wtorek, 3 września 2013

Polcon 2013, czyli dziennik z zaginięcia część 1: 28-29.08.2013

Nie ukrywam, na PolCon napaliłam się dawno temu, pewnie już w marcu tego roku. Nie tak dawno? To pogadajcie z jętkami lub komarami, dla których marzec to zamierzchła historia.
W marcu pognałam do punktu kserograficznego na Młocinach [a każdy student z nie działającą drukarką punkty kserograficzne lubi] i znalazłam przy komputerze obsługi kilka ulotek z odwróconą plecami syrenką i datą opisywanej przeze mnie imprezy. Sięgnęłam jedną, wetknęłam w czytaną wówczas książkę, odebrałam swój wydruk i pognałam na uczelnię, by pochwalić się znaleziskiem koleżankom.
I na dłuższy czas temat zanikł, jedynie przewijał się okazjonalnie w rozmowach ze znajomymi: kto będzie, kogo nie, czy zrobił ktoś już akredytację [bździągwa ze mnie, że spóźniłam się o 20 minut z chęcią wykonania przelewu], czy ktoś się za kogoś przebiera. Później działo się weselej... Zapraszam do lektury niezwykle subiektywnej notki będącej luźnym zapisem wspomnień z tamtych dni.


28.08.2013
Dopinam ostatni dzień w pracy. Mam serdecznie dosyć wciskania ludziom kitu i nosi mnie, by walnąć wszystkim o ziemię. Jestem przemęczona, pod oczami wory. A jeszcze niby mam dzisiaj sprawdzać jak podczepić perukę, bo patent z warkoczykami się nie sprawdza! Beczeć mi się chce, dostaję ataku łzawienia na tle alergicznym. Unoszący się nad frytkownicami tłuszcz. Użalam się po całości. Lecę do domu, w drodze planuję jak te moje kłaki pozapinać. Mam wsuwki, mam masę gumeczek - dam radę. Dawanie rady zajmuje mi do 2 w nocy, opinia o "Niewolnicy" wbrew pierwotnym planom nie powstaje na czas. Padam na pysk. Zapada ciemność.

