środa, 4 grudnia 2013

Bajki dla dorosłych - w hołdzie Tomaszowi Pacyńskiemu

Tomasz Pacyński zapisał się w historii polskiej fantastyki złotymi zgłoskami. Wśród fanów znany jest nie tylko z trylogii "Sherwood", opowiadań o Dziadku Mrozie i Matyldzie opublikowanych w zbiorach "Linia ognia" i "Szatański interes", czy też powieści "Wrzesień". Współtworzył także i redagował czasopismo internetowe "Fahrenheit", pisał także dla "Science Fiction", "SFery" i "Fantasy". Autor zmarł 30 maja 2005 roku w Broku. Jego legenda jednak wciąż pozostaje żywa. Nie należy jej szukać wśród pustych słów i frazesów, gdyż  - jak we wstępie do tego zbioru przekonuje Małgorzata Koczańska - by poznać legendę tego pisarza, wystarczy przeczytać jego słowa, którymi operował w trakcie przekazywania opowieści.

By uczcić jego pamięć, w roku 2009 wydawnictwo Fabryka Słów przygotowało antologię, którą otwiera tytułowe opowiadanie Tomasza "Packa" Pacyńskiego. Pozostałe jedenaście to historie stworzone z myślą o nim, często okraszone anegdotką dotyczącą nieżyjącego pisarza. "Najpiękniejszy hołd jaki pisarz złożyć może pisarzowi. I chyba jedyny, jaki może złożyć, nie popadając w zbędny patos.", jak pisze Andrzej Sapkowski na odwrocie tego zbioru.

Z twórczością Tomasza Pacyńskiego niestety nie spotykałam się zbyt często, tym stwierdzeniem strzelam sobie właśnie nabitym gwoździami glanem w kolano. Znalazłam jedno z jego opowiadań w antologii "Strefa Mroku: jedenastu apostołów grozy" dodawanej do któregoś ze specjalnych wydań czasopisma "Click!", później przeczytałam kilka jego felietonów. I może na tym by się moja historia zakończyła, gdyby nie ta antologia, która dla niektórych jest wspomnieniem ponadprzeciętnego pisarza, a dla niektórych (w tym dla mnie) otwartą furtką do zapoznania się z jego twórczością.

Jak już wspomniałam, zbiór otwiera opowiadanie "Bajki dla dorosłych" Tomasza "Packa" Pacyńskiego. Do jednego z hotelowych apartamentów wdziera się potężny mężczyzna. Urzędas, cherlawy facecik, bierze intruza za alfonsa kąpiącej się kobiety (może ze względu na filmowe powitanie Dziadka Mroza). Kilka chwil później spod prysznica wysunęła się Jagoda. Wiedziała, że tym razem nie ucieknie. Wiedziała też, jakie poniesie konsekwencje...
Zahipnotyzował mnie ten tekst, po prostu nie mogłam się od niego oderwać - czytałam na wykładzie, na przerwie, w drodze do domu. Dałam się porwać historii tragicznej miłości (lecz nie ocierającej się ani przez chwilę o zbędne fajerwerki i dźwięki archanielskich trąb) i śledziłam ją aż do ostatniego słowa. Jestem pewna, że nie jest to ostatni utwór Tomasza Pacyńskiego, za który zamierzam się zabrać.

Podobnie, jak tekst Tomasza Pacyńskiego, pochłonęło mnie opowiadanie "Za siedmioma stopniami" Anny Kańtoch.
Główna bohaterka opowiadania, Ewa, jest kobietą po przejściach: za sobą ma rozwód z mężem - alkoholikiem, który raz na czas wydzwania do niej, by "umilić" jej życie. O dziwo, były mąż nie jest jednak jej największym problemem. Każdego roku bohaterka otrzymuje od nieznanego nadawcy przesyłkę, a w niej książkę o niewinnym tytule "Droga do domu". I o ile w pierwszych latach treść rzeczywiście była przyjemna i łagodna, to z każdym rokiem robi się coraz dziwniejsza. A lada moment ma odnaleźć na progu kolejną przesyłkę - dziś są bowiem jej urodziny...

