wtorek, 25 lutego 2014

Zgredzę, gryzę i narzekam, ale bez kamienia w konkretny płot - chyba

Obrazek wygenerowany w aplikacji Bitstrips.
Witajcie, 
miało być jeszcze na książkowo, ale ubodło mnie dzisiaj kilka przykładów działalności ludzi, którzy podobno książki czytają. Obiecuję, że nie będę rzucać kamieniem w konkretny płot, w końcu sama często bez winy nie jestem, moje przecinki niekiedy żyją własnym życiem, ale staram się nad sobą pracować. Z jakim skutkiem - oceńcie sami.

Jak wielu z nas, zajrzałam dzisiaj po południu na Facebooka. Podobno to nałóg, dla mnie po prostu przyzwyczajenie - nie muszę przekopywać się przez te wszystkie newslettery na mailu.
Popijałam kawę, palce z przyzwyczajenia wystukały adres, "enter". Otumaniony resztkami snu mózg jeszcze nie zarejestrował informacji przesyłanych przez oczy. I nagle łup, jakbym od tyłu dostała kijem baseballowym, mało co nie wyplułam fontanny czarnej cieczy na klawiaturę. Było ryzyko, że całkiem nowy laptop pożegna się ze mną skwierczeniem palonych wnętrzności.
Przyzwyczaiłam się już do tego, że ludzie światli, wykształceni i oczytani (pominęłam coś w swym sarkazmie?) używają terminu "fun-page'a"/ "funpage'a" - jak zwał. Nie wiem czy administratorzy tych radosnych stron na Facebooku chcą położyć szczególny nacisk na zabawę i rozrywkę (niby jest już po 22 i reklamy produktów +18 dozwolone, ale się powstrzymam), co tłumaczyłby sztucznie utworzony przedrostek "fun". Tak sztucznie, że wyszukiwarka Google sugeruje mi, iż chodziło mi o fanpage. Strona dla fanów, moi drodzy spamerzy obrazkowi o tematyce książek i filmów (tych głównie dla gimnazjów), nie strona o rozrywce. Bo czytanie Waszych baboli rozrywką nie jest, chyba że mamy to rozpatrywać w kategorii masochistów. Daleko mi do nich, cenię swoje zdrowie psychiczne i fizyczne (to ostatnie nieco podupadło).

MAMO!!! TYLKO NIE POTTER!!!,
czyli kadr z "Lśnienia".
Otrząsam się zatem przebudzona, przekopuję się przez tablicę wyrażającą jedną prawdę: gimbaza się nudzi i udostępnia wszystko hurtem - od poronionych, spamotwórczych fanpage'ów z cierpiącymi na dysortografię adminami, którzy nie będą się uczyć pisać, bo po co? Teraz trzeba mieć fp z ilomaśtam setkami lajków, bo nie istniejesz; do jakiejś dziwnej lawiny obrazków, po których już tych wszystkich Potterów, Igrzysk Śmierci ("gimby nie wiedzo", że wzorowane na "Battle Royale"), Cassandr Clare i innych Zmierzchów mam dość. Tak bardzo dość jak kiedyś udostępnianego przez moją znajomą nachalnie Alice'a Coopera. Wobec tego wykonawcy przeszłam wszystkie możliwe stadia: od miłości do jego muzyki (tak, kochani, jego "Poison" było pierwsze), po "żal za grzechy" (po co ja go jej pokazałam?!), do wręcz dyskomfortu psychicznego i ostrej fobii, niemal jak jeden ze słynniejszych kadrów "Lśnienia". I chociaż dziewczyna tworzy naprawdę mistrzowskie grafiki, to nie potrafię patrzeć na monotematyczność. Tak samo w przypadku tych "odkrywczych" FANpage'ów (podkreślam celowo) z wymienionych przeze mnie nieszczęsnych tytułów wielbionych i wyznawanych bezmyślnie przez młode pokolenie.

