sobota, 8 lutego 2014

Zapiski detektywa Kindaichi, tom 1-2 - kryminalne zagadki licealistów

Manga "Zapiski detektywa Kindaichi" pojawiła się po raz pierwszy w czasopiśmie "MangaMix", w którym wydawnictwo Waneko przedstawiało polskiemu czytelnikowi japońskie komiksy w odcinkach. Kilka z nich było nowelkami lub jednotomówkami. Większość publikowanych mang stanowiły jednak propozycje wydawnicze, spośród których czytelnicy za pomocą ankiety mogli zadecydować o losie tytułu - czy zechcą go kupować w wydaniu tomikowym, czy też nie.
Tak też stało się z mangą "Zapiski detektywa Kindaichi". Tom pierwszy, znany ze wspomnianego pisma, wydawnictwo sprytnie połączyło z "dwójką". Wiadomo, mało kto chciałby płacić dwa razy za to samo, a niejeden kolekcjoner czułby dyskomfort gdyby nie miał na półce kompletu. Dzięki temu czytelnik otrzymuje dwie pełne zagadek historie.

Główni bohaterowie to z pozoru dwójka zwykłych licealistów uczęszczających do drugiej klasy - mająca powodzenie u chłopaków Miyuki Nanase oraz uważany za nieudacznika Hajime Kindaichi, wnuk słynnego Kosuke Kindaichiego, bohatera cieszącej się popularnością serii kryminalnej rozpoczętej w latach pięćdziesiątych.
Znudzony szkolną rutyną Hajime przysypia na dachu szkoły. Spóźniony stara się dostać do klasy przez okno. Ma mu w tym pomóc jego przyjaciółka z przedszkola - Miyuki. Tylko niestety, zostaje zauważony przez nauczyciela i ma wylądować na dywaniku u dyrekcji.
Po lekcji, w trakcie pełnej narzekań rozmowy o problematycznym uczniu, nauczycielka muzyki i koordynatorka kółka teatralnego staje w jego obronie. Dzięki poleceniu Miyuki będzie on uczestniczył w wyjeździe koła w roli operatora światła i dźwięku podczas prób i spektaklu opartym na popularnej książce Gastona Leroux - "Upiór w operze".
W odizolowanym od cywilizacji gmachu, gdzie ma się odbyć próba, dochodzi do morderstwa. Na uczniów padł blady strach. Wciąż jest wśród nich żywe wspomnienie świetnie rokującej koleżanki z koła, która popełniła samobójstwo po tragicznym wypadku. Czy tamto zdarzenie miało wpływ na śmierć jednej z członkiń klubu - Orie? Kindaichi rozpoczyna śledztwo.

W lesie Zoki na skraju miasta odnaleziono nagie kości mężczyzny w wieku od 25 do 30 lat. Pogrzebano go tam około rok przed makabrycznym odkryciem.
Tymczasem Miyuki ciągnie Hajime do szkoły. Chłopakowi jak zwykle nie chce się iść na lekcje.
Przy gablotce panuje niemałe zamieszanie. Ktoś powiesił na nich zdjęcia ich koleżanki Wakaby wychodzącej z nauczycielem Odagiri z hotelu. Wybucha skandal. Dziewczyna ma zostać wydalona  ze szkoły. Wyjeżdża zatem do domu rodzinnego, gdzie jej rodzice pospiesznie organizują ślub. Hajime, Miyuki oraz sensei (nauczyciel) Odagiri zjawiają się na uroczystości w charakterze gości.
Wakaba jako przyszła panna młoda ma spędzić w kościele ostatnią noc swojego panieństwa, tak mówi miejscowy zwyczaj.
W zamkniętym na cztery spusty kościele dochodzi do tajemniczej i makabrycznej zbrodni. Wakaba ginie, a jej głowa gdzieś znika. Przy ciele pojawia się także dziwna adnotacja o siódmej mumii. Wkrótce Kindaichi odkryje, że mieszkańcy rodzinnej wioski Wakaby skrywają straszną tajemnicę.

Od dawna unikałam wszelakiej maści produkcji opartych na schemacie "małolat rozwiązuje sprawę kryminalną". Naoglądałam się tego typu filmów w dzieciństwie (te wszystkie produkcje familijne w niedzielne popołudnia na Polsacie, miałam ich dość po krótkim czasie) i omijałam je jak najszerszym łukiem się dało. Najprawdopodobniej nie tknęłabym i Kindaichiego, gdyby nie pochlebna recenzja w jednym z mangowych czasopism. Nie znałam jeszcze wtedy jej odsłony w "MangaMixie", nie wiedziałam z czym się w ogóle tę mangę je. Zaryzykowałam, zabrałam się do lektury i wciągnęło. Czasami wydawało mi się, że autorzy ruszą w stronę banalnego rozwiązania w stylu "zabił lokaj" i czułam się rozczarowana. W przyjemny sposób, lubię być tak zaskakiwana. Nie spotkałam tu pretensjonalności, stada niepotrzebnych postaci, czy irytującej mnie w produkcjach z nieletnimi tej rażącej w oczy naiwności i infantylności.

