czwartek, 14 listopada 2013

"Płoń, Wiedźmo, Płoń!" - pierwszy numer Biblioteki "Coś na progu"

Koniec października przyniósł różne niespodzianki. Eksperymentalnie poczyniłam już plany czytelnicze na listopad, a chwilę później odnalazłam w skrzynce pierwszy tom "Płoń, Wiedźmo, Płoń!" Abrahama Merritta, pierwszą powieść z serii Biblioteka "Coś na progu" wydawnictwa Dobre Historie. O tym, że od kilku dni wcześniej z napięciem spoglądałam na nie mającego dla mnie przesyłek listonosza, nie wspomnę. Plany wzięły w łeb, jak to słynne porzekadło głosi. Nie mogłam się bowiem powstrzymać przed zajrzeniem do środka, a od tego już tylko jeden krok do przeczytania. Szczególnie, że już z okładki krzyczą rekomendacje dwóch uznanych pisarzy - H. P. Lovecrafta i Stephena Kinga.

Stany Zjednoczone, Nowy Jork. Obawiający się rozpoznania i utraty reputacji w środowisku lekarz ukrywający się pod fałszywym nazwiskiem Lowell odtwarza tajemniczą historię, w której sam uczestniczył.

Czasy "Szlachetnego Eksperymentu" ("The Noble Experiment"), jak pięknie określa się okres Prohibicji w Stanach Zjednoczonych przypadający na lata 1919 - 1933. W tym czasie nie wolno było spożywać, produkować, ani transportować alkoholu na terenie całego kraju. To właśnie wtedy rozpoczyna się opowieść lekarza.

Późną nocą doktor Lowell udaje się do szpitala. Zazwyczaj już dawno by spał, tym razem jednak na miejsce pracy sprowadza go telefon asystenta obiecującego kontakt z ciekawym przypadkiem medycznym.
Pacjentem okazuje się Peters, bliski przyjaciel Juliana Ricoriego, gangstera włoskiego pochodzenia. Mężczyzna znajduje się w stanie bliskim nieprzytomności, a na jego twarzy wykwita przerażający grymas. Niestety mimo hojnych obietnic przestępcy nie udaje się wyleczyć mężczyzny.
Wkrótce okazuje się, że przypadek Petersa nie był jedynym w mieście. W tajemniczych, przypisanych zwykłym chorobom przez innych lekarzy, okolicznościach umiera bowiem grupa z pozoru nie powiązanych ze sobą ludzi. Trop wiedzie do niedawno otwartej pracowni i sklepu lalkarskiego Madame Mandilip. Czy doktor Lowell i Ricori dadzą radę zatrzymać falę tajemniczych zgonów?

Już od dłuższego czasu czekałam na "Płoń, Wiedźmo, Płoń!", może nie od  momentu, kiedy na facebookowej tablicy wydawnictwa zaczęły pojawiać się pierwsze informacje o planowanej publikacji, tylko od chwili, gdy wiedziona nagłym impulsem przy zamawianiu prenumeraty "Cosia na progu" kliknęłam również "Wiedźmę". Wpatrzona w oczy przypominającej Marylin Monroe bohaterki wykreowanej przez Daniela Grzeszkiewicza pomyślałam, że warto dać tej publikacji szansę, sprawdzić czy tak wiele lat po powstaniu jest w stanie trafić do współczesnego czytelnika. Dlatego też im bliżej premiery, tym sytuacja stawała się coraz bardziej napięta. Dreptałam do skrzynki na listy po kilka razy dziennie, aż w końcu dotarła. Nowiutka, pachnąca farbą.

Przekartkowałam. Powieść została wydana w formie czasopisma - jej tekst drukowany jest w dwóch kolumnach na stronę dość drobną czcionką - nie przeszkadza mi to, przyzwyczaiłam się do tej formy dawno temu. Dołóżmy do tego okładki anglojęzycznych wydań "Burn, Witch, Burn!", list oraz notka biograficzna na temat A. Merritta -te dwa ostatnie niestety nie zajmują zbyt wiele miejsca, ale mam nadzieję, że w następnych wydaniach będzie więcej materiałów dodatkowych.

Książkę przeczytałam zaskakująco szybko - niewiele opisów, mnóstwo akcji. Dodatkowo odnalazłam kilka perełek, kulturowych nawiązań (prohibicja, różnorodność kulturowa USA oraz motyw czarownicy zakorzeniony w kulturze Stanów Zjednoczonych od czasów kolonijnych i słynnych procesów z Salem). Może nie odczułam na grzbiecie tego dreszczyka towarzyszącego strachowi, lecz przyznam, że podczas lektury tej książki bawiłam się świetnie, z pewnością nie straciłam na niej czasu. Pierwszy numer był świetnym czytadłem, przy którym miło mi się odpoczywało. Zdecydowanie polecam, warto wydać te 15 złotych. Nie ukrywam też, że owa publikacja zaostrzyła mój apetyt na pozostałe numery z serii Biblioteka "Coś na progu", które zamierzam sukcesywnie wyłapywać przed premierą.

Płoń, Wiedźmo, Płoń!

autor: Abraham Merritt
wydawnictwo: Dobre Historie
data wydania: październik 2013
cena okładkowa: 15 zł

moja ocena: 3,5/5

5 komentarzy:

  1. Kapturek uwielbia małą czcionkę :D, ale jak zwykle, gdy coś mnie zaciekawi to nie mam wystarczającej ilości funduszy by sobie coś takiego sprawić, więc poczekam na jakiś cud czy coś i wtedy sobie coś takiego jak "Płoń, Wiedźmo, Płoń" sprezentuję. :)

    Pozdrawiam C:

    OdpowiedzUsuń
  2. Poczytałabym. Pamietam kampanię. Dokładałam się nawet:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chodzi o "Tequiilę"? :) Też się dokładałam, a teraz czekam na komiks :p Podobno moje personalia mają gdzieś tam zostać zawarte na jakiejś specjalnej liście.

      Usuń
    2. Tak, pewnie o Tequiilę chodziło. Spot był na Polak potrafi:) W sumie, też chciałam na 2 tom tak zbierać fundusze. Niestety wydawca mi się wyłamał, a cały projekt i pomysł poszedł się kochać;p

      Usuń
    3. Wkrótce pogadamy o nowym wydawcy :) I jeśli będziesz zbierać tak fundusze, to pomogę na ile mi możliwości pozwolą :)

      Usuń

Będzie mi niezmiernie miło jeśli pozostawisz po sobie ślad.
Pamiętaj, że komentarze będące spamem lub obrażające innych będą kasowane.

Informuję iż teksty (nie będące odpowiednio odznaczonymi cytatami z książek) oraz rysunki/ komiksy zamieszczane na tym blogu są moją własnością.
Okładki książek i komiksów pochodzą z serwisu lubimyczytac.pl .
Kopiowanie i/ lub przerabianie, przeredagowywanie tekstów bez mojej wiedzy i zgody jest zabronione.