"Ale niekiedy nie da się tego (wyłapać błędy, dopisek Cat) dopracować. Powiedz osobie chorej na nowotwór, ze trzeba tylko pracować, pomoże? Wątpię! A jest jeszcze takie coś jak telefon, który nie poprawia błedów" (pisownia oryginalna zachowana), czyli ktoś ma dysortografię i się pieni, że zwróciłam mu uwagę na to, żeby na stronie o książkach pisać poprawnie. 
Przecież czytacze są światli, wykształceni i oczytani, jak podkreśliłam już na początku mojego gderania, więc błędy w przypadku ludzi obcujących ze słowami powinny być znikome. Jasne, znikome. Wystarczy wybrać się w ten niebezpieczny obszar Facebooka będący obrazkowym spamem podlanym torturą prawie że najwyższych lotów tekstów. Po co używać "wam" z wielkiej litery, gdy zwracasz się do odbiorcy? Jeszcze się poczuje ważny, wyróżniony. Tak mu duma w buty pójdzie, że aż lajka nie da i wstyd. Czemu nie pisać "książkoCHolik" (celowe użycie wielkich liter)? Przecież więcej literek to więcej fejmu, a sam alkohol - czy przez "h", czy przez "ch" - pali w gardło tak samo. Tak samo prosta zasada ortograficzna - "uje się nie kreskuje", po co komu ona? Mamy nową polszczyznę, system pomruków, lajków i "udost". Po co nam więcej? Po co nam robić coś ambitnego, skoro możemy skończyć na kiepskich paranormalach, sadze o Potterze, czy "Igrzyskach Śmierci"?
Po co w ogóle nad sobą pracować? Przecież mamy obrazki.

To po co w ogóle czytać książki?

17 komentarzy:

  1. Dodajmy do tego jeszcze grupę piszącą bez polskich znaków. Przecież te znaki zmieniają dużo, bo przecież lepiej robić komuś "łaskę", a nie "laske". Wiem Gosiu sam bez winy nie jestem. Ale ja chociaż widzę swoje błędy i staram się z nimi walczyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja mam nadzieję. W każdym razie do administracji niewspomnianego przeze mnie fp słałam już wiadomości i grochem o ścianę. Może teraz oczy się komuś na to otworzą. Może.

      Usuń
  2. Trochę mnie skrzywdziłaś pisząc o ukochanym Potterze....ale niestety muszę się z tobą zgodzić. Skrzywdziło mnie, bo zwykle chodzę po angielskich stronkach na FB. Postanowiłam więc przejżeć polskie. Ała moje oczy ała jak parzy...to wszystko prawda! Nieeeeee! D:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Karolciu Potter niestety jest jednym z naczelnych spamów. Wczoraj podesłałam Stagerlee adres fp z mieszanką Pottera, Igrzysk Śmierci i Zmierzchu - oryginalnie, czyż nie? Namnożyło się tego tałatajstwa, przy jednym nawet próbowałam coś robić, poprawiałam im błędy w prywatnych wiadomościach i nic... Analfabetyzm wtórny.

      Usuń
    2. Tak, zgon na miejscu. Nieszczęsny fp nawet nie miał nazwy poprawnej. Oj olaboga sobie myślę, ale przecinek to robaczek, na pewno nie odpełznął z miejsca przeznaczenia. Zatem babol ktoś zostawił. W sumie określam się jako grafomankę, a i owszem. Lecz moje biurko zawalone jest słownikami i podręcznikami. Kocura potwierdzi. Nie ma dnia bym nie kopała w tym tałatajstwie, wołając do pomocy "wujcia googla". Bo akurat trafiłam na coś co sprawiło ze zdębiałam. Witaj w świecie polskiej gramatyki i ortografii. Myślę, że nie raz jeszcze mnie zaskoczy. No ale cóż, jak są obrazki, jest fUn. No to dajemy lika nie? Po co martwić się treścią;p

      Usuń
    3. Dokładnie. Ja też bym chciała mieć tyle lajkuff, ale nie piszę tak candy i nie wrzucam obraskuff, więc nie mam szans.

