czwartek, 20 lutego 2014

This place is awesome. A strange, funny, drunken, sad, noisy week with The Dreadnoughts

Jakiś czas temu mogłam się bawić na koncercie kanadyjskiej formacji The Dreadnoughts w krakowskim klubie OFF CENTRUM. Od samego początku intrygowała mnie zawartość dwóch stoisk rozłożonych nieopodal stolika, który zajmowaliśmy. Z ciekawością przyglądałam się jednemu chłopakowi kartkującemu książkę przy stoisku z produktami zespołu. Tak, serio. Książka w takim miejscu, w małym klubie muzycznym, nie mającym nic wspólnego z kawiarniami, gdzie można kupić sobie coś do czytania przy herbacie lub kawie. Nie powstrzymałam się, postanowiłam sprawę wybadać. Nawet się nie obejrzałam kiedy weszłam w posiadanie "This place is awesome. A strange, funny, drunken, sad, noisy week with The Dreadnoughts". Następnego dnia, z bolącym gardłem i porwaną marynarką, ale z głową pełną pozytywnych wspomnień, zaczęłam czytać ją w pociągu relacji Kraków-Warszawa. Pewien współpasażer miał coś przeciw, ale nie odważył się tego powiedzieć mi prosto w oczy.
W Polsce zespół z koncertu na koncert zdobywa większą popularność.Może nie sięga jeszcze szczytów jak ich rodacy (Celine Dion, Bryan Adams, Nickleback), lecz pozytywna energia kipiąca ze sceny porywa coraz więcej ludzi.

Flażolet/ Tin whistle
Wszystko to za sprawą wokalisty i gitarzysty Nicka (Uncle Touchy), skrzypka Kyle'go (Seamus O'Flanahan, który czasem gra na akordeonie, poza tym robi za "chórek"), Drew (The Dread Pirate Druzil) wymiatającego na mandolinie i flażolecie, wspomagającego też wokalnie; perkusisty Marca (The Stupid Swedish Bastard) i basisty Andrew (Squid Vicious). Ich historia nie należy do opowieści o słynnych kapelach rockowych sypiających w pięciogwiazdkowych hotelach, w których wraz z groupies przepijają morze alkoholu i imprezują do białego rana. To raczej opowieść o podróży vanem, śnie w niekiedy tragicznych warunkach, niewolniczo ciężkiej pracy i miłości do granej przez siebie muzyki. Jedna z wielu historii młodego i ambitnego zespołu, a przy tym jakże wyjątkowa.

W roku 2009 w trakcie trasy kapeli z Vancouver po Anglii, do grupy dołączył kanadyjski fotograf koncertowy Adam PW Smith, który już od lat osiemdziesiątych jest związany z niezależną sceną muzyczną. Rozpoczął od fotografowania zespołów takich jak: The Cult, Sex Gang Children i Deja Voodo we wczesnych latach osiemdziesiątych. Po dłuższej przerwie wo roku 2000 powrócił do fotografii i poświęcił się uwiecznianiu zespołów ze sceny niezależnej w Vancouver, a także wydarzeń w Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii. Jego zdjęcia pojawiały się w "The Georgia Straight", "Guitar Player Magazine", Seattle Weekly", "SF Weekly", "The Globe and Mail" oraz w niezliczonej ilości gazet codziennych. (Informacje te znajdziecie również na lubimyczytac.pl. Wykorzystuję, gdyż sama tekst tam wgrałam.)
W efekcie powstała książka przedstawiająca trud i radość codziennego życia członków zespołu, którego muzykę autor określa jako 'celtic-gypsy-polka-cider-punk'; z perspektywy 43-latka. Autor żartuje, że gdy zaplanowany i obfitujący w wiele radości i smutków czas pobytu z The Dreadnoughts dobiegł końca, czuł się jakby miał 87 lat.
W 2011 roku w trakcie trasy koncertowej zespołu The Dreadnoughts po Polsce wyreżyserował teledysk "Polka never dies".
Powróćmy zatem do książki będącej zapisem pierwszej prawdziwej trasy, w jakiej przyszło autorowi uczestniczyć. Adam PW Smith wspomina, że widział w życiu wiele rzeczy, ale przed The Dreadnoughts nie wyruszył jeszcze w żadne tournee.

Patrząc od lewej: Andrew/ Squid Vicious (w berecie), Kyle/
Seamus O'Flanahan (bródka+ opaska), Nick/ Uncle Touchy,
Drew/ The Dread Pirate Druzil, Marco/ The Stupid Swedish
Bastard. Zdjęcie pochodzi z Fp grupy.
1 lipca 2009, Bristol. Tutaj około trzeciej nad ranem Squid Vicious przed zaśnięciem powitał autora książki słowami "Witaj na trasie", po czym rozchrapał się "jakby książka telefoniczna była rwana na pół". Sama słyszałam kiedyś coś takiego. Koszmar.

Bristol. Cydrowa stolica. Stąd także wywodzi się zespół Surfin' Turnips grający muzykę określaną sformułowaniem "Cider Punk", muzyka szalona, energiczna, a przy tym surowa, idealnie komponująca się ze złocistą jak jabłkowy sok cieczą.
Członkowie kapeli The Dreadnoughts uważają Bristol za część ich duchowej ojczyzny. Z myślą o tym obszarze powstał utwór "West Country Man", a także "Cider" - nieumieszczony na żadnej płycie (stan na początek roku 2014) kawałek zawierający tylko jedno, istotne słowo. Dobry cydr nie jest zły.

