piątek, 28 lutego 2014

Tytan - przypowieść o marzeniu

Na początku było marzenie - stworzyć własną książkę, opowiedzieć swoją historię, wydać ją i zarazić nią rzesze czytelników. Sen, do którego prawo ma każdy literoskładacz.

Marzył o tym również pan Kornel Tymcio, pochodzący z Jarosławia absolwent Politechniki Rzeszowskiej. Stworzył on książkę utrzymaną w konwencji fantasy pod tytułem "Tytan", której okładkę widzicie tu obok.
Od znajomych autorów wiem, że wydanie własnego dzieła jest trudne. Mamy gotowy tekst, ale trzeba znaleźć wydawcę. Od wielu wraca się z kwitkiem: nie wydadzą, takie życie. Co robić? Self-publishing?
Tą drogą ruszył autor, nawiązał współpracę z Wydawnictwem Poligraf, które na swojej stronie obiecuje umieszczenie książki w księgarniach w całej Polsce (widziałam egzemplarz "Tytana" w Matrasie w warszawskiej Arkadii, więc coś jest na rzeczy).
"Tytan" ruszył nie tylko na księgarskie półki, jeden egzemplarz zawędrował pod moją strzechę dzięki uprzejmości autora.

"Gosi. Abyś na kartach powieści znalazła schronienie przed otaczającym Cię światem :)" dedykacja od autora

Witajcie na Burzowych Ziemiach, krainach zagrożonych przez złego nekromantę Zythara, który kiedyś był bohaterem. Czarnoksiężnik powrócił, aby rzucić sobie świat do stóp. Dowiaduje się o tym paladyn Dante Shieldheart i postanawia wszcząć alarm.
Zastanowiło mnie zastosowanie tak znamienitego i kojarzącego się jednoznacznie imienia. Nie, nie "Devil May Cry", choć lubię to anime, w gry z tej serii jeszcze nie grałam. "W życia wędrówce, na połowie czasu, Straciwszy z oczu szlak niemylnej drogi, W głębi ciemnego znalazłem się lasu." (Dante Alighieri). Bohater pana Kornela z ciemnego lasu właśnie wyszedł. Zastanawiające.
Po stoczonej z poplecznikami Zythara walce ucieka do swojego starego druha. Przeżył dzięki magicznemu amuletowi i żarliwym modlitwom do Boga (aż nasuwa się skojarzenie z absolutem chrześcijańskim) - one wszak ochroniły go przed hordami kościotrupów (będących w moim odczuciu jedynie zbędnym tłem, bo po użyciu przez Dantego magicznego naszyjnika w kształcie słońca, szkieleciki przestały istnieć. Wcześniej, mówiąc niemal kolokwialnie, robiły za publikę).

W Thorgal (czyżby autor był fanem popularnego cyklu komiksowego?) mieszka rodzina Tharionów (Therion?). Calax, ojciec i żywiciel rodziny, jest najsławniejszym kowalem w całym królestwie. Razem z małżonką Vivią ma dwóch synów: pnącego się po szczeblach kariery politycznej Remusa i chcącego ruszyć w ślady ojca młodzieńca o imieniu Galandis. Chłopak jest pełen przeciwieństw: z jednej strony ma "żylaste mięśnie", z drugiej co rano rozmawia z odwiedzającym go ptaszkiem. Nie mogłam się powstrzymać przed skojarzeniem z księżniczkami Disneya. Podejrzewam, że autor miał inny zamysł.
W tym mieście wszystko toczy się powoli, czas płynie zwyczajnie. Nie słychać jeszcze echa nadchodzącej wojny. Galandis pracuje w kuźni ojca, w międzyczasie przychodzi śliczna Ambellyn, przyjaciółka z dzieciństwa, która wyraźnie się ku bohaterowi garnie. Chłopak trenuje także z przyjacielem (Carvinem) po kryjomu na obrzeżach wioski, dzięki czemu staje się coraz sprawniejszym wojownikiem.
Pewnego dnia młodzi mężczyźni stają się świadkami awantury w zaułku. Pięciu przedstawicieli Gangu Żelaznej Pięści katowało jednego mężczyznę. Honor Galandisa, Remusa i Carvina nie pozwalał na pozostawienie ofiary samej sobie. Chłopak po ocaleniu Caela dowiaduje się o okrutnym szefie trzęsącym miastem - półorku Krusku. Galandis postanawia się z nim policzyć.

