piątek, 21 marca 2014

Anielski śpiew - zanim zaśpiewają łabędzie

W okolicach połowy stycznia odezwał się do mnie autor czekający na ukazanie się na rynku jego debiutanckiej książki z propozycją możliwości zrecenzowania tytułu. Zajrzałam na jej opis w serwisie lubimyczytac.pl (obecnie figuruje tam już inny, przekopiowany przeze mnie ze strony wydawnictwa) i pomyślałam, że można spróbować.

Lubię przecież wizję oszalałych aniołów w obliczu Apokalipsy, dobrze się bawię za każdym razem przy lekturze mangi "Angel Sanctuary" Kaori Yuki, chętnie zaglądam do "Cyklu Anielskiego" ("Żarna Niebios", "Siewca wiatru", "Zbieracz burz" x2) Mai Lidii Kossakowskiej, zaśmiewam się do łez z kultowej sceny z Alanem Rickmanem w "Dogmie". Skrzydlaci mają w sobie to coś.

Popatrzyłam zatem na przepiękną okładkę i potwierdziłam chęć napisania na temat tej pozycji kilku słów. Szczególnie, że po lekturze blurba nawinęło mi się skojarzenie ze wspomnianym już przeze mnie cyklem Mai Lidii Kossakowskiej. Poprzeczka po raz kolejny powędrowała wysoko, oczekiwałam po tej książce sporo. Tym bardziej, że szanowane przeze mnie portale objęły książkę patronatem medialnym.
Oczekiwanie się wydłużało, data premiery przesunęła się o kilka dni. W końcu jednak "Anielski śpiew" rozległ się u mych wrót równe dwa tygodnie temu. Co z tego wynikło? O tym poniżej.


Bóg odszedł, a zaniepokojony Jego nieobecnością Michał wyruszył na bezskuteczne poszukiwanie. W Niebiosach panuje bałagan - anioły konkurują między sobą, a Metatron próbuje przejąć władzę. Jezus jest bezradny, święci zawadzają. W tej sytuacji trzeba powziąć jakieś kroki, zaprowadzić porządek.
Podczas tajemnego spotkania z Gabrielem w nowojorskim Central Parku Michał poznaje okrutny plan Archanioła Zwiastowania - czas zniszczyć ten świat i stworzyć go na nowo - doskonalszy, piękniejszy i ogólnie "cacy". Ot, takie małe wypełnienie "Apokalipsy świętego Jana". W teorii. Czytelnik nie uświadczy tu bowiem otwartych pieczęci, powtórnego przyjścia Baranka, czy archanielskich trąb. W tej książce na Ziemię przybywają aniołowie sprzymierzeni z demonami, by ostatecznie unicestwić rodzaj ludzki.
Anielski plan zawiera przechwycenie dwójki ludzi: Marii (zbieżność imion nieprzypadkowa, dziewczyna ma dać nowe życie kolejnemu elementowi planu aniołów i pomóc w ostatecznym zniszczeniu boskich pieczęci) oraz Walerego (chłopca mającego głosić proroctwa).

Zastanawiałam się co autor planuje zrobić z faktem, że Maryja według słów Pisma Świętego została żywcem wzięta do Nieba. U Mai Lidii Kossakowskiej Bóg zabrał ze sobą Jezusa i Maryję, pozostawiając anioły w ciężkiej sytuacji. W "Anielskim Śpiewie" Adriana Turzańskiego Jezus występuje, lecz nie przypomina tego charyzmatycznego mówcy, który kiedyś porwał tłumy. Szczerze, autor kreuje go na jakiegoś papierowego, otumanionego chłopca, który po raz kolejny daje się przybić do krzyża. Co się stało z Maryją? Nie wiadomo. Czy obchodzenie się nożem ze św. Janem to tortury, czy jakiś wymyślny, perwersyjny gwałt? Nie wiem, ale po tym opisie zwątpiłam. Lubię gore, ale gore dobrze napisane.

"Hej! Gerwazy! daj gwintówkę,
Niechaj strącę tę makówkę!
"
Aleksander Fredro, "Zemsta" akt I, scena VII

Zdjęcie może i nie za piękne, bo robione komórką w metrze.
Byłam gotowa przymknąć oko na fabularne niedociągnięcia (po 285 stronach nie wiem co z Maryją i się raczej nie dowiem, poza tym bohaterowie mi się mylą), ale na stronę techniczną jakoś było ciężko.

