piątek, 29 listopada 2013

"Most Płaczącej Wywerny", "Punkt bez powrotu", część 2

Tytułem wstępu:

Poniższy tekst jest fragmentem opowiadania, które zaczęłam tworzyć w czasach licealnych i niestety nie dokończyłam go do dziś. Kto wie, może wreszcie doczeka się zakończenia? 
Przedstawiam Wam wersję po korekcie, nad którą siedziała niezastąpiona Stagerlee.
Jej także pozwolę sobie zadedykować opowieść traktującą o losach Fenrira i Isary... Kopiowanie tekstu tylko za moją wiedzą i zgodą.

Poprzednia część tekstu znajduje się pod tym linkiem.

<<Punkt bez powrotu>>
część2

***


            Otaczał ją śnieg. Brodziła w nim po kolana. Jej biała suknia zlewała się z otoczeniem... Patrzyła ze wstrętem na rozkładające się ciała niedoszłych bohaterów. Wokoło leżało ich wielu – w powykręcanych pozach, z mieczami, tarczami i włóczniami zastygłymi w dłoniach, które nie będą miały już z nich żadnego
"At the gates of Manala"
pożytku... Obejrzała się w kierunku wieży. Z niewielkiej polanki budowla wydawała się być zwykłą ruiną. Niczym więcej niż ruiną otoczoną przez las... Zaśmiała się. Jej chichot wystraszył wiewiórkę ukrywającą się w krzakach.
            Przewróciła się na śnieg. Kilka razy zamachała rękoma i nogami. Wstała przyglądając się powstałemu aniołowi. Otrzepała długi, czarny warkocz po prawej stronie i kitkę po lewej. Spojrzała z pogardą na swoje dzieło.
- No, bez przesady... – syknęła. Chwilę później olbrzymi płomień stopił płaskorzeźbę.
            Dziewczyna zamarła w bezruchu.
- Ktoś się zbliża... Ktoś ze Złotej Wsi. I to nie byle kto... – rozłożyła ręce i zaczęła się powoli obracać. Patrzyła w niebo. – Idzie kolejny... Mag... Mroczny elf o spojrzeniu tak pustym jak moje... O duszy tak samotnej jak moja... Przybywa, by wypełnić pustkę... W moim żołądku! – zaśmiała się. Przyklękła.
            Kilka sekund później na polanie siedziała czarna smoczyca o krwistoczerwonych oczach. Przygotowała się do lotu. Dumnie uniosła dwoje hebanowych skrzydeł.
- Ześlę ci śnieżycę, ześlę ci rycerzy... – Zmierzyła wzrokiem nędzne szkielety swoich poprzednich ofiar. -  Ale ty to przeżyjesz. Musisz się przygotować do naszego spotkania, mroczny bracie... a może raczej: obiadku...

***
 
            Fenrir nie potrafił sprecyzować, dlaczego jego serce zalewał dziwny niepokój. Kilka razy w życiu widział smoki, a w jego osadzie w Dolinie Błękitnego Kruka leżał nawet
jeden szkielet bestii. Dlatego drow uważał, że nie ma się czego bać. No może tylko tego, że... Bzdura! Przecież tyle już przeżył... Przeżył trzy lata uniwersytetu z trudem ciągnąc dwa kierunki... Przeżył wyjątkowo dużo karczemnych bijatyk, kilka spotkań ze smokami podczas wypraw z matką na krańce świata...
            Mroczny elf ściągnął wodze. Nieufnie spojrzał przed siebie. A potem w niebo... Nadciągały złowróżbne chmury.
- Powinniśmy poszukać czegoś na noc... – wyszeptał zsiadając z konia. Błazen zarżał z wdzięcznością. Ostrożnie człapał za swoim panem, który zmierzał ku ciemnej jaskini.
            Fenrir wyczuwał, że coś wisi w powietrzu. Minął dopiero pierwszy dzień podróży. A więc zostały jeszcze dwa. Dwa dni do spotkania z czarną smoczycą. Drow wiedział, że go zwietrzyła. I podejrzewał również, że ta śnieżyca, która miała nadejść lada chwila, była jej powitaniem.
            Wnętrze jaskini było ciemne i ponure, zupełnie jak dawny dom mrocznego elfa – dom, z którego uciekł na poszukiwanie szczęścia i przygód. Mniej oficjalnie, aby uciec przed matką.
            Drow sięgnął do kieszeni płaszcza w poszukiwaniu zapałek. Na szczęście ich nie zgubił podczas tamtego dziwnego zajścia w domu sołtysa w Złotej Wsi.
            Spojrzał na swoją poczciwą szkapę. Błazen był niespokojny. Wiercił się i przytupywał nerwowo.
- Nie ma zmartwienia... – uspokajał konia głaszcząc go po karku. – Tylko pójdę po chrust i przeczekamy śnieżycę. Pamiętasz, stary? Bywało gorzej... – wyszedł z jaskini. Błazen powiódł za nim tęsknym wzrokiem. Wiedział, że nie może iść za swoim właścicielem. Nie tym razem.

