środa, 22 stycznia 2014

Horror Masakra 1/2013

Z Facebookiem bywa różnie. Dla jednych to zło konieczne, na którym pełno spamu i fotek "koleżanek" z lustrami, kafelkami i "dzióbkiem" (aż chce się wykrzyczeć tytuł nowego magazynu). Inni traktują ten portal społecznościowy jako bogate źródło użytecznych informacji: co i gdzie się dzieje, co się kiedy ukaże, na jaką ciekawą nowość można trafić.
Pewnego dnia, nieświadoma niczego, dostałam propozycję polubienia profilu od znajomego pisarza. Zajrzałam, na próbę zamówiłam dwa numery magazynu w całości poświęconemu grozie i horrorowi. Byłam ciekawa czy też ten nietoperek "wiosnę uczyni", czy w tej mało poruszanej tematyce wreszcie coś się ruszy.

Listonosz wychylił się zza futryny, ze złudnym poczuciem bezpieczeństwa wrzucił do skrzynki nieco naderwaną kopertę. Zło próbowało wydostać się na zewnątrz, a on ze swoją naiwnością postanowił stanąć mu naprzeciw. Nie wiem jak to przyjął, ale od kilku dni już go nie widuję. Zresztą czy to ważne? Weszłam w posiadanie pozycji ciekawej, intrygującej. I mimo wiszącej nad głową niczym duch z "Ju-on" sesji, wzięłam się za lekturę.

Pierwsze wrażenie nie było zbyt korzystne. Format A4, niezbyt miła memu oku okładka, trzydzieści sześć stron. "Skromnie", to słowo towarzyszyło mi przez chwilę, lecz przy pierwszym opowiadaniu straciło swój negatywny wydźwięk. Sześć linijek w tekście Rafała Sali wystarczyło, by wzbudzić moją sympatię, zainteresować, przyciągnąć do stron magazynu. Krótkie i przewrotne "Przerwane ogniwo" wywołało uśmiech. Wiedziałam, że resztę wieczoru mam z głowy.

Wciągnęło mnie. Pierwszy numer "Horroru Masakry" zaskoczył mnie naprawdę dobrymi opowiadaniami. Tomasz Czarny w "Oddałam ciało w dobre ręce" sprawił, że odłożyłam czekoladę na bok (daleko mi do stanu bohaterki jego tekstu, ale licho nie śpi). Paulina Kuchta w "Nic nie czuję" skłoniła do refleksji, akurat "dobrzy sąsiedzi" rozkrzyczeli się za ścianą z "deklaracjami miłości". Sylwia Błach w "Ciszy w eterze" zabrała mnie w znane mi okolice (kilka razy w miesiącu przejeżdżam trasą Warszawa-Ostrów), zaskoczyła końcówką. Marek Grzywacz w ciekawy sposób zabawił się motywem domu "z duszą" w "Domu miłości". Aż przypomniały mi się czasy, gdy wszystko, pluszowy miś czy łopatka, miały swoje uczucia. Brr! "Robaczywek" Łukasza Radeckiego zaskoczył sporą ilością krwi i makabry na niecałych czterech stronach. Włos się jeży na samo wspomnienie, wciąż szkoda mi Robaczywka. "Wstrząs" Andrzeja Biedronia poważnie zaszokował, wywołał nerwowy chichot u mojego chłopaka po drugiej stronie słuchawki, gdy dowiedział się co czytam. Stwierdził, że też chce się do mojego nowego nabytku dobrać. W "Zaklęciu" Aleksandry Brożek i "Nowych sąsiadach" Pawła Pietrzaka przyjrzałam się ciekawej kreacji dzieci.  W końcu podobno to małe bestyjki, prawda? (Łapię pozytywne nastawienie dotyczące zawodu pedagoga, akurat przed praktykami.) Zaskakuje również "Lekoman" Pauliny J. Król. Pomysłowe wyjaśnienie dlaczego bohater rzeczywiście jest od silnych leków uzależniony. Proste, ale wciągające jest także "Jak kurwie deszcz" Artura Kuchty. Krótko, zwięźle i na temat, czyli czemu lepiej telefon odbierać. I deser, jedno z ostatnich opowiadanie (wcześniej podczepiłam "Nowych sąsiadów"), "Jak w domu" Marcina Podlewskiego. Autor serwuje czytelnikowi wycieczkę do Piekła, może nie do końca takiego, jak niejedna osoba sobie wyobraża. Kurtyna, kolejne krótkie opowiadanie Rafała Sali, "Cóż wiemy o potworach", czyli jak wygląda świat z perspektywy ofiary. Świetne.
Nie mam większych zastrzeżeń do opublikowanych tu opowiadań. Wszystkie są na wysokim poziomie, żadne z nich nie odstaje rażąco od reszty. Zaskakują, intrygują, straszą, niekiedy może nawet obrzydzają ("Oddałam ciało w dobre ręce"), ale żadne z nich nie zraziło mnie do siebie. Rozbudziły apetyt na więcej, zachęciły do sięgnięcia po inne publikacje autorów (nie miałam jeszcze takiej okazji, ale teraz czuję się zmotywowana, by ich prozę poznać).

