środa, 11 grudnia 2013

Kostnica - co nieco o tajemnicy indiańskiego demona

Czasem bywa, że złapię jakąś książkę, która leży u mnie na półce nieczytana przez wiele miesięcy. Czasami znudzona jej widokiem próbuję ją komuś "ożenić", ale nie zawsze wychodzi i tom leżakuje dalej. Tak też działo się z przyciągniętą z marcowej wymiany książek w Kordegardzie "Kostnicą" autorstwa Grahama Mastertona, którą byłam gotowa oddać za koszta przesyłki do pamiętnego spotkania autorskiego, gdy zapadła klamka - dostałam autograf z dedykacją i w tym momencie aż prosił się ów cienki (objętościowo) tomik, by go przeczytać.

Kilka lat temu miałam już jedno niefortunne spotkanie z prozą Grahama Mastertona. W bibliotece osiedlowej na półce "horror" wyszperałam "Demony Normandii". Nietrudno się domyślić co tam zastałam. Seks, przemoc, jakieś mumy, które ludziom spokoju nie dają. Ogólnie nie zachwyciło. Nawet skutecznie odrzuciło na wiele lat.
Tylko że kiepsko wyrabiać sobie opinię na temat autora na podstawie jednej przeczytanej książki. Postanowiłam zatem dać panu Mastertonowi jeszcze jedną szansę.

Fabuła książki oparta jest na starej indiańskiej legendzie o kojocim (czy też kujocim. Tłumaczka proponuje archaiczną formę tego słowa) demonie, który smalił niegdyś cholewki do Niedźwiedziej Panny i był niewyobrażalnie zły i okrutny wobec ludzi. Jak to często bywa, został on pokonany przez dzielnego indiańskiego męża, a części jego ciała zostały ukryte.

Jednak zło nie śpi. Do Johna, pracownika wydziału sanitarno-epidemiologicznego w San Francisco pewnego dnia przychodzi staruszek - Seymour Wallis, emerytowany inżynier - uskarżający się, że jego dom oddycha. Zapomnijcie o przeciągach, o ukrytych w ścianach i pod podłogami zwierzętach. To co innego, ten dom naprawdę oddycha i John ma się o tym wkrótce przekonać, gdy razem z Danem Machinem (znajomy pracujący w laboratorium badań zdrowotności) udadzą się do domu z wilkołaczą kołatką przy Pilarcitos Street. Wkrótce w tym miejscu zaczną dziać się dziwne rzeczy: Dan zostanie zaatakowany przez nieznaną siłę i w stanie nie-życia przewieziony do szpitala. A to dopiero początek...

W trakcie czytania "Kostnicy" miałam mieszane uczucia. Na wstępie wspomniałam, że mam za sobą niezbyt fajne spotkanie z inną książką autora - "Demonami Normandii". Wcześniej jakoś ciężko było się przemóc do przeczytania "Kostnicy" ze względu na znany już od lat tekst. W trakcie czytania natomiast raz na czas mi się czkało. Już nie nawiedzony czołg, lecz dom. Znowu seks z dziwolągami (bo to się sprzedaje), znowu opętania i okaleczenia.Wiem, owe elementy występują w wielu książkach i filmach, ale nie zawsze sprawiają wrażenia schematycznych.
Z początku nie pasował mi tytuł. Przekopałam się przez pierwsze rozdziały w poszukiwaniu jego znaczenia i nic. O szpital nie chodziło, choć ten budynek odgrywa w książce niemałą rolę. Dopiero w trakcie utworu wiadomo "co autor miał na myśli".
Blurb strasznie mnie zirytował. Nie z początku, gdy nie znałam treści książki i próbowałam wszystko połączyć w logiczną całość - czy mnie ta opowieść zainteresuje, czy nie. Zastanawiałam się gdzie ta Jane Torresino (pojawiająca się później), czy też indiański szaman ("Akcja nabiera tempa, gdy do San Francisco przyjeżdża indiański szaman i podejmuje wyzwanie demonów."). Spojler. Indianin pojawia się pod koniec.

Oczekiwałam chyba czegoś więcej. Od początku intrygowała mnie okładka z ilustracją tajemniczej postaci odkrywającej poły płaszcza. Zainteresowało mnie również nagromadzenie dziwnych, a niekiedy tragicznych zdarzeń w życiu samego Grahama Mastertona w trakcie pisania książki, o czym wspomina w przedmowie. Indiański demon nie wybacza i jest niezniszczalny, jak zapewnia pisarz. Zastanawiam się zatem, czy objawem jego działania nie jest zwiększona aktywność w zadawaniu prac domowych przez moich wykładowców. Tak z przymrużeniem oka ;)
"Kostnicę" przeczytałam bardzo szybko, w końcu to tylko 196 stron tekstu. Pewnie raz, czy dwa razy po moim grzbiecie przebiegł dreszcz, ale jakoś nie czułam się porwana przez historię. Czytadło niezłe na odprężenie się, tylko niestety nie porwało. Do twórczości pisarza jeszcze sięgnę, jednak tym razem z większym dystansem.

Kostnica

autor: Graham Masterton
wydawnictwo: Rebis
data wydania: 2002

moja ocena: 2,5/5

********
Tekst możecie przeczytać również na portalu cafejka.com

http://cafejka.com/ksi%C4%85%C5%BCka/28-ksi%C4%85%C5%BCka/185-kostnica-graham-masterton.html

3 komentarze:

  1. No i żal. Kilka książek tego autora leży na mojej półce, a teraz, po Twojej recenzji, nie wiem, czy po nie sięgnę. Ale.. tak! Lubię mieszać książki z błotem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sięgnij. I nie ważne, czy Ci się spodoba, czy nie - wypowiedz się na jej temat :) Jeszcze nie trafiłam na książkę Mastertona, która by mi się spodobała, ale nie wykluczam, że kiedyś może znajdę.

      Usuń
  2. Czytałam to w wieku 13 lat, wtedy robiło wrażenie. Masterton nie jest moim ukochanym pisarzem, raczej kwalifikuję go jako taką literaturę klasy B. - ot, czasami poczytam. Ze wszystkich jego książek, jakie czytałam "Zjawa" jest przyzwoita i dużo mniej krwawa:)

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi niezmiernie miło jeśli pozostawisz po sobie ślad.
Pamiętaj, że komentarze będące spamem lub obrażające innych będą kasowane.

Informuję iż teksty (nie będące odpowiednio odznaczonymi cytatami z książek) oraz rysunki/ komiksy zamieszczane na tym blogu są moją własnością.
Okładki książek i komiksów pochodzą z serwisu lubimyczytac.pl .
Kopiowanie i/ lub przerabianie, przeredagowywanie tekstów bez mojej wiedzy i zgody jest zabronione.