29.08.2013
Nienawidzę budzika. Cholerstwo jednak dzwoni w słusznym celu: trzeba nieco ogarnąć chałupę przed dywanowym nalotem gości - wszak moje domostwo staje się punktem spotkań. Z rana przyjeżdża Anita z dwuosobowym gangiem, później dojeżdża Mariusz, zaprzyjaźniony blogger. W pełnym rynsztunku [przebrana za Alice] wychodzę po niego na przystanek, w międzyczasie dziewczyny charakteryzują się na Alice'a Coopera. Plan jest prosty: szybka akredytacja zanim ludzie się zlezą, później idziemy na miasto na jakąś szamę. Szkoda tylko, że okazało się, że można to wszystko między bajki włożyć, ale o tym za chwilę.
Na pętli wsiadamy w 101. Trochę nam to zajęło - trzeba było wszak wyjaśnić, że nie mam zamiaru iść piechotą z Centrum na Politechnikę kiedy metro kursuje na pełnej trasie i nie trzeba kombinować z przesiadkami.
W autobusie trafił nam się wesoły pan kierowca, samozwańczy DJ, przewodnik po Warszawie i kawalarz. Przywitał nas najpierw przez mikrofon, później zaś, skoro do odjazdu mieliśmy kilka minut, wyszedł do nas pogadać na temat wampirów i tego, że jego córka też się tak maluje. Później co przystanek witał nowych pasażerów, a wokół mnie panowała złowroga cisza... Dorzućmy do tego wolne miejsca naokoło w autobusie, potem w metrze... I ten wzrok mijających nas ludzi - to trzeba było zobaczyć.
Odprowadzani ciekawskimi i pełnymi potępienia spojrzeniami wyszliśmy na stacji Politechnika. Nikt z nas na kampusie tej uczelni nie bywał, więc "tam przetarliśmy szlak", jak w "Drodze do Eldorado". No i "wielki głaz", wyraz osłupienia na naszych pyskach. Kolejka ciągnęła się od punktu akredytacyjnego aż do... daleko w każdym razie. Przecisnęliśmy się więc przez tłum, ktoś krzyknął, że fajny mam kostium i stanęliśmy na końcu. Była 15.00, może kilka minut po. Nic jeszcze nie wskazywało na to, że utkniemy tu na dłuuuuuugie godziny.
Podejrzewaliśmy, że na 16.00 i tak nie wejdziemy, ale na 17.00 na "E-booki i przyszłość cyfrowej dystrybucji książek - premiera Bookrage 3" to my się z ręką w... wyrobimy. Kolejka powolutku się poruszała, sąsiedzi z przodu i z tyłu zagadywali. Ogólnie przez dłuższy czas było sympatycznie.
Dopóki Mariusz nie wypowiedział jakiegoś żartu w kierunku Anity, który jej się nie spodobał.
Dopóki nie spróbował sięgnąć po Kabanosa [jak wspomniana nazywała swój pejcz].
Dopóki nie został ugryziony po raz pierwszy...
Zamurowało mnie. On chwycił ją za nos i ciągnął do góry, a ona zaciskała szczęki...
W końcu puściła.
Miało być spokojnie. Na warsztat poszła gra Diablo III, zacnie. Do czasu, gdy kolega przypomniał sobie o pejczu i próbował go wziąć do ręki. Dostał batem.
Doszła do nas plotka o możliwości odbioru opasek i wejściówek przez ludzi, którzy zrobili przedpłatę. Nasi znajomi z kolejki i Anita poszli to sprawdzić. Po dłuższej chwili ruda wraca. Sytuacja normuje się. Znowu zaczynamy żartować, Mariusz jest nieostrożny.
Przekręcił jej imię. Został ugryziony po raz drugi.
Tym razem do krwi.
Koniec żartów. Anita rusza po swój identyfikator, uwaga przeniesiona jest na malowany kijek i mój brak noża. Pan od hot-dogów stoi za daleko. Idziemy na przód i patrzymy współczująco na tych, co dopiero dotarli
Nie zdążyliśmy na dyżur autorski Jacka Komudy, ale kolejka powoli posuwała się do przodu. Staliśmy już w bramie, może i metr za nią. Jakiś twórca programu zasłyszał naszą rozmowę o Komudzie, dołączył się na chwilę.
Ktoś rozdał ulotki z KoperniConu obiecując, że u nic KolejConu nie będzie.
Czekamy dalej.
Ktoś po raz kolejny rozniósł ulotki z pobliskiej pizzerii. Zrobiłam się głodna.
W międzyczasie minął nas szczęśliwy tłum zakredytowanych ludzi. Gżdacze wybrali się na spacer i krzyczą coś w stylu "Z opłaconą akredytacją proszę tutaj!". Żałowaliśmy, że nie opłaciliśmy na czas, ale mądry Polak po szkodzie. Mariusz wieczór wcześniej dowiedział się, że jedzie na PolCon - zresztą u niego na blogu wszystko jest wypisane w jaki sposób.
KoperniCon reklamuje się po raz kolejny. Ktoś przechodzi z kamerą i uwiecznia cosplay. Kilkoro przebranych ludzi było. Nieopodal przespacerował się gość przebrany za Nasusa z LOL.
Znowu ta pizzeria, a kotara z napisem Kebab majacząca w oddali wydaje się bardzo piękna.
Anita zastanawia się nad powrotem do siebie i zabraniem swoich towarzyszek. Nie wiem na co chciały iść, ale na dyżur Gołkowskiego i Przybyłka się nie wyrobiliśmy. W końcu znikają.
Zaczyna się powoli robić szaro, uaktywniają się komary.
Kolejka stoi. Tak blisko, a tam na przodzie nie rusza się nic. Tylko Gżdacze potęgują kolejkowy wnerw wykrzykując te swoje "Z wykupioną akredytacją tutaj".
Pizzeria już nie roznosi ulotek, skończyły się pewnie.
Dziewczyny wróciły. Podmieniają nas w kolejce, byśmy poszli coś zjeść. Ku naszemu zaskoczeniu na Polnej odkrywamy taniego Chińczyka, który niezbyt wie co klienci zamawiają, ale co najważniejsze - karmi! Kurczak w curry, do tego cola i konwentowicz może działać jak po soku z gumijagód.
Wracamy najedzeni do KolejConu. Wąż nie ruszył się ani o metr, aż coś człowieka trafia. W międzyczasie poszła plotka, że przy IŚu ruszyła druga akredytacja. Kto by im tam wierzył?
Przekierowują nas. Anita&Co zostają przy budynku głównym, my idziemy tam. Łączność telefoniczna.
Wwaliliśmy się w kolejną kolejkę. Niby rusza się w miarę sprawnie, ale już mam serdecznie dość. Anita przez telefon twierdzi, że są 5 metrów od wejścia, góra 10 minut i się wpiszą. No to wracamy. Minęliśmy się w bramie z Marcinem Przybyłkiem/ Martinem Ann.
Kolejka jakoś specjalnie nie ruszyła, ale stoimy.
Ktoś dorwał program, więc optymistycznie planujemy. Może dostaniemy się na cokolwiek na 21? Mariusz chce na BDSM w "50 twarzach Greya", ja jestem za "Kiplingiem, Kajdanowskim i Kłem - od stalkera do S.T.A.L.K.E.R.A".
W kolejce wnerw przeszedł w jakieś swoiste otępienie. Chichramy się ze wszystkiego. Dotykamy człowieka, który dotknął drzwi! Po kilku minutach i my tych drzwi dotykamy.
Nie zdążamy na żadną z prelekcji. No trudno.
U drzwi zabawia nas jedna z Gżdaczy, która demonstruje nam na koledze jak w robocie wyciąga kumpla na fajka. W końcu nas wpuszcza.
Akredytujemy się. Wypisuję na identyfikatorze swoje dane, później Mariusza [podobno ładnie piszę], oglądamy zawartość cudownej torby od Gżdaczy akredytujących. Dostałam komiks, jakieś zniżki, naklejkę, smycz i dwa programy - format a4 i a5.
Na LARPy się nie wybieramy, nic tu po nas.
W dwuosobowym składzie ruszamy na Nowodwory, gdzie po powitaniu Oćka padamy na pyski.

