niedziela, 16 marca 2014

Otaku Max Manga #1 - na mangowo po polsku

Na polskim mangowym rynku, obok pozycji z Dalekiego Wschodu (Japonia, Korea), pojawiają się tytuły wypuszczane spod dłoni zdolnych polskich rysowników. Nie osiągają może takiej sprzedaży jak komiksy sygnowane zagranicznym nazwiskiem, ale nie znaczy to, że musimy się wstydzić za naszych. Wręcz przeciwnie. Może i są mniej popularni, ich personalia nie działają cudownie na wyobraźnię, nie przywołują na myśl zapachu sake pitego przy pniu kwitnącej wiśni. Może to sprawia, że ich prace cieszą się mniejszym zainteresowaniem fanów komiksu japońskiego. Nie wiem, w moim przypadku nie ma różnicy, czy rysownik nazywa się Kobayashi, czy też Nowak - grunt, by jego dzieło porwało mnie do innego świata, by dało mi rozrywkę. Dlatego też za każdym razem, gdy odwiedzam ulubioną księgarnię komiksową, czy buszuję na półkach znajomych, szukam czegoś ciekawego. Jakiś czas temu wśród dumne prężących się grzbietów w biblioteczce Karoliny zauważyłam coś, co zabłysnęło niczym perła. Wyciągnęłam książeczkę. "Aha", pomyślałam. "Trzeba rzucić okiem." Postawiłam poprzeczkę.

W 2008 roku nakładem Studia JG ukazał się pierwszy numer specjalny magazynu "Otaku", w całości poświęcony komiksom rysowanym przez autorów z naszego rodzimego podwórka i zza granicy. Na 200 stronach magazynu znalazło się 8 komiksowych historii - tych autorskich i doujinshi (fanowskich historii opowiadanych w realiach danego tytułu). Postaram się przedstawić pokrótce (serio) każdą z nich.

Zbiór komiksowych opowieści otwiera "The Dusk" autorstwa Clovery. Jest to historia elfa Aelhiela, zabójcy ukrywającego się w mieście.  Pewnego wieczoru w gospodzie nawiedza go strażnik. Przynosi wiadomość o pewnym kłopotliwym zleceniu.
Szkoda, że komiks kończy się w momencie, kiedy prawdziwa akcja miała się dopiero rozkręcić. Czytałam go z nadzieją, że zobaczę starcie zabójcy i jego przeciwnika, ale niestety nie było mi to dane. Nadzieja na zakończenie akcji topniała wraz z malejącą liczbą stron do końca rozdziału.
Strasznie spodobała mi się kreska, pozbawiona przesadnej słodyczy, dynamiczna, staranna. No po prostu ładna. Szkoda tylko, że nie potrafiłam odgadnąć koloru skóry głównego bohatera - raz jest przedstawiana jako ciemna, innym razem brakuje na niej jakiegokolwiek cieniowania.

Następną w kolejności jest nowelka "Moon fish" autorstwa Rachel George.
Grupka złodziei zostaje przyłapana na gorącym uczynku przez panią porucznik Arnę. Lestte, szefowa bandy, będzie musiała opracować plan ucieczki.
"Moon fish" do mnie nie trafił. Jest za ciemny, wypowiedzi bohaterów niekiedy zlewają się z tłem, nieraz kadry wydają się po prostu plamami czerni. O ile komiks ukazał się gdzieś w kolorze, pewnie ma rację bytu, ale w czarno-bieli (a raczej w skalach szarości) niestety nie zachwyca. Do tego jeszcze brak "ę" w "prosiłabym cię o kooperacje w tej materii". Liczba pojedyncza byłaby tu lepsza.

W kolejnej nowelce Merillian zaprasza swoich czytelników do wizyty w magicznym miejscu, w "Cafe de flore". To dziwna kawiarnia służąca gościom domu, który sam wybiera sobie odwiedzających. W komiksowych ramkach poruszają się postacie znane niektórym z kart mang pań z CLAMPa - "Chobits" i "Xxxholic", wplątywane są w niecodzienne sytuacje.
Przedstawiona historyjka wygląda jak początek dłuższego komiksu, niektóre elementy są w niej niejasne, ale z pewnością dalsze strony wyjaśniłyby wiele wątpliwości. Urzekły mnie "yonkomy" (komiksy składające się z 4 ramek) będące epilogiem opowieści. Polski kucharz wśród postaci japońskich i - cud nad cudy - bigos! Mam nadzieję, że nie tylko studenci zrozumieją.

Z klimatem "Naruto" mi wyjątkowo nie po drodze (zbierałam kiedyś serię, ale z powodu znudzenia jej monotonnym "łup cup łup" i obawą o kondycję półki opchnęłam kolekcję) i dlatego pewnie nie sięgnęłam po serię doujinów "Akatsukiss" autorstwa Vanitachi i Little Lady Punk. Coś jednak popchnęło mnie do "Akatsukiss super special", pewnie ten znaczek Legii na murze i wspomnienia związane z komiksem osadzonym w świecie Harry'ego Pottera. Szaleństwo, pomieszanie z poplątaniem i obłąkańczy śmiech wydostający się z moich ust. Przy "Akatsukiss super special" było podobnie - historia poszukiwania Kiry (Kury) przez połączone siły Wioski Akatsuki i Wioski Glin rozłożyły mnie na łopatki.

