czwartek, 30 stycznia 2014

Kolor Magii - komiks na podstawie prozy Pratchetta

Świat Dysku stworzony dekady temu przez angielskiego pisarza sir Terry'ego Pratchetta po dziś dzień dla wielu jest uniwersum kultowym. Mało który fan fantastyki na dźwięk jego nazwy nie skojarzy go z ogromnym żółwiem podróżującym przez wszechświat. Na jego grzbiecie stoją cztery słonie o bokach popalonych przez komety, a na swych barkach dźwigają płaski, niczym ciasto od pizzy, dysk. To właśnie na nim dzieje się akcja najsłynniejszej serii Pratchetta.
Na podstawie książek powstało już kilka filmów aktorskich (na przykład "Kolor Magii", czy "Piekło pocztowe"), animowany serial "Muzyka duszy", komiksy ("Kolor magii", "Blask fantastyczny", "Mort" oraz "Straż! Straż!"), słuchowiska, a ostatnio także gry planszowe, z których dwie: "Świat Dysku: Ankh Morpork" oraz "Świat Dysku: Wiedźmy" zostały wydane w Polsce.

Dzisiaj chciałabym się przyjrzeć komiksowi "Kolor Magii" narysowanego na podstawie otwierającej cały cykl powieści.

Jeśli ktoś czytał już kiedyś pierwowzór tego komiksu, z pewnością zna już główną oś fabuły tego albumu. Do podwójnego miasta Ankh Morpork przyjeżdża pierwszy na Świecie Dysku turysta - Dwukwiat o czworgu oczu. Wszyscy zwracają uwagę na jego złoto, którym chętnie szasta, tylko Rincewind nie może przestać wpatrywać się na jego bagaż, skrzynkę zbitą z drewna myślącej gruszy, przemieszczającą się na wielu miniaturowych stópkach.
W wyniku dziwnego zbiegu okoliczności dawny student Niewidocznego Uniwersytetu (wyrzucony stamtąd przez to, że wchłonął jedno z ośmiu podstawowych zaklęć księgi Octavo i od tamtej pory nie może nauczyć się innych czarów) staje się przewodnikiem dziwnego turysty kojarzącego mi się z wyglądu z krzyżówką Azjaty z podstarzałym Niemcem (szortów jego wina). Dwukwiat chce zobaczyć wszystko, z czego słynie miasto: tawerny, bójki, domy uciech, świątynie, bohaterów, a jeśli się uda - nawet bogów. Tylko że w mieście wybucha pożar i trzeba brać nogi za pas.
I gdyby Rincewindowi brakowało problemów, jego tropem podąża Śmierć, mroczny kosiarz, który po każdego maga musi przyjść osobiście.

Rysunek to podobno więcej niż tysiąc słów, ale według mnie Stevenowi Rossowi, ilustratorowi tego komiksu, nie udało się zbyt wiele zawrzeć. Wątek dotyczący Octavo, tak często i zabawnie wytykany, tu pojawia się raz. Tak samo zaklęcie w głowie Rincewinda w moim odczuciu został potraktowany po macoszemu.
Nie śmiałam się, nie chichotałam, zmęczyłam ten komiks ledwo. Nie trafiła do mnie okrojona fabuła, nie spodobali się bohaterowie. Rincewind na okładce wygląda jak jakiś szalony czarodziej z bajek dla dzieci, który z daleka sprawia wrażenie jakby trzymał wachlarze. Przy bliższym przyjrzeniu stwierdziłam, że to wachlarze. W komiksie natomiast... Powiem to, bo inaczej będę sobie wypominać chwilę milczenia. Tu mag wygląda jak menel. Nie ma kapelusza, tylko dzianą czapeczkę, sweterkową "sukieneczkę" (niebezpiecznie takie rzeczy pisać w związku z ostatnimi aferami dotyczącymi gender), do tego brakuje mu tego obłąkania i strachu, jaki miał mieć wyrysowany na twarzy jego pierwowzór. Śmierć ma niby czaszkę, ale brak tu wielokrotnie opisywanych przez Pratchetta świecących oczodołów. Również jakim cudem Kosiarz ma szyję?
I profile bohaterów na niektórych kadrach. Bolały. Wiem, że ciężko jest narysować profil, a konwencja komiksowa ma to do siebie, że każdy rysownik stara się mieć unikalny styl, ale kreska pana Rossa mi po prostu nie leży. Nie wiem czy to wina opatrzenia się na prace pana Paula Kidby'ego. Coś może być na rzeczy.

Komiks "Kolor Magii" na podstawie powieści Terry'ego Pratchetta ukazał się na rynku dzięki wydawnictwu Prószyński i S-ka. Wydano go na ładnym, śliskim papierze. Do jakości druku nie mam się zbytnio jak przyczepić. Gdybym mogła coś zmienić od strony technicznej, mój wybór padłby na jedną rzecz: skoro wszyscy bohaterowie mówią wielkimi literami (nie muszę chyba mówić czyją domeną to jest w książce), to czy nie można by wyróżnić jednej postaci jakąś większą i grubszą czcionką.

Komu polecić? Trudne pytanie. Ciężko zaproponować to fanom cyklu Świata Dysku Terry'ego Pratchetta, gdyż mogą poczuć się podobnie zawiedzeni potraktowaniem "po macoszemu" wielu zagadnień. Nie sądzę też, by rysunkowy "Kolor Magii" był dobry na rozpoczęcie przygody ze Światem Dysku. Owszem, może być traktowany jako ciekawostka i według mnie niech nią pozostanie.

Kolor Magii

ilustracje: Steven Ross
adaptacja: Scott Rockwell
na podstawie: "Kolor Magii" Terry'ego Pratchetta
wydawnictwo: Prószyński i S-ka

moja ocena: 2/5

****
Komiks zrecenzowany w ramach inicjatywy "Czytam fantastykę".

4 komentarze:

  1. Przydatna recenzja. Zastanawiałam się, czy nie szukać tego komiksu do kupienia, bo uwielbiam Pratchetta, ale w takim wypadku wydaje mi się, ze lepszym pomysłem będzie ilustrowany "Ostatni bohater"

    OdpowiedzUsuń
  2. Matko, pamiętam, że "Kolor magii" był jedną z pierwszych książek Pratchetta, którą czytałem. Mało nie posikałem się ze śmiechu przy jej lekturze - nie znałem jeszcze humoru Terry'ego, a ten dosłownie z każdej strony walił mnie po łbie. Przez sentyment chętnie zapoznam się z wersją komiksową :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie sentyment popchnął w kierunku komiksu. Przypominam sobie Pratchetta, bo wiem, że nie czytałam całego cyklu, ale już nie pamiętam które tomy przeoczyłam lata temu. I szczerze: książkowy pierwowzór bije ten komiks na głowę.
      Oczywiście, w charakterze ciekawostki, można rzucić okiem ;)

      Usuń

Będzie mi niezmiernie miło jeśli pozostawisz po sobie ślad.
Pamiętaj, że komentarze będące spamem lub obrażające innych będą kasowane.

Informuję iż teksty (nie będące odpowiednio odznaczonymi cytatami z książek) oraz rysunki/ komiksy zamieszczane na tym blogu są moją własnością.
Okładki książek i komiksów pochodzą z serwisu lubimyczytac.pl .
Kopiowanie i/ lub przerabianie, przeredagowywanie tekstów bez mojej wiedzy i zgody jest zabronione.