Z początku jakoś trudno mi było polubić głównego bohatera Roberta J. Szmidta z opowiadania "To będą inne święta". I w sumie nie żywię do niego cieplejszych uczuć nawet po zakończeniu lektury, choć tekst napisany fachowo. Pan Goebel właśnie grymasi przy kupnie nowego Dodge'a. I to nie byle jakiego, bo jednej z ostatnich sztuk limitowanej edycji. Cacuszko normalnie. A że do tego wynegocjował jeszcze komplet złotych felg robionych na zamówienie nieżyjącego już rapera... Może być. W końcu te święta mają być inne.
Wraca sobie zatem bohater nowiutkim i pachnącym autem do domu, gdy nagle uderza w... sanie Świętego Mikołaja. Mężczyzna transportując rannego do szpitala nie spodziewa się w jakim stopniu odmienią się te jego święta...

Pozytywnie zaskoczył mnie nieżyjący już pisarz Wojciech Świdziniewski (zmarł w roku 2009 przed premierą jego debiutanckiej powieści "Kłopoty w Hamdirholm") opowiadaniem "Bądź moim krukiem", którego akcja dzieje się na ulicach Białegostoku, miasta położonego całkiem niedaleko mojej rodzinnej Łomży. Cały tekst napisany jest w miły i przystępny sposób. W trakcie lektury znalazłam jedną literówkę - zjedzone "i" przy nicku barmana.
Oleg, niewysoki metalowiec przy tuszy pije w knajpie "Antrakt" tytułem zaliczki za książkę, za którą wydawnictwo mu jeszcze nie zapłaciło - a pół roku minęło. Barman Wookie już dawno się do tego przyzwyczaił, owe wizyty stały się czymś w rodzaju rutyny.
Pewnego dnia Oleg przybiega do baru roztrzęsiony i prosi o puszczenie Amon Amarth, podanie piwa i papierosów. Powód jest bowiem niecodzienny - autor niewydanej jeszcze książki został bowiem świadkiem nietypowego morderstwa - zobaczył jak kierowcę autobusu zabija wystrzelona z łuku strzała.
Tego typu przypadek nie był jedyny w Białymstoku... Kto powstrzyma falę tajemniczych zbrodni? Jaką rolę odegrają w tym dwie kobiety, które przypadkowo znalazły się w "Antrakcie"?

Jednorożce prowadzane przez piękne dziewice są przesadnie dobre, aż idzie tęczę zwrócić. W nieznanym nikomu celu ogłupiają ludzi - odbierają im możliwość logicznego myślenia, o ile te zahacza o jakąkolwiek przemoc. Tylko niektórzy, zdecydowanie niewielka grupka, są na to działanie odporni.Do tej grupy należy Ala, zabójczyni jednorożców, "zła kobieta" pracująca dla nielegalnej organizacji rozwalającej majestatyczne koniki przechadzające się obok śpiewających i przepięknych dziewic.
Zaciekawiłam? No to proponuję wybrać się na "Polowanie na jednorożce" z Magdaleną Kozak. Będą wybuchy, salwy śmiechu i wartka akcja. Nie ukrywam, ową historię postrzegam jako jedną z perełek w tej antologii.

Szczerze zaciekawił mnie pomysł, na którym Eugeniusz Dębski oparł swoje opowiadanie "Trupi tan". Wyklęty przez ojca syn otrzymuje po śmierci rodziciela ciało, by nim dysponować. Chłopak postanawia oddać truchło do fabryki, by tam zarabiało na plany syna. Trupy bowiem pod względem kosztów produkcji wyparły przedstawicieli narodów znanych powszechnie jako tania siła robocza.
Bratu postanawia przeciwstawić się siostra, która jest zwolenniczką pochówku ojca. Z miłości do niego stara się podważyć testament.
I w sumie podobałoby mi się, gdyby nie lamenty dziewczyny na temat tragizmu sytuacji podsumowane "pasującym" do kontekstu stwierdzeniem: "Jakbym miała choć trochę cycków, to by mi pływały teraz - powiedziała na głos. - A tak mam pierdolony podołek...". Rozwaliło mnie to, wybiło z rytmu. A już złapałam po kilku wyrwanych z kontekstu zdaniach nadrukowanych przed właściwym tekstem opowiadania.