      Usuń
  3. Pozwolę sobie udostępnić Pani wypowiedź na swojej stronie FB. Jest idealnym wręcz podsumowaniem moich ostatnich przemyśleń. Dotąd nie miałam pojęcia o istnieniu czegoś takiego, jak książkowy lans. Nie rozumiem, skąd bierze się przekonanie niektórych posiadaczy blogów (bo głównie o nich mowa, tym bardziej, że swoją działalność prowadzą zarówno na prywatnych stronach, jak i na FB), że są wielkimi kreatorami literackiego stylu, ich umiejętności natomiast sięgają zenitu. Zawsze wydawało mi się, że, przed opublikowaniem recenzji, szczególnie firmowanej własnym nazwiskiem, należy zadbać o jakość, sprawdzić błędy etc., żeby nie było obciachu. To, co zobaczyłam, wyrwało mnie z butów. Żeby coś robić dobrze, nie wystarczy samo przekonanie, że się potrafi. Do tego trzeba jeszcze wiedzy i dobrych chęci, bo talent to rzecz drugorzędna. Nie jestem językowym terrorystą, też się mylę, ale jak mam wątpliwości - sprawdzam, pytam, proszę kogoś o korektę ewentualnie opinię. Blogująca gimbaza, często podszywająca się pod osoby starsze, żeby wyglądać poważniej, robi krecią robotę całemu środowisku właścicieli blogów, którzy na swą opinię musieli ciężko pracować. Dużo by pisać, to temat na długaśną dyskusję, ale fajnie, że coraz więcej osób zaczyna dostrzegać to beznadziejne zjawisko. Ciepło pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za ciepłe słowa.
      Często klikałam "lajki" proponowanym stronom i po krótkim czasie dochodziłam do wniosku, że coś jest nie w porządku. Jakieś quizy dla tryglodytów, systemy punktowe, konkursy z robionym w Paincie spamem - czy to "Igrzyska Śmierci", czy - o zgrozo - Tolkien, któremu kliknęłam z szacunku do pisarza i z nadzieją, że czegoś nowego się dowiem. Naoglądałam się kadrów z filmu, pojechało wtórnością. Przecież byłam na "Pustkowiu Smauga" w kinie, po co to wałkować przez prawie pół roku po fakcie?
      Wsadziłam kij w mrowisko, wrzuciłam w komentarzu na jednym z tych "lanserskich książkowych" fp link do tego tekstu i dostałam nawet odpowiedź:

      "Każdy ma prawo do popełnienia błędu, a czternastolatek chyba bardziej. Przecież sama też na pewno popełniasz błędy. Najpierw patrz na siebie, a potem na innych" - admin tego fp

      Owszem, popełniam. Tylko że czy czternastolatek ma prawo pisać "wam" w momencie, gdy zwraca się do czytelników swojego fp? Zaległości z podstawówki. Czy administrator ma prawo robić nagminne błędy ortograficzne podkreślane przez przeglądarkę i migać się, że Worda nie może odpalić? Nie. Bo jak coś już robić, to robić to dobrze.
      Może ja mam po prostu przerost ambicji, ale nigdy nie potrafiłam się cieszyć z byle czego.

      Usuń
  4. Dla mnie to żenada. Wydaje mi się, że te wszystkie "ci", "wam" etc. - wynikają po prostu stąd, że dzisiaj już nie pisze się tradycyjnych listów i, co za tym idzie, nikomu nie tłumaczy się funkcjonowania zwrotów grzecznościowych. Link został dodany wraz z moim komentarzem, ciekawa jestem, jaki będzie odzew. Może w tych wszystkich akcjach promowania czytelnictwa ktoś po prostu zapomniał, że samo czytanie nie wystarczy, chodzi jeszcze o wynoszenie z tych książek czegoś wartościowego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, my po prostu jesteśmy z tego pokolenia, które jeszcze się w szkołach uczyło na czym polega SZTUKA (celowo kapitałki) pisania listów. Uczono nas też ortografii. Piękne czasy, nie traciło się godzin na zadania polegające na ciągłym kolorowaniu i metodzie "listen and point" (nieszczęsny angielski w klasie I SP), tylko się pracowało. A teraz, gdy byłam na praktykach, anglistka zabroniła mi wprowadzić gry "państwa-miasta" na kółku z angielskiego dla klasy III, bo oni nie umieją. W tym przekonaniu chyba chce ich przepchnąć przez całą podstawówkę, potem gimbazjum, potem pewnie zawodówkę. I tyle, po co pokazywać coś nowego i uczyć dzieci, skoro można tkwić w maraźmie?
      Niby mam być nauczycielem, ale widzę, że padnę na łupież. Szykuje się walka z wiatrakami.
      I zboczyłam z tematu, ale takie niedouczone dzieci te fp tworzą.

