wtorek, 8 kwietnia 2014

112 - fanfiction do gry "Plants vs. Zombies 2"

Niniejszy tekst jest fanfikiem do popularnej gry "Plants vs. Zombies 2", która dostępna jest na wszelkie mobilne urządzenia. Gracz ma za zadanie zaplanować swoją obronę tak, by powstrzymać falę niemuarłych pragnących pożreć mózg. Bardzo lubię ten tytuł, urzekło mnie unikalne podejście do tematu zombie.
Zapraszam do lektury mojego krótkiego opowiadania. 

żródło grafiki: megagames.com




 Żabie, który nie chce być księciem.



Zagrożenie. Wyczuwała je wszystkimi porami swego ciała. COŚ się zbliżała, jednak wciąż nie wiedziała co.
Ukrywała się w małym, kolorowym domku. Przed jej ostoją zieleniał się trawnik, a kwiatki prowadziły radosną fotosyntezę. Wokoło fruwały szczęśliwe motylki i pszczoły, po liściach pełzły leniwie ślimaki. Zupełnie jakby Matka Natura ignorowała stado warczących, depczących i pożerających wszystko, co spotkają na swojej drodze zombie.
Do czasu.
Pierwszy padł drewniany płotek, kilka zbitych i pomalowanych na czerwono najtańszą emalią desek.
Później pojawili się oni: gnijący, wygłodniali, niszczący wszystko, co pojawi się w zasięgu ich wzroku.
Spanikowała. Przesunęła palcem po ekranie tabletu. W strategicznym miejscu ustawiła Słonecznik, który miał jej dać dodatkowe źródło słońca.
Dobrze, teraz Groszek, on bez problemu da sobie radę z najsłabszym nieumarłym, tym przesuwającym się po trawie z ze zniekształcanym przez wystający język słowem "mózg" na ustach.
Teraz następny Słonecznik, dlaczego to słońce tak wolno spada? Co z tymi roślinkami? Hej!
Umieściła na planszy kolejny Groszek. Zaklęła. Nie na tym polu, co zamierzała, ale przecież jest jeszcze szansa!
Zagryzała wargi, gdy jeden z przeciwników zbliżał się do kosiarki do trawy, jej jednorazowego zabezpieczenia na wypadek kryzysu. Szlag! Machina zaterkotała na trawniku "kosząc" cały rządek żywych trupów.
Grunt to nie tracić zimnej krwi, trzeba odbudować obronę. Przecież nie wszystko stracone, przecież... ŁUP! Słonecznik, Groszek, kilka pól dalej Orzech.
Cholera! Pojawił się ten pancerny od wiadra na głowie!
Wstrzymała oddech. Przeanalizowała sytuację. Brakowało słońca. Tak bardzo.
Zrezygnowana patrzyła na każdą, pożeraną roślinkę. Nie dała rady, nie utrzymała linii obrony.
Ekran spowiła czerń, po chwili na cukierkowym obrazku pojawił się nadgryziony, różowy móżdżek na talerzu. Napis "Zombie zjadły twój mózg" wydawał się dziwny w połączeniu z pastelowymi kolorkami obrazka. Niby taki słodki, a chciała oglądać go jak najrzadziej.
Szczególnie, że od godziny nie mogła zakończyć planszy z innym wynikiem - ciągle ten nadżarty organ!


