poniedziałek, 31 marca 2014

Moc akvamarynu - historia o wytrwałości

"Moc Akvamarynu" to debiutancka powieść czternastoletniej Julii Bardini, pochodzącej z miasteczka Sarzana w regionie Liguria w północnej części Włoch. Gdy miała 11 lat, jej rodzice się rozwiedli i dziewczynka wraz z matką przeprowadziła się do Polski. Nowa rzeczywistość, nowy język, nowi koledzy w szkole - wszystko to wydawało się problemem nie do przeskoczenia, jednak Julia się nie poddała.
Wytrwale uczyła się języka polskiego i uciekała w świat fantazji - poznany z książek czytanych w języku polskim i włoskim. Młodziutka autorka w wywiadzie dla Wydawnictwa Literackiego Białe Pióro wspomina, że nie zawsze była zadowolona z ich zakończenia. W ten sposób powstała jej własna opowieść - historia pełna miłości, walki i bólu z powodu utraty tego, co się kocha.

Marek (być może emigrant z Polski) wraz ze swoim przyjacielem Salvatore są łowcami delfinów. Z tych podwodnych ssaków pozyskują żółć, która ma być kluczowym składnikiem kosmetyków dla snobistycznych damulek.
Nie są świadomi, że w ten sposób narażają się syrenom roztrzaskującym statki ich "kolegów po fachu". Pewnego dnia również ich łódka zostaje zniszczona, Marek dziwnym trafem przeżywa, a Salvatore znika. Podejrzewany przeze mnie o bycie polskim imigrantem mężczyzna spotyka miłość swojego życia - syrenę Alinę, jednak kobieta wyczyściła mu wspomnienia z nadzieją, że uda jej się o nim zapomnieć.
Nie jest to takie łatwe.
Przerażona stanem brata Annabel postanawia mu towarzyszyć. Nie wie jeszcze, że z losem syren i delfinów łączy ją przepowiednia dotycząca tytułowego kamienia. Z jego pomocą piątka istot ma zniszczyć okrutnego wroga.

Na 137 stronach zawiera się 19 krótkich rozdziałów opowiadających zamkniętą historię. Przyznam się, że oczekiwałam po takiej objętości mniejszej ilości akcji, gdyż przy takim nagromadzeniu faktów przydałaby się przynajmniej druga setka stron. Pod koniec książki niestety się pogubiłam - mieszały mi się żeńskie bohaterki, już nie wiedziałam która była syreną, która innym stworzeniem.

Nie znalazłam niestety też w sieci zastosowania dla żółci delfinów. Być może rzeczywiście jest ona sprzedawana na czarnym rynku, jednak moja wyszukiwarka milczy. Znalazłam informacje na temat spożywania mięsa morskich ssaków w Japonii, co jest krytykowane przez wiele organizacji ekologicznych na całym świecie. Pomińmy, że w mięsie delfinów odkryto duże ilości rtęci. Smacznego, tak ekologicznie.

Jestem pełna podziwu dla uporu autorki, dla jej konsekwentności w dążeniu do nauczenia się obcego języka, jednak zastanawiam się, czy na wydanie książki nie było jeszcze za wcześnie. Zdarzają się drobne błędy, zauważyłam kilka literówek i dziwnych sformułowań.

Do gustu przypadła mi graficzna strona książki. Podoba mi się zestawienie barw na ilustracji okładkowej oraz szkice syren spod ręki Ilony Ejsmont, z niemałą przyjemnością przyglądałam się delfinom autorstwa AK.

Podziwiam Julię. Io ho studiato la lingua Italiana, z czego nie wyszło zbyt wiele. Nie potrafiłabym napisać dłuższego tekstu w tym języku, choć spędziłam około dwa lata na poznawaniu go. Podobny staż w nauce obcego języka miała Julia w momencie, gdy podjęła swoją opowieść. Była wytrwalsza i konsekwentniejsza ode mnie, choć jako rodowity użytkownik języka polskiego (przekładam termin "native speaker" z angielskiego. Czy wyszło - oceńcie sami) widzę potrzebę pracy, czytania wielu książek, dłuższego obcowania z polszczyzną. Widzę w Julii potencjał i trzymam kciuki.

Moc Akvamarynu

autor: Julia Bardini
wydawnictwo: Białe Pióro
data wydania: 2014

moja ocena: 2,5/5
*****
Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Literackiemu Białe Pióro

Tekst bierze udział w wyzwaniu "Czytam fantastykę".