Było marzenie, któremu chciałam pomóc się rozwijać, a tymczasem mam kwas. Chciałam książkę zareklamować, zachęcić Was do lektury, ale niestety nie potrafię.
Historia została poprowadzona w sposób prosty, przewidywalny, przywołujący na myśl wiele tytułów o kryształowych chłopakach i wiele luźnych skojarzeń z popkulturą. Z początku zastanawiałam się czy "Remus" jest nawiązaniem do jednej z postaci z cyklu książek pani Rowling. Tylko ta polityka niezbyt mi się widziała. Czyżby zatem legendarny brat Romulusa? Praktycznie każde pojawienie się jakiejś postaci niesie ze sobą określone działania, które można przewidzieć od razu. Wyjątkiem jest ten mały ptaszek.
 Momentami czułam też, że mam papierowy zapis jakiejś gry RPG o nieznanym mi tytule. Opis miasta przypominał realia mojego ukochanego "Baldur's Gate" i kilku innych gier. By oddać sprawiedliwość - również kilka miast średniowiecznych. Tak, można było to wydedukować z kontekstu, "Tytan" należy do tego typu fantasy, które nazywam roboczo "umagicznionym średniowieczem".

 Jeszcze przed otrzymaniem książki od autora postanowiłam wybadać stronę wydawcy. Popatrzyłam, poczytałam o self-publishingowym systemie Fortunet, o korekcie robionej przez ludzi z szanowanego wydawnictwa. Self jak self, ma swoje oblicza, ale po bogatej ofercie wydawnictwa spodziewałam się naprawdę wiele. I rzeczywiście, literówek nie widziałam, przecinki też były całkiem w porządku, ale kolokacje (połączenia wyrazowe)... Pozwoliłam sobie wynotować 3 przykłady i nieco nad nimi się zastanowić.
  • "[...] powiew wiatru poruszał bezlistnymi gałęziami drzew niosąc odór zgnilizny i śmierci. Tereny Martwego Jęzora zawsze przepełniał smród i wyniszczenie." - Fragment zaczerpnęłam ze strony 9. O ile smród może rzeczywiście przepełniać cokolwiek, to wyniszczenie... Nie do końca. Tereny mogą być wyniszczone przez wojny, kaprys czarnoksiężnika, jakąś rzeź, ale raczej nie wypełnione.
  • "[...] nieprzyjazna atmosfera jeżyła włosy na karku." - Aż się na stronie 10 włos na karku zjeżył pod wpływem tej atmosfery. Atmosfera należy do tej grupy rzeczowników, które nie podejmują konkretnego działania. Nie może jeżyć włosów na karku, nie może kogoś sparaliżować. Może stać się gęsta - przykładowo.
  • "Nekromanta przyglądał się jak jego sługusy są niwelowani [...] - Strona 11, kolejne sformułowanie wyrwane przeze mnie z konteksty w celu pokazania, że coś jest nie tak. "Niwelowani" brzmi mądrze, wręcz akademicko. Ciekawie na ten temat wypowiedział się pan Mirosław Bańko z Uniwersytetu Warszawskiego wskazując dwie warstwy znaczeniowe: wyrównanie czegoś (terenu) i abstrakcyjne usunięcie różnic. Dociekliwych odsyłam do strony Poradni językowej PWN.
 Przyjrzałam się kolokacjom, czas na pozostałe elementy strony technicznej. Książka wypuszczona na rynek została w oprawie miękkiej z okładką stworzoną za pomocą komputera. Jedni tego typu grafiki lubią, inni omijają. Ja należę do tych drugich, raczej ten obrazek nie przywołałby mojej dłoni na księgarskiej półce.
Przyjrzałam się mapie zamieszczonej tuż przed prologiem. Utrzymana jest w szarościach i czerni, jednak według mnie jest za ciemna. W przypadkach niektórych nazw nie mogłam przeczytać o co chodzi, ponieważ litery zlewały się ze szczegółami terenu.

 Na początku było marzenie, a potem słowo, Poczta Polska i ja. Aż mi głupio, bo do napisania kilku słów o "Tytanie" byłam ponaglana przez autora, ale ciężko mi było się za tę książkę wziąć. Za pierwszym razem czytałam ją w pociągu relacji Warszawa - Kraków w październiku (pamiętam datę, bo jechałam na koncert zespołu Percival) i bolała mnie przy tym głowa. Zwaliłam to wtedy na śmiesznie wystrzyżonego hipsterka z przedziału, który kwękał przez telefon i streścił swojemu bliskiemu przyjacielowi cały życiorys (sic!). Odłożyłam z zakładką wrzuconą w okolice strony 90, spakowałam w plecak i "Gods save the mp3".
 Tylko że było mi wciąż głupio, zrobiłam drugie podejście w okolicach grudnia, bo nie lubię zamykać roku z niedokończonymi sprawami. Zatrzymałam się na drugim rozdziale. Teraz zrobiłam trzecie i cóż, wciąż nie mogę tej książki zmęczyć. Czas pokazał jak ironicznie w moim przypadku brzmi dedykacja. Uciekam przed tą książką w rzeczywistość, nie odwrotnie.

