wtorek, 3 września 2013

Niewolnica - czyli o debiucie słów kilka

Na stosiku wakacyjno-przedPolconowym ułożyłam i sfotografowałam trzy papierowe wydania debiutów polskich autorek. O "Mrokach" mogliście już u mnie na blogu poczytać, dzisiaj nadchodzi czas na podzielenie się moimi odczuciami związanymi z lekturą "Niewolnicy" A. M. Chaudière.

Nietrudno się domyślić, że Anna Maria Chaudière to pseudonim, pod którym ukrywa się pochodząca ze Skierniewic autorka obecnie mieszkająca w Rzeszowie.

„-Ludzie potrafią świetnie odgrywać swoje role, kiedy trzeba.”

Jest rok 2052, a znany nam świat uległ drastycznej przemianie. Zmieniły się kształty kontynentów, zmieniła się ludzka mentalność. Silna klasa magów Aszarte otacza się niewolnikami, którzy zmuszani są spełniać ich wszelakie zachcianki, nawet umrzeć, gdy zażyczy sobie tego pan.

Główną bohaterką jest Arina, potomkini dumnego i potężnego rodu Velleur. Cóż jednak z pochodzenia, gdy od ośmiu lat jest się nałożnicą potężnego i okrutnego maga Azarela [cały czas był dla mnie Azraelem, zdarza mi się przekręcać imiona]. Młoda kobieta [lat 21] biernie poddaje się swojemu losowi. Regularnie truta jest tojadem, ziołem mającym zahamować jej magiczne zdolności, wykorzystywana seksualnie, nacinana. "Była tylko niewolnicą zmuszoną do posłuszeństwa, nauczoną posłuszeństwa, posłuszną. Zdominowaną. Dla niej nie było już ratunku." [fragent książki] Azarel sobie poczyna. Podobno ma do tego prawo, bo to on przecież osiem lat wcześniej nałożył Arinie na nadgarstki złote bransolety oznaczające przynależność.



"Niewolnica nie powinna kochać, czuć czy myśleć. Powinna uniżenie służyć swemu panu, tak aby był rad." Tylko że nie wyszło. Arina, choć zastraszona i bierna wobec rozkazów Azarela, wciąż pozostaje człowiekiem z bagażem emocji, odczuć i myśli. Z reguły tych negatywnych. Owszem, nie patrzy w przyszłość, bo nie widzi w niej niczego optymistycznego. Nie podejrzewa, że skorupy pękną, a pan zakocha się w swojej niewolnicy, a niewolnica w panu. I jak zwykle nie będzie łatwo. Magowie Aszarte nie zaakceptują takiego związku i będą chcieli ich zabić.
W trakcie lektury chciałam chwycić Azarela za wszarz i przeciągnąć nim kilka razy po kostce brukowej. Irytował mnie ogromnie. Zgrywał twardziela, a gdy już okazywał swoje uczucia do młodszej o 15 lat niewolnicy, czyścił jej pamięć, jakby tylko on miał prawo do chwili szczęścia. I już, gdy dotarło do niego to i owo, wszystko chrzanił. A nie można było odstawić tojad, wyszkolić Arinę, sprzedać włości i wiać do Akademii? Tak przykładowo. Wiem, prestiż i przywiązanie do ziemi. Pewnie by się nie dało.
Akademia, a właściwie Akademia Morza Deszczów to miejsce znajdujące się na terenie dzisiejszej Ameryki Południowej, gdzie trafia Arina i spotyka przystojnego i opiekuńczego gwardzistę Severia... Niedługo zaiskrzy i na tym polu.

W tym beznadziejnym świecie nie brakuje na szczęście miejsca na przyjaźń. Arina trzyma się z Anną, dziewczyną pozbawioną magicznych zdolności, która dzięki swojemu niewyparzonemu językowi jest w stanie doprowadzić do niebezpiecznej sytuacji. Dziewczyna troszczy się o nałożnicę maga, stara się jej pomóc przy ranach ciętych, które ten z lubością jej zadaje.
Drugą przyjaciółką Ariny jest wampirzyca Catarina Adrianova, istota związana z rodem Velleur od wielu dziesięcioleci. Jest to istota potężna, mająca swój wpływ na sposób myślenia Azarela. Za swój punkt honoru obrała sobie oswobodzenie Ariny, ale póki co głównie obserwuje i planuje z największą ostrożnością. I powiem, że Catarina nie jest w tej książce jedynym wampirem. Nie będę jednak tego obszernego debiutu Wam streszczać, bo zepsuję całą zabawę.

