sobota, 11 stycznia 2014

Święty smok i jerzy - pierwowzór sagi o Smoczym Rycerzu i nie tyko...

 Jakiś czas temu pisałam o początku sagi o smoczym rycerzu Jimie Eckercie, który w wyniku nieszczęśliwego wypadku powiązanego z uczelnianym eksperymentem (w wyniku czego jego ukochana Angie zniknęła), budzi się w ciele smoka o imieniu Gorbash. W alternatywnym świecie pełnym smoków doktorant przeżywa mnóstwo przygód w trakcie próby uratowania narzeczonej. Spotyka wiele ciekawych postaci, spośród których wiele ma swoją genezę w historii.

 Niewielu czytelników wie, że podwaliny pod tę przesympatyczną i pełną humoru serię podłożyło opowiadanie "Święty smok i jerzy" przedstawione miłośnikom fantastyki w zbiorze pod tym samym tytułem wydanym w Polsce przez Rebis w 1997 roku.

 Pełna ciekawości wyszperałam tę książkę na jednym z popularnych serwisów, kupiłam za przysłowiowe grosze i wzięłam się do czytania. Ot, po prostu lubię prozę Dicksona.


 "Istnieją, rzecz jasna, nihiliści uwielbiający zwycięstwo mroku i panowanie chaosu, wykrzywiając to, co w fantasy najistotniejsze, i drwiąc z radości, która jest jej niezbędna".

 Tak przynajmniej pisze pani Sandra Miesel w przedmowie (strona 6). Przeczytałam ją z ciekawości, bo zawsze rzucam okiem na przedmowy w antologiach (w niektórych przemycane są naprawdę fajne ciekawostki na temat autorów i genezy wspólnego motywu w przypadku zbioru o określonej tematyce). Autorka stara się wpasować słynną platońską triadę (piękno, prawda, dobro) będącą wyznacznikiem dzieła sztuki w realia fantastyki. Świat alternatywny ma być ostoją ładu moralnego, niepopularnych w dzisiejszych czasach wartości. Tutaj następuje polaryzacja dobra i zła, jak pisze pani Miesel: "troll zostaje zabity, wiedźma pokonana, kaleka uzdrowiony, a książę z księżniczką będą żyli długo i szczęśliwie".
 Mi osobiście to pachnie eskapizmem, próbą oszukania samego siebie. Według mnie (podkreślam, by nikt nie miał pretensji, że zawłaszczam sobie prawo do jedynej, słusznej prawdy) fantastyka ma być odbiciem naszej rzeczywistości, jej analizą i interpretacją. I może jestem nihilistką, bo nie lubię radosnego patatajania kolorowych kucyków po tęczy i szablonowych rozwiązań. Bo nie zawsze wiedźma jest zła, nie zawsze trzeba od razu trolla utłuc, a miłość księcia do księżniczki może wygasnąć albo pojawi się śliniąca się i tretująca w pieluchy gromadka berbeciów. Zresztą niewykluczone, że dziewczyna umrze w trakcie porodu "wielkiego bohatera". Magiczna maksyma "i żyli długo i szczęśliwie" zależy od tego, w którym miejscu postawi się kropkę i napisze magiczne "the end", jak wspominała Anna Brzezińska w trakcie jednego ze spotkań autorskich.
Czasem historia płynie w taki sposób, że aż wymaga nieszczęśliwego zakończenia. Nie wyznaję zasady "La Vita E Bella" (jak to napisała na swoim blogu pani Kalicińska. "Życie i Bella" tłumacząc dosłownie jej wersję. Wiem, że nie o to chodziło.) i wciskania optymizmu wszędzie na siłę jak dobijający się do drzwi wciskacz kitu z UNICEFu (do samej fundacji nic nie mam, ale po co mają się wolontariusze pod strzechy innym pchać?). Tak, pewnie jednak jestem nihilistką...

"Święty smok i jerzy"
 "J. R. R. Tolkien 'pragnął smoków o głębokim wnętrzu.' Ale nawet dla największych smokofilów muszą istnieć pewne granice."

