środa, 29 stycznia 2014

Cześć Michael, tom 1 - manga o tańczącym rudzielcu

Ostatnio na "internetach" panuje kocia mania, wszędzie pełno tych miauczących futrzaków. Ameryki nie odkryłam niniejszym stwierdzeniem. Nie dziwne zatem, że i na Zapiskach pojawia się drugi rudy kocur, tuż po wygrzebanym przeze mnie kiedyś "Garfieldzie". Tym razem kocisko służy również przypomnieniu początków najbardziej "kociego", a przy tym jednego z najstarszych działających w Polsce, mangowego wydawnictwa - Waneko.

No właśnie, trzymam w dłoniach niewielką książeczkę, trochę mniejszą na wysokość od mojej dłoni, która wkroczyła na polski rynek we wrześniu 1999 roku jako wydawniczy debiut oficyny z Warszawy. Ówczesna strona wydawcy "Michaela" była zarejestrowana jeszcze na domenie japońskiej.  Gdy dorwałam się do sieci, wydawnictwo dysponowało już serwisem z polską końcówką.

Z okładki spogląda sympatyczny tańczący kocurek, którego sylwetka na długo zagości w logo Waneko. Milutki pyszczek sprawia wrażenie, że "Cześć Michael!" to jeden z często spotykanych komiksów dla dzieci. No cóż, nie do końca.

 Na 120 stronach komiksu umieszczono 19 krótkich ilustrowanych nowelek o losach rudego kota Michaela, jego przyjaciół oraz ich właścicieli. Z początku można się pogubić, gdyż mało która historyjka jest połączona fabularnie z innymi. Wszystkie mają punkt wspólny - rudego, grubego i leniwego kocura, jednak często na tym koniec. Dzięki temu czytelnik może choć przez chwilę poobserwować życie przedstawicieli japońskiego społeczeństwa - rodziny, mafiosa (yakuzy), samotnej kociary...


Wróg u bram, miasto opanowała panika. Kolejna wojna? Nie, na miejskim stadionie pojawiła się ogromna Kocilla! Tylko jeden kot, ostatnia nadzieja ludzkości, może powstrzymać ją przed zniszczeniem, jest nim superbohater Michael The Cat. Jaki będzie rezultat jego walki z groźną przeciwniczką?
Pies Rocke jest fajny. Wychodzi ze swoim właścicielem na spacer, posłusznie przynosi patyk. Michael natomiast, owszem na podwórko wyjdzie, jednak ruszać mu się nie chce, choć pan próbuje go zaktywizować. Z jakim skutkiem?
Zamieszczę jeszcze jeden mały spojler, ale postaram się przedstawić jak najłagodniej się da. W niniejszym tomiku pojawia się życiowa towarzyszka Michaela, śliczna biała kotka o imieniu Popcia. W jaki sposób zjawiła się w życiu rudego kocura i jakie są tego skutki? Nie zdradzę aż tak wiele.
Zaintrygowałam?

W nagłówku posta wspomniałam o charakterystycznej dla Michaela cesze - kocur niekiedy tańczy. Nie zawsze dotyczy to oddania ruchami rytmu muzyki. Czasem po prostu, gdy nic mu nie wychodzi i nie złapie ptaszka czy myszy, jego łapki same zaczynają pląsać. Ot, takie zakamuflowanie faktu, że coś się nie udało.

Już od chwili, gdy około dekadę temu dostałam kilka tomików mangi "Cześć Michael!" w swoje łapska, rude kocisko zdobyło moje serce. Urzekły mnie kipiące humorem historyjki połączone postacią mruczka. Jestem niepoprawną kociarą, więc nietrudno zgadnąć, że podoba mi się większość "kocich" tytułów, komiksowych i książkowych. Tak też jest z Michaelem, futrzakiem poważanym przeze mnie praktycznie tak samo jak Garfield stworzony przez Jima Daviesa.

Wspomniałam, że "Cześć Michael!" nie jest komiksem dla dzieci. W śladowych ilościach występuje tu nagość, przemoc (kocie walki) i sceny seksu między kotami. No dobrze, wiele dzieci już to widziało wielokrotnie w filmach przyrodniczych czytanych przez Krystynę Czubównę (jeden z głosów mojego dzieciństwa), ale to nie powód, by część rodziców potraktowała Michaela jako nieszkodliwe kolorowanki dla małych dzieciątek. Manga wydawana w Polsce jako ogół jest kierowana do nieco starszego czytelnika, tak jest też z historyjkami o rudym kocie. Pamiętajmy, że jeśli coś jest narysowane, to niekoniecznie musi z automatu być przeznaczone dla naszych milusińskich.

Nie do końca pasuje mi kreska z pierwszego tomu. Owszem, autor świetnie oddaje emocje bohaterów i zachowuje w swoich rysunkach proporcje, jednak znacznie bardziej podoba mi się sposób przedstawiania kotów w następnych tomach, wydają mi się lepiej dopracowane.

"Cześć Michael!" w wersji ocenzurowanej przez Waneko składa się z ośmiu tomików. Historie, które wydawcy wydały się gorszące, czy też nudniejsze, zostały pierwotnie odrzucone. Na prośbę czytelników wypuszczono na rynek tom 9, który skupiał w sobie wszystkie wycięte wcześniej nowelki.
Komiks wydany jest w formie kieszonkowej, zawiera jedną historyjkę w kolorze, pozostałe drukowane są w charakterystycznej dla mangi konwencji czarno-białej. Nie ma obwoluty, otulony jest miękką okładką. Mój egzemplarz poważnie pokąsał już złośliwy "ząb czasu", klej się wykruszył i strony latają luzem, ale jeszcze mi to nie przeszkadza. Gdy zacznie, domówię sobie "nieśmigany", a część stron z ciekawszymi sytuacjami wrzucę w antyramę. Chyba że mnie ubiegniecie, bo w sklepiku wydawnictwa dostępne tomiki stoją za śmieszne 2 złote za sztukę.

Cześć Michael, tom 1

autor: Makoto Kobayashi
wydawnictwo: Waneko (na licencji Kodanshy)
data wydania: wrzesień 1999
ilość tomów w serii: 8+1

moja ocena: 3,5/5

***
Przypominam się, wyzwanie "Czytam mangi"

2 komentarze:

  1. A ja bym chętnie przeczytała lekką, niezobowiązującą przygodę :)
    Ten kocur jest słodki! :D

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi niezmiernie miło jeśli pozostawisz po sobie ślad.
Pamiętaj, że komentarze będące spamem lub obrażające innych będą kasowane.

Informuję iż teksty (nie będące odpowiednio odznaczonymi cytatami z książek) oraz rysunki/ komiksy zamieszczane na tym blogu są moją własnością.
Okładki książek i komiksów pochodzą z serwisu lubimyczytac.pl .
Kopiowanie i/ lub przerabianie, przeredagowywanie tekstów bez mojej wiedzy i zgody jest zabronione.