środa, 30 października 2013

Dzieci Nocy - szalony koktajl na koniec miesiąca

Z Halloween bywa różnie w naszym kraju - jedni mu sprzyjają, inni na siłę się odpędzają od tych wszystkich dyń i rozkrzyczanych, poprzebieranych dzieciaków. Dla mnie końcówka października to bardzo często czas, kiedy z ochotą sięgam po lektury powiązane z wampirami (zanim jeszcze zaczęły straszyć z "romantycznych" książek dla "romantycznych" nastolatek poszukujących wiecznej miłości), duchami (odbiegając od tematu - zastanawia mnie kiedy ukaże się paranormal z mogącym kopulować z pryszczatą nastolatką duchem. To by było kuriozum) i wszelkimi istotami uważanymi za "dzieci nocy" (jak to ładnie Bram Stoker w "Draculi" ujął). Dlatego też nie dziwne, że sięgnęłam po książkę Witolda Jabłońskiego właśnie teraz.

Nikołaj I Azimow (zdrabniając "Kola"), nie stroniący od używek śmiertelnik po trzydziestce, prywatny detektyw, zostaje wciągnięty w intrygę tiomników (jak w Rosji tytuuje się wampiry, wyższą warstwę społeczeństwa XXV wieku). Samara, córka Rockefellera Sacharowa - przedstawiciela rosyjskich elit; podczas pobytu w Warszawie (gdzie pobierała nauki i tańczyła w nocnym klubie) została porwana. Kola, by móc podjąć to śledztwo, przyjmuje od swojego mocodawcy mroczny dar - staje się jednym z tiomników. Nie wie jeszcze, że poszukiwanie uprowadzonej dziewczyny zawiedzie go do o wiele poważniejszej sprawy - planowanego zamachu na krakowskiego papieża Jana Pawła VIII.

Witold Jabłoński ukazuje dziwny świat. W dalekiej przyszłości (nawet przy obecnych i przyszłych osiągnięciach techniki nie spodziewam się przeżyć około 400 lat, by tych czasów doczekać) ziemię zaludniają klony osobistości znanych nam z historii, książek i filmów. Niestety nie wszystkie te twory potrafią odnaleźć się w tej rzeczywistości. Sekretarką głównego bohatera jest sama Marylin Monroe Cwietajewna, romantyczne do bólu medium, które każdego roku podczas białych nocy zanika, by przeżyć kolejną "miłość swojego życia" pod postacią tiomnika. Zazwyczaj "kobieta zła i występna" wracała do swojego szefa, a jednocześnie "nudnego kochanka" (jak określa się sam Kola). Tym razem jednak nic nie wskazuje, by Marylin miała powrócić. Jej wybrańcem został bowiem Dymitr Aleksandrowicz, odratowany przez Nikołaja (o ironio!) przedstawiciel odrodzonej dynastii Romanowów.
Jest to również świat podzielony na dwie rzeczywistości - dzienną i nocną. Istoty żyjące za dnia wielbią słońce, opalają się, tryskają radością. Dzieci nocy (z których perspektywy obserwujemy akcję) to stworzenia tajemnicze, wszelakiej maści wampiry, wilkołaki, kotołaki. Teoretycznie między dziećmi nocy a dziećmi dnia zionie głęboka przepaść, znajdują się jednak istoty gotowe oddać wiele by dostać się do elitarnej grupy mrocznych stworzeń, kuszących nutką dekadencji.

Uśmiechami w stronę czytelnika wydają się liczne nawiązania do historii (mnogość przewijających się przez karty powieści postaci historycznych), czy literatury (Tołstojowska "Anna Karenina",  "Mistrz i Małgorzata" Bułhakowa oraz "Dracula" Brama Stokera - nie mylić z "Draculą: Nieumarłym" Dacre Stokera i Iana Holta, w moim odczuciu książką, która ukazać się nie powinna). Do mnie przemówił już fragment rozmowy Jonathana Harkera z Draculą będący wstępem do powieści. I nie sposób również nie zauważyć jak "przypadkowe" jest połączenie planowanego zamachu z osobą papieża Jana Pawła (na kartach książki noszącego numer VIII).

Nie wszystkim odpowiada homoseksualizm przedstawiony w "Kronikach wampirów" Anne Rice, nie wszystkim może również przypaść do gustu romans głównego bohatera z Valentinem, młodym tancerzem zastępującym zaginioną Samarę, a także (co znacznie podgrzewa atmosferę) występnym bratem-bliźniakiem samego papieża rezydującego w Krakowie. W tym miejscu przestrzegam tych, którzy mogą czuć się w jakiś sposób obrażeni ukazaniem przez autora miłości dwóch mężczyzn. Osobiście na autorze psów za ukazywanie gejów, bądź biseksualistów; wieszać nie będę - obecność tego typu postaci traktuję jako urozmaicenie fabuły.

Odrzuciło mnie natomiast coś innego - "flaki po polsku", o których można przeczytać na odwrocie książki. Za pierwszym razem nieco za mocno owa scena podziałała na wyobraźnię (a nowy teledysk Huntera - "Imperium uboju" - spodobał mi się od razu - istny paradoks), za drugim podejściem odebrałam ją już w charakterze wisielczego żartu.
Przyzwyczaiłam się już do estetyki superNOWEJ, ale nie ważne za którym razem spojrzę na okładkę (po której nie ocenia się książki, zatem wspominam o niej pod koniec), te nietoperze po prostu mi nie pasują. Są jakieś sztuczne, do tego ten większy ma chyba coś nie tak ze szczęką. Mi bardziej pasowałyby one jako mniejsze zarysy konturów nad dachami budowli.

Przy lekturze "Dzieci Nocy" spędziłam miło czas, nie da się ukryć. Z ciekawością przyglądałam się jak znane mi postaci mogłyby się odnaleźć w nowej rzeczywistości - podzielonej tak wyraźnie na dzień i noc. Odnalazłam wampiry ukazane w sposób klasyczny, może już nie przerażające (nie świecą, nie są wegetarianami, nie chodzą w ściskających narządy rurkach), lecz jakże swojskie. W sam raz na wydłużające się październikowe wieczory.

Dzieci Nocy

autor: Witold Jabłoński
wydawnictwo: superNOWA
data wydania: 2001

moja ocena: 3,5/5

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Będzie mi niezmiernie miło jeśli pozostawisz po sobie ślad.
Pamiętaj, że komentarze będące spamem lub obrażające innych będą kasowane.

Informuję iż teksty (nie będące odpowiednio odznaczonymi cytatami z książek) oraz rysunki/ komiksy zamieszczane na tym blogu są moją własnością.
Okładki książek i komiksów pochodzą z serwisu lubimyczytac.pl .
Kopiowanie i/ lub przerabianie, przeredagowywanie tekstów bez mojej wiedzy i zgody jest zabronione.