      Usuń
    2. I dziękuję za udostępnienie, tego z rozmachu nie dodałam. Mam nadzieję, że może ktoś sprawę przemyśli zanim wrzuci obrazek z dopiskiem "dziekóje za lajki, chce wiencej".

      Usuń
  5. Sama robię błędy, bo niestety nieomylna nie jestem, a i czasami wydaje się, że zapadam na chwilowa chorobę oczu i nijak nie dostrzegam błędy. Ale jak tylko dostrzegę, to go poprawiam.
    Ja już przestałam przeglądać te wszystkie obrazki, czytać podpisy, bo mnie tak jakoś to aż boli

    OdpowiedzUsuń
  6. Wiecie co, ja też trochę nie rozumiem tego, że jeśli gdzieś w grupach dyskusyjnych zwraca się uwagę na to zjawisko półanalfabetyzmu, zaraz podnoszą się obrońcy twierdząc, że to przecież dzieci, że dopiero się uczą, więc czego tu wymagać. Ciągle dziwi mnie jedno: tupet, z jakim ktoś zwraca się do wydawnictwa prosząc o książkę i nie wstydząc się przy tym podać namiaru na swoją stronę, gdzie jest pełno błędów. Mi byłoby wstyd. Osobiście wolałabym, żeby ktoś zjechał moją książkę od a do z, ale zrobił to zachowując poziom językowy, niż miałabym czytać peany ku czci, gdzie widnieją kwiatki np. typu "polka" (i nie chodzi tu o rodzaj tańca) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobno jestem niekulturalna, bo obraziłam admina jednej z tych stron. Niekulturalnie mnie zablokował i nie mogę odpisać :(

      Usuń
  7. No cóż... Zgadzam się w 100%. Jeśli wchodzę na stronę, bloga i widzę rażące błędy, nieważne czy są językowe, ortograficzne, czy interpunkcyjne, po prostu wychodzę. I więcej nie wracam. Jesteśmy w Polsce - piszmy po polsku. Myślę, że każdy jest w stanie skorzystać ze słownika, jeśli nie jest pewny, co pisze. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie niestety niekoniecznie. Dzieciaki są teraz zbyt leniwe i jak coś im się na czerwono nie podkreśli to nie wiedzą nawet, że babola zrobiły. No bo co to za różnica, czy nie z przymiotnikami pisze się razem, czy oddzielnie, czy użyć "u", czy "ó". Czy w ogóle używać jakichkolwiek polskich znaków? Przecież oni się nadal uczą, mają czas. Nawet Ci kończący liceum...

      Jakiś czas temu spotkałam się z czymś takim, że wyraz, w którym powinno być "ó" (nie pamiętam już dokładnie jaki), dziewczyna zapisała przez "u". Kiedy ktoś zwrócił jej uwagę, tłumaczyła się, że nie działa jej alt i nie mogła napisać "ó". No ludzie... niech już będzie to głupie o bez kreski, ale coś, co jest bliższe poprawnemu pisaniu, niż pisane, żeby tylko coś napisać. To też była jedna z tych świetnych adminek, które tak cudnie prowadzą FUNpage, o których było wyżej w tekście :)

      Usuń
  8. Amen! Ja nie chcę nic więcej dodawać, bo w komentarzach i w tekście zostało powiedziane już chyba wszystko. Po naszej cudnej grupie: Blogerzy!, która dostarczyła nam tyle przykrej rozrywki, wiem jak to wszystko wygląda, jak głupi są teraz ludzie i przykro mi kiedy na to patrzę. Mam nadzieję, że moje nienarodzone i niezaplanowane jeszcze dziecko nie będzie takim debilem!

    Świetny tekst!!

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi niezmiernie miło jeśli pozostawisz po sobie ślad.
Pamiętaj, że komentarze będące spamem lub obrażające innych będą kasowane.

Informuję iż teksty (nie będące odpowiednio odznaczonymi cytatami z książek) oraz rysunki/ komiksy zamieszczane na tym blogu są moją własnością.
Okładki książek i komiksów pochodzą z serwisu lubimyczytac.pl .
Kopiowanie i/ lub przerabianie, przeredagowywanie tekstów bez mojej wiedzy i zgody jest zabronione.