środa, 19 marca 2014

Jak pisać. Pamiętnik rzemieślnika - nie tylko poradnik młodego autora

Za "Jak pisać. Pamiętnik rzemieślnika" miałam brać się w naprawdę odległej przyszłości, nawet nie rysującej się przed moimi oczami. Powód był prozaiczny - jakoś nie widziało mi się wydać ponad 100 złotych na unikat. Przeglądając trzecią stronę nowego wydania Kinga od Prószyńskiego przyuważyłam okładkę oczekiwanej pozycji. Pomyślałam, że skoro jest tam umieszczona, to trzeba uzbroić się w cierpliwość. Popłacało.

Krótko po obwieszczeniu przez wydawnictwo i kilku zainteresowanych tematem użytkowników facebookowych grup radosnej nowiny o dodruku wydanej w 2008 roku publikacji, zamówiłam książkę na allegro. W szale radosnego oczekiwania doczytałam inną pozycję, wzięłam się za inną, która miażdży mnie po dziś dzień (temat na długie walenie w klawiaturę). Musiałam odpocząć, przeczytać coś wartościowego. I wtedy właśnie od księgarni dostałam wiadomość, że czeka na mnie mój prywatny egzemplarz.

Jeśli jeszcze się zastanawiacie dlaczego odłożyłam na później czytanego przeze mnie "selfa", najwyższy czas poznać odpowiedź.

Stephen King zaliczany jest do czołówki pisarzy thrillerów i horrorów. Na początku lat dziewięćdziesiątych razem z Amy Tan i garstką innych autorów dołączył do rock-and-rollowego projektu mającego przetrwać tylko kilka występów. Pewnego wieczoru w trakcie kolacji King zapytał Tan jakie jest pytanie, którego nikt nigdy jej nie zadał w trakcie licznych spotkań autorskich. Nie, nie chodziło o wszędobylskie "a skąd czerpie pan/ pani pomysły na książki?", nie chodziło o kreowanie siebie jako istoty nadnaturalnej i niezwykłej. Odpowiedź padła inna. Nikt nigdy nie zapytał jej o język. Jest pisarzem popularnym, nie początkującym autorem.
To jedno stwierdzenie utwierdziło Stephena Kinga w przekonaniu, by wreszcie zrealizować swój pomysł na książkę o pisaniu książek, swoisty poradnik pozbawiony wyświechtanych sloganów i zbędnych morałów, nie stanowiący zagrożenia w trakcie upadku z półki.

Po trzech przedmowach (każda następna jest odpowiednio krótsza od poprzedniej) pojawia się życiorys pisarza. Krótki, zwięzły, pozbawiony nadmuchanych faktów i morałów typu "skoro ja piłem i byłem zły, to wy tego nie róbcie", a przy tym pełen ciepłego humoru. Zupełnie jakby bliski znajomy lub przyjaciel opowiadał o swoim życiu. Pomiędzy wersami anegdotek przewijają się rady dla początkujących pisarzy, nie podane wprost, ale łatwe do wyłapania spomiędzy fragmentów o niekiedy burzliwym życiu małego, porzuconego przez ojca Stephena, jego starszego brata i matki. Nie, nie będzie użalania się. No chyba, że ktoś potraktuje tak przygodę z trującym bluszczem. Od teraz do kolekcji zasad obok "nie pluj na róg nosorożcowi" dochodzi "nie podcieraj się trującym bluszczem".

„W pisaniu nie chodzi o zdobywanie pieniędzy, sławy, uznania, kobiet czy przyjaciół. Koniec końców piszemy, by wzbogacić życie naszych czytelników i swoje przy okazji. Chodzi o uszczęśliwianie. Po prostu o uszczęśliwianie.” (fragment książki)

No właśnie, tym w skrócie jest pisanie, tylko trzeba to robić dobrze. Stephen King poleca skompletowanie swojej "narzędziowej skrzynki", w której na szczycie powinno się znaleźć słownictwo, a trochę niżej gramatyka. Grunt to wyeliminować przysłówki, pisać prosto. "Powiedział głośno" brzmi dziwnie, da się to przecież zastąpić, a przy okazji skrócić tekst.
Na lubimyczytac.pl z okazji publikacji artykułu o radach Stephena Kinga dla początkujących pisarzy rozgorzała dyskusja na temat kasowania ulubionych fragmentów. Sama łapię się na tym, że czasem piszę za długo, moje sformułowania wydają mi się błyskotliwe, a tu bęc! Sorry, nie. Trzeba zacząć stosować wzór "tekst pierwotny - 10% = tekst do redakcji". To się sprawdza, w chwili obecnej mówię to z perspektywy czytelnika. Nie przepadam za kwiecistą prozą poetycką (z dziwnego powodu wciąż nazywa się to prozą).

W czerwcu 1999 "On writing. A memoir of the craft" było już na wykończeniu, gdy autor został potrącony przez niebieską ciężarówkę. Pisarz skupia się na swoich przeżyciach z czasu wypadku oraz ciężkiego czasu rehabilitacji. Paradoksalnie nie brakuje tu uśmiechu i dystansu. Jest też to, co cieszy fanów Kinga - autor powrócił do pisania (co widać).