Nie sądzę, by Adam PW Smith spodziewał się jak ta trasa będzie wyglądać. Wylądował w Londynie, przedostał się do Bristolu, gdzie spotkał członków The Dreadnoughts. Zaczęło się zwyczajnie, a potem to wszystko wywróciło się do góry nogami.
Nigdy nie podejrzewałam, że bycie muzykiem mało jeszcze popularnej kapeli (jako fanka The Dreadnoughts staram się zarażać nią innych, bo jest tego warta) wiąże się z tyloma poświęceniami. Mieszkanie i nagrywanie w vanie, "suszenie prania" na drzwiach samochodu (cudzysłów celowy), samodzielne organizowanie stoiska z płytami i koszulkami. Początki są trudne. Nie ma odpoczynku w luksusowych hotelach, jest przysypianie na kanapie w barze. Nie ma najlepszych studiów, jest van. Nie ma telefonów komórkowych (tak, członkowie The Dreadnoughts ich nie używają z tylko sobie znanego powodu).
Dlatego tej książki nie dam nikomu.

"This place is awesome. A strange, funny, drunken, sad, noisy week with The Dreadnoughts" to historia tygodnia kanadyjskiego fotografa spędzonego w towarzystwie członków kapeli grającej połączenie punka, folku, rocka... mającej swój unikalny styl. Opisana w niej historia zaskakuje, śmieszy, wciąga, czasem zasmuca, ale przede wszystkim daje pozytywnego kopa. Do publikacji podeszłam nie tylko jako fanka The Dreadnoughts, ale również jako maniaczka muzyki unikalnej, do której ciężko podpiąć etykietkę "popularna", bo świstek nie ma jak się trzymać. Odnalazłam w niej wiele ciekawostek na temat swoich idoli, zobaczyłam skrawek życia muzyków wytrwale dążących do osiągnięcia swoich celów.
Książkę uświetniają czarno-białe, profesjonalne zdjęcia autora jako przerywniki między rozdziałami (każdy odpowiada jednemu dniowi spędzonemu w towarzystwie grupy). Na jednym z nich pojawia się nawet polski akcent - Krupnik (i nie piszę tu o misce zupy).

Z polskiego punktu widzenia zauważam, że książka napisana jest prostą angielszczyzną, na oko poziom B1-B2. Innymi słowy nie spodziewajcie się prostych konstrukcji typu "It is a cat. It has got a tail.", ale nie obawiajcie się także skomplikowanego akademickiego słownictwa. Jest przystępnie, ale słowniczek pod ręką warto mieć.

Dzięki książce Adama PW Smitha podróż do Warszawy minęła mi zaskakująco szybko. Co ważne, pokoncertowa euforia dzięki lekturze tego tekstu wciąż się utrzymywała. Cieszyłam się jak dziecko, że mogłam dowiedzieć się więcej o ludziach dzięki którym spędziłam miło poprzedni wieczór. Z łapą na pompce od krwi mogę ją polecić każdemu - nie tylko fanom The Dreadnoughts, ale wszystkim tym, którzy interesują się muzyką mniej popularną, a także uczącym się angielskiego już jakiś czas i chcącym szlifować ten język. Każdy pretekst do nauki jest dobry, a czemu mielibyśmy uczyć się tylko z podręczników?

W Polsce publikację można było złapać na stoisku zespołu w trakcie koncertów. Książka dostępna jest, o ile mi wiadomo, na stronie księgarni Amazon. Jeśli chcecie dowiedzieć się o niej czegoś więcej, zajrzyjcie na fp This place is awesome.

This place is awesome. A strange, funny, drunken, sad, noisy week with The Dreadnoughts

autor: Adam PW Smith
wydawnictwo: self-publishing
data wydania: 2011 (wydanie II)

moja ocena: 4/5

***********
Tekst bierze udział w Wyzwaniu muzycznym.

5 komentarzy:

  1. Przyznam, że nie słyszałam do tej pory o tej grupie. A szkoda, bo lubię takie pozytywnie zakręcone zespoły:) Recenzja dodana:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję i polecam ich posłuchać :) Zaraził mnie nimi Wujek, za co jestem mu dozgonnie wdzięczna.

      Usuń
  2. Ale pozytywna muzyka!!! :D Ale jacy ludzie!

    OdpowiedzUsuń
  3. Witamy!
    Zapraszamy do udziału w Konkursie na Nieoficjalny Blog Roku 2014! ;)
    http://nieoficjalny-blog-roku.blogspot.com/

    Pozdrawiamy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No fajnie, ale na spam miejsce mam tu:
      http://zapiski-z-przypomnianych-krain.blogspot.com/p/przypomnij-sie.html

      Usuń

Będzie mi niezmiernie miło jeśli pozostawisz po sobie ślad.
Pamiętaj, że komentarze będące spamem lub obrażające innych będą kasowane.

Informuję iż teksty (nie będące odpowiednio odznaczonymi cytatami z książek) oraz rysunki/ komiksy zamieszczane na tym blogu są moją własnością.
Okładki książek i komiksów pochodzą z serwisu lubimyczytac.pl .
Kopiowanie i/ lub przerabianie, przeredagowywanie tekstów bez mojej wiedzy i zgody jest zabronione.