***
            Szła po kamiennych schodach rozplatając warkocz prawą ręką. Patrzyła w górę. Jej zazwyczaj brązowe oczy lśniły złotem w świetle świecy trzymanej w lewej ręce. Na jej sukni były ślady krwi, świadectwo niedawno stoczonego pojedynku z rycerzem, który próbował powstrzymać ją przed napaścią na jakąś małą wioskę w okolicy Mostu płaczącej Wywerny. Na próżno.
            Na szyi nosiła złoty kluczyk.
            Obejrzała się za siebie. Pusto...
Cisza... To działało jej na nerwy. Czuła się samotna. Potrzebowała towarzysza, kogokolwiek... Kogoś, kto by ją zrozumiał, kto by zaakceptował jej odmienność, kto wyciągnąłby do niej dłoń.
- Dobranoc – rzuciła niedbale przez okno. Widok zwłok rycerzy nie cieszył jej jak kiedyś.
            Chyba zaczęła się starzeć...
Albo coś innego...
            Otworzyła drzwi. Uderzył ją zapach starych woluminów i eliksirów. Była to scheda po jej dziadku, który przez alchemię poszukiwał wieczności. Skończył marnie – jako zbroja dla pyszałkowatego olbrzyma. Smoczyca nie chciała iść jego tropem. Brzydziła się reliktów dziadka, ale nie potrafiła się ich pozbyć.
- Wróciłam. – Zamknęła za sobą drzwi. Odetchnęła. Ta noc będzie ciężka i dla niej, i dla elfa.
            Podrapała się po głowie. Podeszła do parapetu wzbijając tumany kurzu. Spojrzała w nocne niebo. W jej oczach odbijał się złoty sierp księżyca.
- Ale ja już nie jestem głodna, mój samotny bracie...

***

            Czarne chmury przyćmiły księżyc. Fenrir zmrużył oczy. Przycisnął do siebie patyki, które zdążył zebrać. Ognisko nie będzie się paliło z tego za długo, ale nie było czasu, żeby się nad tym zastanawiać...
            Musiał biec jak najszybciej. Wyczuwał... Nie, on wiedział, że dzieje się coś dziwnego.
            Gnał na złamanie karku. Chrust pękał pod jego stopami. Drow przyciskał do siebie patyki. Przeskakiwał przez potężne pnie poprzewracane przez wiatr.
            Błazen! Ten koń był w niebezpieczeństwie. Fenrir niemal czuł smród nieumarłych podążających w kierunku groty.

            Było ich trzech: dwaj z mieczami i jeden z toporem. Trzy nagie, przygarbione szkielety, z pustymi oczodołami... Przemieszczali się dość szybko nie zważając na to, że jeden z nich gubił żebra... Ale to nie było ważne... Byli sługami przyzwanymi z grobu. Musieli wypełnić misję. Musieli zapracować na wieczny odpoczynek...

            Błazen wiercił się, rżał niespokojnie. Wyglądał elfa. Powinien już tu dawno być...

            Fenrir przeskoczył nad dwumetrową szczeliną. Nie zatrzymał się, by złapać równowagę. Ci trzej byli za blisko. Błazen! Szybciej! Szybciej! Złapała go kolka. Szybciej! Uderzył się w bok. Zabolało, ale przestał przez chwilę o tym myśleć. Szybciej!

            Trzy szkielety wkroczyły na polanę. Wyczuwały niespokojny oddech konia, jego ciepło, jego życie...
Punkt bez powrotu...
            Fenrir wyskoczył z lasu. Koń zarżał. Stanął na dwóch nogach i wierzgnął przednimi kopytami. Mroczny elf w biegu zetknął ze sobą dwa wskazujące palce.
Punkt bez powrotu...
Skoczył. Wybił się w powietrze z niespotykaną wręcz siłą. Nie wiadomo, czy był to efekt morderczych treningów, czy też zaklęcia, które przed chwilą wypowiedział.
            Nie czuł już nic. Jego świadomość odpływała wraz z rosnącą siłą. Jedyne, czego był świadomy, to powinność. Powinność unicestwienia wrogów...
            Jeden z kościei ciął mieczem, drugi rąbał toporem. Ostrze trzeciego dosięgło Fenrira, ale nie zrobiło mu krzywdy. Zardzewiała klinga odbiła się od jego skóry...

***
 
            W oddalonej o kilka mil wieży smoczyca przyglądała się poczynaniom elfa z nieukrywanym podziwem. Przecierała szklaną kulę rękawem, gdy obraz stawał się niewidoczny. Pozostałość po dziadku... Ostatnio całkiem przydatna.
            Fenrir bez wysiłku oderwał ramię jednemu ze szkieletów uzbrojonych w miecz. Od tego miecza padł jego niedawny właściciel.
            Smoczyca oblizała wargi. Przeczesała grzywkę. Złapała się na tym, że zaczęła wypowiadać zaklęcie odwołujące nieumarłych. Ugryzła się w język. Czar elfa trwał nadal. I niech trwa.
Punkt bez powrotu...


cdn...

2 komentarze:

  1. przeczytam jak skończę jeść....rysunek jest przecudny, chciałabym go sobie powieśić na szafce. Gimme. :D

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi niezmiernie miło jeśli pozostawisz po sobie ślad.
Pamiętaj, że komentarze będące spamem lub obrażające innych będą kasowane.

Informuję iż teksty (nie będące odpowiednio odznaczonymi cytatami z książek) oraz rysunki/ komiksy zamieszczane na tym blogu są moją własnością.
Okładki książek i komiksów pochodzą z serwisu lubimyczytac.pl .
Kopiowanie i/ lub przerabianie, przeredagowywanie tekstów bez mojej wiedzy i zgody jest zabronione.