziom (w tym Kubie, Mariuszowi i tym wyszczególnionym oraz tym nie wspominanym), dzięki którym trzecia edycja Katowickich Targów Książki udała się tak wyśmienicie.
Niestety wszystko, co dobre, szybko się kończy. Pozostaną mi wspomnienia świetnej zabawy, w pamięci wiele ciekawych wniosków zasłyszanych w trakcie paneli i spotkań autorskich i znajomość z wieloma wartościowymi ludźmi spotkanymi na Śląsku.
Dzięki serdeczne.

11 komentarzy:

  1. Było nam miło Was gościć:) Oby więcej takich spotkań. Tragi genialne. O wiele lepsze niz w zeszłym roku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kupię sobie "Gamedeca" i będziemy grać w grę ;) Kolejny pretekst do spotkania :D

      Usuń
  2. Niestety, to już nie ten sam dworzec, który gościł u Ćwieka...

    Pozdrawiam:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tu racja, byłam na nim jakieś 2 lata temu i też klimat był "nie ten", co w powieści, ale to miejsce coś wciąż w sobie ma.

      Usuń
  3. Jedna mała uwaga. To nie była gazeta Niedziela tylko tygodnik katolicki, gdzie na zachętę rozdawali krówki. Wyczaiła je Anna Kańtoch i nas, Pawła Ciećwierza, Sandrę i mnie zabrała, po prelekcji o motywach mitologicznych i etnicznych, które pojawiają się w fantastyce (po dobrą krówkę, nie wiedząc, że ten pan mocno przeżył dyskusje). Pan od tygodnika nie marnował okazji do nawracania, opowiadania o chrzcie i o egzorcyzmach :) A zaczął od zdania: "A to pan takie herezje do mikrofonu mówi!"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za uwagę, sprawdzę to jeszcze raz ;)

      Usuń
    2. Mam opakowanie z krówki, więc mam aktualne dane :D

      Usuń
    3. Na Liście Wystawców owe stoisko z krówkami figuruje jako "Tygodnik Katolicki Niedziela". Za nami cały czas sapał "herezja, herezja", później coś od siebie pomrukiwał jeszcze. Możliwe, że akurat Ty byłaś wtedy bliżej i słyszałaś więcej.

      Usuń
    4. Myśmy niefortunnie podeszli do stoiska tygodnika po panelu o mitach i tak się zaczęło. Wiem, że potem przy wampirach właśnie chodził, krążył i czekał na moment by tylko swoje 5 groszy dorzucić :)

      Usuń
    5. ... i twierdził, że autorzy namawiają nieletnich do seksu. Rozkręcił się facet, ale tak to już jest jak się nie umie słuchać ze zrozumieniem.

      Usuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi niezmiernie miło jeśli pozostawisz po sobie ślad.
Pamiętaj, że komentarze będące spamem lub obrażające innych będą kasowane.

Informuję iż teksty (nie będące odpowiednio odznaczonymi cytatami z książek) oraz rysunki/ komiksy zamieszczane na tym blogu są moją własnością.
Okładki książek i komiksów pochodzą z serwisu lubimyczytac.pl .
Kopiowanie i/ lub przerabianie, przeredagowywanie tekstów bez mojej wiedzy i zgody jest zabronione.