Feliks W. Kres w książkowych wydaniach swoich felietonów na potwierdzenie napisanych słów zamieścił teksty narracyjne w rubryce "Przyganiał kocioł garnkowi - albo czy to prawda, że szewc bez butów chodzi" ("Galeria złamanych piór". Wbrew oczekiwaniom wyszukujących nie dysponuję chomikową wersją i zdobywać takiej nie zamierzam. Za wiele kilometrów narobiłam w poszukiwaniu papierowej). Na trzech przykładach udowadnia czytelnikowi prawdziwość swoich rad. Podobnie jest z Kingiem, choć ten idzie w delikatnie innym kierunku - bardziej praktycznym. Umieszcza pierwotną wersję "Opowieści hotelowej" i na jej przykładzie pokazuje poszczególne etapy przeobrażania się tekstu w "1408" - wersji skróconej, pozbawionej "ulubionych fragmentów", ubogaconej o istotne dla fabuły elementy. Wszystko pokreślone w sposób przejrzysty, ponumerowany.

Na koniec kanon literatury, z której można wyciągnąć praktyczne lekcje i dobrze się bawić. Stephen King dokonał wyboru subiektywnego - ale każdy ranking jest subiektywny. Na jego liście znalazło się kilka książek, które przeczytałam, więcej z kolejki do przeczytania.

Oszalałam, odebrałam pewnego pięknego popołudnia książkę z księgarni wysyłkowej i rzuciłam czytaną przeze mnie w odmęty plecaka. Miałam już dość poronionych kolokacji, błędów rzeczowych, kopiowania. Książka Stephena Kinga pojawiła się w odpowiednim momencie. Wyniosłam z niej lekcję na co również zwracać uwagę w trakcie lektury, jakich błędów nie popełniać i jak obchodzić się z tekstem. Mnóstwo praktycznej wiedzy na 254 stronach.
Według mnie "Jak pisać. Pamiętnik rzemieślnika" należy do "must have" każdego myślącego o publikacji własnego tekstu autora. Zawarta w nim wiedza to nie puste regułki, to wskazówki od popularnego "kolegi po piórze" (śmiałe sformułowanie) kierowane do początkującego.
Podejrzewam, że przykładem "Galerii złamanych piór" zaczną się pojawiać kryteria wyszukiwania typu "pamiętnik rzemieślnika chomikuj". W tym momencie powiem szczerze - nie ośmieszajcie się i wydajcie te 32 złote na nową, papierową książkę, bo jest tego warta.
Tyle.
Bez morałów.

Jak pisać. Pamiętnik rzemieślnika.

autor: Stephen King
wydawnictwo: Prószyński i S-ka
data wydania: 2014 (wcześniejsze 2008)

moja ocena: 5/5

8 komentarzy:

  1. O tak, warto, bardzo warto. Sam też długo nie mogłem kupić swojego egzemplarza, ale 24 grudnia 2010 roku w końcu znalazłem go pod choinką ;-) Jedna z tych książek Króla, do których będę wracał niejednokrotnie :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja pierwsza własna, której nikomu nie oddam, z pożyczeniem też będę miała opory. Genialna jest :)

      Usuń
  2. To wartościowa pozycja tyle, że nie wszystkie rady Kinga przystają do języka polskiego. Trzeba o tym pamiętać. A w kwestii skracania... King ostatnio pisze wyłącznie ogromne, kobylaste tomiszcza. Zapomniał o polecanych innymn zasadach? No i droga autorko recenzji, zmieniłbym jednak sformułowanie "póki co". To fstrętny rusycyzm.

    OdpowiedzUsuń
  3. To z pewnością idealna publikacja dla osób udoskonalających swój warsztat pisarski.

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziękuję Panu, Panie Tomaszu za uwagi. Z chęcią zainteresuję się jednym z dłuższych tomów Kinga i zweryfikuję, czy wciąż stosuje się do nakreślonych w poradniku zasad (a książki zawierają po prostu więcej akcji), czy też nie.
    Język polski, podobnie jak każdy inny, ma swoje zasady. Na studiach zgłębiam zasady brytyjskiej odmiany języka angielskiego (w pewnych kwestiach się różni od amerykańskiej, w którym był pisany poradnik), w wolnym czasie czytam. Owszem, niektóre zasady zaproponowane przez Kinga nie przystają i przystawać nie będą. Trzeba po prostu zainteresować się dobrze napisanym podręcznikiem akademickim o teorii języka polskiego.

    Błąd z "póki co" wynikał z mojej niewiedzy (co mnie nie usprawiedliwia). Zajrzałam do Poradni Językowej PWN i wiem już, że powinnam na nie uważać.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie czytałam jeszcze książek Kinga. Kiedyś próbowałam się zabrać za "Bezsenność", ale brak czasu wygrał :-) Ale jeszcze kiedyś nadrobię zaległości :-)
    Cytat przypomniał mi film (horror) Sinister i te nagrane wywiady telewizyjne :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Może przeczytam :-)
    Ciekawa opinia :-)

    OdpowiedzUsuń

Będzie mi niezmiernie miło jeśli pozostawisz po sobie ślad.
Pamiętaj, że komentarze będące spamem lub obrażające innych będą kasowane.

Informuję iż teksty (nie będące odpowiednio odznaczonymi cytatami z książek) oraz rysunki/ komiksy zamieszczane na tym blogu są moją własnością.
Okładki książek i komiksów pochodzą z serwisu lubimyczytac.pl .
Kopiowanie i/ lub przerabianie, przeredagowywanie tekstów bez mojej wiedzy i zgody jest zabronione.