poniedziałek, 20 stycznia 2014

Metropolis - manga niechciana?

W roku 2003 na mangowym rynku w Polsce, niczym jaskółka, pojawiło się nowe wydawnictwo mangowe o tajemniczo brzmiącej nazwie Arashi (po japońsku "burza"). Oficyna miała przedstawiać nadwiślańskiemu czytelnikowi komiksy, o których w naszym kraju nie słyszał nikt, bądź o ich istnieniu wiedział mało kto. Grupą docelową byli czytelnicy dorośli. Na pierwszy ogień poszło "Metropolis" Osamu Tezuki, twórcy między innymi "Astro Boya", animacji granej w kinach kilka lat temu w odświeżonej wersji.
Jako następny cios, wydawnictwo planowało wydać mangę z gatunku hentai, jednak oficjalnym kanałem nie da się dowiedzieć co dokładnie miało zostać wypuszczone.
Krótko po ukazaniu się komiksu "Metropolis" Osamu Tezuki wydawnictwo Arashi zawiesiło swoją działalność.
Po internecie krążą wieści, że przyczyną tak stanowczego kroku była niemożliwość pozyskania nowych licencji na wydanie mang w Polsce. Osobiście zaryzykowałabym stwierdzeniem, że przysłowiowym gwoździem do trumny była także dość niska sprzedaż. Sama w posiadanie numeru 33 (każdy z tysiąca komiksów miał swój unikalny) weszłam już jakiś czas po rozpoczęciu preorderu, lecz jeszcze przed premierą. Dzisiaj, około dekadę po tym dniu, postanowiłam sięgnąć po "Metropolis" na nowo i jeszcze raz mu się przyjrzeć.

 W dwudziestym wieku wskutek sztucznie wywołanych plam na słońcu wiele z pozoru prymitywnych organizmów zaczyna gwałtownie się rozwijać. Świat staje na głowie.
Jednocześnie wreszcie może się ziścić sen doktora Lawtona, naukowca zajmującego się badaniem nad sposobem utworzenia sztucznych komórek i nadania im życia. Dotychczas przedmiot jego starań jest regularnie wyśmiewany przez kolegów z naukowego środowiska. Na nieszczęście Książę Red, miejscowy gangster, żywo interesuje się badaniami doktora. Zmusza go do stworzenia przepięknego nadczłowieka w dziecięcym ciele, który pomógłby przestępcy czynić zło.
Zdeterminowany doktor Lawton przebudza swój twór i pozoruje jego śmierć, by wyrwać się z macek Reda. Od tamtej pory ukrywa Mitchiiego przed światem i stara się wychować go jak normalnego chłopca. Jednak pewnego razu w wyniku wypadku Mitchii wydostaje się na wolność i zwraca na siebie uwagę ogromnej grupy ludzi (ratuje małą kwiaciarkę przed śmiercią pod kołami samochodu). Android wciąż żyje, o czym niedługo dowiaduje się dawny prześladowca doktora Lawtona, który momentalnie pojawia się w domu naukowca i zabija go.
Czy Mitchii wpadnie w łapy księcia Reda? Detektyw Higeoyaji z Japonii podejmuje śledztwo.

"Metropolis" w wersji polskiej prezentuje się bardzo ładnie: szara okładka otulona granatową obwolutą, biały papier, nierozmazujący się tusz. Jej grzbiet wyróżnia się na półce, jest bowiem nieco większa niż większość wydawanych w Polsce mang.
Za takie maleństwo w przedsprzedaży trzeba było zapłacić (wówczas, biorę pod uwagi ceny mang z 2003 i 2004 roku) dość wysoką cenę - 22,90. Podejrzewam, że niejeden otaku mając do wyboru coś nowego, a
W trakcie lektury trafiłam na jedną rzecz, na którą regularnie "kwękam" przy popełnianych przeze mnie korektach. Kiedyś sama łapałam się na tym błędzie, ale dostałam po uszach i już uważam. "Założę tą skórę", dopowiedzcie sobie sami.