10 komentarzy:

  1. Chętnie ją przeczytam. Bardzo interesująca recenzja :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wyczerpująca recenzja, książka wydaje się być interesująca, jednak defekty, które opisałaś trochę zniechęcają :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PS z tego co wiem, to w kosmetyce, a dokładniej w perfumiarstwie, używa się ambry, wydzieliny pochodzącej od wielorybów, ale o delfinach nic nie słyszałam :P

      Usuń
    2. No właśnie. Autorka chciała pokazać, że syreny mszczą się za krzywdzone delfiny, a łowcy pod presją muszą je łapać. Tylko że według mnie lepiej było na przykład napisać coś o nielegalnym łapaniu delfinów dla snobistycznych i bogatych właścicieli prywatnych delfinariów, o okrutnym traktowaniu i bezmyślnym zaniedbywaniu. A tak... Skonsternowałam Wujka Google, on nic nie słyszał o żółci delfinów i zastosowaniu w kosmetykach.

      Usuń
    3. każdy ma swój gust, to tak jak zrezygnować z czekoladki bo koleżance nie smakuje.

      Usuń
    4. zupełnie nie rozumiem, dlaczego fantastykę przyrównujecie do rzeczywistości. Syreny nie istnieją i jest ok, więc dlaczego tak bardzo interesuje Was to czy delfin zabijany dla żółci, czy łapany do prywatnych kolekcji. Chyba nie będziemy zastanawiać się i szukać w necie, czy u Harry Pottera miotła naprawdę lata. Autorka ma 14 lat i tak sobie wyobraziła swoją książkę, a każdy z nas możne napisać swoja o tematyce jaka mu pasuje.

      Usuń
    5. Vicky wszystko zależy od tego, czego szukasz w fantastyce. Dla mnie to odskocznia od rzeczywistości, ale jest coś takiego jak prawa rządzące światem. Gdyby autorka jakoś zmodyfikowała podwodne ssaki, nadała im charakterystyczne cechy i mocno to zaakcentowała - nie czepiałabym się.
      Dostałam egzemplarz do recenzji, wypowiedziałam się i zawarłam swoje subiektywne odczucia. Do takich mam prawo. Mam prawo do tego, że ubodzie mnie żółć delfinów, z której kosmetyków się nie robi (stan na kwiecień 2014, bo może kiedyś ulegnie to zmianie). Tylko że jeśli autorka umieściła swoją akcję w słonecznej Italii, nie w jakimś "Neverneverlandzie" i trzymała się tej wersji, powinna jakoś trzymać się realiów świata. Syreny wprowadziła bardzo fajnie, taki fantastyczny element, baśń.

      Odnosząc się do czekoladki - gdybym miała egzemplarz papierowy, sprezentowałabym go Tobie. Tak na prawie odstępowania czekoladek.

      Pozostaje jeszcze pytanie: kiedy jest czas na debiut literacki? Bo każdy może pisać o tym, co mu się podoba, choć nie każdy może to czytać. Kwestia gustu. Lubię fantastykę, tylko że nie wyśpiewuję peanów o każdej książce.
      Nie mam na celu obrażania Julii, jestem wciąż pełna podziwu dla jej zdolności językowych i szybkości w opanowaniu polskiego.

      Usuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Sprawdzanie czy z żółci naprawdę wyrabia się kosmetyki ?
    To jest książka fantasy więc nie rozumiem czemu porównujemy to to rzeczywistości ?
    Równie dobrze po przeczytaniu sagi o Wiedźminie Andrzeja Sapkowskiego możemy szukać w Google czy srebro naprawdę zabijało potwory
    Nie rozumiem też problemu z "odróżnianiem postaci przy końcu" gdyż ja takiego nie miałem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Odbiór jest subiektywny. Wyszłam z założenia, że jeśli świat akcji książki to nieco umagicznione odbicie naszego, to powinna trzymać się zasad. Odsyłam do felietonów Feliksa W. Kresa, których jestem zwolenniczką w tym względzie.

      Usuń

Będzie mi niezmiernie miło jeśli pozostawisz po sobie ślad.
Pamiętaj, że komentarze będące spamem lub obrażające innych będą kasowane.

Informuję iż teksty (nie będące odpowiednio odznaczonymi cytatami z książek) oraz rysunki/ komiksy zamieszczane na tym blogu są moją własnością.
Okładki książek i komiksów pochodzą z serwisu lubimyczytac.pl .
Kopiowanie i/ lub przerabianie, przeredagowywanie tekstów bez mojej wiedzy i zgody jest zabronione.