Panowie Sato Fumiya i Kanari Yozaburo sposób przemyślany skonstruowali postacie bohaterów. W trakcie czytania komiksu nie potrafiłam stwierdzić wobec żadnego z nich, że jest zbędny. Każda pojawiająca się w mangowych ramkach osoba miała jakąś określoną rolę - czy to mordercy, czy ofiary, czy też kolegi lub koleżanki ze szkoły.
Wnuk uznanego detektywa odziedziczył po dziadku spryt, lecz nie afiszuje się z tym na każdym kroku. Kryje się ze swoją ponadprzeciętnością raczej jak słynny Clark Kent i ujawnia się w kluczowych momentach. Jak wielu siedemnastolatków buntuje się przeciwko szkole, wagaruje. Nie włóczy się jednak bezmyślnie po centrach handlowych, czy eksperymentuje z alkoholem. Nie jest też ubranym w odziedziczone po starszym bracie luźne dresy chłopaczkiem pałętającym się w okolicach osiedlowych ławek. Zachowuje się jak normalny chłopak, z którym można by się było zakumplować, komu z pewnością można powierzyć nawet najskrytsze sekrety bez obaw, że wyciekną one gdzieś dalej.
Żeńskie bohaterki irytują mnie w sporej ilości mang, ale z Miyuki tak nie jest. Zna Hajime od przedszkola i skrycie się w nim podkochuje. Jest to powodem dlaczego nie chce się umawiać z nikim innym. Dziwi to jej koleżanki, typowe rozwrzeszczane stadko nastolatek.
Autorzy stworzyli ją jako delikatny kontrast dla Hajime - jest wzorową uczennicą i do tej pory ani razu nie była na wagarach. Martwi się o swojego lekkomyślnego przyjaciela, stara się go jakoś zaangażować w życie szkoły (wyjazd na obóz kółka teatralnego).
Miyuki, w przeciwieństwie do ogromnego tabunu bohaterek produkcji dla chłopców (a "Zapiski detektywa Kindaichi" zaliczyć do tego typu komiksów można), nie robi głupkowatej, wyrażającej zachwyt miny, gdy ktoś podejrzy jej bieliznę. W takich sytuacjach ma zdrowy odruch, nawet jeśli przez to zdrowie i życie Hajime jest narażone (polecam scenę z wciąganiem chłopaka przez okno).

Komiks "Zapiski detektywa Kindaichi" zauroczył mnie połączeniem historii dwójki zwykłych (z pozoru, jednak nie chodzi mi o jakieś super moce i wyskakującego zza zakrętu kota) uczniów, ich problemów i uczuć (w zdrowej ilości) z kryminalną intrygą w świetnym stylu: odizolowana przestrzeń, mała grupa ludzi i morderstwo. Czytelnik razem z bohaterami spekuluje dlaczego i kto mógł zabić. Zdarzyło mi się, że zginęła podejrzewana przeze mnie osoba, co mnie zaskoczyło, gdyż często zdarza mi się odgadnąć kim jest morderca. Lubię być zaskakiwana, lubię zręczną zabawę znanymi czytelnikom archetypami.

Seria od lat cieszy się popularnością w Japonii, w Polsce niestety nie zjednała sobie przychylności fanów mangi. Na nadwiślańskim rynku ukazało się tylko siedem tomów (w tym pierwsze dwa w wydaniu zbiorczym) spod szyldu Waneko. Szkoda, byłam ciekawa jak wyglądałaby cała ilustracja na grzbietach komiksów w wersji polskiej i z radością dostawiałabym kolejne książeczki na półkę. Rynek bywa jednak okrutny - tytuł się nie przyjął, więc nikt nie będzie go wydawał dla samego wydawania. Szkoda, bo kryminał na nowo święci triumfy - wśród młodzieży popularny jest nowy serial o Sherlocku Holmesie, starsi czytelnicy chętnie sięgają po coraz liczniej wydawane powieści skandynawskie. Nie wiem czy Kindaichi po prostu nie trafił na odpowiedni moment, czy na starcie miał mniejsze szanse, bo brak w tej pozycji falujących biustów, prześlicznych chłopców (bishonenów), czy chłopca udowadniającego światu, że stanie się silniejszy i będzie tłukł swoich wrogów przez tyle tomów, ile autor narysuje. "Zapiski detektywa Kindaichi" od samego początku wymagały myślenia, a nie biernego śledzenia. "Czytaj, oceniaj, myśl", jak kiedyś pisało wydawnictwo na reklamie innego tytułu.

Do "Kindaichiego" wracam dość często. Przyciąga mnie ciekawie prowadzona historia, intrygujące wnioski bohaterów i oryginalna, może momentami oldschoolowa kreska. Osobiście polecam się z tą pozycją zapoznać nie tylko fanom komiksów, lecz także kryminałów. I nie dajcie się przestraszyć nieletnim bohaterem i liceum, bo stracicie chwile dobrej zabawy.

Zapiski detektywa Kindaichi, tom 1-2

autorzy: Sato Fumiya, Kanari Yozaburo
wydawnictwo: Waneko

moja ocena: 4/5

******
Czytam mangi, a jużci.

1 komentarz:

Będzie mi niezmiernie miło jeśli pozostawisz po sobie ślad.
Pamiętaj, że komentarze będące spamem lub obrażające innych będą kasowane.

Informuję iż teksty (nie będące odpowiednio odznaczonymi cytatami z książek) oraz rysunki/ komiksy zamieszczane na tym blogu są moją własnością.
Okładki książek i komiksów pochodzą z serwisu lubimyczytac.pl .
Kopiowanie i/ lub przerabianie, przeredagowywanie tekstów bez mojej wiedzy i zgody jest zabronione.