"Ten tytuł jest bez sensu, jak cała reszta tego komiksu, aka 'Gintama doujinshi" przekonuje artystka ukrywająca się pod pseudonimem Knp (podlinkowałam jej aktualny profil na deviantarcie). Gintoki, główny bohater, gdzieś znikł. Nie ma go w domu, gdy przychodzi do niego tajemniczy wojownik w towarzystwie urokliwej Elżbietki, prześcieradła naciągniętego na włochate nogi, komunikującego się ze światem za pomocą tabliczek.
Nie siedzę niestety w temacie tej mangi za głęboko, mam za sobą lekturę pierwszego tomu, przez co nie za bardzo rozumiem co się dzieje. Owszem, zauważam znajomych bohaterów, ale niestety nie łapię akcji. Kreska jest miła dla oka, zbliżona do rysunków pana Sorachiego, tła są świetnie narysowane (komiks według autorki właśnie ćwiczeniom teł ma służyć). Technicznie nie mam się do czego przyczepić.

Kolejna historyjka również do długich nie należy. Młoda dziewczyna zastanawia się czy iść za głosem serca i zdawać do liceum plastycznego, czy też - zgodnie z wolą rodziców - iść do klasy matematycznej. Na kliku stronach "Diary" autorstwa KHLe Le Thi Minh Khuyen czytelnik śledzi etapy dążenia do celu jednej z gimnazjalistek.
Komiks charakteryzuje prześliczna, dopracowana kreska i nieszablonowe kadrowanie. Piękny.

Życie nastoletniej Miny przestanie być już takie normalne w chwili pojawienia się w jej domu kwiatowej wróżki Daffodil i demona Meago. Z dwójką przybyszy wyruszy w poszukiwaniu Boskiego Skryptu. Nie będzie łatwo, źli ludzie ostrzą sobie zęby na maleńką wróżkę.
Zastanawiam się, czy nie czytałam już gdzieś tego fragmentu "Meago sagi" autorstwa Magdaleny Kani. Spotkałam się kiedyś z nowelką osadzoną w świecie demona wydrukowaną w "Antologii Komiksowej 2005" nieistniejącego już wydawnictwa Kasen (zwała się ta nowelka "Love me demon", ale skupiała się na czymś innym). Miałam też w rękach - i przez jakiś czas na własność - dwa tomy komiksu. Przypuszczam, że stamtąd kojarzę sympatyczne, "puciate" mordki bohaterów. Szkoda, że w tej antologii fragment nie jest zamkniętą całością.

Tomik zamyka "S-804 Weapon" od Marty "Kunoichi" Grabowskiej. Drużyna Seishu szykuje się do wyjazdu, jednak ich plany komplikuje odgórne zarządzenie. Do każdej z grup zostaje przydzielony nowy skrytobójca. Niestety nie wszystko jest takie różowe jak być powinno - dołączona do oddziału Seishu dziewczyna ma problemy z technologią. Czy się sprawdzi? Tego czytelnik niestety się nie dowie, gdyż to kolejny fragment całości. Kreska staranna, choć mi osobiście niezbyt się podoba - nie przepadam za stylem rysowania charakterystycznym dla shounen.

Mam mieszane uczucia po przeczytaniu tej antologii. Poprzeczka była postawiona wysoko i niestety całość się pod nią przeczołgała. Większość komiksów to wycinki z całości, w niektórych przypadkach nie wiem nawet, czy narysowanej i opublikowanej gdziekolwiek - w sieci, czy na papierze. Czuję niedosyt. Już zaczynało się robić ciekawie, a tu "bęc", nie ma. Zaryzykuję stwierdzeniem, że przedstawienie większej ilości nowelek, aczkolwiek zakończonych, byłoby lepszym pomysłem na zbiorek.
Nie chcę być nie fair, bawiłam się świetnie w trakcie lektury niektórych z prac, ale jestem w stanie wrzasnąć gniewne, pełne frustracji lestatowe "more" w eter. Ten piekielny niedosyt, to jedno uczucie cały czas nie daje mi spokoju.
Owszem, z chęcią zajrzę do drugiego numeru "Otaku Max Manga" (gdzie część historii ma być kontynuowana) i mam nadzieję, że spodoba mi się bardziej od "jedynki".

Otaku Max Manga #1

autorzy: różni
wydawca: Studio JG
data wydania: 2008

moja ocena: 2,5/5

*****
Tekst bierze udział w wyzwaniu "Czytam mangi".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Będzie mi niezmiernie miło jeśli pozostawisz po sobie ślad.
Pamiętaj, że komentarze będące spamem lub obrażające innych będą kasowane.

Informuję iż teksty (nie będące odpowiednio odznaczonymi cytatami z książek) oraz rysunki/ komiksy zamieszczane na tym blogu są moją własnością.
Okładki książek i komiksów pochodzą z serwisu lubimyczytac.pl .
Kopiowanie i/ lub przerabianie, przeredagowywanie tekstów bez mojej wiedzy i zgody jest zabronione.