Smokobójca Roman, fan największego z pogromców tych potworów Thomasa von und zu Brock, nie ma łatwego życia. W nocy męczą go "cnotliwe" żony wieśniaków, a za dnia... przychodzi mu poskromić poczwarę, która usadowiła się na jednym z płotów. Podejrzliwi i przerażeni chłopi jeszcze nie znają natury tego smoka...
Pośmiałam się szczerze na krótkim opowiadaniu Rafała Dębskiego pod tytułem "Gdy smok powie dobranoc". Świetne, niewymuszone gagi, ciekawe sylwetki - tego tu nie brakuje. Tekst idealny, by odpocząć przy nim po ciężkim dniu.

I chyba ciężki dzień sprawił, że opowiadanie Jacka Komudy pod tytułem "Partia porucznika Szymańskiego" mi nie podeszło. Pomińmy ten spojler w postaci ilustracji poprzedzającej tekst, na niego z początku nie zwróciłam większej uwagi. Całe opowiadanie jest dość obszerne, a ze względu na mnogość postaci czyta się je wolniej, z większym skupieniem. Niestety i tak pogubiłam się w przypadku bohaterów pobocznych. I końcówka, zasugerowana przez rysunek na początku, nieco mnie rozczarowała. Przyznam się szczerze, że oczekiwałam czegoś w realiach historycznych, a dostałam fantastykę. Cóż, nie spodobało się tym razem, ale z chęcią sięgnę po jakiś historyczny tekst pana Jacka.
Ocalony z bitwy pod Małogoszczem pan Szymański z partii rawskiej wpada w nieliche tarapaty - dostaje się w łapy chłopów wydających Polaków. Z kłopotu wybawia go piękna Justyna, która poszukuje informacji na temat Adama ze dworu w Jeziernej, poety walczącego u boku Szymańskiego. Kto jest jej mocodawcą i w jakim celu poszukuje dziedzica?

Odkąd pamiętam, wielokrotnie w przeróżnych rozmowach przewijały się stwierdzenia, że dobrze by było ulepszyć ludzkość. Tylko jak? Tu pomysłów pojawia się mnóstwo.
Bohater opowiadania "Chwila przed deszczem" Jarosława Grzędowicza jest nosicielem genotypu Tau 7RAND, ma nikłe szanse zachorować na którykolwiek nowotwór, porusza się szybciej niż przeciętny przedstawiciel homo sapiens. To tylko jedna z możliwych modyfikacji wśród neogenów, ale okazuje się, że całkiem pożądana wśród potencjalnych matek.
Ariel (gdyż tak ów bohater ma na imię) pracuje jako policyjny negocjator. Pewnego dnia otrzymuje zlecenie, by powstrzymać psychopatycznego mężczyznę przed zamordowaniem córeczki siekierą. Szalony ojciec wymaga na Tau obietnicę, by zabrał dziecko na tajemniczą Górę. Czy Ariel dotrzyma obietnicy i jakie będą tego konsekwencje?
Kolejne opowiadanie, które nie pozwoliło mi się od siebie oderwać ani na chwilę. Uwielbiam sposób pisania pana Grzędowicza, uwielbiam efekty "zabawy" przeróżnymi motywami (tym razem tekst przywołuje mi na myśl motyw Arki znany z Biblii), bardzo lubię jego bohaterów - z ich zaletami i przywarami. Po prostu świetna historia.

Podczas czytania opowiadania "Dzwon wolności" Andrzeja Pilipiuka nie mogłam powstrzymać uczucia, że skądś ja ten tekst znam. Przeczesałam zatem stojące na półce antologie i znalazłam - "Aparatus" (wydany 4.11.2012).
Do osady nieopodal Morza Białego przyjeżdża doktor Skórzewski, by zaszczepić mieszkańców małej wioski przeciwko ospie. Na miejscu odkrywa, że obok społeczności wiejskiej w głuszy żyje jeszcze plemię Lapończyków wierzące, że te ziemie kryją w sobie wiele zła. Ma to związek z legendą o tytułowym Dzwonie Wolności, którego dźwięk ma zwiastować zmianę sytuacji społeczno-politycznej.
Lubię sobie poczytać Pilipiuka tak dla odprężenia. Jego historie są proste w odbiorze (dla niektórych ta łatwość jest wadą, ale mi osobiście to nie przeszkadza). Szkoda tylko, że czytelnik nie ma pewności, że przeczytane w tematycznej antologii opowiadanie nie zostanie mu sprzedane później w innym zbiorze.