Źródło grafiki
Być może podpadnę, ale nie czuję się porwana klimatem jednej z pierwszych mang z Japonii. Tytuł i temat komiksu uparcie przywołują na myśl niemiecki film science fiction z 1927 roku w reżyserii Fritza Langa. Sam Osamu Tezuka podobno nigdy nie widział tej produkcji w całości, jednak plakat filmowy i kilka zdjęć przedstawiających narodziny kobiety - robota zainspirowały go do stworzenia swojej mangi.
Przy pierwszej lekturze komiksu zraziły mnie również myszki Miki występujące w ilości mnogiej. Owszem, są podpisane jako "Myszus Mikus Disneyus", ale nie jestem zwolenniczką mieszania japońskiej stylistyki komiksowej z amerykańską (i choćby dlatego produkcje typu "Kingdom hearts" mają u mnie niewielkie szanse).
Osamu Tezuka w "Posłach" tłumaczy, że miał narzucony rygorystyczny limit 160 stron, przez co musiał wyciąć kilka scen. W moim odczuciu manga sporo na tym straciła, bywają momenty, gdzie według mnie aż prosi się, by ukazać głębię którejś z postaci. Nawet jeśli miałoby się to dziać kosztem fragmentów z "brawurowymi" akcjami detektywa Higeoyajiego.
Prawa autorskie posiada Rintaro.

Lubię mangi "oldschoolowe", ale sposób rysowania postaci w "Metropolis" Osamu Tezuki do mnie nie przemówił. Przypomina mi kreskę ze starych disneyowskich produkcji, nie ma w sobie tej oryginalności, która przyciąga mnie do kart mang, czy do ekranu by pooglądać anime.

W roku 2001 na rynek światowy wszedł film animowany pod tytułem "Metropolis" w reżyserii Rintaro. Jego fabuła oparta była na mandze Osamu Tezuki, jednak w wielu miejscach odbiega od komiksowego pierwowzoru.
Animacja była również bardzo popularna w Polsce, jednak nie przełożyło się to na sukces mangi. Nie wiem, może polski rynek mangowy nie był jeszcze gotów na tę pozycję. Zaryzykuję po raz kolejny - wydawnictwo Arashi po prostu nie trafiło. Gdyby wydało jeden z współcześniejszych tytułów jako pierwszy (od niepamiętnych czasów oczekuję aż ktoś wreszcie oficjalnie wypuści "Neji" Kaori Yuki po polsku), a "Metropolis" jako drugie... Mogę sobie po tej dekadzie pogdybać. Wiem jedno, "Metropolis" warto przeczytać jako ciekawostkę, przemyśleć poruszane na kartach komiksu problemy i odłożyć na półkę z nadzieją, że kiedyś się do tego wróci.

Metropolis

autor: Osamu Tezuka
wydawnictwo: Arashi
data wydania: 2004
ISBN: 83-919177-0-3

moja ocena: 2/5 - ogólnie może być, ale w tym przypadku wolę animowaną adaptację.

*****

Komiks przeczytałam po raz kolejny, tym razem w ramach wyzwania Czytam mangi ^^

*****

 Na marginesie...
Mała ciekawostka dotycząca filmu Fritza Langa, skoro już w temacie "Metropolis" mija dzień dzisiejszy. Polecam rzucić okiem w okolice 1:43.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Będzie mi niezmiernie miło jeśli pozostawisz po sobie ślad.
Pamiętaj, że komentarze będące spamem lub obrażające innych będą kasowane.

Informuję iż teksty (nie będące odpowiednio odznaczonymi cytatami z książek) oraz rysunki/ komiksy zamieszczane na tym blogu są moją własnością.
Okładki książek i komiksów pochodzą z serwisu lubimyczytac.pl .
Kopiowanie i/ lub przerabianie, przeredagowywanie tekstów bez mojej wiedzy i zgody jest zabronione.