 Uwięziony w ciele smoka Gorbasha Jim Eckert, asystent szefa katedry anglistyki w Riveroak College, puka do drzwi maga S. Carolinusa. Musi odnaleźć jakiś sposób, dzięki któremu uratuje ukochaną Angie z rąk innego smoka i zabierze ją z powrotem do Stanów Zjednoczonych. Okazuje się jednak, że nie wszystko jest takie łatwe: mag nie wyskakuje ochoczo z chałupki, by bohaterowi pomóc (z dokuczającymi wrzodami żołądka mało komu chciałoby się radośnie nieść dobro całemu światu), do Jima/ Gorbasha wciąż czepia się stryjeczny dziadek Smrgol (bohater smoczego świata, który sam pokonał potężnego węża morskiego), a nad Jimem czasem kontrolę przejmuje smocza natura.
Gordon Rupert Dickson skonstruował swoje smoki na kanwie słynnego chrześcijańskiego podania. "Smoki w gruncie rzeczy są głupie - wyjaśnił Carolinus znad tomiska. - Są w stanie zapamiętać jedno imię naraz, a święty Jerzy wywarł na nich takie wrażenie, że od tego czasu każdy człowiek to jerzy." (strona 13). Istoty te są porywcze, a na widok mięsa zapominają o wszystkim (polecam scenę spotkania błotnego smoka Secoha).
 Ubawiłam się w trakcie lektury tego opowiadania. Na jego kartach spotkałam szkic bohaterów znanych mi z serii, przypomniałam sobie oś fabuły pierwszego tomu ("Smok i jerzy" to rozbudowana wersja tej historyjki). Miły powrót, który dla innych mógłby się stać bezinwazyjnym wprowadzeniem w realia sagi Dicksona.

"Z najnowszych badań nad ogniakami"
(oryginalny tytuł: "The present state of Igneos Research")

 Ogniaki, igneo-eructidae, przez profanów zwane smokami. Czy istniały naprawdę, czy też są wytworem czyjejś wybujałej wyobraźni? Biologowie i zoologowie wielu szanujących się uczelni z pewnością zakrzyknęliby, że to drugie. Gordon R. Dickson w sposób naukowy stara się wyjaśnić, że jednak nie. Na łamach czasopisma "Science fact (Analog)" stara się wyjaśnić jak to z tymi ogniakami było, przedstawia ich umiejętności. W piękny sposób nawiązuje również do "Smoczycy", Anne McCaffrey, znanej w Polsce między innymi za sprawą serii "Jeźdźcy smoków z Pern" klasyfikowanej jako przykłady literatury science-fiction.
Tutaj również, choć w naukowej stylistyce, wyczułam elementy mające przekształcić się w wydanego w wersji anglojęzycznej rok później "The dragon and the george".

"Sposób na wilkołaka"
(oryginalny tytuł: "The girl who played wolf", 1958)

Poznali się przypadkiem i się w sobie zakochali. Żadne z nich nie wiedziało, że to drugie może zagrażać pierwszemu, że ma tę drugą naturę. Jedno z nich jest łowcą, a drugie nie do końca bezbronną ofiarą. Leona jest wilkołakiem, a David ma w swojej krwi geny psa tropiącego te stworzenia. Wygra instynkt czy uczucie? Czy ci dwoje znajdą sposób, by ze sobą być?
Zapachniało paranormalem? Miało. Bo gdyby utwory z gatunku paranormal romance były pisane w ten sposób, z pewnością bym się nimi zaczytywała.
Pan Dickson na scenę wprowadził jednak także bohaterów, dzięki którym romans wspomnianej dwójki nie jest nudny i bzdurny. Jest humor, akcja, nie ma pretensjonalnego biadolenia o uczuciu zakompleksionej szarej myszki do jakiegoś błyszczącego "jak zwykle przystojniaka", tego akurat było mi trzeba. Lekkie, łatwe i przyjemne.

"Z masłem i musztardą"
(oryginalny tytuł: "With butter and mustard", 1957)

Czasem zdarza się, że niektórzy mają przerost formy nad treścią. Tak jest w przypadku naukowca Maxa Audigela, twórcy teorii naukowej, który na swoją najnowszą wyprawę na Marsa zwerbował Petera Timfoya do noszenia sprzętu. I wszystko byłoby fajnie, gdyby jego "asystent" był jakimś pracownikiem naukowym, czy studentem, a tymczasem Peter był tylko barmanem w budce z piwem.
Dumny ze swoich osiągnięć i przesadnie zadzierający nosa Max nie jest świadomy, że sytuacja ma się zmienić za sprawą kanapek o tytułowym składzie.
Opowiadanie sympatyczne, ale nie wzbudziło we mnie większych emocji.