Jak ja nie cierpię romansów, mogłabym niemal sparafrazować słynnego Gargamela, jednego z moich ulubionych postaci z dzieciństwa [szczerze facetowi współczułam i kibicowałam, że w końcu mu się uda]. Nudzą mnie babskie czytadła osadzone w realiach bajek o Kopciuszku, Śpiącej Królewnie, czy jakiejś innej Pretty Woman. Przeraża natomiast "50 twarzy Greya" [czy jakoś tak], którego kawałek przeczytałam kiedyś przez ramię w autobusie jakiejś "wyemancypowanej i nie bojącej się eksponować swoją kobiecość" [czy jakoś tak po raz kolejny] okręconej kolorowym szalikiem dwudziestolatce. No dobrze, po czesku "dzieło" E. L. James jest nawet pocieszne [jak z naszego punktu widzenia wiele rzeczy w języku sąsiadów z południa], ale porównywanie "Niewolnicy" do książki będącej jeszcze niedawno na liście bestsellerów czegośtam przez kogoś z blogosfery zdecydowanie zapalało czerwone światełko z napisem "Alarm, alarm, error do jasnej maci!". A jenak pstryczek zignorowałam i wzięłam się za lekturę.
"Wewnętrznych bogiń" nie uświadczyłam. Sekszących się nimfomanek za pomocą Ctrl+C, Ctrl+V też nie. Całe szczęście.
W powieści występuje wiele scen seksu, także tego wiążącego się z okaleczaniem partnerki, ale ma to bardziej na celu ukazanie trudnej relacji pan-niewolnica, a nie instruktażu BDSM, czy dziwnych fantazji "jak można by tak rozpisać Zmierzch". Mimo iż akt seksualny jest opisywany wielokrotnie, nie ma tu miejsca na rzucanie mięsem i wulgarność.
No i moje gderanie o romansach. Nie lubię i lubię - wszystko zależy od sposobu podania. A.M. Chaudière doprawiła swoją debiutancką książkę tym, za czym szaleję, a mianowicie magią i intrygami osób nią się parających. Autorka nie ucieka przed ukazaniem okrucieństwa napędzającego relację pan- niewolnik/ niewolnica, w sposób wiarygodny kreśli profile psychologiczne obu stron. To do mnie trafiło. Trafił też do mnie plastyczny język, niekiedy trochę archaizowany [lecz nie patetyczny!]. Autorka zdecydowanie ma potencjał. Trzymam kciuki, by trafiła do jak  najszerszego grona odbiorców.

Z daleka zaintrygowała mnie okładka książki. Dziewczyna  z pociętymi plecami osadzona w zielono-brązowej kolorystyce. Do tego pierścień na palcu, który nieco przełamuje mrok. Lubię tego typu kompozycje. Tylko że przy bliższym przyjrzeniu się ręka, którą Arina opiera się o ścianę, wydaje się jakaś nieproporcjonalna, a rozjaśniające pasemka na włosach biją po oczach jakby ktoś je dorysował w Paincie.

Może jestem jedna wielka znieczulica i nie potrafię się wzruszać, ale "Niewolnica" przypadła mi do gustu i wciągnęła aż do ostatniej strony. Łapałam się na tym, że kibicowałam Arinie, by wreszcie jej się powiodło, a gdy wszystko się sypało, zaczynałam się denerwować. Jak już wspomniałam, obiłabym Azarela. Tak się w klimat opowieści wczułam.
Myślę, że "Niewolnica" przypadnie do gustu wielu czytelnikom [choć pewnie to kobiety będą lwią częścią wśród odbiorców] szukającym nie tylko okraszonego czymś pikantnym romansu, ale także magii, walki i mrocznej wizji społeczeństwa za około 40 lat. Obszerny debiut A.M. Chaudière mieści to i wiele, wiele więcej - wystarczy sięgnąć po "Niewolnicę".

Niewolnica

autor: A.M. Chaudière
wydawnictwo: Warszawska Firma Wydawnicza
data wydania: czerwiec 2013

moja ocena: 4/5

3 komentarze:

  1. Słyszałam o tej książce. Jeśli znajdę ją w bibliotece, to chętnie wypożyczę :)

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Na początku mój apetyt na tę pozycję był ogromny, ale po przeczytaniu kilku recenzji (w tym jednej z wyjawionym zakończeniem -.-) jakoś moja ochota na nią spada. :/
    Może w przyszłości się z nią zapoznam, nasze spotkanie nie nastąpi jednak prędko, bo na mojej czytelniczej drodze mam jeszcze wiele książek do przeczytania. :)

    Pozdrawiam,
    R

    OdpowiedzUsuń
  3. Ooo!
    Koniecznie muszę przeczytać tę książkę :D

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi niezmiernie miło jeśli pozostawisz po sobie ślad.
Pamiętaj, że komentarze będące spamem lub obrażające innych będą kasowane.

Informuję iż teksty (nie będące odpowiednio odznaczonymi cytatami z książek) oraz rysunki/ komiksy zamieszczane na tym blogu są moją własnością.
Okładki książek i komiksów pochodzą z serwisu lubimyczytac.pl .
Kopiowanie i/ lub przerabianie, przeredagowywanie tekstów bez mojej wiedzy i zgody jest zabronione.