niedziela, 9 marca 2014

Hurra, hurra, dwa miechy i matura...

Dzisiaj będzie krótko, taki mały wtręt na temat będący niektórym solą w oku: matura ustna z języka polskiego.

Poszły mi nerwy, zupełnie jak guzik w bluzce mojego małego, nieproporcjonalnego bazgroła. Łapska jak u King-Konga rozrywające koszulinę w desperacji Rejtana (nie wyjaśnię kim ten człowiek był, skoro narzekanie o maturze, to małe sprawdzenie wiedzy) dodają tej postaci jakiegoś dziwnego wyrazu. Narysowana markerem w jakieś 5 minut, kratki zrobione węglem.
Przeraża mnie ta maturzystka. Nie chciałabym spotkać jej w ciemnym zaułku.

Od ponad roku działam aktywnie na portalu lubimyczytac.pl, jak zapewne wielu książkowych czytelników. Zauważam tam powtarzający się trend (nie obcy na innych internetowych ludzkich skupiskach) - "ja mam maturę z polskiego, wiesz? Chyba by było kiepsko, żebym oblał/ oblała, co nie? No to zrób to za mnie za darmo".
Tak od stycznia, co ambitniejsi zaczynają już w listopadzie. Spamują, zakładają nowe tematy, wypytują co można znaleźć w książce X (podpowiedzianej przez jakiegoś forumowicza), by podczepić pod temat matury: jakie było nastawienie bohaterów wobec miłości i co z tego wyszło oraz na co trzeba zwrócić uwagę.

Coby daleko nie szukać, przykładowa wrzutka z forum:

"Jak myślicie: Jak miłość wpłynęła na życie i zachowanie bohaterów?
Była dobra w skutkach czy wręcz przeciwnie? Co jest w tym wątku godne uwagi?
"

 I tak "w koło Wojtek", o "Zmierzchu", o "Cudzoziemce", o innych książkach. Zero wkładu własnego, grunt to oczekiwać manny z niebios. "Oni to zrobią za mnie, ja łaskawie użyję w prezentacji". Bo znajdują się tacy, którzy pomagają. Za plusa, za uśmiech, za "dzięki". Tylko czy ta "pomoc" nie staje się przypadkiem niedźwiedzią przysługą? Przecież w ten sposób podaje się rybę, nie wędkę.
Prezentacja maturalna z polskiego miała być z założenia pierwszą próbą przedstawienia publiczności swojej pracy i jej "obrony", jak licencjat lub magisterka. Coś, co czeka teoretycznie każdego. (Znam maksymę, że wykształcenie jest jak piwo - nie musi być pełne.)
Dlatego też warto pobawić się w małe przeszukanie biblioteki, przekopanie internetu (nie boli, choć to nie fejsik), poradzenie się bibliotekarki. To takie proste, przygotowujące do życia.

Wiem, nakreśliłam skrajny przypadek. Wiem, że są maturzyści robiący sami, że niektórzy szukają jedynie uzupełnienia do gotowej wizji. Nie chcę, by poczuli się wrzuceni do tego samego wora.
Wygadałam się, mogę odetchnąć.
Ofiara spełniona.

2 komentarze:

  1. Na poprawę humoru historyjka z mojej matury.

    Miałam prezentację o buncie. Pełno bohaterów - buntowników znałam. Pada pytanie: "A jaki bohater literacki się nie buntował?". Ja w szoku, wszystkie Hioby itp mi z mózgu wywiało. Myślę - o Jezu, nie zdam! I mnie olśniło xD "Jezus Chrystus!". Jak na wariatkę na mnie popatrzyli, ale maksa dostałam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja swoją maturę pisałam 14 lat temu :)

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi niezmiernie miło jeśli pozostawisz po sobie ślad.
Pamiętaj, że komentarze będące spamem lub obrażające innych będą kasowane.

Informuję iż teksty (nie będące odpowiednio odznaczonymi cytatami z książek) oraz rysunki/ komiksy zamieszczane na tym blogu są moją własnością.
Okładki książek i komiksów pochodzą z serwisu lubimyczytac.pl .
Kopiowanie i/ lub przerabianie, przeredagowywanie tekstów bez mojej wiedzy i zgody jest zabronione.