"Ich troje"
(oryginalny tytuł: "The three", 1953)

Klantheidzi to inteligentne istoty roślinopodobne trzymane przez wielu ludzi w domach w charakterze zwierząt. Postrzegają świat za pomocą swoich macek, w razie potrzeby potrafią nawet porozumieć się ze światem przy użyciu ludzkiej mowy. Bohater tego opowiadania mieszka wraz z parą, obserwuje istotę relacji międzyludzkich. W jego odczuciu to kobieta jest jego właścicielką (tak samo zwierzęta wybierają często swojego właściciela spośród domowników), to z nią sympatyzuje i odczuwa jej emocje, choć nie potrafi ich zrozumieć.
Wkrótce dojdzie do tragedii...
Oprócz tytułowego, ten utwór wpisuje się złotymi zgłoskami na listę moich ulubionych opowiadań. Jestem nihilistką, jak już stwierdziłam na podstawie przedmowy pani Miesel. Ale innego końca nie potrafię sobie wyobrazić. I siedzę cicho, by nie zaspojlerować już więcej.

"Wędrowiec"
(oryginalny tytuł: "Maverick"/ "Walker Between the Planes", 1970)

 Doug Bailey w bójce w obronie własnej przypadkowo zabił syna gubernatora stanu. Nie uciekał, uczciwie wezwał pogotowie. Za tę uczciwość został skazany na śmierć w komorze gazowej. Przed egzekucją otrzymuje tajemniczy specyfik, dzięki któremu przenosi się do rzeczywistości alternatywnej. Przebudza się w wyposażonym w skrzydła ciele pokonanego wojownika. Nikt mu jednak nie wierzy, że nie jest duLeinem, poza żoną poprzedniego właściciela ciała. Ta dwójka jest jeszcze nieświadoma intrygi, w którą zostali wplątani.
W "Wędrowcu" rzuciły mi się w oczy dwa błędy: literówka ze strony 154 ("Magie nie nazwą..." zamiast "Magowie nie nazwą...") i zmiana rodzaju bohaterki na męski na stronie 161 ("Widziałem dowód").
W moim odczuciu "Wędrowiec" mógłby z powodzeniem za przykładem "Świętego smoka i jerzego" ewoluować w bardzo fajną powieść. Dickson mógłby wykorzystać popularny motyw wędrówki duszy i zaczepianiu się w różnych ciałach w różnych światach (coś podobnego zrobili kiedyś twórcy serialu znanego w Polsce pod tytułem "Zagubiony w czasie").


"Święty smok i jerzy" to dobry sposób na rozpoczęcie przygody z twórczością Gordona Ruperta Dicksona. Stanowi bardzo fajne wprowadzenie nie tyko w realia sagi o Smoczym Rycerzu Jimie Eckercie; fani science fiction według mnie też nie powinni być zawiedzeni. Proza Dicksona to w moim odczuciu przepis na udany wieczór.

Święty smok i jerzy

autor: Gordon Rupert Dickson
wydawnictwo: Rebis
data wydania: 1997
ISBN: 83-7120-496-5

moja ocena: 3,5/5

*******
Książka przeczytana i zrecenzowana nie tylko w ramach wyzwania Czytam Fantastykę.

3 komentarze:

  1. Słyszałam o tej książce dużo pochlebnych rzeczy i postanowiłam sama się przekonać. Upolowałam ją w internetowym antykwariacie i właśnie w ten piątek doszła. Nie wiem, kiedy się za nią zabiorę (bo mi czasu trochę brakuje), ale mam nadzieję, że mi się spodoba (co jak co, ale za tą samą cenę miałabym dobrą książkę podróżniczą w mojej ulubionej księgarni...)

    OdpowiedzUsuń
  2. Skoro to dobry sposób na rozpoczęcie poznania twórczości tego autora, to czemu nie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja również jestem pozytywnie nastawiona na ten tytuł :)
    Why not? :D

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi niezmiernie miło jeśli pozostawisz po sobie ślad.
Pamiętaj, że komentarze będące spamem lub obrażające innych będą kasowane.

Informuję iż teksty (nie będące odpowiednio odznaczonymi cytatami z książek) oraz rysunki/ komiksy zamieszczane na tym blogu są moją własnością.
Okładki książek i komiksów pochodzą z serwisu lubimyczytac.pl .
Kopiowanie i/ lub przerabianie, przeredagowywanie tekstów bez mojej wiedzy i zgody jest zabronione.