Z lektury tekstu "Polskie produkcje grozy!" Magdaleny Marii Kałużyńskiej wysnułam wniosek, który może stać się parafrazą puenty popularnego kawału: "Rozgrzeszenia nie dostałam, ale mam nowe kontakty". Ostatnio kiepsko u mnie z oglądaniem horrorów (nawet nie wiem czemu przestałam się tym gatunkiem w ujęciu filmowym interesować), a z oglądaniem polskich produkcji grozy... Tematu nawet nie ma, zupełnie jak z polskimi komediami. Zostałam jednak przekonana, by wziąć się za "Watahę" w reżyserii Wiktora Kiełczykowskiego.
Przeczytałam również wywiad z Łukaszem Henelem, zaintrygował mnie związek studiów filozoficznych i horroru. To się może udać, w końcu życie jest za krótkie na komedie romantyczne, jak stwierdza Adrian Warwas w "Raz, dwa - Freddy już cię ma! Czyli fenomen horrorów".
Większość zastosowanych przez niego argumentów jest znana, ale uzasadnienie i przykłady przykuwają uwagę. No i przede wszystkim znowu mam listę filmów "do obejrzenia", po które nie sięgnęłam w trakcie "fazy na horrory". Wkrótce nastąpi premiera antologii"Gorefikacje II" (okładka po prawej, zaczerpnęłam ją z fanpage'a Sylwii Błach), zbioru opowiadań w klimacie ekstremalnego horroru. Z tej okazji na łamach pisma ukazał się wywiad z Tomaszem Czarnym, znanego niektórym internautom autora tekstów bizarro. Około roku po premierze pierwszego ebooka z serii "Gorefikacje" autor uchyla rąbka tajemnicy czego można spodziewać się po "dwójce".
Ostatnim artykułem jest refleksja na temat absurdalnych produkcji filmowych Asylum, będących kalką hollywoodzkich filmów. Co sprawia, że fani się do tego typu nagrań garną? Zastanawia się nad tym Adrian Warwas w tekście "Fenomen (?) filmów The Asylum i SyFy".
Spotkanie z publicystyką z pierwszego numeru uważam za udane i brzemienne w skutki - będę czytać i oglądać więcej horrorów, takie postanowienie "noworoczne".

Niestety nie mogę rozpływać się nad szatą graficzną magazynu, widać wyraźnie, że wszystko dopiero co startuje. Warto jednak na ten mankament (według mnie jedyny rażący, poza tym cieszę się, że drugi numer jest wydrukowany na mniejszym i w moim odczuciu wygodniejszym formacie) przymknąć oko. Teksty nadrabiają.

Nie żałuję, że tego pięknego wieczora, tuż po "polecajce" od znajomego pisarza podjęłam się eksperymentu i zamówiłam od razu oba numery. "Horror Masakra" ma potencjał i z pewnością trafi nie tylko do "horrorowych wyjadaczy", lecz także do "lajków", do których w tym polu się zaliczam. Pierwszy numer zafundował mi udany wieczór z dreszczykiem, tego samego spodziewam się po drugim. I niech pan listonosz się nie martwi, ledwo "trójka" się ukaże, będę czatować przy skrzynce na listy.

Horror Masakra nr 1/2013

data wydania: 29.10.2013
wydawca: "HORROR MASAKRA" TOMASZ SIWIEC
redaktor naczelny: Tomasz Siwiec
redakcja: Agnieszka Siwiec, Alicja Bura
okładka: Pan Goryl

moja ocena (zbiorcza): 4/5

Tekst zgłoszony do wyzwania Czytam Fantastykę - i horror też :D.

2 komentarze:

  1. Bardzo lubię horrory, jestem ich sympatykiem, więc to publikacja idealna dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znalazłam informację, że podobno jeszcze numer 1 jest dostępny. Magiczne 6 złotych + przesyłka i tyle radości :)

      Usuń

Będzie mi niezmiernie miło jeśli pozostawisz po sobie ślad.
Pamiętaj, że komentarze będące spamem lub obrażające innych będą kasowane.

Informuję iż teksty (nie będące odpowiednio odznaczonymi cytatami z książek) oraz rysunki/ komiksy zamieszczane na tym blogu są moją własnością.
Okładki książek i komiksów pochodzą z serwisu lubimyczytac.pl .
Kopiowanie i/ lub przerabianie, przeredagowywanie tekstów bez mojej wiedzy i zgody jest zabronione.