Rozumiem chęci autora, by zaistnieć w świecie literackim. Tylko że nie jestem pewna, czy książka pokroju "Tytana" jest dobrym materiałem na debiut. Fantasy jest strasznie popularne, a jego klasyczna odmiana ciągnie ku ziemi półki w księgarniach. Jest tego sporo, w Polsce wydawano w latach dziewięćdziesiątych mnóstwo tekstów spod znaku "Magia i miecz", była też ISA z tytułami opartymi na seriach gier komputerowych, obecnie co jakiś czas pojawi się książka utrzymana w konwencji klasycznego fantasy. Jest tego sporo, a jeśli brakuje już wersji papierowych, wystarczy zajrzeć na strony zawierające fanowskie opowiadania i fanfiki, tak bogato zaludnione przez klony Conana Barbarzyńcy i złych czarowników. Nie ma zręcznej zabawy konwencją, nie ma odwrócenia kota ogonem.
Przykro mi, ale książka nie spełniła moich oczekiwań. Mam nadzieję, że autor, jeśli wciąż będzie chciał pisać, podejmie się czegoś oryginalnego, wychodzącego śmiało poza szablon fantastyki. Wielu poszło tą drogą, popuściło wodze wyobraźni i... to było to. Oczywiście, trzymam kciuki za przyszłe dokonania pana Tymcia, ale te spod znaku "Tytana" sobie odpuszczę.

Tytan

autor: Kornel Tymcio
wydawnictwo: Poligraf (system Fortunet)
data wydania: 2012

moja ocena: 1/5 - mimo wdzięczności za egzemplarz recenzencki

*****
Możecie kibicować autorowi, kliknijcie w obrazek, który przekieruje Was do jego fp:



 Tekst bierze udział w wyzwaniu "Czytam fantastykę".

6 komentarzy:

  1. Bolało. W sumie, miecz wygląda jak Ekskalibur, auć i "Oh GooooD Whyyy?" Ale chcę toto przeczytać, biorąc pod uwagę fakt, że to fantasy. Zatem Ładnie proszę o pożyczenie. Mozę znajdę w tej powieści coś pozytywnego;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Możliwe, że znajdziesz. Każdy z nas ma inny gust i może zauważysz coś fajnego, co pominęłam.

      Usuń
  2. Zacna, choć z pewnością dla autira bolesna recenzja. Self-publishing może stanowić drogę do sukcesu, ale wymaga ogromnego nakładu pracy (wielokrotnie więcej niż tradycyjne publikacje) i żelaznej dyscypliny jeśli chodzi o jakość tekstu (względnie - naprawdę dobrego edytora).
    Tym co mnie osobiście zdziwiło w przytaczanych przez Ciebie cytatach to imiona. Ja wiem, że język angielski jest 'cool/funky/jazzy' *niepotrzebne skreślić* tylko dlaczego, na litość Cthulhu, Dante nie mógł się nazywać inaczej? Po kiego grzyba pchać tam na siłę 'Shieldheart'? Chyba, że historia rozgrywa się w świecie/lokacji powiązanej jakość z anglojęzycznym kręgiem kulturowym. Z recenzji nie wynika, ale podejrzewam, że i w powieści nie ma na ten temat wzmianki.

    Jedno, co jest niejasne (i nie wiem, czy to potknięcie z Twojej strony, Kocie, czy ze strony autora) to brak związku między wątkiem Dantego Jakmutam z wątkiem syna kowala. Chyba, że coś przeoczyłem?

    Lloth (znany jako Merlin)

    PS: Widzę, że blog się rozwija :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem Merlinie szczerze, że być może jakiś związek będzie, ale nie wytrzymałam więcej niż 90 stron książki, a recenzję wisiałam już od dawna, dlatego też postanowiłam w końcu tekst napisać. Podejrzewam, że wiem na jakiej zasadzie będzie Galandis połączony z Zytharem, w końcu pojawiają się niepokoje w mieście, wybuchnie wojna, a ten zły nekromanta chce panować nad światem.

      I co do imion: nie ma jakiegoś konkretnego trendu w stronę rzymskich, anglojęzycznych czy jakichkolwiek imion - jest wszystkiego po trochu.

      Usuń
  3. Autor ostatnio przysłał mi "Tytana" - po Twojej recenzji odechciało mi się zagłębiać w książkę. Niestety będąc z natury osobą słowną - przecież zobowiązałam się napisać "coś" o niej na swoim blogu - będę musiała "przebrnąć".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też jestem słowna. No cóż, pozostaje mi trzymać kciuki, może znajdziesz w niej coś, co Ci się spodoba.

      Usuń

Będzie mi niezmiernie miło jeśli pozostawisz po sobie ślad.
Pamiętaj, że komentarze będące spamem lub obrażające innych będą kasowane.

Informuję iż teksty (nie będące odpowiednio odznaczonymi cytatami z książek) oraz rysunki/ komiksy zamieszczane na tym blogu są moją własnością.
Okładki książek i komiksów pochodzą z serwisu lubimyczytac.pl .
Kopiowanie i/ lub przerabianie, przeredagowywanie tekstów bez mojej wiedzy i zgody jest zabronione.