Z pełnym rezygnacji jękiem odrzuciła urządzenie na łóżko. Wylądowało miękko na kocyku w pandy. Wstała. Nagle do jej uszu dotarło ciche, lecz jednostajne chrobotanie. Przez chwilę zastanawiała się, czy to współlokatorka nie może po alkoholu trafić kluczem do zamka, jednak zreflektowała się. Było jeszcze za wcześnie, jej koleżanka jest teraz w pracy.
Poczuła dziwny ucisk w klatce piersiowej, zaschło jej w gardle. Kto odstawia takie cyrki na osiedlu strzeżonym? Przecież na dole jest ochrona!
Tylko że nie miała jak podtatusiałych panów w czarnych kamizelkach wezwać, od przeprowadzenia się do tego mieszkania ani razu nie zeszła do nich by wziąć numer!
Teraz to się mściło.
Najciszej jak potrafiła, z podchodzącym do gardła sercem, przysunęła się do drzwi. Czuła smród własnego potu, gdy stanęła na palcach, by spojrzeć przez wizjer.
Po drugiej stronie czekał chłopak w zielonej kamizelce. Jedną ręką przyciskał do piersi teczkę, drugą skrobał drzwi.
Pewnie jakiś "wciskacz kitu", przemknęło jej przez myśl. Uśmiechnęła się czując jak negatywne emocje z niej schodzą. Pewnie ten wolontariusz będzie jej tłumaczył o potrzebie ustawienia przelewu stałego na rysie lub puszczyki, a ona mu podziękuje i pogratuluje uczestnictwa w tak szlachetnym projekcie. Standard.
Wypuszczając głośno powietrze przekręciła łucznik. Nie przeszło jej przez myśl, by zastanowić się dlaczego okolona kaskadą brązowych włosów głowa chłopaka opadała, to znowu unosiła się z każdym ruchem. Nie przyjrzała się dziwnym zsinieniom na szarych dłoniach.
Pomyślała jedynie, że z wyuczonym, sztucznym uśmiechem uświadomi nieszczęsnemu wolontariuszowi, że i tak nie wypełni żadnych deklaracji.
Drzwi uchyliły się. Intruz poleciał do przodu i wpadł do mieszkania. Przewróciłby się, ale w ostatniej chwili podtrzymała go gospodyni. Miała dobry refleks.
- A może by tak jakieś przepraszam? - warknęła stawiając go do pionu. Dziwny przybysz chwiał się, jakby za chwilę miał zemdleć. Przy jednym z przechyleń długie kudły odsłoniły bladą, wychudzoną twarz z wywróconymi do góry białkami. Odsunęła się. Czyżby on coś brał? Schlał się? Co mu jest?
Skrzywiła się. Ten chłopak dziwnie śmierdział. Nie alkoholem, nie papierosami, nie potem. To było coś zupełnie innego, złowrogiego. Odór śmierci.
"There's a zombie on your lawn", przemknął jej przez myśl wers piosenki z "Plants vs. Zombies 2". Skoczyła do kuchni. Chwyciła za doniczkę, w której dogorywała mięta.
- Wynoś się! - krzyknęła zamierzając się na przybysza. Uderzyła. Gliniana krawędź wgryzła się w czerep nieznajomego z głośnym plaśnięciem. Jakby ktoś uderzył łopatką do smażenia w puree ziemniaczane.
Wolontariusz runął, przewrócił się na jej poprzecierane balerinki.
Dziewczyna spoglądała z niedowierzaniem na leżącego. W głowie jej huczało, serce waliło jak oszalałe, mogłoby wyskoczyć z więzienia żeber.
- Alll... lle... on... - wyjąkała. W jej głowie pojawiła się kolejna absurdalna myśl: zadzwonić po pogotowie. Przecież muszą mu jakoś pomóc! Przecież to przypadkiem, niechcący uszkodziła jakiegoś niemytego narkomana! Tylko czemu tak śmierdział? Może zamknęli go w grobie i nie miał gdzie się umyć? Podobno na Śląsku zdarzały się takie historie. To czemu nie tu?! Przecież na północy Polski też to się może wydarzyć! Tu też nie brakuje psychopatów, przecież niedawno wyszła sprawa tej morderczyni z małej wioski niedaleko Łomży...
Wskoczyła do pokoju, zerwała z łóżka narzutę. Tablet uderzył o ziemię, pękł ekran. To nie było ważne, musiała znaleźć telefon, który gdzieś tu jest! Przynajmniej był wcześniej!
Przeszukiwała gorączkowo posłanie. Zajrzała pod poduszkę: jedną, drugą, trzecią, w końcu szybkim ruchem ściągnęła prześcieradło. Czarna komórka spadła na dywan. Rzuciła się w tym kierunku, porwała telefon w drżące dłonie.
1... 1.... 1.... 1.... 2.... Cholera!
Wydała z siebie jęk pełen zawodu. Skasowała wszystko co napisała i ponownie wcisnęła jedynkę.
Musiała się uspokoić, musiała zadzwonić. Przecież tam, na jej butach leżał człowiek! Pewnie narkoman, ale przecież człowiek! Co w nią wstąpiło?
Wcisnęła zieloną słuchawkę, czekała. Nie zauważyła, że dziwny, długowłosy wolontariusz podniósł się z podłogi i ruszył w jej kierunku...

Pracująca na infolinii dyspozytorka w chwili odebrania połączenia usłyszała dziwny charkot. Chwilę później osoba po drugiej stronie słuchawki zamilkła.
- Dzień dobry, czy ktoś tam jest? Halo? - powtórzyła wezwanie kilkakrotnie, po czym odrzuciła rozmowę z miną, która wyrażała więcej niż tysiąc słów. - Znowu jakiś gówniarz jaja sobie robi. A mówią: nie blokuj linii, bo ona komuś uratuje życie.


****
Prawa do gry "Plants vs. Zombies" należą do Pop Cap i Electronic Arts. Słonecznik (Sunflower), Groszek (Peashooter) i Orzech (Wallnut), a także tragiczne zakończenie są zaczerpnięte z gry. Zaproponowałam swoją wersję ich polskich odpowiedników. Myślę, że o zombie nie muszę wspominać.

W tekście pojawił się również utwór, który być może kojarzą gracze komputerowej wersji "Plants...", odblokowywało się go po pokonaniu wszystkich przeciwników.

 


4 komentarze:

  1. Haha, pamiętam tę gierkę - koledzy ze studiów spędzali przy niej całkiem długie godziny. Ja również dałem skusić się na kilka partyjek :)

    Interesujący tekst. Czy można oczekiwać wersji komiksowej?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze mówiąc nie myślałam o zrobieniu komiksu ;)

      Usuń
  2. Fajne :)
    zazdroszcze ci luźnego podejścia do tematu... ja bym odrazu wyciągał tezy z pracy mojej pracy naukowej o komunikacji roslinnej....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gierka jest pastelowa i i gruncie rzeczy prześmiewcza, więc nie mogłam inaczej :)

      Usuń

Będzie mi niezmiernie miło jeśli pozostawisz po sobie ślad.
Pamiętaj, że komentarze będące spamem lub obrażające innych będą kasowane.

Informuję iż teksty (nie będące odpowiednio odznaczonymi cytatami z książek) oraz rysunki/ komiksy zamieszczane na tym blogu są moją własnością.
Okładki książek i komiksów pochodzą z serwisu lubimyczytac.pl .
Kopiowanie i/ lub przerabianie, przeredagowywanie tekstów bez mojej wiedzy i zgody jest zabronione.