piątek, 1 listopada 2013

Resident Evil, marhawa desire tom 1 - "marchewa desire"?

Wielu z nas zna serię filmów z Millą Jovovich traktującej o spowodowanej przez wirus T epidemii, która doprowadziła najpierw do zagłady Raccoon City (fikcyjnego miasta położonego na terenie Stanów Zjednoczonych), a potem także do wyniszczenia ludzkości z całego świata. Zarażeni wspomnianym wirusem przemieniali się w ciężkie do zniszczenia zombie.

Jednak uniwersum "Resident Evil" to nie tylko seria filmów (o której nie mam zbyt pochlebnego zdania po trzeciej części i kibicuję, by każda następna była tą naprawdę ostatnią), lecz także seria gier z gatunku survival horror, a także mangi: dwuodcinkowa "Biohazard Umbrella Chronicles: Prelude to the fall" publikowana w japońskim czasopiśmie "Akita Shoten'w weekly Shounen Champion" oraz (licząca na dzień dzisiejszy cztery tomy) seria "Resident Evil: marhawa desire" wydana w Polsce nakładem wydawnictwa JPF.

Akcja komiksu dzieje się jakiś czas po zmieceniu zakażonego Raccoon City z powierzchni Ziemi, momencie gdy zaraza została (tylko na pozór) pokonana.
W odciętej od świata elitarnej azjatyckiej szkole Marhawa jedna z uczennic zostaje zakażona wirusem T. Matka Gracia, dyrektorka całego szkolnego kompleksu na pomoc wzywa swojego dawnego ukochanego, Douga Wrighta, profesora Wydziału Inżynierii Uniwersytetu Bennett w Singapurze. Kobieta opisuje incydent, podczas którego zakażona uczennica zaatakowała swoją koleżankę.
Profesor Wright zabiera zatem jednego ze swoich studentów (a zarazem siostrzeńca, Rickiego Tozawę) w charakterze asystenta (w końcu zaliczenie przedmiotu to nie przelewki. Każdy student o tym wie. A skoro jest się nie do końca zainteresowanym programem zajęć osobnikiem, alternatywne zaliczenie przedmiotu wydaje się ziarnem podrzuconym ślepej kurze). Po zobaczeniu przetrzymywanej w podziemiach zakażonej dziewczyny profesor Wright zechce ściągnąć do szkoły oddział BSAA specjalizujący się w eksterminacji nieumarłych. Niestety Matka Garcia, by uniknąć rozgłosu, nie zezwala na kontakt z kimkolwiek z zewnątrz. Tymczasem Ricky dopingowany przez dwie piękne uczennice Marhawy (Bindi - przewodnicząca samorządu uczniowskiego - oraz Alisę, jej zastępczyni) będzie łapał szczury, które prawdopodobnie roznoszą zarazę w szkole. Niestety sytuacja wymyka się spod kontroli, a młody asystent profesora zostaje ugryziony przez zarażoną wirusem Alisę. Przełożona kompleksu chorobliwie, niczym smoczyca, stara się ukryć okrutną prawdę przed światem. Marhawa ma stać się drugim Raccoon City. Czy bohaterowie dadzą radę zatrzymać zarazę?

Z początku, przed lekturą owego komiksu bałam się, że niniejsza pozycja będzie jednym z odciętych kuponów od sławy produkcji o dzielnej Alice. (Niestety należę do osób, które nie mają czasu na gry, dlatego też nie wypowiem się na ich temat.) Manga - w przeciwieństwie do wielu czytanych kosztem pracy domowej - przeleżała na mojej półce kilka dni. Przyszła jednak ta chwila, w której postanowiłam zagłębić się w zaserwowaną polskiemu czytelnikowi historię. Wzięłam zatem do ręki "Marchewę desire" (tytuł za pierwszym razem przekręciłam przypadkiem). Otworzyłam tomik, po prawej stronie od razu rzucił się w oczy znaczek "Biohazard".Ukazana na czerwonej stronie tajemnicza przedstawicielka Umbrelli wyglądająca jak anioł zemsty, skąpana w strugach deszczu podrzuca wirusa do szkoły. Trochę skojarzyła mi się ta scena z chwilą, gdy ampułka z wirusem T pęka w Ulu w podziemiach Raccoon City. Nie zraziłam się jednak, czytałam dalej. I słusznie, dostałam bowiem bardzo fajnie ukazaną na kartach komiksu historię: pełną akcji, czarnego humoru (jak się z kimś umawiasz, to się nie spóźniaj) i niespodzianek. To, co tak bardzo lubią tygryski.
Dorzućmy do tego jeszcze matową obwolutę, kolorowe strony i wysokiej jakości papier, czyli wysokie standardy, do których swoich czytelników przyzwyczaił JPF. Szkoda, że pod obwolutą nie ma takich "zajączków wielkanocnych" jak w "Hellsingu", ale wszystkiego mieć nie można.

Niestety nie jestem zwolenniczką kreski pana Naokiego Serizawy. Jego postacie, choć są w miarę realistyczne, jakoś nie potrafią mnie zachwycić. Do tego niektóre kadry przedstawiające twarze bohaterów wydają mi się zbyt duże (strona, na której profesor Wright przekonuje Ricky'ego, by jechał do Marhawy, czy też ukazanie głowy zakażonej Alisy na całej stronie. Fajniej by to się prezentowało rozrysowane inaczej, na przykład podłużny kadr z sylwetką dziewczyny, na następnym zaskoczenie pomieszane z przerażeniem Ricky'ego, na następnym próba ucieczki.), przez co komiks (w moim odczuciu, nie zapominajcie o tym proszę) traci na dynamice.

Pierwszy tom historii o zakażonej szkole jest już za mną. Wbrew początkowym obawom i niechęci do kreski, bardzo fajnie bawiłam się w trakcie lektury. Odnalazłam klimat lubianego przeze mnie "wczesnego" (czyli pierwsze filmy) "Residenta", ciekawie rozpoczętą intrygę korporacji Umbrella oraz pewien niedosyt, który zaspokoić mogą kolejne tomy serii. Ów komiks polecam nie tylko mangomaniakom, ale także fanom innych produkcji spod znaku wirusa T. Myślę, że się nie zawiedziecie, gdy sięgniecie po "Marhawę..." (marchewę? :p ).

Resident Evil, marhawa desire tom 1

autor: Naoki Serizawa (na podstawie scenariusza CAPCOM)
wydawnictwo: JPF
data wydania: 2012

moja ocena: 3/5

1 komentarz:

  1. Szczerze i bardzo bym się cieszyła, gdyby w bibliotekach można byłoby wypożyczyć mangi. To głównie stamtąd biorę książki, które czytam. :) Na RE raczej nie mam ochoty, ale takie "Death Note" z chęcią bym przeczytała ;)

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi niezmiernie miło jeśli pozostawisz po sobie ślad.
Pamiętaj, że komentarze będące spamem lub obrażające innych będą kasowane.

Informuję iż teksty (nie będące odpowiednio odznaczonymi cytatami z książek) oraz rysunki/ komiksy zamieszczane na tym blogu są moją własnością.
Okładki książek i komiksów pochodzą z serwisu lubimyczytac.pl .
Kopiowanie i/ lub przerabianie, przeredagowywanie tekstów bez mojej wiedzy i zgody jest zabronione.