W trakcie lektury nachodziła mnie wielokrotnie smutna refleksja, czy autor pozwolił tekstowi odpocząć i przeczytał go choć raz w poszukiwaniu błędów. To biłoby po oczach redaktora, gdyby zostało do niego wysłane.
No cóż, redakcji raczej nie było - podejrzewam. Bo w ten sposób przymiotniki i rzeczowniki byłby dobrze odmieniane (zdarzyło się kilka takich błędów). Ot chociażby na stronie 79: "Czekaj Europo Zachodnia, czekajcie Chiny, Japonia i Koree.".
Samael nie przeobrażałby się w Samuela.
Ewangelia, Niebo, czy Anioł Śmierci pisane byłyby z wielkich liter. Nazwy świętych ksiąg z różnych wyznań pisze się z wielkiej litery - pokazuje się w ten sposób szacunek. Niebo z małej to to niebieskie, czasem przykryte chmurkami coś nad nami, "Niebo" to miejsce, gdzie według niektórych ma mieszkać Bóg i jego świta świętych i aniołów.
Bolała mnie "makówka". Przez około 100 stron (możliwe, że więcej, bo z radosnym okrzykiem przywitałam słowa "łeb" i "głowa") autor nie używał innego sformułowania. Anioł A obrócił makówkę, a anioł B w makówkę się walnął. Zastanawiałam się nawet czy nie czytam jakiejś groteski.

Wiem, autor może chciał być zabawny - taka myśl mnie naszła przy lekturze początkowych stron - ale przy "nijakim Mojżeszu" ze strony 16 hipoteza się rozwiała. Z początkowo lekko kpiący ton zaczął mnie męczyć, przytłoczyła mnie ilość słów. Za wiele prób zabawy słowami, wściubiania niepotrzebnych sformułowań, powtórzeń. Stephen King proponuje odłożyć tekst, po czym wykasować 10%. Cóż,  bywały momenty, kiedy chwytałam ołówek i wykreślałam całe paragrafy - to by się dało streścić w jednym zdaniu.
Całość narracji prowadzona jest w trzeciej osobie i - lepiej lub gorzej - jakoś sobie płynie, aż do wtrętów typu "ja nie wiem", "nie pytajcie mnie". Dzieje się tak w jednym zdaniu, potem narracja rusza na nowo swoim tempem. Nie ma tu oddzielnych podrozdziałów prowadzonych z różnych perspektyw, jak zręcznie bawił się Jarosław Grzędowicz w sadze "Pan Lodowego Ogrodu".

Jest błąd, którego w trakcie pisania tego tekstu nie mogę zlokalizować na stronach "Anielskiego śpiewu": "kierowca metra". Było to gdzieś przy opisach zdarzeń z Azji, prawdopodobnie Japonii. Nie miałam szczęścia jeździć zbyt wiele metrem za granicą - trafiła się tylko Praga w Czechach. W Warszawie metrem dojeżdżam na uczelnię. Kilka razy miałam okazję zobaczyć wnętrze kabiny maszynisty - stałam akurat po tej stronie peronu. Nie widziałam kierownicy, tylko coś na kształt konsoli z przełącznikami. Coś podobnego jak na kolei (jestem ciekawska z natury i lubię zaglądać ludziom przez ramię).

Poddałam się na 285 stronie na 386 możliwych. Autor o jednym z bohaterów pisał, że "potrafił odwrócić kota ogonem, trzymając właśnie za ogon, a kot i tak będzie mu za to wdzięczny." (strona 269) Kot, ten elektryczny, poczuł się skołowany. Styki nie załączyły. Serio, pogubiłam się w historii, przeszłam w tryb wyłapywania błędów, których tu jest masa.
Zastanawiam się co mogłabym od siebie poradzić autorowi. Miał spełnić własne marzenie i wydać książkę, zaistnieć, miało być świetnie. Niestety tak nie jest.
Jeśli pan Adrian chciałby jeszcze kiedyś coś opublikować, poleciłabym mu najpierw oszlifować język - czyli ćwiczyć, ćwiczyć, a w chwilach znudzenia wciąż ćwiczyć. To będzie droga niełatwa, pełna cierni. O wiele trudniejsza niż te kilka "wychmalonych" przeze mnie akapitów. Osobiście odsyłam do cyklu felietonów Feliksa W. Kresa ("Galeria złamanych piór" i "Galeria dla dorosłych") oraz podręcznika "Jak pisać. Pamiętnik rzemieślnika" Stephena Kinga. Tyle mogę podrzucić na początek. To dopiero wierzchołek góry lodowej, ale czemu by nie próbować jej podołać? Trzymam kciuki.