Bilans:
- ranny kolega,
- 6 godzin w kolejce,
- opaska i identyfikator,
- stracone prelekcje.

Tak skończył się KolejCon, czy też - jak kto woli - KolejKon. Relacja z dni następnych już wkrótce.

5 komentarzy:

  1. Czy anita zmienia się w wampira? czy mariusz przeżyje przemianę? Czy z polconu wszyscy wyszli cało? Tego dowiecie się w nastepnym odcinku "Colejkon i jego rozterki". XDDD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już nie KolejKon, ale działo się, oj działo :)

      Usuń
    2. Mowie od razu żyję! Nie nie jestem zombie Anety a sorki Anity xD a tutaj moja relacja http://ksiazkiwpajeczynie.blogspot.com/2013/09/polcon-2013-moimi-oczami.html z pierwszych 2 dni

      Usuń
    3. Twórz Mariuszu dalej, bo możliwe, że zawrzesz coś, o czym ja zapomniałam ;) A tak to jeśli komuś się zechce poczytać nasze teksty, to będzie miał panoramiczny ogląd :p

      Usuń
  2. Bo życie nie może być zbyt proste. Pokolenie naszych rodziców stało w kolejce po kiełbasę, to my też musimy w jakichś postać.. a tak, żeby duch w narodzie nie zginął ;)

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi niezmiernie miło jeśli pozostawisz po sobie ślad.
Pamiętaj, że komentarze będące spamem lub obrażające innych będą kasowane.

Informuję iż teksty (nie będące odpowiednio odznaczonymi cytatami z książek) oraz rysunki/ komiksy zamieszczane na tym blogu są moją własnością.
Okładki książek i komiksów pochodzą z serwisu lubimyczytac.pl .
Kopiowanie i/ lub przerabianie, przeredagowywanie tekstów bez mojej wiedzy i zgody jest zabronione.