wtorek, 15 października 2013

"Czar stolicy" część 1

Niniejszy tekst był już publikowany na forum lubimyczytac.pl, ale z racji, że mam do niego niemały sentyment, pubikuję go również tutaj:

Zdjęcie ze strony wiadomosci24.pl
Jak za każdym razem przepycham się przez błądzący po galerii tłum przechodniów, wszyscy wystrojeni od stóp do głów, w końcu przyszli do świątyni zakupów. Nie patrzą na siebie, lecz chcą być zauważeni, stać się kolorową plamą w szarej masie, w płynącej fali. Nic z tego, gdy płynie się z prądem - tak płynie tylko ścierwo i zdechłe ryby. Nie pamiętam czyj był to cytat, lecz bardzo często go parafrazuję.
Potrącam kogoś, słyszę ciche "przepraszam", więc odpowiadam na nie i prę dalej.
Dopadam do drzwi, na których wisi karteczka, która odstrasza potencjalny tłum. "Wejście dla personelu", ciężkie metalowe drzwi, które nie zawsze otwierają się automatycznie. Tu kończy się piękno galerii handlowej - brak cudownych sufitów, jedynie metalowe belki, na których wiszą proste lampy. Jak w fabryce!
Powoli kroczę po linoleum wsłuchując się w odgłos własnych kroków. Starałam się wstrzymać oddech, jednak moje nozdrza uderza smród fekaliów i wymiocin. Stolica Polski, moloch, do tego szanowana galeria, ogromne utargi... I to drugie dno, śmierdzące, nie zawsze bezpieczne, egzystujące gdzieś obok.

Stalowa winda wiezie mnie na sam szczyt "Ula", zaraz zacznę pracę. Podobno za dużo myślę, mam tylko sprzedawać zestawy obiadowe, uśmiechać się idiotycznie - "dzień dobry, smacznego, zapraszam ponownie", a w myślach po raz kolejny odnosić porażkę. Nie mogę powiedzieć nic, gdy stary pedofil sam nie wie, co chce zamówić, gdy już w końcu mu coś zasugeruję, a on się zgodzi, a potem zażąda zwrotu pieniędzy, bo "mam za długie spodnie". To fast-food, a nie peep show! Litości!
Mimo całej złości nie potrafię wyzbyć się drzemiącego gdzieś pod skórą poczucia zagrożenia.
Po kilku godzinach opuszczam knajpkę, zlana perfumami, które i tak nie zakłócą smrodu fast-foodu. Miarowe szarpanie windy pracowniczej tylko podnosi moje ciśnienie.
Wychodzę na Centralny. Kątem oka dostrzegam "pedofila" sprzed kilku godzin. Facet rusza w moją stronę.
Puszczam się pędem przez pętlę autobusową, wpadając na jednego z pijaczków. Nie słyszę krzyków faceta, chcę jak najszybciej znaleźć się w podziemiach, gdzie czuję się bezpiecznie. Dwaj ochroniarze mierzą mnie wzrokiem, lecz nie ruszają się z miejsc.
Oglądam się za siebie - on wciąż mnie goni!
Klnę pod nosem.
"Pociąg TLK Brzechwa z Warszawy Wschodniej do Przemyśla przez Włoszczową Północ..." - z otępienia wyrywa mnie głos spikerki.
Bez namysłu zbiegam na peron i wskakuję w pociąg.
Przejadę na Zachodnią, może się uda bez biletu... Będę kluczyć, ale wrócę do domu.
Wolę nie wiedzieć czego chciał ten facet, czy rozpoznał mnie jako obsługę i chciał się odegrać za nieprzemyślaną uwagę, czy też...
Lepiej nie rozmawiać z obcymi...

1 komentarz:

  1. Mrożący krew w żyłach opis stolycy. ;) Teraz będę bała się przejeżdżać przez Warszawę, o zwiedzaniu jej nie wspomnę. o.O Bo u nas w Gdańsku nie ma takich hartcorów, u nas i na zapleczach centr handlowych jest ślicznie, nie ma pedofili czy tam lów, a praca w fast-foodach nie odmóżdża. ;) Ale tak serio - świetnie napisane. :)

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi niezmiernie miło jeśli pozostawisz po sobie ślad.
Pamiętaj, że komentarze będące spamem lub obrażające innych będą kasowane.

Informuję iż teksty (nie będące odpowiednio odznaczonymi cytatami z książek) oraz rysunki/ komiksy zamieszczane na tym blogu są moją własnością.
Okładki książek i komiksów pochodzą z serwisu lubimyczytac.pl .
Kopiowanie i/ lub przerabianie, przeredagowywanie tekstów bez mojej wiedzy i zgody jest zabronione.