Anielski śpiew

autor: Adrian Turzański
wydawnictwo: NovaeRes
data wydania: 7.03.2014

moja ocena: 1/5

****

Za egzemplarz dziękuję autorowi i wydawnictwu NovaeRes.
Logo wydawnictwa
Tekst bierze udział w wyzwaniu "Czytam fantastykę".

12 komentarzy:

  1. O chole... wcia. Zaczynam się Ciebie bać;p Bosz co powiesz na temat II tomu "Mroków", pewnie dostanę po nosie, bardziej niż wyżej wymieniany autor. Chciałam tę książkę kupić młodocianej, lub w jakiś inny sposób zdobyć. Teraz w sumie nie wiem co mam o niej myśleć. Czas pokaże;p Na razie, cóż ochłodzę zapał, i energię spożytkuję na szukanie czegoś lepszego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Twoim przypadku będę mogła udzielić paru uwag przed wypuszczeniem "dwójki" na rynek - choć moja recenzja tym razem nie będzie już pierwsza (Anka mnie wyprzedziła :p). Daj mi deadline, to się zmotywuję i zrobię to szybciej ;)

      Usuń
  2. Nie wierzę! A byłam święcie przekonana, że ta książka to coś DLA MNIE!
    A tu jednak nie... "Anielski śpiew" jest jak widzę niedopracowany, źle skonstruowany, z rażącymi błędami... A po opisie można było się spotykać wiele, wiele więcej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja liczyłam, że to będzie próba spojrzenia w oczy pani Kossakowskiej - może nie jak równy równemu, ale... Koleżanki na uczelni po przeczytaniu opisu patrzyły na to sceptycznie, ja już wiedziałam co jest na rzeczy (byłam około 260 strony). Ta książka mogłaby być dobra, ale zabrakło tu kogoś, kto by jeździł zakreślaczem po tekście i wytykał błędy.

      Usuń
  3. Dać tobie książkę do zrecenzjowania to jak dać davies'owi jedna strone eseju. Tniesz gościa po całosci. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do Daviesa - na podstawie materiałów od niego i od Guz będzie następna notka.

      "Staram się nie czepiać, a jeśli się czepiam, podaję powód." - zrobię z tego mema.

      Usuń
  4. Opis rzeczywiście, jest bardzo zachęcający. Przyznam się, że i ja mam słabość do skrzydlatych :) Szkoda, że nie udało się wedle Twoich słów podołać autorowi z wykonaniem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zobaczymy co z tego wyjdzie potem. Wiem, że autor się nie poddaje i pisze dalej ;) Co z tego wyjdzie - zobaczymy. Podejrzewam, że będę miała coś do powiedzenia.

      Usuń
    2. Ale, w sumie, to dobrze, ze się nie poddaje. Może pracować nad błędami i jest nadzieje, że następny raz będzie lepszy :) W końcu każdy uczy się przez całe życie - choć to może banał, ale prawdziwy ;)

      Usuń
    3. Dokładnie. Nie skreślam go, bo wziął krytykę na przysłowiową klatę i naprawdę fajnie mi się z nim rozmawia. Podejrzewam, że na gruncie literackim sporo się od siebie nauczymy.

      Usuń
  5. Dobra, wahałam się, ale teraz wiem, że jednak nie chcę tego czytać :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety dobrze nie wyszło, ale zobaczymy jak będzie z jego następną książką :)

      Usuń

Będzie mi niezmiernie miło jeśli pozostawisz po sobie ślad.
Pamiętaj, że komentarze będące spamem lub obrażające innych będą kasowane.

Informuję iż teksty (nie będące odpowiednio odznaczonymi cytatami z książek) oraz rysunki/ komiksy zamieszczane na tym blogu są moją własnością.
Okładki książek i komiksów pochodzą z serwisu lubimyczytac.pl .
Kopiowanie i/ lub przerabianie, przeredagowywanie tekstów bez mojej wiedzy i zgody jest zabronione.