Kolejnym świetnym opowiadaniem jest "Skok na żywca" Ewy Białołęckiej. To pełna niewymuszonego humoru opowieść o tym, jak wampirza Śnieżka (każąca się nazywać Snow White), jej towarzyszka Rapunzel i kotołak Rex dokonują skoku na transport wody z Żywca, która może dać nieśmiertelność każdemu, kto ją wypije. Dołóżmy do tego jeszcze nieudolnych policjantów i voila! Historia gotowa. Polecam czytać w domu, może spowodować niekontrolowane wybuchy śmiechu.

Antologię zamyka "Smak kurzu" Mai Lidii Kossakowskiej.
Robin zginął. Dał się złapać i załatwić jak nieporadne dziecko. I do tego znów wrócił bez skarbu. Valerie, mała wróżka, jego magiczny i skrzydlaty "anioł stróż" nie będzie pocieszona. Ale cóż, połów się nie udał.
Robin nie jest ta do końca człowiekiem, w jego żyłach płynie połowa krwi przedstawicieli L'Autre Monde, świata, który skazany jest na zagładę. Czy mieszańcowi uda się uratować "Krainę Czarów"?
Nie potrafiłam z początku powstrzymać się przed skojarzeniami z dwutomową powieścią "Zakon Krańca Świata". Skoki, połowy...
Jednak gdy pojawiło się więcej elementów baśniowych, to luźne skojarzenie odsunęło się na dalszy plan. Według mnie jedno z lepszych opowiadań w zbiorze.

Na "Bajki dla dorosłych" trafiłam przypadkowo. Po raz pierwszy rzucił mi się w oczy podczas spotkania autorskiego z Jarosławem Grzędowiczem w warszawskim Empiku z okazji premiery czwartego tomu "Pana Lodowego Ogrodu". Intensywnie czerwona okładka imitująca przewiązane wstążką pudło z wystającymi pistoletami (projekt Paweł Zaręba, wykorzystana ilustracja Marty Żurawskiej-Zaręby) nie dawała mi spokoju. Od tamtej pory przetrząsałam antykwariaty i serwisy aukcyjne, aż pewnego dnia niemal przypadkiem natrafiłam na swój egzemplarz. Przekartkowałam, pocieszyłam się jak mysz do sera do lubianych przeze mnie ilustracji Dominika Brońka i odłożyłam na półkę, by w listopadzie (miesiąc wspominania tych, co odeszli) wreszcie po nią sięgnąć.

Zatem zajrzałam i przepadłam na kilka godzin, niemalże wpadłam do króliczej nory. Większość opowiadań mnie zachwyciła, a te, które mnie nie ruszyły, nie są złe. Polecam każdemu, kto chce zobaczyć jak wygląda budowa "pomnika trwalszego od spiżu", utrwalenia legendy Tomasza Pacyńskiego w najpiękniejszy sposób.

Bajki dla dorosłych

autorzy: T. Pacyński, A. Kańtoch, R. J. Szmidt, W. Świdziniewski, M. Kozak, E. Dębski, R. Dębski, J. Komuda, J. Grzędowicz, A. Pilipiuk, E. Białołęcka, M. L. Kossakowska
wydawnictwo: Fabryka Słów
data wydania: 2009
cena okładkowa: 39,99

moja ocena:3,5/5

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Będzie mi niezmiernie miło jeśli pozostawisz po sobie ślad.
Pamiętaj, że komentarze będące spamem lub obrażające innych będą kasowane.

Informuję iż teksty (nie będące odpowiednio odznaczonymi cytatami z książek) oraz rysunki/ komiksy zamieszczane na tym blogu są moją własnością.
Okładki książek i komiksów pochodzą z serwisu lubimyczytac.pl .
Kopiowanie i/ lub przerabianie, przeredagowywanie tekstów bez mojej wiedzy i zgody jest zabronione.